Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Krew. cz. 14

Jechał spokojnie i myślał właściwie o jednym. O spotkaniu Williamsa, ale z pewnością nie po drugiej stronie barykady. Cenił takich ludzi. Tylko jak odnaleźć ducha? To przekraczało nawet jego zdolności.
Wszedł do domu. Luna ucieszyła się na jego powrót. Obcierała się o jego łydkę i wyraźnie prosiła o pieszczoty.
To była jedyna samica, z którą był blisko, oczywiście uczuciowo i dlatego tak ją traktował. Usiadł na fotelu, a czarnula wskoczyła mu na kolana. Po chwili zaczął drapać ją pod brodą, to zawsze uwielbiała. Burczała, co świadczyło, że jest bardzo zadowolona. Jednak nie zachowywała się zupełnie jak zwykle i co jakiś czas odwracała swój czarny, śliczny łebek w kierunku drzwi do jego gabinetu. Tak, Scott miał chyba szósty zmysł, w tym jednak momencie potrafił tylko dobrze obserwować. Koty mają nadzwyczajny zmysł powonienia. Potrafią wyczuć swojego pana czy panią na pięćdziesiąt metrów, nawet jeżeli ci są w samochodzie. Zdjął kotkę z kolan. Wstał i wziął pistolet. Delikatnie odbezpieczył broń i jak najciszej udał się do swojego gabinetu.  
Otworzył drzwi. Tak jak się spodziewał, ktoś siedział na jego fotelu i pracował na jego komputerze. Niesłychane! Jak obszedł zabezpieczenia? Jak wszedł do domu?! Ponieważ Luna weszła z nim i ufnie poszła do nieznajomego, zabezpieczył broń, lecz nadal trzymał swojego Gloga w dłoni.
– To nie jest konieczne, inspektorze Calm. Ufa pan kotce, prawda? – usłyszał głos, ale nie widział  jego postaci, ponieważ mężczyzna nadal siedział w fotelu i był niewidoczny.
– Wnioskuje, że mam przyjemność z panem Williamsem.
Fotel się odkręcił i Scott zobaczył mężczyznę w wieku około czterdziestu lat.
– Dobre odczucie, Scott.
– Gdzie jest Alex? – Calm schował broń z tyłu za pasek.
– Pytasz, a przecież wiesz, że jest pod moją opieką.
– Jak tu wszedłeś?
– Luna mnie wpuściła.
To było zbyt wiele dla młodego porucznika.
– Mogę zrozumieć, że odnalazłeś lukę w alarmie, że przełamałeś zabezpieczenia na komputerze, ale jak na miłość boską znasz imię mojej kotki?
– Chciałeś mnie widzieć, to jestem. Nie tylko ty umiesz dedukować, Holmesie. Szukaj. Pobawimy się w zimno ciepło, dobrze?
– Poddaję się.
– To nie w twoim stylu. Nie masz na to mojej zgody, dasz radę.
– Cholera. Jestem pewny, że nie ma napisanego jej imienia nigdzie w domu. Mam pewne udziwnienia i kiedy odwiedziłem kilka razy weterynarza, kazałem wpisać imię Soot.( Sadza)
– Prawda, sprawdziłem. Dobre imię dla czarnej kotki, ale Luna jest doskonałe.
– Nie byłeś tu wcześniej i nie założyłeś podsłuchu.
Szatyn potwierdził kiwnięciem głowy.
– Poddaję się.
– Nie przyszło ci do głowy, że zwierzęta mówią? – odrzekł spokojnie Lesley.
– Zwierzęta nie mówią. – powiedział nieco mniej spokojnie, Scott.
– Oczywiście, że tak. Ona mi powiedziała, jak ma na imię, mój drogi.
– Masz nieprzeciętne maniery. Czy za to CIA cię nienawidzi?
– Tylko kilka osób. To źli ludzie i jeżeli się nie zmienią, w co zresztą wątpię, będzie im ciężko na sądzie.
– Dlaczego nazwałeś mnie drogim?
– Jesteś dobrym człowiekiem, Scott. Przyjaciele moich przyjaciół są moimi przyjaciółmi.
