Kiedyś ci wystarczę - 30| Będę cię trzymać bez względu na to, co rzuci świat

użyta piosenka: The Veronicas - Think of Me




Fala upałów nie odpuszczała, choć była już połowa września. Wciąż się dziwiłem, jak Alexia mogła biegać w takim upale. Raz nawet proponowałem jej, że pójdę z nią, choć nie cierpiałem biegania, ale ona tylko oświadczyła, że chce być sama. Może bieganiem rozładowywała stres po rozstaniu z tym dupkiem, ale było to dla mnie trochę dziwne, bo Alexia nigdy nie biegała.
Z drugiej strony, nigdy też żaden facet jej nie uderzył i nie potraktował w tak podły sposób. W sumie ciężko było się jej dziwić.
Mama czuła się już dużo lepiej, więc wszyscy mogliśmy odetchnąć z ulgą, ale już nie puszczaliśmy jej samej na zakupy. Wciąż co jakiś czas musiała pojawić się w szpitalu na różne badania, ale była coraz bardziej samodzielna i nie potrzebowała tak dużo pomocy, dlatego mogłem skupić się na nagrywaniu mojej najnowszej piosenki. Byłem zdeterminowany, by zrobić to jak najszybciej i po paru długich dniach dopiąłem swego. Po aprobacie Jamesa – który ograniczył się tylko do potakującego mruknięcia – piosenka oficjalnie poszła w świat. Z satysfakcją obserwowałem, jak wyświetlenia rosły w górę i zastanawiałem się, czy Valentina też ją widziała. Chciałem, by wiedziała, że wciąż o niej myślałem, ale jednocześnie próbowałem wyglądać tak, jakby mi nie zależało. Chyba mi nie wyszło.  
Unikałem dziennikarzy, bo ciągle miałem worki pod oczami, których nie dało się niczym zamaskować – efekt nieprzespanych nocy, które spędzałem obok Ashley, tęskniąc za Valentiną i jej drobnym ciałem. Coraz częściej zastanawiałem się, co ja, do diabła, robiłem. Ciągle odtwarzałem sobie w głowie rozmowę z Alexią, podczas której czułem się jak na ostrej lobotomii. Nie chciała mi powiedzieć, co takiego Valentina ukrywała, a to doprowadzało mnie do szału. Ta solidarność jajników mogłaby czasem nagiąć swoje pieprzone zasady.  
Alexia powiedziała, że Valentina przeżyła coś dużo poważniejszego, niż my. Ale co to, do cholery mogło być? Nie miałem żadnego punktu zaczepienia poza jej byłym chłopakiem, Connorem. Ciężko było mi określić, czy to był dobry strzał, bo tak na dobrą sprawę nic nie wiedziałem o Valentinie. Od początku była skryta, nie chciała niczym się ze mną dzielić, nie zwierzała mi się. Wszystkie sprawy zamykała spojrzeniem lub krótkim, ostrym słowem, zanim się zdążyły w ogóle rozpocząć. Miałem dość takiego zachowania. Oczekiwała ode mnie pewności i poczucia bezpieczeństwa? A co ja miałem powiedzieć? Z jej wiecznym ukrywaniem prawdy i tajemniczością? Jak niby ja miałem jej zaufać, skoro o niczym mi nie mówiła? Nic nigdy nie słyszałem na temat Connora, tych tajemniczych telefonów, jej początku przyjaźni z Sofíą… mówiła, że Sofía wyciągnęła ją z potwornego dołka, kiedy Valentina chciała tylko leżeć zakopana w łóżku i płakać. O co wtedy chodziło? O Connora? O inny prywatny problem? O jej rodzinę? Tysiące możliwości doprowadzały mnie do szału. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego nigdy nic mi nie powiedziała.  
Część mnie szeptała cicho, że tylko się mną bawiła, ale nie chciałem w to uwierzyć. To, co nas łączyło, było prawdziwe. Nie układało się idealnie; niemal od początku mieliśmy pod górkę, a kiedy w końcu przyszła chwila spokoju, aż ciężko było nie być podejrzliwym.  
Mimo wszystko zakochałem się w niej na zabój, a ona zostawiła mnie w najgorszym momencie mojego życia – podobnie jak Christopher Alexię. Różnicą było to, że Christopher od początku zdawał się traktować Alexię jak piąte koło u wozu – a Valentina? Miałem wątpliwości, ale nie byłem w stanie uwierzyć w to, że byłem dla niej kimś na pocieszenie. Nie po tym wszystkim: po szantażach Sofii, po wielu męczących dniach z Grace, po naszej nocy na huśtawce i kolacji, na którą tak niechętnie się zgodziłem. Przypominałem sobie, jak rozcięła sobie rękę, a ja wtedy pierwszy raz zauważyłem, że była naprawdę zabawna, tylko wcześniej byłem zbyt wkurzony, by to dostrzec. A jednak od początku miałem chwile zazdrości, kiedy rozmawiała z każdym oprócz mnie. Nie lubiłem jej, to prawda, ale długo nie byłem w stanie się opierać. Ona wkroczyła w zespół pełen facetów, a wyraźną awersję miała tylko do mnie. Dlaczego? Bo jej się spodobałem, czy może tylko dlatego, że od momentu, gdy się poznaliśmy, burczałem na nią zawzięcie, jakby to była jej wina, że James dogadał się z jej agentem? Przypominałem sobie gorące uczucie wściekłości, gdy Grace wylała na nią wino – i jej uśmiech, kiedy podarowałem jej kolczyki. Jej wszystkie ukradkowe spojrzenia, prowokacyjne zachowania i moment, kiedy w końcu mnie pocałowała, mówiąc, że chce rozpocząć ze mną nowy rozdział…
