Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Krew. cz. 7

Emile przyjechała pięć minut później.
– Miałam same czerwone światła – popatrzyła na Alexa i Cynthię, którzy siedzieli w salonie.
– Nic się nie stało, kochanie. – odrzekł brunet. – Przymierzycie sukienki? – spojrzał na żonę i córkę.
– Wiesz, muszę się umyć, umalować. – żona próbowała się wykręcić.
– Tylko chciałbym się upewnić, że wam pasuje. Nie musicie iść w nich, to tylko miał być mały prezent. W tej restauracji nie obowiązują stroje wieczorowe.
– Choć mamo, założymy te kiecki, bo nas zamęczy. – brunetka spojrzała na mamę i kiwnęła wskazującym palcem w jej kierunku.
Emile wstała i poszła z córką. Po pięciu minutach weszły do salonu.
– Zwracam honor, jest piękna i pasuje jak na mnie. – tym razem szatynka podeszła do męża i pocałowała go w policzek.
Cynthia wygląda też świetnie w nowej kreacji.
– Jest świetna, ale jeżeli się nie pogniewasz, pojadę w tej różowej.
– Pewnie, że się nie pogniewam.
Brian stanął w wejściu do salonu i spojrzał na mamę i siostrę.
– Wyglądacie nieźle.
– No tak, mogłam się tego spodziewać po tobie. – odrzekła Cynthia.
– Cos źle powiedziałem? – młodzieniec popatrzył po wszystkich.
Alex, Emile i Cynthia, zaczęli się śmiać, co wprowadziło go w jeszcze większą konsternację.  
– Mamy rezerwacją na szóstą. Biorąc pod uwagę korki przed weekendem, wyjdziemy o piątej. A teraz pojedziemy po samochód. Jedziemy wszyscy?
– Ja jadę. – rzekła córka.
– Sam nie zostaję. – odpowiedział Brian.
Po dziesięciu minutach byli już gotowi. Alex popatrzył po nich. Wszyscy, wliczając jego, mieli na sobie jeansy. Różnili się tylko kolorami koszulek. W rejonie gdzie mieszkali, nie było dużych korków, zresztą dochodziła dopiero czwarta, więc dojechali do salonu Mitsubishi po dwudziestu minutach. Outlander czekał już na parkingu. Alex załatwiał papiery wozu i gwarancję, reszta rodziny oglądała inne modele. Po trzydziestu minutach wyjechali nowym wozem, Alex załatwił ze sprzedawcą, ze ktoś odwiezie ich wana do ich domu.  
– Bardzo fajny wóz, tato – odezwał się syn.
– Nie jest niezły? – Cynthia zażartowała.
– Zupełnie spoko – powtórzył Brian, bo nie zrozumiał jej uwagi.
Wóz pachniał nowością i był bardzo wygodny. Emile siedziała obok męża, a dzieci z tyłu.
– To się ojciec wykosztował. – Brian znowu powiedział coś, czego nie powinien.
– Nie marudź. Daj mu się nacieszyć, że nam zrobił przyjemność, a już nie wspominaj cen w restauracji. – powiedziała cicho brunetka.
Rodzice słyszeli jego wypowiedź, ale jej nie skomentowali. Przed garażem porobili zdjęcia. Mieli już kilka w albumie rodzinnym, z poprzednimi samochodami. Potem powoli szykowali się do wyjścia. Oczywiście kobiety spędziły więcej czasu w łazienkach. Alex rzucił okiem na rodzinę. Sam założył również czarne spodnie z wełny, podobnie jak Brian, tylko jego tors okrywała różowa koszula z dobrej bawełny, a syn miał białą koszulę. Nawet nie skojarzył, że córka również wspomniała, że założy także różową sukienkę. Żona miała już na końcu języka, żeby powiedzieć coś na temat ich podobnych kolorów, ale zawczasu ugryzła się w język.
– To, co chyba pojedziemy? – zaproponował Alex.
– Możemy. – odezwała się za wszystkich Cynthia.
