Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Krew. cz.13.

– A jeżeli mam pluskwę, tak się to nazywa, prawda? – zapytał Forest, kiedy tylko weszli do mieszkania.
– Miałeś ją w ubraniu. Kiedy spałeś, usunąłem ją.
– To twój dom?
– Jedno z wielu miejsc pracy. Co masz ochotę zjeść?
– Nie mam ochoty na jedzenie, mogę jednak wziąć prysznic.
– To już coś. Zrobię coś do jedzenia, a jeżeli zmienisz zdanie, zapraszam. W łazience znajdziesz świeży ręcznik, ubranie i możesz się ogolić. Znajdziesz nowe nożyki. Po śniadaniu pokażę ci, jakie mam dowody. I zobaczysz, czy możesz mi ufać, czy nie.
– Wybacz, ale potrzebuję czegoś. Nie wiem czego.
– Będziesz wiedział. – były agent wywiadu tylko się uśmiechnął.  
Alex sam znalazł drogę do łazienki i zrobił to niejako intuicyjnie.
– Mam na imię Lesley. Lesley Williams – usłyszł, zanim zamknął drzwi łazienki.
Rozebrał się i wszedł do kabiny. Został bez domu i bez rodziny. Chciał popaść ponownie w wisielczy nastrój, ale przypomniał sobie niesamowite słowa młodej dziewczyny: Jeżeli nie masz powodu, by żyć, to ja jestem tym powodem. Coś takiego powiedziała. Odczuł w momencie szok. Jak jest to możliwe, że wysłała mu uczucie miłości? Bo jak mógł to nazwać inaczej? I nagle jakieś niewidzialne ściany broniące temu wszystkiemu wejścia do jego istoty się otworzyły. Zrozumiał i odczuł lub odczuł i zrozumiał, że rodzaj uczucia, jakim nacechowana była tamta wypowiedź Beatrice, to ten sam rodzaj uczucia, które dawała mu jego córka. Z tą różnicą, że Beatrice nie była jego córką.
Zaczął się myć. Nie skupiał się jednak na tym, raczej robił to automatycznie. Wziął żółtą gąbkę wyglądającą na nową i nalał na nią trochę płynu do mycia o zapachu oceanu.  
– Jak mogła mnie pokochać tak szybko? Nie jest moją córką, ale nadal jestem od niej trzydzieści lat starszy. Przecież nie zrobiła tego z litości?
Raczej nie pamiętał, by mówił kiedyś do siebie. Wiedział jedno. Na razie nie chce już się zabić, ale brakuje mu nadal powodu, by żyć.
Wytarł ciało ręcznikiem i założył ubranie przygotowane przez Lesley. Pasowało. Czyli człowiek, który mu pomógł, był na to przygotowany. I nagle poraziła go myśl. Może to on zrobił, to coś! Jest szaleńcem. Chce go doprowadzić do stanu, by mu uwierzył i zaufał, a gdy to się stanie, powie mu, że działał razem z Higginsem, Kimbleyem i resztą.
Nie! To nie mogło być możliwe. Wówczas najgorszy człowiek na świecie byłby lepszy od człowieka, który właśnie przygotowywał mu posiłek. Poczuł ponownie nieodartą chęć dostania tego dowodu, by mógł mu uwierzyć. Wiedział, że tym przekroczy Rubikon. Gdyby po tym został zdradzony... Wszedł do kuchni, ale Lesley musiał znowu dostrzec coś na jego twarzy. Robił jajecznicę ze smażoną cebulą i papryką. Na kuchennym stole stały dwa komplety talerzy ze sztućcami, leżał pokrojony w kromki chleb i brunet dostrzegł również masło w maselniczce. W dwóch bliźniaczych kubkach parowała herbata z leśnych owoców.
Zobaczył twarz innego człowieka, o brązowych włosach. Nie można było powiedzieć, by był przystojny, natomiast biła od niego siła i zdecydowanie. Forest nie dostrzegł tam zła, nieuczciwości, tylko spokój.
– Wnioskuję, że to twoja prawdziwa twarz. Dlaczego odszedłeś ze służby? Powiedz mi. To jest to, co chcę wiedzieć.