To wszystko po prostu nie mogło być kłamstwem.
W końcu jednak nadarzyła się jakaś okazja, bym przestał zamulać w domu i rozmyślać o paru ostatnich tygodniach mojego życia. Jackson robił imprezę w klubie z okazji swoich urodzin. Zaproponował mi, byśmy zrobili podwójne przyjęcie, jako że i ja niedawno miałem urodziny. Co prawda, nie obchodziłem ich jakoś szczególnie, bo po prostu nie byłem w nastroju. Ashley kompletnie o nich zapomniała, co w sumie mnie nie zdziwiło. Valentina też nie odezwała się ani słowem i dopiero to mnie zabolało.
Miałem jednak ochotę poimprezować, dlatego się zgodziłem na propozycję Jacksona.
- Może to i dobry pomysł. Ostatnią imprezę mieliśmy na początku trasy. – Przeciągnąłem się tak, że zaczęły mi strzelać kości w kręgosłupie. – A w końcu, ile można pracować?
- Zaprosiłem Finna – odezwał się Jackson, patrząc na mnie uważnie. – Nie masz nic przeciwko?
Zastanawiałem się nad tym dłuższą chwilę.
- Chyba nie – stwierdziłem w końcu. – Ale to się jeszcze okaże. Choć moja ręka mogłaby chwilowo odpocząć od bicia – dodałem, nawiązując do bójki z Christopherem.
Jackson zaśmiał się tylko krótko.
- Przyjdę z Ashley – powiedziałem nagle, uświadamiając sobie, że nic nie mówiłem chłopakom o tym, że znowu się z nią spotykam.
Jackson aż się zapowietrzył.
- Przyjdziesz z… kim, kurwa? – Patrzył się na mnie, jakbym spadł z kosmosu.
- Znowu jesteśmy razem – rzuciłem swobodnie, jakbym mówił o pogodzie.
- Jaja sobie robisz? Przecież…
- Wiem. Ale Valentina mnie zostawiła, a ja przecież potrzebuję kogoś do…
- Przeczyszczenia twojej rury? – parsknął Jackson z obrzydzeniem. – Boże, Liam, gadasz jak Finn. I to nie jest komplement.
Puściłem to mimo uszu, choć miał rację.
Próbowałem zwerbować na imprezę Alexię, ale stanowczo odmówiła.
- Daj spokój, będzie fajnie. – Usiłowałem ją namawiać. – Co będziesz robiła sama w domu?
- Oglądała film i jadła popcorn. To o stokroć lepsze od waszej głupiej imprezy. – Nawet na mnie nie patrzyła, tylko coś klikała w laptopie.
- Czy możesz mnie łaskawie posłuchać, gdy do ciebie mówię? – Podszedłem do niej stanowczo, gotowy oderwać ją siłą od biurka, kiedy nagle zerknąłem na ekran. – Matko Boska Pieniężna!
- Co? – W końcu na mnie spojrzała.
- Po co ci taka droga torba? Zwariowałaś? – Aż musiałem usiąść. – Nie masz na co pieniędzy wydawać, zwłaszcza teraz, kiedy odeszłaś z pracy?
- Odczep się, Liam! – zawołała i wyrzuciła mnie z pokoju. Klasyk.
Ashley powiedziałem o imprezie dopiero dzień przed, bo jakoś tak się złożyło, że „zapomniałem” o tym wspomnieć. Głośno pisnęła, gdy to usłyszała.
- I ty mi dopiero teraz o tym mówisz? Nie mam żadnej sukienki!
- To idź na zakupy – mruknąłem, wywracając oczami i nie mogąc się powstrzymać od myśli, że Valentina nie robiłaby z tego problemu – miała całą szafę sukienek.
- Żebyś wiedział, że pójdę!
Usiłowała namówić mnie, bym poszedł z nią, ale stanowczo odmówiłem, więc się nadąsała i poszła sama, dzięki Bogu.
Następnego wieczora przyjechałem po nią taksówką – zamierzałem trochę popić, więc nie chciałem prowadzić – i nie mogłem powstrzymać się od kolejnego wywrócenia oczami, gdy ją zobaczyłem. Ashley nie była brzydka. Kiedyś szalałem za jej blond lokami i niebieskimi oczami, ale teraz czułem jedynie niesmak, gdy zobaczyłem ją z makijażem godnym jakiejś dziewczyny w depresji i w obcisłej sukience – stanowczo za obcisłej. Szła pokracznie na wysokich obcasach, a ja miałem ochotę zatrzasnąć przed nią drzwi od taksówki.