Alex prowadził ostrożnie, zresztą zwykle uważał podczas prowadzenia pojazdu. Do tej pory nie miał nawet stłuczki, natomiast żona dwa razy miała wypadek. Raz z jej winy, drugi, ktoś wjechał w tył jej samochodu, na szczęście nie miała żadnych problemów z karkiem, co czasem się zdarza przy tego rodzaju wypadkach. Dojechali do lokalu, za pięć szósta. Słońce miało jeszcze więcej niż dwie godziny do zachodu, by kilka minut po ósmej zanurzyć się w bezkresnej tafli oceanu.
Brian pierwszy i chyba jedyny zwrócił uwagę na błękitnego Rolls Royce.
– Ale bryka, chyba kosztuje prawie pół miliona.
– Mają ludzie pieniądze. – skwitowała Emile.
Rodzina Nicholasa przyjechała wcześniej. Cynthia jako ostatnia dostrzegła ten rzadki na drogach samochód, ale bardziej jej uwagę przykuła wysiadająca z SUV–a, dziewczyna.
– Podobno do mnie tylko, że ładniejsza. – powiedziała głośno.
– Bardzo podobna. – przyznała jej racje, matka.
– Nie sądzę, że jest ładniejsza. – odrzekł Alex, za co córka posłała mu ciepły uśmiech.
Młody mężczyzna otworzył drzwi Culinnan, Nick dał mu klucze.
– To my też oddamy klucze? – zainteresował się Brian.
– Tak jest w lepszych knajpach, synu.
Po chwili ten sam młodzieniec otworzył drzwi dla Emile, a potem ze strony kierowcy.
– Jestem Peter i będę opiekował się państwa wozem.
– Dziękujemy, Peter. – Alex wyciągnął banknot dwudziestodolarowy.
– Dziękuję panu, ale to przy odbiorze.
– Jak sobie życzysz, Peter – odrzekł brunet.
Po chwili weszli do Avry. Zaraz za drzwiami powitała ich młoda dziewczyna o imieniu Tara i poprowadziła ich do stolika. Znaleźli się w sporej sali, utrzymanej w perłowym kolorze. Sufit zbudowano z drewnianych belek i pomalowano na perłowy kolor, podłogę zrobiono z kamiennych płyt w jasnym, prawie białym kolorze. Krzesła i białe obrusy na stołach. Barek także miał blat z białego marmuru, a nad nim wisiał rząd wiszących lamp, które oświetlały różne gatunki alkoholu. Dla dekoracji w sali ustawiono sięgające do sufitu drzewka cytrynowe. Ponieważ wystrój utrzymano w bardzo jasnym kolorze, dzięki temu miejsce robiło wrażenie, że jest większej powierzchni, niż w rzeczywistości. Cynthia odnalazła wzrokiem dziewczynę. Ta miała na sobie piękną suknię z jedwabiu, a jej tors zdobił naszyjnik z szafirów. Oczywiście Cynthia nie wiedziała, jakie to kamienie, a już z pewnością nie miała pojęcia, że naszyjnik kosztuje ćwierć miliona dolarów. Obstawa z jednego wozu została na zewnątrz, a druga dwójka rosłych mężczyzn w średnim wieku, siedział dwa stoliki od miejsca, gdzie zasiadła rodzina Heginnsów. Do ich stolika podeszła młoda kelnerka.
– Witam w Avrey. Pierwszy raz u nas? – zapytała miło.
– Tak, mam nadzieję, że się nie zawiedziemy. – odrzekł Nick.
– Z pewnością. Proszę dać znać, kiedy państwo będą gotowi. – powiedział miło i zostawiła cztery karty.
Inna dziewczyna podeszła do stolika gdzie siedział Alex z rodziną. Powiedziała podobną formułę i zostawiła cztery menu. Emile wybrała pstrąga z okolic wyspy Faroe w sosie z papryki, dziki ryż z sosem grzybowym i sałatkę grecką. Brian zamówił jagnię, frytki i sałatkę z pomidorów. Alex zastanawiał się, czy wziąć rybę. W końcu wybrał miecznika z grill, zieloną i żółtą fasolkę z sosem z masła z czosnkiem i pikantną, małą papryką. W końcu Cynthia zamówiła dla siebie halibuta i jak mama surówkę grecką. Brunet rzucił okiem na desery i alkohole. Zwykle w restauracjach alkohole kosztowały dwa razy tyle, co w sklepach, ale nikogo to nie dziwiło. Po piętnastu minutach kelnerka o imieniu Jane przyniosła dla nich obiad. Wszystko przywiozła stalowym wózku.