– Zjedzmy najpierw. Musisz nauczyć się czekać. Cierpliwość to ważna cecha.
Alex usiadł. Po chwili może trzydziestopięcioletni szatyn, przycięty krótko jak Scott, wyłożył jajecznicę do białego, ceramicznego półmiska.
– Dzięki. – powiedział mężczyzna.
– Mnie dziękujesz?
– Dziękuję Panu.
– Hmh. A ja dziękuję tobie za śniadanie, kąpiel, ubranie i za to, że jestem teraz bardziej wolny niż byłbym tam.
Szatyn zrobił tylko nieokreślony ruch głową.
– Wybaczam ci, że pleciesz bzdury. – skwitował z subtelnym uśmiechem jego wypowiedź.
Jedli w spokoju.  
– Bardzo smaczne. – rzekł brunet.  
– Przy chronicznym braku kobiety musisz umieć gotować. – szatyn uśmiechnął się szczerze, po raz kolejny.
Kiedy skończyli, od razu umył wszystko i położył naczynia na suszarkę.  
– Chodź.
Weszli do pokoju, który do tej pory był zamknięty. Alex dostrzegł tam sześć uśpionych ekranów, a na drugiej ścianie ułożono broń. Pistolety, karabiny i pewnie materiały wybuchowe. Były agent podszedł do jednego z komputerów i poszukał czegoś myszką. Alex zobaczył tekst, numer nadawcy i odbiorcy.
,,Uważaj na samochód" , to wiadomość, którą wysłał Kimbley do Higginsa. Potem brunet zobaczy inne wiadomości. Znowu ten sam numer odbiorcy, ale inny nadawcy. ,,Cullinan został podzielony".  
– Kto wysłał te wiadomość Kimbleyowi?
– Wiesz już, że to numer Kimbleya i wiesz, że ten jest Nicka. Mówiłem,że szybko sie uczysz. Wiadomość o podzieleniu Culinana wysłał ktoś inny. Nie obawiaj się, mam numer komórki i do Calma, do Beatrice i do Nadii. Ale nie to chciałeś wiedzieć. Siadaj.
Sam również usiadł na drugim fotelu.
– Inni z tobą współpracują?
– Oczywiście, ale nikt nie widział mojej prawdziwej twarzy jak ty. To było sześć lat temu. Luty 2011 roku. Bagdad w Iraku. Miałem zlikwidować agenta. Zdradził naszych i kilkunastu żołnierzy zginęło. Facet miał kochankę, Irankę mieszkającą w Iraku. Kazali mi wszystkich zlikwidować. Okazało się, że kobieta jest w siódmym miesiącu ciąży. Miałem ją w lunecie i to dostrzegłem. Dokładna obserwacja i analiza tego co widziałem, była częścią mojej praca. I nadal jest. Wówczas jeszcze nie miałem pytań. Miałem zmysł jak Calm. Wiedziałem. Jednak daleko mi było do niego. On jest dobrym człowiekiem, ja byłem doskonałym potworem. Pamiętam, że miałem opór. Być może kobieta współpracowała na obie strony, wówczas jeszcze nie wiedziałem, że była czysta, ale dziecko? Cóż ono było winne? Zdjąłem palec z cyngla i ponownie położyłem. Nie byłem jeszcze zdecydowany. Panowało we mnie poczucie obowiązku wobec ojczyzny i zwierzchników. Pewnie naprawdę tego nie chciałem, ale być może bym jednak to zrobił. I wówczas usłyszałem wyraźny głos. Bardziej wyraźny niż twój.
,,Jeżeli to zrobisz, przed tobą tylko ciemność".
Nigdy do tej pory się nie bałem. Nigdy i nikogo. Doskonale strzelałem, miałem nosa, który kabelek przeciąć, by rozbroić bombę. Zawsze byłem dobry jako haker. W walce wręcz niewielu mogło mi sprostać. Poczułem taki strach jak jezcze nigdy w życiu. I żeby było ciekawiej, odpowiedziałem, wiedząc, że sam Stwórca do mnie mówi.
,,Nie zrobię tego, ale oni mnie zabiją".