Gdy dojechaliśmy do klubu, była tam już większość naszych znajomych i oczywiście tłum dziennikarzy. Lekko spanikowany, że mogą sfotografować mnie razem z Ashley, poprosiłem Jacksona, aby na chwilę odwrócił jakoś ich uwagę. Chyba mu się to udało, bo po chwili dziennikarze skierowali aparaty na dziewczynę, która wyszła chwiejnie z baru i wrzasnęła, że ma ochotę poopalać się topless. Przemknąłem się do klubu, licząc, że w miarę niezauważenie.  
W środku wszyscy wrzeszczeli tak, że nie słyszałem własnych myśli, ale w sumie było mi to na rękę. Od razu dostałem kieliszek pełen wódki i wypiłem go jednym haustem. Po kolejnych dwóch poczułem, że jest mi cieplej i że myślę już nieco wolniej – nawet skinąłem Finnowi głową na powitanie, choć nie miałem zamiaru z nim rozmawiać. Widziałem, jak rozszerzyły mu się oczy na widok Ashley, ale jeśli chodziło o mnie, mógł ją sobie wziąć.
Jackson zarezerwował nam specjalną lożę, w której siedzieliśmy razem z Finnem i Zackiem. Chciałem zapytać o Camerona, ale uznałem, że nie ma sensu, bo nie przypadł Jacksonowi do gustu, więc pewnie stwierdził, że nie było sensu go zapraszać. Chwilę później do chłopaków dosiadły się jakieś dziewczyny z kolorowymi drinkami. Muzyka dudniła, więc poszedłem na parkiet, by przetańczyć parę piosenek. Z Ashley było to dosyć trudne, bo wciąż chwiała się na swoich wysokich szpilkach, więc porwałem do tańca parę innych dziewczyn, przy których nie było ryzyka, że zaraz upadną jak długie. Ashley wyraźnie się nachmurzyła, po czym nagle usiadła obok Finna i coś do niego powiedziała. Prawie się roześmiałem – jednak dziwka na zawsze pozostaje dziwką.
Gdy wróciłem do loży, chyba zmieniła zdanie, bo natychmiast się do mnie przykleiła. Jedną rękę położyła na moim kroczu, a ja zerknąłem na nią i poczułem obrzydzenie. Widać było, że była już lekko wstawiona. Czerwona szminka rozmazała jej się na podbródku, cuchnęła potem i wódką, w dodatku gdy siedziała, jej obcisła sukienka ukazywała spore fałdki na brzuchu. Nigdy nie była gruba, ale widać nieco ostatnio przytyła. Patrzyłem na to i zastanawiałem się, czy to była wina tych fałdek, czy po prostu jej osoby – momentalnie straciłem cały popęd seksualny, gdy krzyczała mi coś do ucha z rozwianą fryzurą. Po chwili doszedłem do wniosku, że fałdki w niczym mi nie przeszkadzały – a przynajmniej u Valentiny. Nawet, gdyby miała nadwagę, nie miałbym nic przeciwko temu. Kochałbym ją z każdym nadprogramowym kilogramem. Ashley po prostu nie miała tego czegoś – klasy Valentiny, jej ciepła, jej sposobu bycia. Była głośna i irytująca. Jej głos piszczał i zgrzytał, jak źle naoliwione drzwi.  
Po chwili wyszarpnąłem się z jej uścisku i podszedłem do baru, by zamówić coś do picia. Zerknąłem za siebie. Ashley ponownie przykleiła się do Finna, który wyraźnie był już po kilku głębszych, bo obejmował ją ramieniem. Patrzyłem na to przez chwilę i nagle uderzyło mnie dziwne uczucie – obojętność. Nie czułem nic, gdy na nich patrzyłem. Żadnej złości, zazdrości, niczego. Zniknęły obrazy, gdy wyobrażałem ich sobie razem w łóżku. Byli siebie warci – jedno bardziej fałszywe od drugiego. Mogli teraz iść do prywatnego pokoju, a mnie by to nie obchodziło. Ashley do mnie wróciła, ale była już kimś innym. Nie kochałem tej kobiety. Nie chciałem dłużej z nią przebywać. To był błąd, że w ogóle do niej zadzwoniłem i pozwoliłem jej wierzyć, że znowu wszystko jest w porządku.
Chyba Alexia miała rację i naprawdę rozpieprzałem sobie życie.
Wymknąłem się do łazienki, by choć na chwilę uciec od jazgotu muzyki. Oparłem się o chłodną ścianę, czując lekkie wirowanie w głowie. W tym hałasie zatęskniłem nagle za głosem Valentiny. Ściszałem go ostatnio za każdym razem, gdy nasza piosenka leciała w radiu, czy kiedy czytałem komentarze pod filmem. Nie chciałem jej słyszeć, bo to za bardzo bolało. Teraz jednak pragnąłem znowu usłyszeć jej głos i wyobrazić sobie, że była obok.
Wygrzebałem z kieszeni słuchawki i podpiąłem je do telefonu. Wszedłem na YouTube i przez dłuższą chwilę wpisywałem tytuł naszej piosenki. Litery rozmywały mi się przed oczami, więc kilka razy kasowałem tekst i pisałem od nowa. Nagle jednak wyskoczyło mi jakieś powiadomienie. Musiałem zmrużyć oczy, by je przeczytać. Był to nowy artykuł o Valentinie Martínez.

