Leonid Rabiczew: Wojna wszystko spisze. Wspomnienia oficera łącznościowca 31 armii 1941-1945 (fragment 4)

Po co piszę?  

Czy publikacja moich wspomnień komuś zaszkodzi, komuś pomoże? Cóż za dwuznaczna rzecz — pamiętnik! Szczerze — tak. A co w temacie etyki, a co odnośnie prestiżu państwa? Moje teksty z trudem wpisują się w to, jak chciałoby się nam widzieć i opisywać jego historię najnowszą. Co ja robię? Jakąż to niebezpieczną grę żem rozpętał?

Olśnienie przychodzi znienacka.

Nie, to nie gra, i nie podbudowywanie ego, to coś z zupełnie innych obszarów, to wyrażenie skruchy. Siedzi to w środku jak drzazga, nie tylko we mnie, lecz w całym pokoleniu. Możliwe, że i w całej ludzkości. Piszę o moim indywidualnym przypadku, małym fragmencie zbrodniczego stulecia. Z tym doświadczeniem, tak samo jak z rozkułaczaniem w latach 1930-ych, z GUŁAG-iem, ze śmiercią dziesiątków milionów niewinnych ludzi, jak z okupacją Polski w 1939, nie da się żyć godnie. Nie wyraziwszy skruchy, nie da się godnie opuścić tego świata. Byłem dowódcą plutonu, robiło mi się niedobrze, kiedy patrzyłem, tak jakby z boku, na to, co wyczyniali moi podkomendni, a oni stali w tych strasznych, zbrodniczych kolejkach, śmiali się zamiast płonąć ze wstydu i w gruncie rzeczy popełniali zbrodnie przeciw ludzkości.

Pułkownik kierujący ruchem? Nie wystarczyłoby jednego rozkazu? A przecież przejeżdżał tą szosą dowódca 3. Frontu Białoruskiego, marszałek Czerniachowski. Nie widział, ze swojego jeepa nie widział tego wszystkiego? Nie wchodził do domów, gdzie na łóżkach leżały trupy kobiet z butelkami po winie wciśniętymi między nogi? Nie wystarczyłoby jednego rozkazu?

Na kim spoczywa większa wina: na szeregowym żołnierzu, na pułkowniku kierującym ruchem, na rozchichotanych pułkownikach i generałach, na mnie przyglądającym się bezczynnie, na tych wszystkich, którzy mówili, że wszystko się spisze na karb wojny?

W marcu 1945 roku moją 31 armię przekierowano na 1 Front Ukraiński, do Śląska. Drugiego dnia na rozkaz marszałka Koniewa w publicznej egzekucji rozstrzelano czterdziestu sowieckich żołnierzy i oficerów. Od tamtej pory nie było na Śląsku ani jednego przypadku zgwałcenia ani morderstwa na cywilnej ludności. Dlaczego w Prusach Wschodnich marszałek Czerniachowski postąpił inaczej?  

Szalona myśl nie daje mi spokoju — Stalin wzywa Czerniachowskiego i szeptem mówi do niego:

— A jak by tak wytrzebić do cna wszystkich tych wschodniopruskich imperialistów? Na mocy międzynarodowych umów to terytorium będzie nasze, radzieckie.

I Czerniachowski odpowiada Stalinowi:

— Tak jest, towarzyszu generalny sekretarzu!

To moja fantazja, ale całkiem prawdopodobna. Nie, nie mam nic do ukrycia. Słusznie czynię, pisząc o tym, co widziałem własnymi oczami. Nie powinienem i nie mogę milczeć. Proszę o wybaczenie, Olgo Ilnickaja.
---

7 maja 2002 roku

— Nie mam zamiaru tego słuchać. Chcę, żeby pan, panie Leonidzie Nikołajewiczu, zniszczył ten tekst. Nie wolno go dawać do druku! — mówi łamiącym się głosem moja przyjaciółka, poetka, pisarka, dziennikarka, Olga Ilnickaja.  

Ma to miejsce w Szpitalu dla weteranów wojny nr 3 w moskiewskim Miedwiedkowie. Dziesiąty dzień leżę w czteroosobowym pokoju. Piszę przed i po śniadaniu, piszę pod kroplówką, w dzień, wieczorem, czasami w nocy.

Spieszę się, żeby utrwalić wyrywające się z podświadomego zapomnienia kadry dawnego życia. Olga odwiedziła mnie, myśląc, że podzielę się z nią nowymi wierszami.

Na jej twarzy widzę grymas obrzydzenia. Daje mi do myślenia.  

Po co piszę? Dlaczego?

MrHyde

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i historyczne, użył 587 słów i 3595 znaków, zaktualizował 27 maj o 13:27.

1 komentarz

 
  • MEM

    "Drugiego dnia na rozkaz marszałka Koniewa w publicznej egzekucji rozstrzelano czterdziestu sowieckich żołnierzy i oficerów. Od tamtej pory nie było na Śląsku ani jednego przypadku zgwałcenia ani morderstwa na cywilnej ludności. Dlaczego w Prusach Wschodnich marszałek Czerniachowski postąpił inaczej?"

    Bo Prusy Wschodnie to były Niemcy. Może nie tyle chodziło o wytrzebienie ich, zanim te tereny trafią w granice ZSRR, bo reżim bez problemu mógł zrobić po prostu powtórkę z wcześniejszych czystek i nie przejmowałby się przy tym jakąkolwiek opinią, co po prostu w niemieckim przypadku, armia dostała nie tylko oficjalne zezwolenie, ale i nakaz w ramach odwetu, i nie stał za tym jakiś wcześniej planowany podstęp (choć Rosjanie, swoją logiką, do dziś traktują też dokonywanie zbrodni wojennych, jako skuteczną broń psychologiczną).