– I wiesz co? Odpowiedział.
,,Idziesz teraz moją ścieżką i nikt cię nie zabije".
– Koniec, nigdy więcej nie słyszałem Jego głosu. Kimbley się wściekł. Nasłał na mnie trzy razy agentów. Zabiłem osiemnaście osób. Za trzecim razem wybuch granatu zniszczył mi twarz. Uratowałem tę kobietę i dziecko. Dowiozłem ją do Teheranu. Tamci mi pomogli. Zrobiłem operację plastyczną. Zacząłem wzrastać w moich zdolnościach. Może On mi pomagał, nie wiem. Od sześciu lat gromadzę dowody przeciwko tej bandzie. Jak mówiłem, nie wszyscy są tam źli, ale wszyscy zwiedzeni. Higgins prowadzi badania gdzieś na pograniczu pustyni Anza–Borrego i Narodowego Parku Clevland, siedemdziesiąt kilometrów od San Diego. Pracuje nad czymś, czego nie mogłem odkryć. Pieniądze ma od rządu za projekty dla wojska. Dzięki niemu powstały substancje wzmacniające specjalnych żołnierzy, by ich rany się goiły dziesięć razy szybciej. Ich szybkość rośnie, odporność na brak snu i warunki klimatyczne wzrasta niewspółmiernie. Nie tylko on nad tym pracuje. Wszystkie większe armie to robią. Dorównuje mu koreańska firma Vita life pod przewodnictwem doktora Jeong–Ho–Kim–Sunga*. Stamtąd ktoś wysłał tę wiadomość o pękniętym diamencie, rozumiesz? Jego Rolls Royce nazywał się jak największy znaleziony diament. Kamień miał trzy tysiące karatów. Początkowo był jeden, potem podzielono go na trzy i kilkadziesiąt małych. Te wielkie są w Tower w Londynie i są oficjalną własnością królowej Elżbiety drugiej, bo w 1905 Republika Południowej Afryki była brytyjską kolonią. Nie wiem, kto posłał tę wiadomość, nie mogę dojść do tego. Ten, kto to zrobił, podłożył bombę, włamując się do serwisu Rolls Royce.
– Ale dlaczego ta bomba wybuchła?
– Ktoś musiał podłożyć zapalnik. Czy coś widziałeś przed wybuchem?
– Czerwony błysk spod samochodu. Ochroniarz o imieniu Stanley mnie uratował. Staliśmy kilka metrów przed wozem. Gdybym stał, pewnie też bym zginął. Lesley, ufam ci. Wybacz, że pomyślałem o tobie coś złego.
– Co pomyślałeś?
– Że jesteś w zmowie z Kimbleyem i Higginsem. Chcesz mnie wziąć na swoją stronę, a potem ujawnić kim jesteś i tym mi dokuczyć aż do środka duszy.
– Byłbym wówczas gorszym niż najgorszy ze złych.
– Tak właśnie pomyślałem i odrzuciłem tę myśl.
– Nie sądzę, że Higgins jest do tego zdolny, Kimbley pewnie tak.
– Czy będę mógł skontaktować się z Calmem, Nadią i Beatrice?
– Cierpliwości. Nie zdołasz się niczego nauczyć bez tej cechy. Przez trzy dni będą szaleć. Chcesz posłuchać?
– Co masz na myśli?
– Mam swoje wtyczki w CIA. Posłuchajmy.
Lesley podszedł do innego urządzenia wyglądającego jak nowoczesne radio. Nastawił coś, a następnie założył słuchawki.
– Komputer wybiera częstotliwość, bo zmieniają średnio trzy razy na dzień, ale potem muszę szukać manualnie.
Po chili szumów usłyszeli podniesione głosy.
– Szukać! Przeszukać wszystko! Kurwa! A tych gnoi co to spieprzyli, do Korei Północnej!
– Panie vice przewodniczący...
– Wiem, że tam nie mamy amerykanów. To debile. Mówiłem wam, że wróci. Łotr, zdrajca!
– Czy on może zagrozić Higginsowi? – usłyszeli inny głos.