– Wygląda smakowicie. – uśmiechnęła się do wszystkich, szatynka.
Jedzenie smakowało wybornie.
– Bardzo ci dziękujemy, kochanie. – powiedziała Emile, kiedy zjedli po kilku minutach.
– Ciesze się, że jesteście zadowoleni – odrzekł.  
W lokalu nie było sporo ludzi, bo zajętych było może sześć stolików. Nadia podziwiała naszyjnik córki, ale bez cienia zazdrości. Beatrice myślała, jak się miewa jej mały przyjaciel. Mark zerkał na Cynthię i ona to w końcu zauważyła, natomiast Nicholas co jakiś czas zastanawiał się, czy powinien obawiać się groźby Kimbleya.
– Jest piękna, prawda Mark? – Nadia zwróciła się do syna, widząc, że zerka na brunetkę.
Chłopak nieco się zarumienił.
– Jest bardzo podobna do Beatrice – odrzekł tylko. – dlatego na nią patrzę.
Macocha tylko się subtelnie uśmiechnęła.
– To prawda, ale jest nieco ładniejsza ode mnie. – Beatrice rzuciła przelotne spojrzenie w kierunku Cynthii.
– Nie sądzę, a z pewnością nie ma na sobie tak pięknego naszyjnika. – odrzekl z nieukrywaną dumą, Nicholas.
– Naszyjnik jest piękny, to prawda, ale pobiedziłeś to już dwa razy, tato. – Beatrice doceniała podarunek, ale nie uważała, że urodę ludzką można porównywać z biżuterią, jednak oczywiście tego nie powiedziała, bo nie chciała robić mu przykrości.
Alex zerkał na swoją rodzinę. Wyglądali na zadowolonych. Zjedli dobry obiad i zamówili desery. Emile wzięła czarny las, Brian sernik z truskawkami w galaretce, Cynthia tart z kremem cytrynowym, a Alex zamówił dla siebie czekoladowy mus. Do tego wszyscy wzięli cappuccino. 
Dochodziło siódma dwadzieścia, kiedy komórka Nicholasa zaczęła wibrować. Zerknął na wiadomość. Kimbley. Jednak kiedy zobaczył treść, przez chwilę na jego twarzy pojawił się grymas. Właśnie w tej
samej chwili Beatrice wracała z łazienki i dostrzegła jego wyraz twarzy, lecz samej wiadomości, nie zobaczyła. Wiadomość brzmiała złowrogo.
< Uważaj na samochód >
Nicholas dawno już opanował umiejętność nieokazywania emocji, ale tym razem zajęło mu kilka sekund, by doprowadzić swoją twarz do spokoju.
– Co się stało, kochanie? – zapytała Nadia, widząc grymas na jego twarzy.
– Jakiś nerwoból. – skłamał.
– Ale chyba już przechodzi? – dodała z troską, piękna blondynka.
– Tak, jest już dobrze. – odrzekł już zupełnie opanowany.
– Dawno nie spotkałam tak podobnej do mnie osoby. – brunetka znowu zerknęła na Cynthię.
– Wiecie co? Może ich zapoznamy, w końcu naprawdę wyglądają jak siostry. – rzekł Nick.
– Co masz na myśli, tato? – Beatrice posłała mu dłuższe spojrzenie.
– Poczekajcie, mam pomysł.
Wstał, zanim zdołali cokolwiek powiedzieć i udał się w kierunku stolika, gdzie siedziała rodzina Forestów.
Zauważyli, go jak podchodzi.
– Proszę wybaczyć, że przeszkadzam. Pewnie zwrócili państwo uwagę, że nasze córki są bardzo podobne.
– Istotnie, zwróciliśmy. – odezwała się Emile.
– Nazywam się Nicholas Higgens. Czy nie pogniewaliby się państwo gdybym poprosił do naszego stolika?
– Jestem Emile Forest. To mój mąż Alex, córka Cynthia i syn Brian. Jest pan bardzo miły panie Higgens.
– Proszę mi mówić Nick.
– Co myślisz, Alex. – Emile zwróciła spojrzenie w kierunku męża.
– Sam nie wiem. To miło z pana strony.
– Nalegam. – Nick posłał im szczery uśmiech.
– Jak to technicznie zrobimy, stoliki są czteroosobowe?
– To drobiazg, zaraz to zorganizuję. – uśmiech nie schodził z twarzy bruneta.
Udał się do kelnerki i zamienił z nią kilka słów. Po chwili wrócił do stolika rodziny Forestów.