    W krajach wcześniej okupowanych przez Rzeszę, a zajętych przez Armię Czerwoną, faktycznie wojsku groziło rozstrzelanie za np. gwałty, ale to było w stanie tylko zmniejszyć skalę i do tego częstym było przymykanie oczu na takie przypadki (więc w to, że np. na Śląsku po tej pokazowej egzekucji nie zdarzały się przypadki gwałtów i innych zbrodni, to nie ma co wierzyć).  

    Autor pyta się, czyja wina jest większa, żołnierzy czy dowódców, ale wychodzi tu ze złego założenia. Szuka konkretnego winnego w armii, podczas gdy winne jest radzieckie społeczeństwo, bo takie ono (z pewnym wkładem niemieckim w postaci niemieckich zbrodni wojennych w ZSRR) po prostu było. Ktoś tych ludzi wychował, w różnym stopniu wykształcił, urządził im konkretne realia bytu. Przede wszystkim tam leży wina/przyczyna – w sposobie rozumowania przeciętnego "Ruskiego" (bo przecież nie tylko samych Rosjan, ale i ludzi ze wszystkich republik radzieckich). Nie wystarczyłoby jednego rozkazu zakazującego popełniania zbrodni, czy nakazującego postawić pod ścianą sprawców. Skala pewnie by się zmniejszyła, ale nadal takie zbrodnie, w dużych ilościach, miałyby miejsce. Oni, sprawcy tych zbrodni, po prostu takimi kryteriami rozumowali, i tylko częściowo rozumowali nimi z powodu swoich wojennych przejść, albo wojna łatwiej ich degenerowała ze względu na ich wcześniejszy "styl życia".  

    "Po co piszę? Dlaczego?"

    A na to sobie sam odpowiedział:

    "to wyrażenie skruchy. Siedzi to w środku jak drzazga, nie tylko we mnie, lecz w całym pokoleniu. (...) nie da się żyć godnie. Nie wyraziwszy skruchy, nie da się godnie opuścić tego świata."

    Kwestia tylko taka, kiedy naprawdę to do niego dotarło. Bo od tego zależy, czy faktycznie pisze zgodnie z prawdą o rzeczach dotyczących jego osoby, czy jednak siebie przedstawia w innym świetle niż resztę.

    PS. "ciężarówka GAZ-AA"

    Ech..., mój dziadek taką jeździł niedługo po wojnie. Zwolnili go z roboty po tym, jak na jednym zakręcie, takim pod kątem niemal 90 stopni, pojechał prosto, w pola. Tak był nawalony. ;) Też znak czasów – rozpite społeczeństwo.

  • MrHyde

    @MEM "podczas gdy winne jest radzieckie społeczeństwo"
    Pamiętasz, jak się ze mną sprzeczałaś, że to nie polskie społeczeństwo jest winne tego, że ma rząd PiSu, tylko jakaś tam opozycja? ;) Że nie Polacy są winni mizerii nauki w Polsce (oświaty, ochrony zdrowia, technologii), tylko Zachód (i Wschód, i Południe)? ;)

  • MEM

    @MrHyde "powtarzasz stereotypy, ale nie za bardzo rozumiem, jaką masz tezę. Że Rosja to inna cywilizacja? Wcale nie tak odległa, i za Putina i za Stalina."  

    To nie są stereotypy. W każdym społeczeństwie obowiązują jakieś normy społecznie, jakiś wewnętrzny porządek (wywalony z roboty dziadek-kierowca, bardzo młody człowiek wtedy, nie pił w tej robocie tylko dlatego, że był alkoholikiem, pił dlatego, że było społeczne przyzwolenie na to, a ono było, bo naród w tamtych wojennych i powojennych czasach się rozpił, taka była panująca wtedy norma; wyobraź sobie, że potem z taką kartoteką przyjęto go do pracy... na kolei jako maszynistę :D; i to nie jest usprawiedliwienie, tylko po prostu stwierdzenie faktu, tak jak normą było np. to, że radzieckie wojsko gwałciło po drodze jak leci, co z kolei wynikało z warunków życia/realiów radzieckiego społeczeństwa). I jednostka, przeciętny obywatel, jest przez te normy od dziecka urabiany. Jak w Rosji (pod dowolnym w danym okresie czasu szyldem) była bieda, zamordyzm, pranie ludziom mózgów ideologią itd., to nie ma prawa się to na mieszkańcach tego kraju nie odbić. Skąd się bierze choćby to, dość powszechne i powtarzane często, przekonanie, że rosyjska dusza jest inna? Właśnie z warunków, jakie w Rosji panowały. Koło się zamyka.

    Jest taki kawał, że rozbitkowie z rosyjskiego statku dopływają do wyspy ludożerców, którzy oznajmiają im, że ich zjedzą. Słysząc to, jeden z Rosjan pyta tubylców:
    –  Czy u was była rewolucja?
    –  Nie.
    –  A kolektywizacja?  
    –  Nie.
    –  A kult jednostki?
    –  Nie.
    –  A czyny społeczne w dzień urodzin Lenina? Też nie?
    –  Nie.
    –  No to skąd w was takie zezwierzęcenie?  