– Przekaż Alexowi moje podziękowania.
– Sam mu to przekażesz, o ile zechcesz.
– Skąd wiedziałeś, że nie strzelę?
– Zdaje sobie sprawę, że masz podzielność uwagi, ale masz zadanie, którego nie ukończyłeś.
– Chcesz, żebym uwierzył, że koty mówią? Nawet jeżeli, to kim jesteś, że rozumiesz ich mowę?
– Lubię koty. A Luna jest cudowna. Siedziała kilka minut na moich kolanach i powiedziała mi kilka sekretów.
Calm się uśmiechnął i zapytał.
– Mianowicie.
– Że spodobała ci się Beatrice. Dalsze są bardziej intymne. Prosiła, być nie wiercił się podczas snu i wyznała, że nie znosi pewnych twoich perfum. Powinieneś je od razu je wyrzucić.
– Cholera, przepraszam kicia. – zwrócił spojrzenie w kierunku swojej małej przyjaciółki.
Młody mężczyzna przypomniał sobie dziwne zachowanie kotki, gdy używał perfum Pi.  
– Naprawę nie wiem, jak to odkryłeś, że ma na imię Luna.
– Najprostsze rozwiązania są najbardziej pewne.
Calm czuł smak przegranej. Nie chciał uwierzyć, że kotka powiedział najdziwniejszemu człowiekowi, jakiego dotychczas poznał, jakie jest jej imię.
– Jeżeli nie odgadniesz, nie zobaczysz Foresta. – Lesley delikatnie przesunął oczy na przeciwległą ścianę. Wisiał tam plakat płyty zespołu Pink Floyd. Widać tam było przezroczysty pryzmat, przez który przechodzi promień światła, logo płyty znajdującej się od czterdziestu czterech lat na listach przebojów, Dark side of the Moon.
– Ale przecież to jej imie po włosku. (Moon znaczy Księżyc, po włosku, Luna).
– Wygląda jak włoszka, nie sądzisz? Brunetka, ciemne oczy...
– Tylko ma cztery nogi i to dość mocno owłosione. – Calm zmusił się do żartu.
Szatyn spojrzał na kotkę, a ta ufnie podeszła i wskoczyła mu na kolana.
– Nie mów tego. Ona może nie zrozumieć i poczuć się urażona.
Scott po raz kolejny doznał zdziwienia. Skąd u licha Williams wiedział, że detektyw chciał powiedzieć, zdrajczyni?
– Zaczynam powoli rozumieć, dlaczego przez sześć lat nie mogą cię złapać. Grywasz w szachy, prawda?
– Wiesz, że tak. Zagramy, gdy to się skończy. Razem damy radę to szybko zakończyć, prawda? Powiedz mi lepiej czy znaleziono już trupa Petera Galltera?
– Nie. Pewnie go nie znajdą.
Szukaliście w starej części parku Wiiliama Rogera przy Sunset bulward?
– Dlaczego tam?
– Poproś kolegów, by poszukali. Pewnie ma te same buty. Zabójca zawsze zostawi ślady.
– Wiesz, gdzie byłem? Jesteś niesamowity, przyznaję. Powinieneś to odkryć.
– Skąd mam wiedzieć.
Lesley pociągnął nosem.
– Strzelałeś, a potem byłeś na komendzie.  
– Cholera. Jeżeli wiesz, co mi tam powiedzieli, to zacznę wątpić, czy jesteś człowiekiem.
– Teraz pojechałeś po bandzie, Scott. Zabrali ci sprawę, ja wykradłem im Foresta to, co mogli od ciebie chcieć? Come on, Scott!
– W takim razie wiesz, co im powiedziałem, konkretnie Moorowi.
– Wiadomo, że nie rozmawiałeś z Beckiem. Michael będzie następnym szefem LAPD. Dajesz mi dziecinne pytania. Nie wyraziłeś zgody, ale potem uznałeś, że możesz pomóc Forestowi, a teraz może i mnie.
– Ale w szachy przegrasz!
– To się zobaczy. – szatyn po raz kolejny się uśmiechnął.