Oto i on – pierwszy singiel sławnej aktorki! Od dawna na to czekaliśmy. Mogliśmy posłuchać już w jej wykonaniu piosenki z filmu „Change me”, a także duetu z Liamem Millerem. Teraz jednak aktorka postanowiła podzielić się z nami swoją pierwszą autorską piosenką, w całości napisaną i zaśpiewaną przez nią. Jak Wam się podoba? Nam bardzo, choć przesłuchaliśmy to dopiero dwa razy. Sprawdźcie sami!

Poniżej znajdował się link, w który szybko kliknąłem. Niemal od razu wyświetlił mi się film z tekstem piosenki, a ja zatonąłem w muzyce i w jej głosie.

It's been five months, nine hours, forty-two seconds since I
Left home
It's been five months, nine hours, forty-two seconds since I
Felt whole

Do you miss me in your sheets?
Do you miss me in your bed?
The way we talk all night
The way I give you head
Do you think that she's the one
Or do you just pretend?
And when she says it's love
Will you think of me instead?

Czy ta piosenka była o mnie? O mnie i Ashley? Byłem zbyt pijany, by się nad tym zastanawiać, ale chyba tak było. Valentina śpiewała o jakiejś „niej”. Pytała, czy tęsknię za nią w moim łóżku. Czy o niej myślę.
Miałem ochotę krzyknąć, że tak. Żeby do mnie wróciła, zamiast rozmawiać ze mną poprzez piosenki. Żeby powiedziała, że naprawdę jej zależy. Powiedziałbym jej, że ona nie jest pewna mnie, a ja nie jestem pewien jej, ale możemy to naprawić. Wszystko da się naprawić.
Nieco się zatoczyłem, po czym gwałtownie wyrwałem słuchawki z uszu. Oblałem twarz zimną wodą i stwierdziłem, że to chyba koniec zabawy. Nagle już wiedziałem, co mam robić.
Wyszedłem z łazienki, czując się odrobinę bardziej przytomny i poszedłem do loży po Ashley. Akurat się z czegoś śmiała – cholernie głośno. Bardziej przypominało to umierającą świnię niż śmiech.
- Idziemy – rzuciłem sucho nad jej głową. Spojrzała w górę, zaskoczona.
- Co? – pisnęła i czknęła. – Przecież impreza się jeszcze nie skończyła.
- Dla mnie się skończyła. Wracasz ze mną czy będziesz zdana na czyjąś łaskę? Może ktoś cię odwiezie do domu – rzuciłem, a ona natychmiast wstała. Zabawne. Niczym moja własna marionetka.
Zadzwoniłem z powrotem po taksówkę i pół godziny później byliśmy już w mieszkaniu. Zamierzałem ją odwieźć do jej domu, ale ona nagle całkiem zmieniła obrany kurs i taksówkarz pojechał gdzie indziej. Próbowałem to cofnąć, ale ona oświadczyła, że musimy poważnie porozmawiać. Cóż, niech i tak będzie.
Gdy byliśmy już w środku, czułem się prawie całkiem trzeźwy, ale Ashley wyraźnie wciąż była pijana. Rzuciła torebkę na podłogę i odwróciła się w moją stronę, patrząc na mnie dziko. Jej szminka już całkiem znikła z ust, a na policzku widziałem odklejone sztuczne rzęsy.
- O co chodzi? – spytałem chłodno, by jak najszybciej mieć to za sobą.
- O co chodzi? – powtórzyła. – Zaraz ci powiem, o co chodzi. Zapraszasz mnie na imprezę dzień przed nią, a później wychodzimy bez żadnego powodu w środku baletu. Myślisz, że szłam tam po to, by wyjść po pięciu minutach?
- Bez przesady. Byliśmy tam parę godzin.