    Rosja to jest inna cywilizacja, choć nadal to ludzka cywilizacja. Tak samo jak my jesteśmy inną cywilizacją, niż społeczeństwo dowolnego innego państwa – nie wszystko przecież jest wszędzie takie samo (choć globalizacja robi, co może ;)). Problem Rosji (i przez to większości świata) jest jedynie taki, że oni pod niektórymi względami odstawali/odstają za bardzo od reszty, jednocześnie będąc państwem, które od wieków ma bardzo duży wpływ na świat. Gdyby to było państewko mające taki wpływ na świat, jak jakaś tam "Górna Wolta", to też by to była inna cywilizacja niż reszta (w tym my/Europa), tyle, że nikt by się nie przejął, jak oni tam sobie żyją, tak jak nikogo nie obchodzi, że gdzieś tam na którejś z wysepek Pacyfiku mogą sobie żyć kanibale.  

    Przy czym ja wcale nie twierdzę, że Rosjanie są produktem wyłącznie "własnej cywilizacji", wpływy zewnętrzne oczywiście także były. Ale. Po pierwsze, Rosja, jako carskie imperium, nie miała niczego narzuconego, tak jak np. Polacy pod zaborami. Po drugie, Rosja z kolei komunistyczna (jak i całe ZSRR), poza byciem militarną potęgą, dodatkowo była szczelnie zamknięta przed resztą świata, co, łącznie wzięte, uniemożliwiało narzucenie zewnętrznych wpływów. Inaczej niż większość świata, Rosjanie kisili się przez wieki przede wszystkim we własnym sosie.

    "Pamiętasz, jak się ze mną sprzeczałaś, że to nie polskie społeczeństwo jest winne tego, że ma rząd PiSu, tylko jakaś tam opozycja? ;) Że nie Polacy są winni mizerii nauki w Polsce (oświaty, ochrony zdrowia, technologii), tylko Zachód (i Wschód, i Południe)?"

    Ja pamiętam, ale Ty to chyba mgliście. ;)

    Po pierwsze, nie napisałam, że polskie społeczeństwo w ogóle nie jest winne temu, że rządzi PiS, tylko, że opozycja jest winna, bo przez swoje nieudacznictwo doprowadziła, po pierwsze, do tego, że PiS-owi "wyhodowała" (albo raczej wydatnie w tym pomogła) elektorat, przez warunki, nie tylko materialne, w jakich on żył za opozycyjnych rządów, po drugie, do tego, że straciła władzę, popełniając – obok tego wyhodowania PiS-owi wyborcy – rozmaite błędy walące w jej wizerunek jak w bęben (i nie wyciągnęła po dziś dzień żadnych wniosków z tego). W efekcie PiS dostał władzę na tacy, bo sam udział społeczeństwa, jako masy, choć oczywiście też ma miejsce, jest tu niewiele znaczący.

    BTW, jeśli obwiniałam opozycję, to przecież już samo to dowodzi tego, że obwiniałam w jakimś stopniu społeczeństwo polskie. No chyba że wierzysz, że opozycja z jej elektoratem to ukryta opcja niemiecka. ;)

  • MEM

    @MrHyde  

    Po drugie, nie twierdziłam, że nie ma żadnej winy w polskim społeczeństwie, jeśli chodzi o pozostałe kwestie, o których wspomniałeś. Twierdziłam, że w przypadku polskiego państwa i społeczeństwa większość przyczyn jest zewnętrzna. A to są dwie różne rzeczy. Rosjan, tak zostając przy tym samym przykładzie, nikt nie rozbierał, Rosja nie leżała pomiędzy silniejszymi i działającymi ze sobą w porozumieniu (w zasadzie po dziś dzień – vide: niemieckie problemy z polityką i nastawieniem wobec Rosji po jej ostatniej agresji) mocarstwami, Rosjan nikt nie okupował (nie licząc niemieckiego najazdu), Rosjanom dwie światowe wojny, jedna zaraz po drugiej, nie zniszczyły do gołego gruntu (często dosłownie do gołego) całego terytorium, Rosjan nikt z zewnątrz nie mordował (ponownie: z wyjątkiem agresji niemieckiej z czasów II wojny) przez kilka stuleci, choć z przerwami i na różną skalę,  specjalnie celując w inteligencję, Rosjanom praktycznie nikt nie dyktował warunków. Oni to, co złe, w większości ściągnęli na siebie sami (choćby właśnie komunizm z jego konsekwencjami). Nie zawsze świadomie ściągnęli, ale jednak ten "spiritus movens" wychodził stamtąd, z Rosji i jej społeczeństwa ukształtowanego przede wszystkim przez wewnętrzne warunki, a nie z zewnętrznego wpływu (chyba, żeby uznać, że np. podesłanie przez Niemcy Lenina to był wpływ zewnętrzny, ale rewolucja w Rosji odbyła się przecież bez Lenina, a bez poparcia społecznego, wynikającego z warunków/realiów ówczesnej Rosji, nigdy by to wszystko nie miało miejsca).

  • MrHyde

    @MEM "Skąd się bierze choćby to, dość powszechne i powtarzane często, przekonanie, że rosyjska dusza jest inna?"
    Nie wiem. Słyszałem to tylko raz, na wykładzie nawiedzonego Zanussiego, przyjaciela jeszcze bardziej nawiedzonego Michałkowa. Osobiście nie znam ani jednego Rosjanina pieprzącego o "ruskiej duszy".

  • MrHyde

    @MEM "Rosja to jest inna cywilizacja"
    Jesteśmy w roku 1940: 30 lat wcześniej Warszawa, Łódź, Wilno, Siedlce, Lublin, Zamość itd. były prowincjonalnymi miastami Rosji, okoliczne wsie były wsiami w Rosji, rodzimym językiem Żydów na Polesiu był rosyjski, językiem urzędowym w KP i Litwie był rosyjski. Raptem jedno pokolenie wcześniej. I tak przez całe stulecie, co najmniej. ;)

  • MEM

    @MrHyde "Nie wiem. Słyszałem to tylko raz, na wykładzie nawiedzonego Zanussiego, przyjaciela jeszcze bardziej nawiedzonego Michałkowa. Osobiście nie znam ani jednego Rosjanina pieprzącego o "ruskiej duszy"."

