Gambit hetmański cz 2

Wszystko zaczęło się ponad szesnaście lat temu. Tak, dobrze policzyłeś. Nie było mnie jeszcze na świecie. I cała ta historia zaczęła się, kiedy mój przeciwnik gry w szachy poznał moją mamę. I znowu dobrze zauważyłeś. Osobą tą był mój ojciec. Dlatego powiem coś o sobie. Jak wyglądam teraz. A zaraz potem zacznę historię, która zaczęła się ponad szesnaście lat temu.

Jak już powiedziałam, mam na imię Sarah. Mam ciemne, brązowe oczy. Ciemne, prawie czarne włosy. Jestem szczupła i dosyć zgrabna. Oczywiście nie wyglądam jak miss świata miss, ale jestem raczej ładna niż brzydka. O moich cechach wewnętrznych dowiesz się w wkrótce. A ponieważ się już przedstawiłam, mogę zacząć moją historię.

Tak jak już powiedziałam, wszystko, co ze mną związane, zaczęło się ponad rok przed moimi urodzinami. I to jest zupełnie naturalne. Zanim pojawiamy się na tym planie, pływamy przez dziewięć miesięcy w cudnym oceanie, ale żeby tam się znaleźć, musi coś zaistnieć.

Steve kończył wyższą szkołę. Tu muszę dodać małą uwagę. W kraju gdzie mieszkam, system edukacji ma nieco inne nazwy niż w twoim kraju. Najpierw jest kilka lat podstawowej szkoły. Później średniej. Potem wyższej, a na końcu uniwersytet.

Było jeszcze ciepło, ale pachniało już jesienią. Minęła połowa września.

Od młodszych lat miał zainteresowania w kierunku mechaniki. Lubił majsterkować, odkręcać i zakręcać. Już od początku szkoły, znany był jako ,,złota rączka”. Naprawiał wszelkie mechanizmy. Pralki, lodówki i odkurzacze. Ale tak naprawdę, lubił naprawiać samochody. Jechał waśnie swoim sześcioletnim BMW, kiedy zobaczył z daleką, może czteroletnie audi, z otwartą maską.

— I takie się psują — mruknął do siebie.

Zatrzymał wóz.

— Kłopot?

Dziewczyna wydała się znajoma.

— Tak, samochód się zatrzymał. Wszystkie lampki zaczęły się świecić. Pewnie znasz się na tym, skoro się zatrzymałeś.

— Twoje audi jest na gwarancji.

— Ale może to nic takiego, skoro się zatrzymałeś... Ale zaraz, czy nie chodzisz do KSS. Tak, ty jesteś Steve, ,,Złota rączka”, prawda?

— Tak, twoja twarz też mi się wydała znajoma.

— Linda. Linda Mc Kenzie.

— Miło poznać, Steve Crast. Zerknę, jeśli pozwolisz.

— Jest cały twój.

Po kilku minutach Steve spojrzał na Lindę.

— Nic poważnego. Pasek od alternatora. Dziwne, bo nie masz jeszcze osiemdziesięciu tysięcy. Dealer powinien zrobić to w ramach gwarancji.

— A jak długo tobie zajmie naprawa?

— Kilka minut, tylko musimy kupić część. Mamy 45 minut do zamknięcia sklepu z częściami.

— Jedźmy — rzekła miło.

I tak zawarli znajomość. Steve był dość przystojny. Uczył się nieźle. Czego mu brakowało, to pieniędzy. Co prawda jeździł sześcioletnim BMW, ale kupił je tanio, ponieważ właściciela nie było stać na naprawę, a Steve potrafił to zrobić. Linda pochodziła z dość zamożnej rodziny. I do tej pory obracała się w bogatym towarzystwie. Ale teraz chłopak jej zaimponował. Sądziła, że się zakochała. Natura miała swoje prawa. I po kilku tygodniach...

— Steve, chyba jestem w ciąży. Co zrobimy?

— To wspaniale.

— Ale miałam iść na studia.

— Pójdziesz, najwyżej ja zacznę pracować.

I tak się stało. Był dobrym chłopakiem, a teraz stał się jeszcze lepszym mężem.