- Za mało! – Skrzywiła się okropnie. – Zresztą, to w ogóle nie o to chodzi. Odkąd wróciłam, jesteś jakiś dziwny. – Podeszła do mnie i zrobiła ruch, jakby chciała rozpiąć mi pasek. Automatycznie się odsunąłem. – Widzisz?! – zagrzmiała, trącając mnie w ramię. – Nie chcesz mnie! Odsuwasz się! Co cię ugryzło? Rozumiem, że nasze rozstanie cię zabolało, ale przecież wróciłam. To się nie liczy?
Nie byłem w stanie traktować jej słów poważnie, gdy jej twarz wyglądała jak maska na Halloween.
- Finn – powiedziałem spokojnie. Tak spokojnie, jak tylko potrafiłem.  
Moc jednego słowa – Ashley nagle pobladła, ale udawała, że nie wie, o co mi chodzi.
- Co z nim? – rzuciła.
- Och… nic. – Wzruszyłem ramionami, w końcu mogąc to z siebie wyrzucić. – Poza tym, że mnie z nim zdradzałaś – dodałem, obserwując, jak twarz Ashley mieni się wszystkimi kolorami tęczy. – Czy to wystraczająca odpowiedź na twoje pytanie „co mnie ugryzło”? – wycedziłem.
Ashley drżała warga, po czym nagle wybuchła:  
- Popełniłam jeden błąd, a ty od razu mnie skreślasz?!
Liczyłem na jakiś wstyd, skruchę, ale ona nawet w takim momencie nie była w stanie przeprosić. Niebywałe.
- To nie był jeden błąd. Wiem o wszystkim. Finn mi powiedział. Powiedziałaś mu, że zerwaliśmy, by go zaciągnąć do łóżka. Potem wróciłaś do mnie, jak gdyby nigdy nic – syknąłem, dając w końcu wyraz swojemu skrywanemu żalowi. – W końcu dowiedziałem się, czemu mnie zostawiłaś. Wolałaś jego. Nie rozumiem tylko, dlaczego wróciłaś? Skoro on był taki męski, a ja byłem miękką kluchą – zacytowałem jej słowa, a ona znowu pobladła, ale nic nie odpowiedziała. – No? – Ponagliłem ją. – Mów, do cholery! Dlaczego wróciłaś?
Wzięła głęboki oddech, po czym fuknęła ze złością.
- Dobrze. Chcesz wiedzieć? Powiem ci. Całą prawdę. – Dolna warga drżała jej ze złości. – Owszem, byłeś dla mnie taką miękką kluchą. Pizdą. Ciapą. Nazwij to, jak chcesz. Byłeś taki zakochany, że aż mi się niekiedy rzygać chciało. Finn był inny. Pieprzył mnie odpowiednio, a nie tylko nawijał, jaka to jestem piękna, jak zakochany szczeniak – prychnęła. – Więc tak, zostawiłam cię, bo już nie byłam w stanie z tobą wytrzymać. Ale potem… zmieniłeś się. Czytałam, jak żonglowałeś dziewczynami. Miałeś coś takiego w oczach… – Rozchyliła nieco wargi. – Zapragnęłam cię na nowo. Po prostu.
Potrzebowałem chwili, by przetworzyć to, co usłyszałem.
- Czyli wróciłaś, bo wydawało ci się, że upodobniłem się do Finna? – parsknąłem, sam nie wiedząc, czy się śmiać, czy płakać. – Bo uznałaś, że się zmieniłem? Żonglowałem dziewczynami, więc kochałem mniej, a ruchałem lepiej? Tak? O to chodziło?
Po jej twarzy odgadłem, że trafiłem w dziesiątkę. Brzmiało to tak absurdalnie, że nawet nie chciało mi się kontynuować tej rozmowy.
- No cóż, Ashley, tym razem to ja mam cię dość – powiedziałem spokojnie, czując, że już wszystko wróciło na swoje miejsce. Oficjalnie zamknąłem ten rozdział. Zyskałem pewność, że już nigdy nie chcę jej widzieć i w końcu wiedziałem, co tak naprawdę powinienem zrobić. – Wyjdę teraz, a gdy wrócę, ma cię już nie być. – Skierowałem się do drzwi, słysząc za plecami pisk:
- Co? Misiu! Gdzie ty wychodzisz? Poczekaj! Musimy…  
Resztę jej słów zagłuszył trzask drzwi. Zbiegłem szybko na dół, gdzie taksówkarz wciąż na mnie czekał.
- Na lotnisko – rzuciłem, wsiadając do samochodu. – I to już.