    Określenie jest dość często na świecie spotykane. Ale i sami Rosjanie o tym mówią. Np.

    "Publikacja: 19.07.2008

    Kontrowersyjne wyniki badań: rosyjska dusza nie istnieje  

    Oburzenie w Moskwie - Rosjanie nie są unikalni. Mają takie same geny i osobowość jak inni ludzie – dowodzą estońscy naukowcy

    „Gdy mówię Rosja, mam na myśli: Piotr I, Katarzyna Wielka, Puszkin, Lermontow, Tołstoj, Dostojewski, Wysocki, Okudżawa, Pugaczowa, osławiona rosyjska dusza” – czytamy na portalu Rossia. pl. Owa dusza to część rosyjskiej tradycji, którą opisywali najwięksi klasycy. Teraz jej istnienie ośmielili się podważyć Estończycy.  

    – Twierdzenia Fiodora Dostojewskiego i Aleksandra Sołżenicyna o „unikalnym” narodzie rosyjskim są błędne. Człowiek rosyjski zarówno pod względem genetycznym, jak i osobowościowym jest bardzo podobny do innych narodowości świata – przekonuje estoński profesor Juri Allik. W piątek przedstawił wyniki swoich badań.

    Co na to Rosjanie? – Rosyjska dusza istnieje – mówi „Rz” oburzony Wiktor Jerofiejew, rosyjski pisarz i autor „Encyklopedii duszy rosyjskiej”. Przekonuje, że jej główna osobliwość polega na dwubiegunowości. – Istnieją w niej jednocześnie dwa punkty widzenia, dwa podejścia do życia. To bardziej charakterystyczne od otwartości czy hojności – zauważa.  

    Znawca Rosji profesor Paweł Wieczorkiewicz z Uniwersytetu Warszawskiego tłumaczy, na czym polega ta dwoistość.  
    – Rosjanie to ogromnie sympatyczny naród o wielkiej empatii dla innych. Ale tylko prywatnie. Jako urzędnicy i przedstawiciele imperium stają się okrutni i bestialscy. Wtedy kończą się ich cechy ludzkie – podkreśla. Jest jednak przekonany, że rosyjska dusza istnieje. – Jest kolektywna i niewolnicza, gdyż przeciętny Rosjanin ma poddańczy stosunek do władzy. Jest przedmiotem, a nie obywatelem swojego państwa – dodaje.  
    Podobnie widzą Rosjan Estończycy. – Są niezwykle lojalni wobec swojego kraju i jego władców. Bardzo łatwo nimi manipulować. Gdy Putin tłamsił demokrację, nie używał przemocy. Ale i tak nikt mu się nie przeciwstawiał. Nie było żadnego oporu – mówi „Rzeczpospolitej” Vahur Made, wiceszef Estońskiej Akademii Dyplomatycznej.  

    Również ogromna liczba Rosjan żyjących w Estonii jest całkowicie posłuszna Moskwie. I bierna. – Nic nie proponują. Nie mają żadnych pomysłów, by zmienić Estonię w jeszcze bardziej niezależny, demokratyczny i nowoczesny kraj – mówi Made. Jego zdaniem na rosyjską duszę składa się też wszędzie słyszalny rosyjski język. – W Estonii nie można porozumieć się z Rosjaninem po estońsku. W rosyjskich skupiskach w Nowym Jorku nie ma szans na dogadanie się po angielsku – podkreśla.  
    Estońscy naukowcy wniosek o rosyjskiej duszy wyciągnęli na podstawie sondażu przeprowadzonego wśród 11 tysięcy Rosjan. Wzięło w nim udział 40 wyższych rosyjskich uczelni nawet z najbardziej oddalonych zakątków kraju, w tym z Kamczatki i Karelii.  
    – To bardzo czytelny i ważny przekaz także w sensie politycznym. Tłumaczenie, że demokracja i inne formy życia zachodniego nie mogą być zaadaptowane w Rosji ze względu na charakter jej mieszkańców, to typowa demagogia – podkreśla Allik.  
    Według niego nie można tak tłumaczyć specyfiki rosyjskiego stylu życia czy systemu politycznego. – Radziłbym Estończykom przeczytać moje dzieło, by zrozumieć, na czym polega specyfika rosyjskiej duszy – ucina jednak Jerofiejew."
      

    źródło: rp. pl/spoleczenstwo/art8109651-kontrowersyjne-wyniki-badan-rosyjska-dusza-nie-istnieje

    "Jesteśmy w roku 1940: 30 lat wcześniej Warszawa, Łódź, Wilno, Siedlce, Lublin, Zamość itd. były prowincjonalnymi miastami Rosji, okoliczne wsie były wsiami w Rosji, rodzimym językiem Żydów na Polesiu był rosyjski, językiem urzędowym w KP i Litwie był rosyjski. Raptem jedno pokolenie wcześniej. I tak przez całe stulecie, co najmniej."  

    A jak myślisz, skąd się wzięło to, że nawet do dziś łatwo można wykreślić, jak przebiegały granice poszczególnych zaborów Polski?

    Poza tym, owszem, Raptem pokolenie wcześniej te ziemie wchodziły w skład Rosji. Ale. Po pierwsze, były jednak dla Imperium prowincją, co za tym idzie, po macoszemu traktowaną, także i w kwestii rusyfikacji (choć ona swoje zrobiła). Po drugie, nie licząc skazańców, jakiejś przymusowej wywózki rdzennej ludności polskiej, czy choćby osadnictwa wzorem pruskiej Hakaty, nie było. A najważniejsze jest "po trzecie" – społeczeństwo polskie mieszkające na wspomnianych ziemiach miało o tyle farta, że się wtedy wywinęło bolszewickiej rewolucji i temu, co za nią przyszło.