– Pewnie nie, Olaf. Nie możemy go lepiej bronić, a ta gówniara domaga się, by ją puścić. Mam to gdzieś, niech się sami martwią.
– Ależ...
– Słyszeliście. Nicholas i tak nie będzie efektywnie pracował w niewoli. Obserwować. Pokazać agentom jak wygląda Duch. 
– Nikt nie wie, jak teraz wygląda.
– Nie zmalał ani nie urósł. Ma nadal pięć stóp i dziesięć cali, prawda?
– Oczywiście panie Kimbley. Mam powiadomić starszego agenta Oldreya?
– Przewodniczący już wie. Carlson jedzie do Syrii. Rozdzielić ich, niech posmakują, co to znaczy spieprzyć rozkaz.
– Jeszcze ich nie znaleźliśmy...
– To lepiej się pospieszcie, bo dla was też mamy jeszcze długą listę miejsc mniej przyjemnych niż Kalifornia. Uhh!
Dało się słychać głośne dyszenie.
– Agencie Kimbley, wszystko dobrze?
– Agencie Kimbley!
– Wody. Dlaczego klimatyzacja tu nie działa? Strasznie tu gorąco.
Lesley wyłączył urządzenie.
To jest bezpieczne do trzech minut, potem mogą nas namierzyć. Oczywiście moja maszynka to wykryje, ale nie chce zostawiać tego miejsca. Jest stąd tylko czterdzieści minut do San Diego. Czy Nadia jest godna zaufania?
Alex popatrzył pierwszy raz inaczej na Ducha.
– Ma chyba dwadzieścia sześć lat, tyle co Calm. Pierwsze odczucie, jakie może się nasuwać, że jest z nim dla pieniędzy, ale to dobra osoba. Inaczej Beatrice by jej nie kochała.
– Była sportsmenką, pochodzi z Bułgarii, wiedziałeś?
– Nie. Ma lekki akcent, sądziłem, że jest z Ukrainy.
Lesley dotknął dłoni Alexa. Tak, zdecydowanie było w nim dobro. Jak to brunet odczuł? Sam nie wiedział, ale miał teraz całkowita pewność.
– Każdy człowiek ma swoją drogę. Oscyluje między dobrem a złem. Nicholas Higgins ma szanse jeszcze być dobrym człowiekiem. Sądzę, że gdyby był zły, ta młoda kobieta by z nim nie była.
– Podoba ci się?
Szatyn pierwszy raz zareagował inaczej.
– Co ty gadasz. Jest ładna. To żona Higginsa!
– Podoba ci się! Nie potrafisz tego ukryć. Tak, jest godna zaufania. Dobry z niej człowiek.
– A ty coś czujesz do córki Nicka. Lubisz młode dziewczyny? – czyżby to była riposta ze strony Lesleya?
Alex powinien się obruszyć, ale tego nie zrobił. Sam powiedział coś, czego nie powinien, dlatego postanowił trochę wyjaśnić człowiekowi, któremu waśnie zaufał kompletnie. a to dzięki wyznaniu o ciężarnej Irance.
– Beatrice nie tylko jest podobna fizycznie do mojej zmarłej tragicznie córki, ale jest podobnego ducha. Nie potrafię wytłumaczyć, ale jest jak jej odbicie, siostra bliźniaczka. To wszystko.
– Nie powinienem pytać, wybacz. Spróbuję znaleźć Calma i nakłonić go do współpracy.
– Pewnie się nie zgodzi. Zawsze sądziłem, że agenci nie ufają nikomu.
– Nie jestem agentem.
– No, ale byłeś.
– Mam rzadką cechę, chociaż ujawniła się, dopiero kiedy odszedłem z CIA. Wyczuwam ludzi. Zostawię cię na kilka godzin. Raczej nic ci nie grozi, ale w razie czego tu jest wyjście awaryjne. Masz na to minutę, potem wszystko wybuchnie.
– Nie strasz mnie. Raczej byś mnie nie zostawił gdybyś nie miał pewności.
– Między pewnością a prawie pewnością jest mniej niż milimetr różnicy, a to daje czasem tysiąc mil. Zdrzemnij się. Możesz zrobić obiad, a jak chcesz, to poszukaj, jak się gra w szachy. Znajdziesz w salonie książkę dla początkujących. Tylko nigdzie nie dzwoń.