– Chcesz się czegoś napić, Lesley?
– Dziękuję. W pracy nie piję. Alex bardzo chciał cię spotkać, myślę, że za jutro lub dwa dni. Wiesz gdzie i o której, prawda? 
– Na razie nie wiem, ale będę wiedział.
– Postaraj się spotkać z Nicholasem.  
– Myślałem o tym.
– A ja o tym, że Nadia będzie bardziej bezpieczna w Bułgarii. Mark pewnie zechce zostać z ojcem, a Beatrice z pewnością nie ruszy się z LA, jak długo on tu jest.
– Powiedział ci o niej?
– Tak trochę sobie porozmawialiśmy. Wyjątkowy człowiek. Już nie chce umrzeć, ale nie ma jeszcze powodu, żeby żyć.
– Sądzę, że ma tylko jeszcze o tym nie wie.
– Wybacz, że trochę pogrzebałem w twoim policyjnym kompie. Nie musisz zdejmować odcisków, nie są moje – Lesley wyciągnął przed siebie rozsunięte palce.
– Wyglądasz też inaczej?
– Jak na razie prawdziwą twarz znał mój lekarz od plastyki, a teraz, Alex Forest.
– Co z doktorem?
– Moi byli kumple z Langley wysłali go do Allaha. Wystrzegaj się Kimbleya. Tylko ten, kto podłożył bombę, jest gorszym człowiekiem od niego.
– Będę uważał. Dostałem dzisiaj lekcję, dziękuję.
– Mam nieco więcej lat. Nie bierz sobie tego do serca. Wybacz, ale muszę już lecieć. Obiecuję więcej się nie włamywać.
– Nie będę zmieniał kodu w alarmie ani w komputerze, a ty nikomu nie powiesz, więc wchodź kiedy chcesz.
– Raczej nie powiem, a czy wpadnę? Od dzisiaj będziesz obserwowany. To będzie dla nich kolejny policzek, kiedy ich odkryjesz. Centralna Agencja Informacyjna, dobre sobie!
– Jesteś zawsze mile widziany.
Lesley wstał i udał się w kierunku wyjścia. Luna spojrzała za nim tak, jak tylko patrzyła za Scottem.
Młody mężczyzna stał chwilkę nieruchomo i patrzył na kotkę.
– Czy w czymś uchybiłem, maleńka?
Luna podeszła do niego i otarła się o jego łydkę. Mruknęła miło.
– Okej, ja ciebie też. Cóż, niesamowity facet, więc cię rozumiem, w końcu jesteś kobietą.
Poszedł do kuchni, a jego mała przyjaciółka za nim. Dobre było to, że nie dał kompletnej plamy. Wiedział gdzie, Alex wraz z Lesley będzie na niego czekał. Musiał tylko dobrze się zastanowić kiedy i o której.

                                                                             *
Kimbley nie potrafił opanować gniewu. Czuł też strach. Nienawidził do szpiku kości Williamsa. Zajęło mu pół godziny, by dojść do siebie. Udał się nawet do punktu pierwszej pomocy i leżał tam dłużej niż kwadrans na leżance.
– Dostanę zawału przez tego gnoja. – dyszał jeszcze, kiedy wrócił już do swojego gabinetu.
Zadzwonił telefon na jego biurku. Dyżurny poinformował, że ich gość chce z nim rozmawiać.
– Proszę przekazać, że zaraz tam będę.
Po pięciu minutach zapukał do pokojów, gdzie przebywała rodzina Higginsów.
– Chciałeś mnie widzieć, Nick?
Naukowiec od razu zobaczył, że jego znajmy ma wielki problem, ale nie dał od razu poznać, że o tym wie.
– Chcemy do domu. Nie masz rodziny, więc nie rozumiesz.
– Mylisz się. Właśnie rozmawiałem ze starym. Podniesiemy stopień bezpieczeństwa i możecie jechać do San Diego. Nie chcę naciskać, ale być może byłoby lepiej gdybyście zrobili sobie wakacje.