  • MrHyde

    @MEM "Rosyjska dusza istnieje – mówi „Rz” oburzony Wiktor Jerofiejew, rosyjski pisarz i autor „Encyklopedii duszy rosyjskiej”. Przekonuje, że jej główna osobliwość polega na dwubiegunowości".

    Haha. Cały Jerofiejew. :) Czy nazwanie Rosjan schizofrenikami nie zakrawa na sarkazm?

  • MEM

    @MrHyde "Haha. Cały Jerofiejew. :) Czy nazwanie Rosjan schizofrenikami nie zakrawa na sarkazm?"  

    Nie wiem, czy to sarkazm. Coś w tym jest, że naród, który faktycznie bardzo często jest serdeczny i gościnny w takich zwykłych międzyludzkich relacjach, jak o tym zresztą Wieczorkiewicz w cytowanym artykule wspomina, jednocześnie zachowuje się tak skrajnie brutalnie (od czasów carskich aż po dzisiejszą Ukrainę). Musi coś siedzieć w mentalności tych ludzi, bo to ona nimi kieruje.

    Zresztą, przecież o tej "unikalnej" duszy rosyjskiej, choć fakt, że zwłaszcza poza Rosją często różnie pojmowanej, jeden Jerofiejew na świecie nie wspomina.

  • MrHyde

    @MEM daj kontekst tego jednego zdania V.J., to będzie można jakoś interpretować. To pisarz, człowiek świata, czasami sarkastyczny, czasami krytyczny wobec rosyjskiej rzeczywistości, czasami natchniony. Mógł mieć na myśli dosłownie wszystko.

  • MEM

    @MrHyde "daj kontekst tego jednego zdania V.J., to będzie można jakoś interpretować."  

    A skąd mam Ci go wytrzasnąć? :) Ot, "Rzepa" na potrzeby artykułu zapytała Jerofiejewa, zacytowała odpowiedź (ewentualnie jej wybrany przez dziennikarza fragment, ale jeśli tak, to reszty się nie znajdzie, przepadła), i tyle.

    "To pisarz, człowiek świata, czasami sarkastyczny, czasami krytyczny wobec rosyjskiej rzeczywistości, czasami natchniony. Mógł mieć na myśli dosłownie wszystko."  

    Mógł też nie mieć, a po prostu powiedzieć wprost. Zresztą. Gość napisał książkę, którą zatytułował: "Encyklopedia duszy rosyjskiej". To o czym tam pisał? O ufoludkach? Niech będzie, że sarkastycznie, krytycznie, w pijanym zwidzie, czy jeszcze jakoś inaczej, ale chyba na temat, nie?

    Ot, np.

    "Metamorfoza nastąpiła przecież tylko w jednym zaimku, zszarganym słówku, jednakże "my" to Mikołaj II leksyki rosyjskiej. Próżno myśleć, jakoby nasze "my" składało się ze zbioru "ja", będących wartością dla siebie samych. Rosyjskie "ja" nie jest pierwiastkiem przystosowanym do samodzielnego życia, przebywa wyłącznie w molekule rodzinnej. Stąd nie "ja" kształtuje ideę "my"; to "my" przemawia i manifestuje. "My" płodzi wyrodne "ja" jak drobne kartofle. Wszystkie siły rosyjskiej pisowni są po stronie "my" i ile by w rozwój "ja" wkładano literackiej udręki, na nic się nie to zda, gdyż brak rezerw gramatycznych. Podświadome "my-kanie" Płatonowa i pełne sprzeciwu "ja-kanie" Nabokova niech będzie przykładem różnicy potencjałów. Na "my" można ujadać jak Zamiatin, z "my" można się śmiać jak Olesza, jednak "my" ma samodzierżawną jakość o imieniu "narod".

    "Narod" jest jednym z najbardziej precyzyjnych pojęć w języku rosyjskim. Zakłada podwójne przeniesienie odpowiedzialności: z "ja" na "my" i z "my" na – ród: "my-oni", czynnik zewnętrzno-wewnętrzny, co oznacza wieczne poszukiwanie nie samopoznania, lecz samousprawiedliwienia. Słowo "narod" zabetonowało naród na wieki.

    Mimo różnic pomiędzy stanami, pokoleniami, płciami i regionami, Rosjanie są wspólnotą potomków bitych knutem i batogiem. Rosjanie są dziećmi tortur. Tam gdzie osobliwości życia indywidualnego kwitną kosztem społecznego, naród jest metaforą lub słowem w ogóle nie istniejącym. W tym kraju oddaje ono sens złej sprawy."


    Albo:

    "Nadszedł czas, by Rosję wreszcie skolonizować. Jak Afrykę. Afryce kolonizacja pomogła. Zbudowano drogi, słupki postawiono, czerwono-białe, jak we Francji. Nauczono się mówić "dziękuję" i "proszę". Do sklepów dostarczono normańskie sery. Nie wszystko się oczywiście udało, nie wszyscy polubili sery, wielu jak dawniej ledwo wiąże koniec z końcem, lampą naftową przyświeca, coś jednak mimo wszystko wyszło.

    Jak by tu kogoś poprosić, by Rosjan skolonizowano? (...) Wówczas Rosjanie nauczą się jeść normandzkie sery i popijać je winem burgundzkim. Zmienią się niesłychanie. Ale swoistość pozostanie. Jak u Afrykanów. Ci w dalszym ciągu jedzą rękami. Wierzą w swoich niefrancuskich bogów. Paradują w boskich strojach bubu z królewską godnością. Dlaczego Rosja ma być gorsza od Afryki?"


