Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Krew. cz. 9

Porucznik Calm otworzył drzwi swojego błękitnego cacka od strony pasażera, wskazał dłonią miejsce i delikatnie ujął dłonią głowę Alexa Foresta, by tamten się nie uderzył o metalową futrynę wozu. Taka policyjna rutyna. Jego nazwisko doskonale pasowało do osobowości. Nigdy się nie unosił gniewem i ciężko go było wyprowadzić z równowagi. 
– Proszę chwilkę poczekać, to nie potrwa długo. – rzekł cicho, ale na tyle wyraźnie by jego podopieczny usłyszał.
Alex skinął głową. Był ciałem tutaj, ale jego dusza gdzieś odeszła. Pewnie w światy gdzie rozmawiała teraz po cichu z Emile, Brianem i Cynthią. A oni nie mieli już trosk i panował tam błogi pokój. Alex pomyślał, że wkrótce tam do nich dołączy, już na zawsze.
Twarz porucznika owiewał deliktny wiatr znad oceanu, w ustach zaś czuł sól. Za miejscem wypadku stała grupka gapiów i co chwilkę ktoś robił zdjęcie telefonem komórkowym. Młody mężczyzna miał na sobie zwykłe jeansy i koszulkę firmy Puma, w kolorze kalifornijskiego nieba. Zwykle miało ono mocny błękitny kolor, lecz w lecie zasłaniały je dymy pożarów okolicznych lasów. Policyjną odznakę miał w tylnej kieszeni spodni z prawej strony, a komórkę firmy apple czuł w przedniej lewej kieszeni spodni. Z boku na pasie trzymał w kaburze dziewiętnastostrzałowy Glock-19. Policyjne dokumenty zostawił w wozie, w pojemniku, zwanym glove box. (Nazwa ta przetrwała od pierwszych samochodów, gdzie trzymano specjalne rękawiczki do prowadzenia pojazdów). 
Jego kształtną czaszkę porastały ciemnobrązowe włosy, teraz przycięte krótko, ale nie na jeża. Był z pewnością przystojnym i dobrze zbudowanym człowiekiem. Ale nie to oczywiście sprawiło, że w wieku dwudziestu sześciu lat został porucznikiem policji. Detektywem, jednym z najlepszych o ile nie najlepszym w całym stanie. Został wezwany na miejsce zbrodni, być może zamachu terrorystycznego, a do tej chwili nawet nie obejrzał wraku zniszczonego pojazdu. Co zrobił, to tylko zamienił kilka słów z ojcem rodziny, która zginęła. Jednak poza charakterem typowego gliny, całkowitym poświeceniem dla tego co robił, umiejętnością posługiwania się zdobyczami techniki, posiadał właśnie coś, co sprawiło, że osiągnął tak błyskotliwą karierę. Wyczucie. To właśnie nazywano szóstym lub nawet siódmym zmysłem. Nie urodził się z tym, a przynajmniej nie był tego świadomy w swojej młodości. To zaczęło się objawiać osiem lat temu. O jak bardzo żałował, że nie dzień wcześniej!
Podszedł do tego co zostało z furgonetki Rollse Royce, mającego imię od największego i jednocześnie najbardziej czystego diamentu, który znaleziono w 1905 roku w kopalni diamentów W RPA. Obejrzał podwozie, które teraz odwrócone do nieba, jakby na to czekało by je oglądać. Nie skupiał się na wygiętym przez wewnętrzne ciśnienie tyle, tylko od razu zaczął badać pieczołowicie przód pojazdu. Najpierw od strony pasażera, potem dokładniej od strony kierowcy. Po dosłownie dwóch minutach znalazł miejsce, które szukał. Rzucił okiem na okolicę. Nadal kręcili się tam technicy. Robili zdjęcia rozrzuconych obiektów, następnie pakowali je do foliowych toreb, lub w przypadku większych części, układali na specjalne stalowe stoliki.  
– Rozwiązanie zawsze leży w drobiazgach. – szepnął do siebie.
Przystojny i wysportowany, uczciwy i nie głupi, a nie miał jeszcze poważnej dziewczyny. Raczej należał do odludków. Spędzał czas na rozwiązywaniu zagadek matematycznych czy też szukał alternatywnych zakończeń, już rozegranych, ważnych szachowych pojedynków.  