– Muszę pracować, zapomniałeś? Tym razem nie nawalę. Czy jest taka możliwość, bym zobaczył Foresta? Zobaczę go z Markiem. Jestem mu to winny. Żona i córka już go widziały. Taka strata – zrobił zatroskaną minę.
– Planowałem to, ale sprawy się skomplikowały. – skłamał Jonathan.
– To znaczy?
Kimbley zaczął uciekać oczami. Wiedział, że i tak nie da się tego utrzymać długo w tajemnicy.
– Mieliśmy go zabrać do naszej bezpiecznej kryjówki...
– Chcesz powiedzieć, że zniknął? Coś wspominałeś o jakimś duchu?
– Ten skurwiel zagrał nam na nosie, rozumiesz! Drwi sobie w najlepsze z najpotężniejszej agencji wywiadowczej świata.
– Coś podobnego! Musi być naprawdę niezły. Jest szansa, że on rozwalił mój wóz?
Co za kanalia, pomyślał Kimbley. Zginęły trzy osoby, a on mówi o samochodzie.
– Nie przypuszczam. Przypominam ci, że zginęły trzy osoby, a jedna nadal przebywa w szpitalu.
– Nie czepiaj się słów. Boleję nad stratą rodziny Foresta. Pewnie wasz duch tego nie zrobił, tylko dlaczego porwał Alexa?
– Cholera go wie. Jest złośliwym skurwysynem i zrobił to pewnie, bym wykitował na serce. Nienawidzę tego gościa. Jak go dorwiemy, osobiście będę go przesłuchiwał. Jeszcze nie wiem, co mu zrobię, ale to będzie bolało. Czasem przesłuchiwany nie wytrzymuje pytań – brzydki uśmiech pojawił się na jego nico zmęczonej twarzy.
– Czy sądzisz, że on pała do ciebie równą nienawiścią jak ty do niego?
– Wykończył osiemnastu moich agentów, rozumiesz!
– A co się właściwie stało. Wspominałeś, że był genialny. Musiałeś go lubić...
– Pal licho tajemnice. Powiem ci, tylko nie opowiadaj żonie. Nie wykonał rozkazu na terenie Iraku. Para Irańczyków była podwójnymi agentami. Wielu naszych zginęło. Jest świetnym snajperem – Jonathan znowu mocno poczerwieniał. – Ten skurwiel nie jest w niczym słaby. Faceta zabił, a odmówił zabicia tej kobiety. Przypuszczamy, że miał z nią romans. Wyszedł z pułapki i udało mu się ją odstawić do Iranu.
– Dziwne, ale serce czasem nie wybiera. Miałeś jakąś kobietę? – prawdopodobnie złość Kimbleya tylko go bawiła, ale nie dała tego poznać.
– Przelotny seks. Jestem oddany dla kraju.
– Rozumiem – Nicholas pokiwał głową ze zrozumieniem. – Dziękuję za wyrozumienie. Zaraz jak tylko dojdziemy do domu, biorę się do pracy.
– Polecicie helikopterem. W ciągu tygodnia dostaniesz nowy Culinnan, w tym samym kolorze.
– Dziękuję, ale porozmawiam o tym z rodziną. Nie sądzę, że będą chcieli, a sam nie będę jeździł.
– Sądziłem, że lubiłeś to auto?
– Auto jak auto. Zginęli dobrzy ludzie. Może to był błąd, że zgodziłem się z tobą w kwestii jego domu. Pewnie i tak ukręcicie sprawie łeb.
– Ten młody inspektor weźmie ponownie sprawę w swoje ręce. My będziemy działać z ukrycia, doszliśmy do przekonania, że tak będzie lepiej dla bezpieczeństwa narodowego.
– Prawdopodobnie masz rację. Wszystko w rękach opaczności, albo losu.
– Niektórzy mówią, że w bożych.
– Też prawda. Długo nie zapomnimy tego obiadu. – Higgins pokrecił głową i zrobił smutna minę.
Kimbley popatrzył na Nicholasa.
– Obronimy was przed wszystkim, nie możemy obiecać, że przed Duchem, dlatego wspomniałem o urlopie.