    – Jerofiejew "Encyklopedia duszy rosyjskiej"

  • MrHyde

    @MEM ten akapit o "my" to czysty opis faszyzmu. Nic dziwnego, że mu nie po drodze z raszystami.

  • MEM

    @MrHyde "ten akapit o "my" to czysty opis faszyzmu. Nic dziwnego, że mu nie po drodze z raszystami."  

    Niech nawet i tak będzie. Ale to też opis jakiegoś wycinka mentalności Rosjan, tej "unikalnej rosyjskiej duszy" postrzeganej przez autora-Rosjanina (nawet jeśli "nieraszystę", to nadal Rosjanina znającego społeczeństwo, z którego pochodzi). I to się zresztą wpisuje w to, co choćby przytoczony wcześniej artykuł Rzepy wspominał, że Rosjanie w międzyludzkich kontaktach potrafią być, czy też są, serdeczni i gościnni, ale jako wykonawcy rządowych poleceń zmieniają się o 180 stopni. Podobnie zresztą, jak jest sens w tym, że zachodnie społeczeństwa oparte są na wręcz kulcie indywidualizmu, liczy się jednostka, a z kolei w Rosji, przynajmniej tej czasów komunistycznych (Ale nie tylko wtedy. W końcu czy Rosjanie np. nie ginęli na wojnach "za cara i rodinu"?), nacisk szedł w stronę kolektywu.

  • MrHyde

    @MEM "Rosjanie w międzyludzkich kontaktach potrafią być, czy też są, serdeczni i gościnni, ale jako wykonawcy rządowych poleceń zmieniają się o 180 stopni".

    Co w tym wyjątkowego?

  • MrHyde

    @MEM "Podobnie zresztą, jak jest sens w tym, że zachodnie społeczeństwa oparte są na wręcz kulcie indywidualizmu".

    Z tym bym nie przesadzał, pamiętając o protestanckiej etyce (brak zasłon w oknach), francuskiej Grand Nation, niemieckim ordnungu, polskim watykanizmie i wspólnotowości wiejskiej (Chłopi, Reymont) na Zachodzie, i "rodzina jest najważniejsza" i zerowym poziomie "kapitału społecznego" i apolityczności Rosjan z drugiej strony.
    Mity, mity, mity, Marto.

  • MEM

    @MrHyde "Co w tym wyjątkowego?"  

    Wyjątkowa jest przede wszystkim skala. I to zarówno skala okrucieństwa, jak i ilości takich przypadków w porównaniu z Zachodem. Wszędzie na świecie zbrodnie miały/mają miejsce. Ale o ile w zachodnich społeczeństwach znaczny odsetek ludzi będą one oburzały, o tyle Rosjanie w większości zdają się nie mieć z tym problemu. No weź choćby na przykład samego Rabiczewa (jeśli założyć, że prawdę o sobie napisał). Jest jeden taki Rabiczew ze swoimi rozkminami i oburzeniem czy wstrętem na temat tego, czego był świadkiem, i całe pułki, które nie miały żadnego z tym problemu. A już jeśli założyć, że się Rabiczew w swych wspomnieniach wybiela, to wychodzi na to, że 100% stanu problemu ze zbrodniami nie miała.

    "Z tym bym nie przesadzał, pamiętając o protestanckiej etyce (brak zasłon w oknach), francuskiej Grand Nation, niemieckim ordnungu, polskim watykanizmie i wspólnotowości wiejskiej (Chłopi, Reymont) na Zachodzie, i "rodzina jest najważniejsza" i zerowym poziomie "kapitału społecznego" i apolityczności Rosjan z drugiej strony.  
    Mity, mity, mity, Marto."  

    Tak, to wszystko było/jest w zachodnich społeczeństwach, ale po pierwsze, nadal zostawiało margines dla indywidualizmu. Społeczeństwo ze swej natury jest kolektywem, którego członkowie muszą ze sobą koegzystować i współpracować, lecz w zależności od konkretnego przykładu społeczeństwa ten stopień "kolektywizacji" jest różny. Mówiliśmy kiedyś o społeczeństwach wschodnioazjatyckich, gdzie tamtejszy system przypomina mrowisko. Nawet tam jest jednak pewna przestrzeń dla "ja". Tym bardziej jest ona u nas. A już zwłaszcza w obecnych czasach, gdzie przynajmniej od kilkudziesięciu lat odchodzi się od tych wymienionych przez Ciebie postaw, i odchodzi się od nich przede wszystkim dlatego, że "ja" jednostki się z nimi akurat nie zgadza i jest to, na ogół, tolerowane, nikt za to nie pali już na stosach. I to właśnie indywidualizm dał Europie i Ameryce możliwość rozwoju i tym samym uzyskanie przewagi nad resztą. Jednostka była wychowywana w społeczeństwie w którym, tak generalizując, umożliwia się i nagradza się za indywidualne osiągnięcia, a nie wysyła np. do gułagu.