Podszedł do starszego sierżanta, który dowodził grupą techników.
– Interesuje mnie mały przedmiot. – pokazał palcami coś, co mogło mieć mniej niż pół cala długości.
– Wszystko co małe, zgromadziliśmy tam. – sierżant Summerland wskazał ręką policyjnego vana.
Scott spokojnie podszedł do samochodu. Znalazł tam już trzy tuziny różnych części. Całych, lub częściowo zniszczonych przez siłę wybuchu, lub temperaturę. Niestety nie znalazł tego, co chciał. Wobec tego wrócił na miejsce. Podszedł tam, gdzie powinien, rzucił spojrzenie, na niebo usłane gwiazdami, a po chwili wyjął latarkę z kieszeni spodni. Nieco tylko większą niż zwykły długopis. Po chwili silne laserowe światło wystrzeliło z końcówki. Przekręcił mikro-latarką i światło już nie padało punktowo, tylko oświetlało silnie koło o promieniu pięciu centymetrów. Ten gadżet kosztował prawie dwieście dolarów. Scott nie szczędził pieniędzy na przydatne narzędzia, szczególnie że ich wartość mu zwracano lub w najgorszym razie mógł wydaną sumę odpisać od podatków. Po mniej więcej dziewięćdziesięciu sekundach znalazł coś wyglądające jak bateria od zegarka. Srebrna od dołu, matowo-czarna od góry. Powodem, że nie zostało to wcześniej znalezione, był fakt, że okrywał go kapsel od piwa popularnej na tym kontynencie firmy Bud light. Cóż, technicy przybyli tutaj by zbierać dowody łączące się z popełnioną zbrodnią, a nie śmieci. Scott miał już to, co potrzebował. Zanim doszedł do swojego BMW, wyjął komórkę i zadzwonił do swojego bezpośredniego szefa z posterunku, komendy głównej, na pierwszej ulicy, Michaela Moora.
– Tak, Scott. Dotarłeś już na miejsce?
– Tak. Znalazłem, co potrzebowałem. Szukamy jeszcze jednej ofiary. Na razie, jednej.
– Co masz na myśli?
– Będę wiedział więcej, kiedy zbadam, co znalazłem. Chłopcy powinni zwracać uwagę na drobiazgi. Poinformuję na bieżąco.
Moor odłożył słuchawkę i pokręcił głową.
– Mądrala, tylko zwykle ma rację.
Zajął się innymi sprawami. W mieście aniołów nigdy nie było spokojnie.
– Proszę wybaczyć, że kazałem na siebie czekać. – rzekł Scott, zaraz po otwarciu drzwi swojego wozu.
Alex nic nie powiedział. Młody mężczyzna ruszył spokojnie. Po kilkunastu minutach dojechali na miejsce.
– Proszę mnie informować na bierząco jeśli będzie pan czegokolwiek potrzebował. – odezwał się znowu, kiedy tylko weszli do środka nowoczesnego budynku komendy głównej LAPD.
Poprzednio, komenda główna policji w Los Angeles, znajdowała się od 1955 roku w budynku Parkera, od nazwiska dawnego szefa policji, który zmarł na atak serca w 1966 roku i dla uczczenia jego pamięci, w jakiś czas potem budynek nazwano od jego imienia. Nowa komenda policji miała dwa kolory. Biały, stanowiący betonowe ściany i błękitny, od koloru szkła, którym go całkowicie pokryto od zewnątrz.  
– Muszę pana zostawić, posterunkowa Carter się panem zajmie. – wskazał głową około trzydziestopięcioletnią blondynkę.
Oczywiście Alex nic nie odpowiedział. W jego duchu panowała cisza i wszystko tonęło w gęstej szarej mgle.
– Bądź dla niego bardzo wyrozumiała, Jeny. Stracił całą rodzinę. – powiedział szeptem, Scott.
Młody mężczyzna ruszył w kierunku windy, a po pięciu minutach dotarł do laboratorium.
– Hej Scott, co tam nowego przyniosłeś – zapytał starszy technik, doktor Matt Perry.
– Zbadaj mi to. – młodzieniec wyjął wielkości centymetra okrągły metalowy przedmiot z wypaloną lampką ledową.