– A jest tu komórka?
– Jest kilka, ale nie dzwoń. Tylko tyle cię proszę. Szansa na namierzenie jest większa w miarę czasu rozmowy. Pewnie uruchomili wykrywacz głosu i twarzy. Zrobię ci jakąś maskę na drukarce 3D. Najlepiej pośpij. Pewnie mało spałeś ubiegłej nocy. Wiem, że chciałbyś być na ich pogrzebie. Mam to na uwadze. Masz jakąś dalszą rodzinę?
Brata żony. Nie widzieliśmy się od dwunastu lat.  
– To dobrze. O ile wiem, twoi rodzice odeszli. Będą obserwować dom brata żony. Sądzę, że na tym poprzestaną. Wiedzą, że jesteś ze mną i skoro cię mam nie dopuszczę do pomyłek. Oczywiście zrobią wszystko by cię znaleźć, bo wówczas będą mogli znaleźć mnie. Ale nie znajdą.
– Czemu tak sądzisz?
– Ja nie sadzę. Ja wiem. To, że byłem niezłym agentem i mam pewne zdolności, to nic. Powinieneś wiedzieć dlaczego, ale jeszcze tego nie pojąłeś.
– Chodzi ci o Boga? To co ci powiedział? Wiesz, że to trudne do pojęcia.
– Gdybyś uwierzył, wiedziałbyś, że żona, syn i córka jest w dobrym miejscu. Nie ważne czy cię widzą, pewnie śpią. Takim specjalnym snem.
– Nie wiem tego. Były pewne problemy...
– Rozumiem, co chcesz powiedzieć. Myślisz jak każdy. Nie ma sensu, by o tym dyskutować. To się wie, kiedy się wie. Od sześciu lat nikogo nie zabiłem. To nie znaczy, że tego nie zrobię. Mogłem zabić Kimbleya wiele razy, to samo dotyczy Oldreya i wszystkich z grupy Carlsona. Zabijanie nie jest dobre, ale czasem jest koniecznością. Większość państw zniosła karę śmierci i to jest wielkim błędem.
– Nie rozumiem. Przed chwilą powiedziałeś, że zabijanie nie jest dobre.
– To co innego. Człowiek ma wybór. Jeżeli popełni zły czyn warty śmierci, ponosi karę. Bóg nie karze dwa razy za to samo. Podobnie jak ludzkie sądy. Jeżeli morderca czy gwałciciel dziecka nie umrze za swój czyn, może czekać go kara potępienia. Dobre jest to, że może żałować i uzyskać przebaczenie. Jednak zwykle zwyrodniali mordercy i gwałciciele dzieci są pod wpływem zła i nigdy nie żałują. Oczywiście to moje odczucie. Dobrze, rób, co chcesz. Pamiętaj, czego masz nie robić. Nigdzie nie dzwonić. Idę nawiązać  kontakt z Calmem.
– Powodzenia.
– Dziękuję.
Lesley wyszedł.

                                                                       *

Scott wstał około siódmej. Po porannych czynnościach ubrał się i zaczął robić sobie śniadanie. Oczywiście najpierw nakarmił Lunę. Miał wszystkie sprawy skończone, ale ponieważ odsunięto go od zamachu przy molu, mógł nadal to rozwiązywać to dla siebie. Posiadał mocną podzielność uwagi, dlatego w tym samym czasie kiedy myślało sprawie, zerkał co jakiś czas na szachownicę. Koło dziesiątej wybrał się postrzelać. Dopiero kiedy skończył, dostrzegł, że ma dwie wiadomości z komendy głównej, od adiutanta zastępcy szefa. Porucznik Ecco, odebrał natychmiast.
– Tu Calm, dosłałem od pana poruczniku dwie wiadomości, ale bez treści.
– Proszę przyjechać do gmachu komendy. Coś ważnego się stało.
– Rozumiem.
Scott spakował broń, odnotował wyjście ze strzelnicy i doszedł do samochodu. Dokładnie w południe dojechał do komendy. Za pięć minut już wiedział...