    I nie jest też tak, że Rosjanie mają zerowy poziom kapitału społecznego (a apolityczni też całkowicie nie są – m. in. obok propagandy, strach przed represjami tu swoje zrobił). W końcu nawet wspomniany Jerofiejew w jednym z tych przytaczanych cytatów pisze, że "tam gdzie osobliwości życia indywidualnego kwitną kosztem społecznego", co sugeruje, że w Rosji jest odwrotnie – kolektyw ma nadmierne "prawa" kosztem jednostki, ale nie znaczy to, że jednostka jest całkowicie pozbawiona indywidualizmu, bo tego się po prostu nie da zrobić. Jest car (nawet jeśli w putinowskiej wersji), jest "matuszka Rassija", którą np. ten zły Zachód – a przede wszystkim ci wstrętni amerykańscy imperialiści, bo to ich Rosjanie zawsze postrzegali jako konkurencję, na resztę państw Zachodu i reszty świata patrząc z góry, i to w ich przypadku mają żal/kompleks o przegraną zimną wojnę – chce zniszczyć, są rakiety, dzięki którym Rosjanie mają poczucie siły (nawet u Putina – także przecież produktu tamtejszego społeczeństwa i systemu – się to objawiało, choćby wtedy, gdy się żalił Tuskowi, że ma tyle rakiet, a nikt go na świecie nie szanuje na tyle, na ile ten arsenał by miał wskazywać; ;) nie mógł zrozumieć, dlaczego tak jest, to co dopiero w przypadku przeciętnego Rosjanina gdzieś na prowincji, któremu propaganda całe życie wmawiała, jaką potęgą militarną jest Rosja; po to przecież rosyjska propaganda co chwilę klepie w TV, jak to zaraz rakiety z głowicami atomowymi na kogoś tam się rzuci i przestaną Rosji podskakiwać – to nie jest po to, by Zachód straszyć, bo on się tych gróźb propagandy nie boi, to jest na potrzeby wewnętrzne) w stosunku do reszty świata itd. Jest się wokół czego zebrać jako wspólnota (nawet jeśli spora część z tych wspólnych punktów odniesienia jest wypaczona), nawet jeśli już nie zmuszają do wstępowania do kołchozu czy do innych organizacji.

  • MrHyde

    @MEM Ilu znasz Rosjan? ;)

  • MEM

    @MrHyde "Ilu znasz Rosjan?"

    A nigdy w sumie nie liczyłam (pamiętam jeszcze czasy, gdy tu stacjonowali). :) Trochę się ich przewinęło, ale to na ogół w bardzo powierzchownych kontaktach.

  • MrHyde

    @MEM A ja kilka egzemplarzy znam, dzisiejszych, nawet w miarę dobrze. ;) Ruskiej duszy nie widziałem nigdy. No, oczywiście to anegdotyczne doświadczenie - nie należy wnioskować o ogóle na podstawie kilku szczególnych przypadków. Więc możesz mieć rację, że jakieś wyjątkowe rosyjskie cechy istnieją. ;) Ale mieliśmy w tej fazie wojny spotkanie etnicznych Rosjan (nawet ruskich Rosjan) z etnicznymi Rosjanami w ukraińskich miastach Sławutycz/Czarnobyl i Enerhodar. O ruskich duszach naoczni świadkowie i bezpośredni uczestnicy spotkań nie raportowali. ;)

  • MEM

    @MrHyde "A ja kilka egzemplarzy znam, dzisiejszych, nawet w miarę dobrze. Ruskiej duszy nie widziałem nigdy. No, oczywiście to anegdotyczne doświadczenie - nie należy wnioskować o ogóle na podstawie kilku szczególnych przypadków."

    No właśnie – wszystko, także i metody prowadzące do wniosków, ma swoje wady i zalety. :) Gdy się patrzy z perspektywy jednostki, która ocenia rzeczywistość na podstawie tego, że zna inną jednostkę, to jest ryzyko, że ta ocena będzie obarczona błędem, bo można akurat natrafić na kogoś, kto odstaje od normy. Z kolei, gdy się patrzy z perspektywy socjologicznej, a socjologia "nie widzi" jednostki, tylko ma ogarniać całe społeczeństwo, to znowu takim błędem może być to, że we wnioskach ta generalizacja zajdzie za daleko. Niestety nie ma jakiegoś idealnego miernika w takich przypadkach.

    Tak BTW. W czasach, gdy wojska radzieckie zbierały się do wyjazdu z Polski, Kukiz napisał piosenkę: "Marsz KPN", i tam jest taki fragment:  

    "Ja rozumiem ciebie, Wania,
    lubisz wypić bez śniadania.
    Lecz tu nie ma takich dróg,
    byś po wódce jechać mógł."


    I z jednej strony stereotyp, nie? A z drugiej, Fiata 126p należącego do mojego sąsiada ruska wojskowa ciężarówka z rozmysłem zepchnęła do rowu. Ot, bo mogła. Więc masz jednocześnie i taką "socjologiczną generalizację", że Ruscy jeździli po drogach, jak chcieli i pod wpływem, i przypadek jednostkowy, który faktycznie zaistniał. I teraz pytanie: na czym oparł się Kukiz, pisząc piosenkę? Na stereotypie, czy może na tym, że stereotyp wziął się z przynajmniej częstych tego rodzaju wypadków?

    Ze zbrodniami Armii Czerwonej na terenach zajętych przez nią w czasie II wojny jest podobnie. I z każdą jedną rzeczą, która danego akurat narodu dotyczy. Stereotypy, choć często krzywdzące, skądś się jednak biorą. Nie każdy Polak w Niemczech kradł samochody, ale na tyle wielu to w danym okresie czasu robiło, lub na tak dużą skalę to robiło, że stereotyp mógł powstać i to ziarno prawdy w nim było. A ono z kolei musiało mieć swoją przyczynę. I ta może leżeć wyłącznie w mentalności, bo to kieruje ludzkim postępowaniem.

    "Więc możesz mieć rację, że jakieś wyjątkowe rosyjskie cechy istnieją."  