Byłem cholernie zmordowany, gdy w końcu wylądowałem w Hiszpanii. Lot trwał tyle, że zdążyłem już kompletnie wytrzeźwieć. Na hiszpańskim lotnisku kupiłem jakąś koszulę, by się w nią przebrać, bo moja śmierdziała alkoholem. Przy przebieraniu się w kieszeni spodni znalazłem kartkę, o której wcześniej nie miałem pojęcia. Musiała mi ją tam wsunąć któraś z dziewczyn, z którymi tańczyłem. Znajdował się tam napisany koślawymi cyframi jej numer telefonu i podpis: Bardzo chętnie zaliczę z tobą jeszcze którąś noc. Zaśmiałem się tylko z tej dwuznaczności i schowałem ją z powrotem.
Najchętniej poszedłbym spać, ale miałem coś do zrobienia. Odszukałem w wiadomościach z Valentiną adres jej domu, który kiedyś mi wysłała na wszelki wypadek. Złapałem taksówkę i podałem facetowi adres, czując, jak mocno wali mi serce. To był cholernie spontaniczny krok i miałem nadzieję, że mi się opłaci.
Na miejsce dojechaliśmy po prawie godzinie. Gdy taksówka zatrzymała się z piskiem opon, miałem wrażenie, że zemdleję. Wcisnąłem facetowi garść pieniędzy i czym prędzej wysiadłem. Nie miałem żadnego planu, ale wiedziałem, że miałem dość Ashley i życia, które nie było moje. Z sercem na dłoni podszedłem do drzwi, za którymi powinna znajdować się Valentina. Jej dom znajdował się przy dość ruchliwej ulicy, ale czułem się, jakbym nagle ogłuchł, bo słyszałem tylko bicie własnego serca.
W końcu wziąłem głęboki oddech i zapukałem gwałtownie. Czekałem dłuższą chwilę, aż w końcu usłyszałem przekręcany w drzwiach zamek i po chwili stanęły one otworem. Serce prawie mi się zatrzymało, kiedy w końcu ją zobaczyłem.
Valentina wytrzeszczyła oczy, patrząc na mnie. Powoli opuściła w dół rękę, w której trzymała komórkę i wpatrywała się we mnie jak w obraz. Mało nie pokonałem tych paru kroków, które nas dzieliły i nie uścisnąłem jej z całych sił. Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to jej ubiór. Pierwszy raz widziałem ją w dżinsach i podkoszulku. Reszta jednak była taka sama – te długie, ciemne włosy i oczy, które patrzyły na mnie ze zdumieniem.
- Liam – szepnęła w końcu, przytrzymując się futryny drzwi. – Co ty tu robisz?
- Przyjechałem cię odzyskać – powiedziałem z naciskiem, wchodząc jeden schodek w górę. – Wiem, że ci zależy. Nie z tego powodu ode mnie odeszłaś. Martwiłaś się Ashley, ale zapewniam cię, że nie masz ku temu żadnego powodu. Nie chcę jej nawet oglądać na oczy. Ona nie jest tobą. – Wszedłem jeszcze jeden schodek, aż znaleźliśmy się na równi. – Żadna nie jest tobą.
Chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu, a Valentina nagle powiedziała powoli:
- Żadna nie jest mną… Ashley też nie jest mną… a ile tych dziewczyn przetestowałeś, Liam? – zapytała ironicznie. – Żeby sprawdzić, czy któraś może mnie zastąpić?
Jakim cudem znowu wyszło źle, kiedy chciałem dobrze?
- Błagam, nie przekręcaj moich słów. – Podszedłem do niej na tyle blisko, by poczuć jej zapach. Złapałem ją za rękę, a ona aż zachłystnęła się pod wpływem mojego dotyku. – Chcę ciebie. Tylko ciebie. Jestem tego absolutnie pewien. Przez ten czas, kiedy byłem z Ashley…
- Byłeś z Ashley? – przerwała mi, a jej oczy się rozszerzyły. – Teraz? Gdy odeszłam? – Gwałtownie puściła moją rękę.
- Tak – przyznałem, czując, że niepotrzebnie o tym wspomniałem. – Ale…
- Cały ten czas byłeś z Ashley? – powtórzyła łamiącym się głosem, a ja miałem ochotę strzelić sobie w łeb. – I tak właśnie chciałeś mnie zapewniać, że już o niej nie myślisz?
- Zabawiłem się nią, bo chciałem zemsty, w dodatku tęskniłem za tobą! – wykrztusiłem, zanim zdążyła powiedzieć coś więcej. – To był bardzo głupi błąd, którego pożałowałem. Ale utwierdził mnie w przekonaniu, że kocham ciebie. Tylko ciebie.  
W końcu. Powiedziałem to. Jej oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej.  
- Powinienem był cię wtedy zatrzymać – mówiłem dalej. – Nie zrobiłem tego. Ale teraz już wiem, że choćby Ashley miałaby mi dać wszystko, czego pragnę, to ja i tak bym jej już nie chciał. Bo nie jest tobą. Proszę, uwierz mi w końcu. Przeleciałem dla ciebie pół świata. Proszę cię…
Wzrok Valentiny nagle złagodniał i zanim zdążyłem się zorientować, złapała moją twarz i przyciągnęła do siebie. Kiedy poczułem smak jej ust, nagle opuściło mnie całe napięcie. Całowaliśmy się przez kilka minut, a gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy, brakowało nam tchu.
- Całkiem miłe powitanie – mruknąłem w końcu i uśmiechnąłem się szeroko – chyba po raz pierwszy od dawna. Zrobiłem krok do przodu, by wejść do domu i przyciągnąć Valentinę jeszcze bliżej siebie, kiedy nagle jej wzrok podążył w dół. Spojrzałem na schody i zobaczyłem, że z kieszeni wysunęła mi się kartka, którą wcześniej znalazłem. Valentina schyliła się powoli i wzięła ją do ręki. Kiedy ponownie na mnie spojrzała, już wiedziałem, że czar prysł. W jej spojrzeniu czaiły się ból i wściekłość.
