Katastrofo-kosmiczny trip

Katastrofo-kosmiczny tripMam, a może miałam na imię Cynthia.
Mój chłopak Miguel znał się na wszystkim. Na sensorach, gwiazdach, bezpiecznikach, psychologii dojrzewania panienek. Ale najlepiej znał się na kamieniach. Był rzeźbiarzem. Dla niego wszystko kojarzyło się z polichromią. Nawet łóżko było płaskorzeźbą. Moją nagość przyjmował jak wypieszczony posąg przed najważniejszym ostatnim szlifem. Wiedziałam, że zachwyci, odurzy i spełni, lecz zawsze czułam ten moment, kiedy ejakulował we mnie i słyszałam nie mój krzyk, nie mój płacz, tylko jakiś pierdolony kontrapunkt.

Leżałem. Słońce za oknem krwawo chyliło się ku zachodowi. Ojciec, macocha i brat – wszyscy pojechali na narty do… Zapomniałem. Spała przytulona do mnie. Widziałem jej żyły pulsujące równomiernie. Fascynowała mnie ta miarowość płynącej krwi tuż obok, tuż pod cienką skórą. Krew, prawdziwa krew na wyciągnięcie… Nie! Nie dłoni, ale dłuta. Zajebiście kusiła i podniecała, działała empatogennie, euforycznie i psychodelicznie. Spała, a ja pokonywałem schody na szczyt wszechświata.  
– Mistrzu kuj, póki gorąco! – krzyczały zmysły.
Uderzałem jednym szybkim ruchem, ostrze zajebiście wchodziło w napięte żyły jak w masło. Czerwona krew rozlewała się strumieniem, mieszając z szarością prześcieradła. Tętnica szyjna drgała niczym struna, drgały mięśnie, drgała vagina… Jej usta bielały jakby od piaskowca, rozsypywały szepty agonii. Chłeptałem ją, smakowałem. Oczy uciekały pod powieki. Prężyłem ciało i trwałem w ekstazie kosmicznej ekstazy. Uderzyłem ostatni raz w abakany, ostatni ruch pilnika w żywicę jej ciała.  
Odleciałem.  

Do gwiazd… Biegłam i nic nie czułam. Przede mną był ciemny tunel. Na końcu zobaczyłam światło. Tego pragnęłam od zawsze. Tak chciałam zakończyć ten popierdolony związek. Pogrążyłam się w mroku. Jak dobrze, ciepło i bezpiecznie… Tam wysoko.
Gdzieś z oddali słyszałam jego krzyk: – Cynthia, Cynthia, natychmiast wracaj! Kurwa! Nie pozwalam!

A więc wiedział.

kaszmir

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 365 słów i 2080 znaków, zaktualizowała 28 cze o 12:36.

4 komentarze

 
  • AlexAthame

    Dobrze, że zerknąłem. Wpisałem i nie przeszło, coś musiałem sknocić. To chyba była wizja. Jej wizja. Dopiero pojąłem. Z toksycznego związku jest ciężko wyjść. Po jakimś czasie organizm wydziela i adrenalinę i endorfinę. Taki związek jest jak narkotyk. A kat daje rozkosz, bo każdy toksyczny związek jest sado-macho. A z uzależnienia ciężko wyjść. Jak zawsze super wpis i piękny art. Artysta chyba rozumiał kobietę, jej wkład w życie ludzkości. A współczesne zło właśnie chce zniszczyć kobiecość i wiele kobiet pozwala to zatracić w sobie. <3  :przytul:

  • kaszmir

    @AlexAthame Wszystko racja to co piszesz, tylko nie jest tak łatwo wyjść z tej matni. I też nie wiem dlaczego?

    Pozdrawiam

  • agnes1709

    Jasne, można uciec, ale można też spróbować walczyć, powiedzieć "koniec". Życie jest tylko jedno. Kozacki tytuł, ja ostatnio za często tak mam:lol2: Trzeba się w końcu "odtripować", bo nie dość, że kosmos, to jeszcze totalna katastrofa, hehe :D

  • kaszmir

    @agnes1709 życzę Ci kosmicznej odnowy  :lol2: i wałki ducha  :rotfl:

  • agnes1709

    @kaszmir A dziękuję :D

  • Duygu

    Toksyczne związki do tego stopnia wykańczają człowieka, że ten pragnie już tylko śmierci... Dobrze jest mieć swoją pasję, jakąś odskocznię od rutyny, problemów, ale należy mieć umiar we wszystkim.
    Pozdrawiam :)

  • kaszmir

    @Duygu tylko można spokojnie odejść i pozostawić tylko dobre wspomnienia. Nikt nie jest niczyją własnością.  
    Miłego wieczoru życzę <3

  • Morfina

    Każdy ma jakiś swój cel... dążenie... wizję... Czasem nawet trudno się do nich przyznać... Ale one są... I realizujemy je ... często sobie albo i komuś na przekór...

  • kaszmir

    @Morfina te ukryte wizje są najbardziej szalone. Wewnętrze kłóci się z zewnętrzem i po jakimś czasie wybucha. Czy można pomóc sobie?  
    Miłego dnia