    Wiesz, może nie tyle chodzi tu o to, że te cechy są jakieś unikalne dla konkretnego narodu (w tym wypadku akurat rosyjskiego) i żaden inny ich nie posiada, ale o to, że natężenie ich w jednym społeczeństwie jest inne niż w drugim. Jeśli, np. jest jakaś armia i z niej gwałci – tak z czapy – co setny a władza od biedy jakoś tam stara się ich za to karać, zaś z kolei armia innego kraju to horda, w której gwałci praktycznie każdy i jeszcze do tego jest zachęcany, to z czegoś to musi wynikać. I jedynym źródłem takich różnic jest właśnie mentalność, sposób myślenia. I taki sam mechanizm dotyczy praktycznie każdego jednego aspektu życia. Stąd np. większa korupcja, albo oligarchia, albo w drugą stronę – większa serdeczność w kontaktach indywidualnych na poziomie jednostek ludzkich, itd. Tam leży pogrzebana ta "dusza" i chyba każdy naród coś takiego w sobie ma (tym bardziej taki, jak rosyjski, który przez długi czas był z jednej strony niszczony, z drugiej mocno oderwany od zewnętrznych wpływów), co go odróżnia od reszty świata. Oczywiście jest też szereg cech wspólnych z innymi nacjami, choćby wynikających z tego, że mamy wszyscy takie same potrzeby biologiczne, że jakaś część kultury (w sensie literatury, filmów itp.) do nas wszystkich, bez względu na szerokość geograficzną, dotarła. Ale one nie są w stanie wykorzenić tej "duszy" danego narodu, tego, że większość jego przedstawicieli rozumuje, i przez to zachowuje się, bardzo podobnie do siebie.  

    "Ale mieliśmy w tej fazie wojny spotkanie etnicznych Rosjan (nawet ruskich Rosjan) z etnicznymi Rosjanami w ukraińskich miastach Sławutycz/Czarnobyl i Enerhodar. O ruskich duszach naoczni świadkowie i bezpośredni uczestnicy spotkań nie raportowali."

    Bo – nie licząc tego, że trudno szukać tego, co łączy, w sytuacji, gdy jedna strona równa z ziemią dobytek drugiej i tę drugą morduje – właśnie etniczni to oni może są, ale kulturowo należą już do trochę innego kręgu (ale tylko trochę, nadal jest pewnie dużo cech wspólnych, stąd choćby oligarchia, która miała się dobrze i na Ukrainie i w Rosji, stąd poparcie dla prorosyjskich partii itd.). Od upadku ZSRR minęło ponad 30 lat. Wyrosło pokolenie, które w ogóle nie znało tamtego kraju. Już choćby to miało pewnie jakiś wpływ na ich sposób myślenia – nieśmiertelny "byt kształtujący świadomość".

  • MrHyde

    @MEM "na czym oparł się Kukiz, pisząc piosenkę?"
    Na dziurach w drogach. ;)

  • MEM

    @MrHyde "Na dziurach w drogach."

    :lol2:

  • MrHyde

    @MEM "minęło ponad 30 lat. Wyrosło pokolenie"
    No to jak wystarczy 30 lat i jedno pokolenie żyjące w różnych warunkach, to wszystkie gadki o duchach i cechach narodowych, jakoby długowiecznych, można z pluskiem spuścić do "unitazu" ;)

  • MEM

    @MrHyde "No to jak wystarczy 30 lat i jedno pokolenie żyjące w różnych warunkach, to wszystkie gadki o duchach i cechach narodowych, jakoby długowiecznych, można z pluskiem spuścić do "unitazu""  

    Oj, chyba nie doczytałeś, że: "etniczni to oni może są, ale kulturowo należą już do trochę innego kręgu (ale tylko trochę, nadal jest pewnie dużo cech wspólnych, stąd choćby oligarchia, która miała się dobrze i na Ukrainie i w Rosji, stąd poparcie dla prorosyjskich partii itd.)". :p ;)

    Natomiast w niektórych wypadkach – oczywiście nie w tym obecnym ukraińskim – niemal wystarczy jedno pokolenie. I Rosja jest tego przykładem. Rewolucja i ówczesne wojny zrobiły temu narodowi takie "kuku", że pokolenie, które wyrosło po tych wydarzeniach, w zasadzie startowało od zera i do tego obciążone było, bardzo skuteczną w tym wypadku, propagandą i terrorem. W takim przypadku wszelakie struktury społeczne zostają zniszczone tak bardzo, że naród traci poprzednią tożsamość, lub przynajmniej jej dużą część, a nowe realia plus propaganda dodatkowo dorzucają swoje w kształtowaniu jednostki, zwłaszcza tej urodzonej już w "nowym systemie". Co chcieli stworzyć komuniści? Człowieka radzieckiego, nie? I im się to w takich okolicznościach udało, choć może nie udało im się go stworzyć takim, jakiego chcieli jacyś komunistyczni idealiści.

    A te "cechy narodowe" mogą być długowieczne przy sprzyjających ku temu okolicznościach. Ponownie Rosja przykładem – choćby to, co robią na Ukrainie, żywcem jest wzięte z czasów ich dziadków a nawet pradziadków, a przecież wydawałoby się, że to dawno temu zniknąć powinno w mrokach dziejów, podobnie jak to, co Putin w Rosji wprowadza, przypomina czasy ZSRR i jest, przynajmniej w większości, tam akceptowane. Częste polskie poczucie bycia "mesjaszem narodów", niemieckie przywiązanie do porządku, postawy mieszkańców krajów muzułmańskich wynikające z panującej tam religii, japońskie pojmowanie honoru, żydowskie podejście do wykształcenia, american way of life, nawet kuchnia poszczególnych narodowości i wynikające z niej tradycje itd., także mają długie życie za sobą i być może nawet jeszcze dłuższe przed sobą.