– To zapalnik. – rzekł bez chwili zastanowienia Matt.
– Wiem. Interesuje mnie, co znajdziecie pod spodem. Użyjcie mikroskopu elektronowego. Daj znać natychmiast, jak coś znajdziesz. Dopiero potem spróbujcie rozszyfrować mechanizm. Pewnie większość uległa samo destrukcji, ale może coś odkryjecie. Na przykład, gdzie to wyprodukowano, lub z jakich części. Pewnie większość pochodzi z Chin lub okolic, lecz może to zrobiono w Korei.
– Jasne, młody. – mężczyzna mogący być z powodzeniem ojcem młodego porucznika uśmiechnął się miło.
Kiedy Scott wyszedł, burknął jednak pod nosem.
– Zawsze wszystko wie i pewnie nawet to, co znajdziemy.
Po chwili pomyślał, że nie powinien tak mówić, ponieważ ten młody człowiek jeszcze nigdy się nie pomylił.
Matt zajął się zapalnikiem osobiście. Spodziewał się wszystkiego, bo przecież skoro leżał na jezdni czy chodniku, mogło być tam po prostu wszystko. I znalazł sporo. Przede wszystkim magnes u góry. Przypomniał sobie, że ma szukać na dole. Zwiększał powoli rozdzielczość.  
– Ciekawe. – rzekł do siebie. – tego właśnie oczekiwałeś, Scott?
Perry znalazł sporo włókien. Zajęło mu kilka minut, by odkryć co to takiego. Ślady bardzo słabego kleju, a co najważniejsze, włókna skóry cielęcej, poza tym ślady czarnej farby, używanej do skóry. Technik poszukał na liście wiszącej na ścianie, numeru telefonu komórki młodego porucznika.
– Tak. Co masz do powiedzenia Matt?
– Klej, farba i włókna skóry cielęcej.
– Coś sugerujesz?
– Buty, chyba wiedziałeś od razu.
– Muszę opierać się na dowodach, a nie własnych przypuszczeniach. Dziękuję. Pewnie nie dasz rady zbadać pochodzenia skóry?
– Jedna szansa na milion. Chyba że buty kosztowały kilka tysięcy. 
Gdyby takie nosił, nie musiałby brać tej roboty i pewne jeszcze by żył, pomyślał Calm.
– Dzięki, Matt. Teraz rozbierajcie zabawkę. Wkrótce zawalą was masą różnych drobiazgów z tego cacka.
– O czym mówisz?
– Była bomba w Rolls Royce, nie wiedziałeś?

                                                                            *
Kimbley pojawiła się po czterdziestu minutach. Goście nie byli zbyt zadowoleni, że muszą czekać, aż dostaną pozwolenie opuszczenia lokalu. Cała sytuacja była na tyle niejasna, że policja z nikim nie rozmawiał, nawet z Nicholasem czy jego rodziną. Kiedy tylko Jonathan przybył, od razu podszedł do ich stolika. Nick wstał i nawet go nie przedstawiając, odeszli i zaczęli cicho rozmawiać. Beatrice obserwowała obu mężczyzn. Kimbley miał więcej niż pięćdziesiąt lat, pewnie pięćdziesiąt pięć, sądząc po siwiźnie, zmarszczkach i lekkim brzuchu. Praca biurowa, pomyślała dziewczyna. Nie rozmawiała ani z Nadią, ani z bratem, tylko obserwowała. Reszta jej jestestwa pogrążoną miała w żalu i smutku. W końcu Nicholas skończył krótką rozmowę a Kimbley natychmiast opuścił lokal.
– Jedziemy. – rzekł Higgins.
– Czym, kochanie? Nasz wóz został rozbity. Zamówiłeś taksówkę?
– Nie kochanie. Nie rozumiesz powagi sytuacji. Zabiera nas służba bezpieczeństwa. Pojedziemy opancerzonym Hammerem do miejsca, gdzie nikt nam nie zrobi krzywdy.
Nicholas chciał zapłacić za siebie i rodzinę Forestów, ale właściciel odmówił przyjęcia zapłaty.  
– Proszę przynajmniej dać po sto dolarów kelnerkom.
– Uhonoruje pański gest i po tyle otrzymają. Proszę przyjąć nasze wyrazy współczucia dla państwa z powodu straty przyjaciół.