– Za chwilę kelnerzy przyniosą drugi większy stolik i krzesła i w ten sposób usiądziemy razem. Będzie nam miło, kiedy się dosiądziecie.
Oddalił się w kierunku swojej rodziny.
– Bogaty, a taki przemiły. – Emile wyglądała na oczarowaną.
– Co myślicie, dzieci?– Alex chciał mieć pewność, że wszystkim pasuje pomysł Nicholasa.
– Czemu nie? Chętnie z nią porozmawiam, o ile będzie również tego chciała.
– Wyglądają na miłych ludzi. – przyznał Alex.
Po pięciu minutach usiedli do połączonych stolików.
– Dziękuję, że się zgodziliście. To moja żona Nadia, córka Beatrice i syn Mark.
Alex przedstawił swoją rodzinę. Dostrzegł od razu, zresztą nie tylko on, że Nadia nie może być matką dzieci Nicholasa, bo jest pewnie pięć czy sześć lat starsza od Marka.
– Jesteśmy podobne, trudno tego nie przyznać – powiedziała Beatrice do Cynthii.
– Istotnie. – przyznała dziewczyna.
– Studiujesz coś? – zapytała znowu, Beatrice.
– Ekonomię, a ty?
– Chcę zostać lekarzem. – odparła dziewczyna.
– Wkrótce zacznie się szkoła. Mieszkacie w LA?
– Nie, w San Diego.
– To jakieś sto kilometrów. Weekendy spędzasz pewnie z rodzicami?
– Mam studio w Los Angeles, ale masz rację, wracam do domu. Jesteśmy blisko ze sobą. Nadia nie jest moją mamą, jak pewnie zauważyłaś, ale jest bardzo kochana. Z tatą też jestem blisko, z bratem również.
Pewnie nie tak blisko jak ja, pomyślała Cynthia, ale tylko się uśmiechnęła.
– Rodzina jest ważna. – dodała.
– To prawda. Powodzi się nam nieźle, dzięki tacie, ale ja cenię najwyżej rodzinę.
– Masz słuszność. Uczucia są najważniejsze.
Zanim rodzina Forestów dosiadła się do Higginsów, Nick szepnął do nich by nie ujawniali tego co on robi i poprosił, by mówili, w razie pytań, że pracuje w finansach. Nadia i Mark zgodzili się gładko, natomiast Beatrice nie mogła zrozumieć, dlaczego ojciec nie może po prostu powiedzieć, że jest biologiem, ale przystała na jego prośbę.
Nicholas rozmawiał więcej z Emile. Nadia próbowała nawiązać konwersację z Alexem. Zajęło mu chwilę, by się przełamać i rozmawiać. Brian ku zdziwieniu siostry i ojca łatwo nawiązał rozmowę z Markiem.  
– Widzieliśmy was przy wjeździe. Macie super samochód.– rzekł Brian.
– Bardzo wygodny ten Cullinan. – odrzekł Mark.
Nie chciał wspominać, że ojciec ma kilka luksusowych aut. Odczuł, że Brian jest prostym młodzieńcem, ale rozmawiał z nim miło.
– My odebraliśmy dzisiaj ze sklepu Mitsubishi Outlander. – odpowiedział syn Alexa.
– Znam ten model, bardzo ekonomiczny i ma dobre notowania.
– Może uczcimy nasze spotkanie butelką szampana – zaproponował Nicholas – oczywiście ja stawiam.
– Jesteś, naprawdę miły, Nicholasie – Emile nie szczędziła pochwał przystojnemu brunetowi.
– Będę prowadził. – rzekł asekuracyjnie, Alex.
– Ja również. – odparł Higgins. – Kieliszek szamana jest dozwolony.
Brunet poprosił kelnerkę i zamówił Dom Perignon. Butelka kosztowała tu ponad czterysta dolarów, ale nawet Emile rozumiała, że jak ktoś ma Rollse Royce, to go stać na taki wydatek.  
– To za nasze poznanie i za nasze podobne córki. – Nicholas wzniósł toast.
Młodym nie za bardzo smakował wytrawny szampan, ale nie dali poznać tego po sobie.
– Brian właśnie mi powiedział, że odebrali dzisiaj Outlander. – rzekł Mark.
– Pewnie bardzo fajnie się jedzie Rollse Roycem – wtrącił Brian. – dla nas to tylko marzenie, taki samochód.
–Jest bardzo wygodny i niesamowicie cichy – rzekł Nicholas – Chciałbyś się przejechać?