- Bardzo chętnie zaliczę z tobą jeszcze jedną noc? – syknęła, czytając napis na kartce. – Co to, do cholery, ma być? Kolejna dziewczyna, która nie jest mną?
- Poczekaj, daj mi wyjaśnić… – zacząłem, ale ona już się rozkręciła:
- Wiesz co, Liam? – prychnęła, po czym zmięła kartkę w malutką kulkę i cisnęła nią we mnie. – Ty nie chcesz mnie. Ty chcesz kogokolwiek, kto będzie przy twoim boku, będzie ci towarzyszył i pisał z tobą piosenki. Oczywiście, trzeba jeszcze regularnie chodzić z tobą do łóżka. Od tego w końcu była Ashley, tak? A może nie tylko od tego?
- Cholera, dlaczego ty nigdy nie możesz mnie wysłuchać? – warknąłem, zastanawiając się, czy ona w ogóle uwierzy mi w historię z klubem. Przecież mi nie ufała. Czy był w ogóle sens wyjawiać jej prawdę, tylko by pomyślała, że to kolejne kłamstwa? Fatalnie wyszło, a teraz nie wiedziałem, jak to cofnąć. Dlaczego od razu nie wyrzuciłem tej przeklętej kartki? – Daj mi wyjaśnić…
- Przesyłka dla pani! – Rozległ się nagle głos za moimi plecami. Odwróciłem się szybko, wprost nie mogąc uwierzyć w swojego pecha – na dole schodów stał kurier z wielkim bukietem kwiatów, szczerząc do nas zęby.
- Proszę je zabrać – warknęła Valentina w stronę mężczyzny. – Nie chcę ich. Ostatnim razem wyraźnie mówiłam…
- Polecono mi je dostarczyć bez względu na wszystko – odparł przepraszająco mężczyzna, po czym wspiął się szybko po schodach, minął mnie i wcisnął Valentinie bukiet do rąk. – Dziękuję, miłego dnia! – Równie szybko zbiegł na dół i po chwili zniknął. Przeniosłem wzrok na kwiaty, do których była przyczepiona jakaś karteczka. Nie myśląc za dużo, oderwałem ją i rozłożyłem.
- Liam, przestań…
- Czemu? Skoro już czytamy sobie nawzajem liściki, pochwal się, co tam dostałaś – prychnąłem, nie panując już nad sobą. Wszystko układało się kompletnie nie po mojej myśli. Chciałem tylko zrobić jej na złość – na pewno nie spodziewałem się takiego tekstu na karteczce. – Kocham cię i nie przestanę o ciebie walczyć. Wiem, że ty też to czujesz… – Przeczytałem i nagle całe ciało mi zdrętwiało. – Co to ma, kurwa, być? Kto ci to wysłał? – Jeszcze raz spojrzałem na karteczkę, gdzie znajdował się też podpis. Chwilę na niego patrzyłem, nie wierząc własnym oczom. Powoli przeniosłem wzrok na Valentinę, która dalej trzymała kwiaty i wyglądała, jakby miała się za chwilę rozpłakać. – Marcus? – wysyczałem przez zaciśnięte zęby, ściskając liścik tak mocno, że aż zbielały mi kłykcie. – Marcus O’Reilly?  
- To nie tak! – rzuciła Valentina ostro, odrzucając kwiaty gdzieś na bok. – Posłuchaj mnie…
- A więc teraz ty prosisz mnie o posłuchanie? – zaśmiałem się ironicznie. Nagle było mi już wszystko jedno. – A to ciekawe. Ja się tego nie mogę ciebie doprosić od tygodni! Nigdy mnie nie słuchasz, nigdy mi nie wierzysz, nigdy nic o sobie nie mówisz! Jak mam być z kimś takim?! – Potrząsnąłem głową, czując rozpierającą mnie od środka wściekłość. – Niepotrzebnie tu przyjechałem. Marcus się tobą zaopiekuje – rzuciłem, po czym odwróciłem się i jednym susem pokonałem schody. Taksówkarz odjechał, więc po prostu ruszyłem gwałtownie chodnikiem, chcąc znaleźć się jak najdalej od Valentiny.
- Liam! Poczekaj! – Słyszałem jej wołanie za plecami, ale prułem przed siebie jak najszybciej, napędzany bólem i wściekłością. Może jednak się myliłem. Może nie byliśmy dla siebie. Może nigdy miałem nikomu nie wystarczyć – ani Ashley, ani Valentinie.
Godzinę później byłem z powrotem na lotnisku, ściskając w dłoni bilet. Mój telefon rozdzwaniał się raz za razem. Głównie były to połączenia od Valentiny, które odrzucałem, jednak w pewnym momencie na ekranie rozświetlił się napis „Mama”. Odebrałem.
- Co się stało? – Starałem się brzmieć w miarę normalnie.
- Liam… gdzie jesteś?
- Na lotnisku w Hiszpanii. – Westchnąłem ciężko. – Przyjechałem do Valentiny, ale już wracam do domu. To był błąd. Stało się coś?
- Synku… – Jej głos drżał, jakby płakała. – Musisz wracać. Jak najszybciej.
- Co się dzieje? – zapytałem gwałtownie, zrywając się na równe nogi, bo jej głos brzmiał dokładnie tak, jak głos taty, gdy dzwonił, by powiedzieć mi o wypadku. – Mamo?
- Alexia… – Mama nagle zaszlochała, prawie nic nie rozumiałem z tego co mówiła. – Biegała w tym upale… mówiłam jej, żeby nie wychodziła, gdy jest tak ciepło…
- Co się stało, do cholery? – zawołałem, czując ponownie, jak szybko dudniło mi serce.
- Jesteśmy w szpitalu. Miała udar. Z przegrzania… Lekarze mówią, że z powodu udaru jej nerki są teraz niewydolne. A my… – Rozpłakała się gwałtownie, a moje serce ścisnęło się tak, że nie wiedziałem, czy tam jeszcze jest. – Nie możemy jej pomóc. Musisz tu wrócić, Liam. Musimy sprawdzić, czy możesz być dawcą, bo inaczej ona umrze.


KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ



Tak, kochani, to koniec części pierwszej. Planuję drugą, jednak nie wiem kiedy, ponieważ teraz na chwilę odpuszczam pisanie. Mam na głowie egzaminy i obronę licencjatu, więc muszę się na tym skupić, by mieć to już z głowy. Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnicie i zostaniecie ze mną, aż tu wrócę. Obrony mam do 15 lipca, więc po tym czasie (a może nawet wcześniej, zobaczymy) powinnam być z powrotem z nową częścią.

Ściskam każdego mocno


1 161 czyt.
100%156
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 5718 słów i 31012 znaków.

6 komentarzy

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 22 maja

    Ciężko mi, że go nie ma, ale muza została

  • Lula

    Lula · 21 maja

    ❤genialne zakończenie oczywiście 1 części 😘 powodzenia na egzaminach i obrony na 6😁

  • Iga21

    Iga21 · 20 maja

    Hej kolejne opowiadanie na które warto czekac Powodzenia

  • Michałauu

    Michałauu · 20 maja · 287366574

    Warte każdych  pienindźy

  • Speker

    Speker · 20 maja

    No kachana, rewelacja! Oczywiście, że będę czekał. Powodzenia i daj im popalić! trzymam kciuka!

  • Fanka

    Fanka · 20 maja

    Powodzenia Kochana i wierzę w Ciebie!!! Do przeczytania !!!