– Dziękuję panu. Dopilnuję, by pańska restauracja nie doznała uszczerbku na reputacji. Prawdopodobnie wszystko będzie utajone. Jedzenie było wspaniałe, a moja propozycja napiwku świadczy, że byliśmy bardzo zadowoleni z obsługi.
Podszedł do swoich ludzi i coś im powiedział. Wrócił do stolika.
– Gotowi?
Nadia skinęła głową. Po chwili znaleźli się na zewnątrz osłaniani przez prawie tuzin uzbrojonych po zęby ubranych na czarno żołnierzy. Weszli do wojskowego Hammera i ruszyli. Jechali dobrą godzinę. Potem zatrzymali się trzy razy i Beatrice słyszała tylko, że mogą jechać. Weszli do budynku stojącego prawdopodobnie w środku lasu. Zaprowadzono ich w asyście dwóch żołnierzy MP do sporego apartamentu gdzie była kuchnia, salon i dwie łazienki. Pomieszczenie wyglądało na całkowicie cywilne, ale kiedy dziewczyna otworzyła komórką, okazało się, że nie ma zasięgu i nie jest nawet możliwe połączenie z numerem alarmowym 911. Usiadła na kanapie o zielonym kolorze, wykonanej pewnie z mikrofibry i zatopiła się w  swoich myślach. Po godzinie, bo przynajmniej jej zegarek chodził, odezwała się do ojca.
– Jak długo mamy tu siedzieć? – zapytała zniecierpliwiona.
– Kochanie. Był zamach. Do czasu jak służby nie upewnia się, że jesteśmy bezpieczni, musimy tu pobyć.
– Chcę zobaczyć pana Alexa. Ty głównie powinieneś go spotkać.
– Już o tym rozmawialiśmy. Jak tylko będzie to możliwe, zobaczę go. Myślisz, że tylko tobie jest przykro, że stracił całą rodzinę?
– Myślę, że wszystkim jest nam przykro. Skoro nas tu przywiozło wojsko, to może równie dobrze nas zawieść na komendę policji. Spodziewasz się, że wyślą na nas rakietę?
– Przestań!
Nadia popatrzyła na Beatrice. Czy ona wcale się nie bała? Dziewczyna jakby wyczuła jej myśli i dotknęła jej dłoni.
– Wybacz mamusiu, ale czuję, że ten człowiek potrzebuje czyjegoś wsparcia lub chociaż dobrego słowa.
– Może być wściekły, że pojechał samochodem pułapką.
– Wściekły? Jest załamany i myśli, że życie dla niego straciło cały sens. Czuję go.
– Czujesz? Jak to możliwe? – zdziwiła się Nadia.
– Nie wiem. Pojedźmy tam, proszę!
– Ja zostanę z tatą. – rzekł Mark.
– Pojedziesz ze mną, mamo? – spojrzał bez wyrzutu na brata, a potem na macochę.
Ilekroć Mark czy Beatrice nazywali ją mamą, czuła jakby coś ciepłego i błogiego dotykało jej serca. Chciała mieć swoje dziecko z Nicholasem, ale na razie był zbyt zajęty swoimi projektami i tłumaczył jej, że dziecko potrzebuje w równej mierze ojca jak i matki, więc cierpliwie czekała. Była wciąż młoda. Bardzo młoda.
– Nick? – spojrzała na męża.
– Muszę ustalić coś z Kimbleyem. Nie mogę teraz jechać. Jak bardzo chcecie, to jedźcie, oczywiście o ile wam zezwolą.
– Jesteśmy w areszcie? – Beatrice popatrzyła na niego z uśmiechem.
– Jak jesteś taka dorosła, to idź i załatwiaj to sama. Nie poznaję cię córko!
Brunetka posłała mu krótkie spojrzenie, bez żadnego nastawienia uczuciowego i wyszła z pokoju.  
– Proszę pana, kto tu dowodzi? – zapytała pierwszego napotkanego żołnierza.
– Chce pani rozmawiać z oficerem dyżurnym? Zaraz zawiadomię, by do was kogoś przysłał.
– To zbyteczne. Ojciec i brat zostają. Ja i mama chcemy pojechać na główny posterunek policji.