– To ty jesteś jego wrogiem, nie ja. Lepiej sam się miej na baczności.
Kimbley pierwszy raz pożałował, że to nie Higgins zginął. Zaczął go powoli nienawidzić. Miał dość jego przystojnej, nieskazitelnej twarzy, ale jeszcze bardziej jego nadmuchanego do nieskończonych granic, ego.  
Wyszedł bez słowa. Nick udał się do większego salonu, gdzie siedziała reszta jego bliskich.
– Lecimy do domu. Obiecali helikopter. Podnieśli maksymalnie stopień bezpieczeństwa.
– To będziesz mógł zobaczyć z Markiem, Alexa, prawda tatusiu? A może i my z mamą go jeszcze raz zobaczymy.
– Z tym jest kłopot. Został porwany. Służby przypuszczają, że z jakiś niejasnych powodów, to on był celem. Wczoraj w nocy zniszczono jego dom. Dla jego bezpieczeństwa chciano go przetransportować do kryjówki, ale został porwany i nikt nie wie, gdzie jest teraz.
– O Boże, czy coś mu grozi! – przeraziła się brunetka.
Ojciec spojrzał na nią dłużej.
– Nie rozumiem, dlaczego tak się o niego martwisz? Widziałaś go zaledwie dwie godziny. Jeszcze bym rozumiał gdyby był w twoim wieku, ale jest starszy ode mnie o trzy lata!
– Dusza nie ma wieku. Przykro mi, że nic nie rozumiesz. Zginęli mu wszyscy, których kochał. Przypominam mu jego córkę. Poczułam z nią więź. Moja osoba jest dla niego jak balsam. Co więcej, trzeba rozumieć?
Nadia spoglądała nieco przerażona to na dziewczynę to na swojego męża i wyczuwała w powietrzu burzę.
– Nie rozumiem i koniec. Od chwili wypadku się zmieniłaś. To odczuwam. Mam rację kochanie? – zwrócił się do żony.
– Jest wrażliwa, zawsze taka była.
– Chcesz powiedzieć, że trzymasz jej stronę! A ty Mark?
– Ojcze, ta sytuacja wstrząsnęła nami wszystkimi. Nie oceniaj tak siostry. Jesteśmy wszyscy razem, nic się nie zmieniło. Prawda siostro?
– Dziękuję ci bracie. Tata jest zapracowany i z pewnością zestresowany i zupełnie mnie nie zrozumiał.
Spojrzała na ojca.
– Jesteś moim ojcem i mam do ciebie uczucie. Spróbuj mnie zrozumieć. Nie jestem po innej stronie niż ty. To ty to powiedziałeś, nie ja.
– Dobrze, nie kłóćmy się. Przepraszam. Masz prawo mieć uczucia, do kogo chcesz. Chciałem go zobaczyć i nie mogę. To mnie również nieco wyprowadziło z równowagi.
– Być może ten ktoś kto porwał Alexa nie będzie żądał okupu. Alex jest wyjątkowym człowiekiem, podobnie jak Cynthia była. Z pewnością jego żona i syn byli również dobrymi ludźmi.
Nick uniknął specjalnie wzroku córki. Nie widział w Foreście niczego wyjątkowego. Ot, widział w nim zwykłego człowieka, jakich wiele. Nie mógł absolutne zrozumieć, dlaczego jego córka ma takie zdanie o tym człowieku. Ponieważ jego poprzednia wypowiedź była całkowitą klęską, nie zamierzał drugi raz doznać porażki. Doszedł do wniosku, że musi jak najszybciej odbudować swoją relacje z córką. Co zrobił złego, że nagle odsunęła go na drugi plan? Wcześniej myślał jak pobrać chociaż krew od jej szczura, teraz na razie odsunął tę myśl daleko. Liczył tylko na to, że kiedy ich sprawy staną się znowu dobre, być może zmieni sama zdanie i pozwoli mu dociec, co sprawiło, że szczur nie tylko zatrzymała się w starzeniu, ale odmłodniał. Wiedział jednak, że koniecznie musi skończyć projekt dla marynarki wojennej. Postanowił dowiedzieć się, jak daleko posunęły się prace w Vita–life a Seulu. Czy jest możliwość, że jego znajomości w agencji wywiadowczej mogą utrudnić im życie? Po rozmowie z Kimbleyem doszedł do wniosku, że lepiej osobiście porozmawia z Philipem Oldreyem. Najlepiej teraz, o ile dyrektor tej placówki znajdzie dla niego czas.