Brian aż otworzył szerzej usta ze zdziwienia.
– Kto by nie chciał. Pan żartuje, prawda?
– Dlaczego? Masz prawo jazdy?
– Oczywiście, ale na razie nie mam samochodu. Raczej jestem domatorem. Od tygodnia pracuję w sklepie z grami komputerowymi. Jestem w tym niezły.
– Nie ma sprawy. Możemy się przejechać.
– Dziękuję panu. Pewnie i reszta mojej rodziny, by chciała.
– Brian, przestań – Emile skarciła go wzrokiem.
– To drobiazg. Jeżeli macie ochotę, możecie się przejechać. Mam dosyć odpowiedzialne stanowisko i jeżdżę z obstawą. Dlatego jeden z dwóch wozów ochrony będzie wam towarzyszył. Nie dlatego, że wam nie ufam. Bezpieczeństwo jest najważniejsze.
– Sama nie wiem. Co ty na to mężu – zapytała Emile, Alexa.
– Znasz mnie. Nie jestem przeciwny. Jeżeli Nick proponuje, a wy chcecie... Nie da się ukryć, że jesteście wszyscy bardzo mili. – przejechał wzrokiem po rodzinie Higgensów.
– Ja chyba zostanę z Beatrice. – rzekła Cynthia.
– Coś ty, Cynthio, pojedź z nimi. Ojciec robi to z serca. Jesteś bardzo miła i jeszcze się wiele razy spotkamy. Masz mój numer, a ja twój, przecież.
– Naprawdę byś chciała?
– Od początku rozmawia nam się super. Bardzo bym chciała. Może nawet w przyszłym tygodniu.
– Okej, to jak oni chcą, to zrobię to.
– Chwileczkę. Poproszę, by przynieśli kluczę i porozmawiam z moimi ludźmi z ochrony. Możecie pojechać nawet na godzinę.
– Och nie, kwadrans w zupełności wystarczy. – odrzekł Alex.
Był naprawdę pod wrażeniem. Nicholas, Nadia i dzieci Higgensa, wszyscy byli ciepli i mili.
Emile zwróciła uwagę, że mężczyzna jest nie tylko przystojny i miły, ale bardzo energiczny i wszystko szybko załatwia. Po chwili wrócił z kluczykami, które w wypadku nowych samochodów stanowił czarny pilot. Nick nie instalował dodatkowych zabezpieczeń w wypadku startu silnika. 
– Zaraz wracam. – zwrócił się do swojej rodziny. 
Cynthia i Beatrice wymieniły krótkie spojrzenia. Widać było, że obie się od razu polubiły. 
Wszyscy wyszli na zewnątrz. Słońce już zaszło, ale nie było jeszcze ciemno. Czuć było lekki wiatr od oceanu.
Młody mężczyzna przyjechał błękitnym wozem pod wejście.  
– Dobry wieczór. Nazywam się Jonathan i opiekuję się pańskim wozem. 
– A gdzie jest Peter? – zdziwił się Nick.
– Źle się poczuł. Zwykle jest nas dwóch, teraz mam pełne ręce roboty. Szef restauracji już zadzwonił po zmiennika. Od dziesiątej jest nas trzech.  
– Dziękuję ci Jonathanie, możesz już wysiąść. 
– Proszę wybaczyć, oczywiście.  
Młody mężczyzna wyszedł z wozu, pootwierał drzwi i rodzina Forestów usiadła. Czarne BMW już stało za nimi.
Wygląda, że jest w porządku, pomyślał Nick. Kimbley jest idiotą i porozmawiam z kimś wyżej, na nim, by go zdrowo opierniczył, pomyślał brunet. To miłej przejażdzki – uśmiechnął się Nick.
Wozy ruszyły. Alex czuł, że jest spięty, ale po chwili się rozluźnił. 
– Nic nie słychać.
Wóz sunął jak po maśle i faktycznie nie słychać było silnika ani szumu opon. – Pojedziemy do oceanu? – zapytała Emile. Zrobimy krótką rundkę. Nie chcę nadużywać grzeczności Nicholasa – odparł Alex.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użył 2953 słów i 17914 znaków, zaktualizował 16 paź 2021.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Ta egzotyka potraw :zjem:  
    No i pierwsza konfrontacja rodzin zaczęła się kulturalnie, ale czuję, że ta znajomość bogaty vs biedny potoczy się inaczej niż w familijnym filmie do kawy w niedzielne popołudnie.