– Zaraz powiadomię, kogo trzeba, panienko Higgins.
Strzelił obcasami i odszedł. Dziewczyna czekała kilka minut. Myślała nadal o Cynthii, ale w jej wnętrzu słyszała jakby płacz rozerwanego serca Alexa Foresta. Po jakimś czasie zobaczyła tego samego żołnierza w asyście starszego mężczyzny ubranego po cywilnemu. To nie był Jonathan Kimbley.
– Pan Higgins chciał mnie widzieć? Dlaczego wysłał panienkę?
– Chcemy zobaczyć ojca zabitych ofiar. Ja i mama.
– To na razie niemożliwe.
– Co takiego! Jesteśmy w areszcie?
– Proszę się uspokoić, panienko Higgins. Pójdziemy do rodziców, dobrze?
– Jestem dorosła i sama decyduję, gdzie śpię i z kim. Może jest pan bardzo ważną figurą, ale poruszę niebo i ziemię, by panu zrobić kłopoty, jeżeli nie pozwoli mi pan jechać. To nie jest wrzesień 2001, rozumiem. O ile ktoś chce kogoś zabić, to ojca. Mnie najwyżej zechcą porwać.
Szpakowaty mężczyzna pokręcił głową.
– Proszę tu zaczekać z kapralem Snersem.
– Kapralu Sners, jak się nazywa ten człowiek? – wskazała głową odchodzącego mężczyznę.
– Proszę wybaczyć, ale to tajemnica.
– Rozumiem. Dowiem się i tak.
Spojrzała na rosłego młodego kaprala i usiadła pod ścianą na metalowym krześle.
Żołnierz patrzył na dziewczynę. Podobała mu się nie tylko z urody, ale głównie z zachowania. Oczywiście dostrzegał jej śliczną suknię i naszyjnik, zdobiący jędrny biust. Niestety był na służbie i nie zadawał pytań, ani nie mówił, kiedy go nie pytano.  
Starszy agent Philip Oldrey zapukał do pomieszczenia gdzie czekała rodzina Higginsów.
– Witaj Nick. Masz bardzo gorącą córkę.
– Chce jechać do komendy głównej. Chyba możecie załatwić ochronę? Ja muszę porozmawiać na osobności z Jonathanem. Żona i córka chcą jechać, a syn zostanie ze mną.
Rozmawiali w pierwszym pomieszczeniu, ich tymczasowego schronienia.
– Jak do tej pory cisza. Żadnej podejrzanej aktywności. Jesteś pewny, że ktoś nie chciał zabić właśnie jego?
– W moim samochodzie była bomba. Jak się tam znalazła, nikt nie wie. Mam całodobową ochronę, kamery...
– Samochód był dwa tygodnie temu na przeglądzie. Dokładnie 2 sierpnia i następnego dnia aż do osiemnastej.
– Tak, w renomowanym serwisie Rolls Royce, coś nie tak? Osobiście go zawiozłem, a wróciłem samochodem z moim ochroniarzem, właśnie z tym Francuzem, który ma połamane nogi.
– Wszystko sprawdzamy, co możemy. Odkryliśmy trzydzieści minut śniegu na wszystkich kamerach w tamtym miejscu. To znaczy, ktoś podłożył zamrożone obrazy. Jeden z naszych agentów odkrył to przypadkowo. Prawdopodobnie ktoś super wyszkolony ulokował bombę pod tylnym siedzeniem.
– Chcesz powiedzieć, że tkwiła tam od szesnastu dni?
– Na to wygląda. Na razie dochodzenie prowadzi policja, ale z uwagi na bezpieczeństwo narodowe jutro przejmuje sprawę departament obrony, czyli my.
– Dlaczego bomba wybuchła właśnie dzisiaj wieczorem?
– Tego nie wiemy. Twój człowiek, ten który, miał zrobić zdjęcie rodzinie Forestów, zeznał, że widział błysk światła na podwoziu. Gdyby nie on, pewnie i pan Forest by zginał. Bardzo silna bomba Semtexu 7 z RDX i PENT.
– Chcesz powiedzieć, że ktoś zamontował nam zapalnik? Kiedy? Moi ludzie to wyszkoleni na polu walki żołnierze. Sprawdzają wszystko...