– I to stało się na parkingu? Niesłychane!
Michael Moor nie miał zbyt szczęśliwej miny.
– Mówią, że to Duch. Nazywa się Lesley Williams i był najlepszym, genialnym agentem, coś jak ty jesteś detektywem.
– Dlaczego i gdzie chcieli zabrać Foresta?
– To mi trochę śmierdzi. Przypuszczamy, że chcieli, by zniknął. Oficjalnie nic byśmy nie mogli zrobić, bo to inny departament. Ludzie z Langley są wściekli, bo Lesley gra im na nosie od sześciu lat.
– Co się stało, że zmienił front?
– Tajne. Nie mamy dojść do pewnych spraw. Znowu przypuszczamy, że coś się stało. Agenci czasem zdradzają lub zostają zdradzeni. Tu pewnie chodzi o to drugie. Wówczas zwykle giną i oficjalne wyjaśnienia są różne. Prawie nigdy nie zdarza się, że przeżywają, a tak długo, to graniczy z cudem. Tu mamy sprawę bez precedensu. Lesley nie tylko przeżył, ale zadarł z największą agencją wywiadowczą świata. Są bliscy, by zatrudnić Mossad, by go znaleźć. Pewnie jednak tego nie zrobią, bo sama prośba do izraelskich kolegów równałaby się z policzkiem wymierzonym w całą amerykańską służbę wywiadowczą.
– Rozumiem. Co ma to wspólnego ze mną?
– Proszono mnie prywatnie, byś pomógł.
– Mogę odmówić?
– Odmówić? Oczywiście, a dlaczego?
– Jeżeli oddadzą mi sprawę i obiecają nigdy nie odbierać, może się zgodzę. Ta druga część umowy wydaje mi się niemożliwa. Nie mam zaufania do CIA.
– Scott, wiesz, co właśnie powiedziałeś?!
– Dokładnie. Pewne rzeczy się słyszy. Ja mam jedną generalną zasadę. Nie kłamię.
– Rozumiem, co masz na myśli. Pewnie będę miał naciski. Oczywiście co powiedziałeś, zachowam dla siebie.
– Nadkomisarzu Moor. Jestem lojalnym policjantem. Poza tym jestem mężczyzną, chociaż młodym. A mężczyzny nie traktuje się jak dziecka, któremu daje się zabawkę, zabiera i znowu ją oddaje. Proszę to właśnie im powtórzyć. Zawsze mogę robić coś innego. 
Nadkomisarza i zastępca Becka, prawdopodobnie następny szef policji Los Angeles, zrobił kwaśną minę. Cenił tego człowieka jak mało którego. Gdyby wszyscy policjanci tacy byli, pomyślał.  
– Dobrze. Będziemy w kontakcie. Nie mówię, żebyś przemyślał decyzję, bo cię znam. Będę dzwonił osobiście.
– Dziękuję panie nadkomisarzu.
Scott wyszedł z budynku. Pomyślał, że Lesley Williams byłby dla niego równym przeciwnikiem, ale wcale nie uważał, że mają być wrogami. Wiek wcale nie sprawiał, że brakowało mu doświadczenia. Czuł podskórnie, że chciano skrzywdzić, a nawet zabić człowieka, któremu zabito całą rodzinę. Od razu odczuł, że Alex Forest nie jest tylko dobrym człowiekiem. Scott Calm nigdy jeszcze nie spotkał nikogo podobnego, dlatego na chwilę zacisnął pięści.
– Tu się oszukacie. – szepnął do siebie.

* O doskonałym żółnierzu jest inne moje opowiadnie pt: Operacja Czarny świt. Zapraszam jeżeli kogoś interesuje temat.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użył 3342 słów i 19780 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Czyżby Beatrice i jej uczucie miało być powodem, że Alex jednak nie odbierze sobie życia?
    Czyli Duch walczy tak na prawdę z demonami przeszłości, które wydały mu rozkaz, który mógł zniszczyć jego sumienie. Czyli Calm to taka kopia Ducha, ale zapowiada się, że będą po jednej stronie barykady...