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Wziałem z prawdziwego menu, bo restauracja jest realna. Niektorzy w sytuacjach wyjatkowych podejmują specyficzne decyzje.W wypadku Nicholasa, postąpił podle, ale to my wiemy. Nick jest dobrym graczem i aktorem. Oczywiście, jak każdy, ma wytłumaczenie. Dzięki za komentarz.😀

  • dreamer1897

    @AlexAthame Skoro realna restauracja to pewnie w niej jadłeś podczas swojego pobytu w Ameryce Północnej. Zobaczymy czy z Nicholasa wyjdzie ziółko...

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Bylem w LA, ale tam nie jadłem. W owym czasie stwierdziłem, że te miasto ma okropny transport publiczny. Dwa razy autobus nie przyjechał i czekałem 2 godziny na następny. Dobre było co innego.Jechalem ze znajomym na wystawę mebli.Na granicy nawet nie sprawdzali mojego dokumentu. Do 2001 można było jechać na prawo jazdy.Jeszcze w 1998 żona przejechała na kartę z biblioteki. Teraz? Nie pytaj.Podobno jakiś straszny wirus panuje. Prawda to? Różnie gadają... Co do Nicholasa to sam go jeszcze nie rozgryzłem.

  • dreamer1897

    @AlexAthame 2 godziny za następnym autobusem to się nawet w PL nie czeka :rotfl:  
    Teraz liczy się kontrola każdej jednostki, bo każdy może być teraz przestępcą tylko nie władza, która kontroluje :)

  • izabela

    Bardzo ciekawe co tam się wykluje.

  • AlexAthame

    @izabela Ano zobaczymy :) Dzięki za komentarz.