– Na to wygląda, że ktoś go podłożył. Pewnie czasowy, zgrany z silnikiem. Z naszych ustaleń wynika, że wybuch nastąpił piętnaście minut po wyjeździe z parkingu Avry.
– Rozmawiałeś już z Kimbleyem?
– Nic nie wie.
A to spryciarz, pomyślał Nicholas. To nawet lepiej, że trzyma nasze rozmowy dla siebie.
– Puścisz moje kobiety? Córka jest uparta jak osioł. Bez obrazy, jest mądrzejsza ode mnie. Czasami sam nie rozumiem jej postępowania. Nie sądzę, by ktoś chciał ją albo żonę skrzywdzić.
– Wyślemy trzy wozy. Bardziej odporne niż twój Rolls.
– Był wzmocniony.
– Gdyby ta bomba wybuchła pod podwoziem, prawdopodobnie byliby ciężko ranni. Wejść do salonu Rollse Royce, zamrozić komputery i zainstalować bombę nie jest tak łatwo, ale nie jest to, jak widać, niemożliwe. Sprawdzamy przede wszystkim, kto mógł chcieć twojej śmierci. Może coś znajdziemy. Wszystkie cząstki i wrak wozu będą badać nasi specjaliści. Oczywiście, jak wspomniałem, istnieje hipoteza, że to właśnie rodzina Forestów miała zginąć. W tym wypadku Alex Forest nie jest bezpieczny.
– Nie znam dobrze faceta, ale nie wyglądał na nikogo, kto mógłby komuś zagrażać.
– Tacy ludzie sa czasem nieprzewidywalni. Nie znałeś faceta, a dałeś mu pojechać wozem wartym pół miliona.
– To inna sprawa. Bardziej osobista. – Nick spojrzał na drzwi do salonu – Poproś Beatrice. – teraz popatrzył na wejściowe.
– Sam ją poproś. Nie twierdzę, że jest źle wychowana, bo być może cała ta sytuacja ją przerasta, ale była dla mnie bardzo pyskata. Nie ma pojęcia, gdzie się znajduje i co możemy.
– Każdy dorosły zna swoje prawa.
– Groziła mi, że poruszy niebo i ziemię, jak jej nie pozwolę pojechać. Smarkula!
Nicholas się uśmiechnął.
– Jest z niej ziółko. Dziwne, bo ani ja, ani jej matka nie była wybuchowa. Skoro tak powiedziała, to wierz mi, że to by zrobiła. Od piątego roku życia jak coś postanowi, nie istniała siła by to zmienić. I nigdy nie próbowała krzyczeć, czy płakać, tylko wykorzystywała logiczne argumenty. Niech Bóg ma w opiece jej przyszłego męża, chyba że będzie pantoflarzem, to wówczas mu współczuję. Tylko jak na razie mężczyźni ją nie interesują.
Phill popatrzył na niego ze swoistym wyrazem twarzy.
– Kobiety również. – odrzekł naukowiec, z kwaśnym uśmiechem. – Siedzi z nosem w mądrych książkach i próbuje zrozumieć otaczający świat, w którym żyje...
– Kogoś mi przypomina. – starszy mężczyzna wytarł pot z czoła chusteczką i schował ją ponownie do kieszeni spodni. – Wrócą całe i zdrowe, jeszcze tej nocy.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użył 3368 słów i 20328 znaków, zaktualizował 18 paź 2021.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Czyżby Scott miał się okazać czarnym koniem tej opowieści? Nie wydaje mi się, żeby to był zamach na Alexa. Zamachowiec nie przewidziałby, że obie rodziny się spotkają a na pewno nie to, że rodzina Forrestów pożyczy luksusowe auto. Niezły spisek się szykuje.

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Filia agencji wywiadowczej uznała, że lepiej pokierować ślady na Foresta. Detektyw Calm odegra pewna istotną rolę. Trafi na kogoś równego sobie. :smile:

  • dreamer1897

    @AlexAthame Lepiej odwrócić uwagę, ale trafi na kogoś równego sobie zabrzmiało wyjątkowo ciekawie. Może to będzie jego brat bliźniak, który poszedł inną drogą?

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Już się wkrótce dowiesz. Chyba w dziesiątce.