– Muszę jeszcze coś załatwić.
Podszedł do córki i delikatnie ją przytulił. Odczuł przez sekundę opór i zesztywnienie w jej ciele, ale po sekundzie przytuliła go cieplej. To był dobry znak.  
Wyszedł z salonu, przeszedł przez pokój, w którym niedawno rozmawiał z Jonathanem i wyszedł na korytarz. Doszedł do miejsca, gdzie za szybą siedział żołnierz.
– Kapralu proszę zobaczyć czy przewodniczący Oldrey mnie może przyjąć.
– Oczywiście panie Higgins.
Nicholas stał i udawał, że nie słucha. Po chwili usłyszał, że posterunkowy łączy się z sekretariatem starszego agenta. Dalej nie słyszał.
– Pan Oldrey czeka. Do końca korytarzem, a potem zostanie pan doprowadzony. Sam bym poprowadził, ale nie mogę opuszczać miejsca.
– Rozumiem i dziękuję.
Po kilku minutach siedział już za biurkiem, za którym spod okularów spoglądał na niego Philip Oldrey.
– Co tam Nick? Za godzinę lecicie do San Diego. To chciałeś wiedzieć?
– Mam inną sprawę. Co myślisz o małym spacerze na zewnątrz, Phill?
– Dobry pomysł, żeby rozprostować kości. Ostatnio więcej zwracasz się do mnie niż do Kimbleya, to dobry znak.
– Jest dziwny, chyba się starzeje.
Philip się roześmiał.
– Powiem ci, gdzie jest pies pogrzebany. On nie ma rodziny. Być może dlatego ja będę mógł wam lepiej pomóc.
Po chwili wyszli do wewnętrznego ogrodu. Ta placówka zatrudniał tylko pięćdziesiąt osób cywilnych i dwa tuziny wojskowych, większość dla ochrony całego obiektu, w razie nieprzewidzianego zdarzenia.
– Mów śmiało. Tu nie ma podsłuchu.
– Rozumiemy się. Być może cię zaszokuję. W razie odmowy, zapomnij.
– Czy ma to coś wspólnego z twoją pracą?

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użył 3083 słów i 18619 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Genialna konfrontacja Scott'a i Lesley'a. Ale to jednak Lesley ma nadprzyrodzone zdolności. Ten duet musi zadziałać razem przeciwko agencjom, które będą miały z nimi ciężko. Czuję, żę Kimbley ma pełne portki... :D

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Kimbley jest nieco zdezorientowany.Wiliams przez lata pozostawał w ukryciu. Jonathan uświadomił sobie, że mogłby być jego łatwym celem. Wie, że tamten prawnie nie może mu nic zrobić, bo sam reprezentuje prawo.Tak naprawdę Williams czekał na takiego człowieka jak Calm.Obu połączył Forest. Jak zwróciłeś uwagę, Lesley zaufał Calmowi, jednak nie tak jak Forestowi. Chodzi o twarz. Co zrobi Williams by się przekonać, jak bardzo może zaufać młodemu porucznikowi? Zwróć uwagę, że pojawiają się kobiety. Do tej pory ani Lesley, ani Calm nie mieli czasu na miłość.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Kiedyś Williams musiał się ujawnić, ale chyba w słusznym celu. Co zrobi Williams? Trudne pytanie  :shrug: W każdej opowieści musi być trochę wątku miłosnego :D

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Williams jest bardzo roztropny. Juz wie jak ten świat funkcjonuje, szczegolnie służby i nie tak szybko sie ujawni. On to bardziej robi dla Alexa Beatrice.W nastepnym odcinku Forest calkowicie odkryje przed nim serce.