W połowie lipca Linda urodziła dziewczynkę. Linda chciała inaczej, ale ostatecznie zgodziła się z mężem i dali dziecku imię Sarah.

Linda zaczęła czuć się osaczona. Ale przez kilka miesięcy wytrzymywała. Ponieważ Steve widział, że żona źle znosi wychowanie, zastępował ją, w czym mógł. Najbardziej przeszkadzał Lindzie, płacz i zmiana pieluch dziecka.

Nawet nie zauważył, że zaczęła rzadziej karmić maleństwo, a częściej kupowała mleko i gotowe produkty. W końcu zaczęła wychodzić. Kiedy ją pytał o powód, odpowiadała, że musi odpocząć fizycznie i psychicznie od dziecka. Teraz Steve po pracy zajmował się dzieckiem. Któregoś razu Linda nie wróciła na noc. Kiedy przyszła nad ranem, Steve poczuł alkohol.

— Dlaczego tak postępujesz?

Linda nic nie powiedziała. Poszła spać. Steve nie miał wyboru i zadzwonił po mamę.

Przez kilka następnych dni, Linda trochę się poprawiła, a nawet go przeprosiła. Jednak w następnym tygodniu znowu zrobiła podobnie. Tym razem na jego wymówkę, odpowiedziała ostro.

— Jestem młoda. Nie cierpię zapachu pieluch, nie mówiąc już o myciu jej pupki po kupie.

Teraz jej wieczorne i nocne wypady, stały się rutyną. W końcu Steve nie wytrzymał.

— Co z ciebie za matka! Ja pracuję i staram się ci pomóc, a ty?

— Może nie dorosłam do małżeństwa, a już na pewno do macierzyństwa. Zadzwoń do matki. Potrzebuję zmiany.

Poszła do sypialni. Steve stał z maleństwem na rękach. Kiedy wszedł do pokoju zobaczył, że Linda się pakuje.

— Odchodzisz?

Nic nie powiedziała. Za pół godziny wyszła z wielką torbą.

Teraz matka zajmowała się Sarah rano, a Steve od południa do nocy. Po tygodniu pojechał do rodziców Lindy, bo czuł, że tam ją zastanie. Otworzył ojciec Lindy, Norman.

— Czy jest Linda? Tydzień temu się wyniosła.

— Zmarnowałeś życie mojej córce, a do tego próbujesz ją więzić!

— Co takiego? Jak tak możesz mówić, tato.

— Nie jestem twoim tatą, tylko teściem. I mam nadzieję nie długo.

Steve wrócił złamany. Dwa tygodnie później dostał papiery rozwodowe do podpisania.

Mimo tego próbował jeszcze porozmawiać.

— Przemyśl to wszystko, ja cię potrzebuję, a dziecko jeszcze bardziej.

— Nie jestem dobrą matką. Że też ten samochód musiał mi się popsuć...

— Żałujesz nawet tego!

— Nie wiem, nie jestem z tobą szczęśliwa.

Rozwiedli się. Oczywiście wszystko mogło się odwrócić, ale Linda nie chciała. Steve otrzymał prawo opieki nad córką. Linda się z tego ucieszyła, oczywiście nie dała tego poznać. Miała prawo widywać dziecko dowolną ilość razy. Nie odwiedziła jej ani razu.

Wcale nie poszła na studia. Steve słyszał, że spędzała czas na zabawach i używaniu życia w tym złym znaczeniu. Miała kilku partnerów.

Steve miał ją jeszcze przez rok w swoim sercu. Potem jeszcze kilka lat, ale czuł, że to powoli znika...

Nastał ciężki czas. Był bardzo zmęczony. Na szczęście rodzice pomagali. Teraz matka była codziennie, poza weekendami. Steve pracował sumiennie. Pracował w garażu obok firmowego dealera mercedesa.

Sarah rosła i miała już cztery latka.

Wszystko, co miało dla niego wartość, to jego czarnowłosa córeczka...

To była środa. Lunch. Poszedł zjeść coś w restauracji, blisko pracy. Obok była apteka. Poszedł i kupił parę drobiazgów. Wypełnił los na loterię. Wrócił do pracy.

W pracy koledzy go lubili, a szef cenił za precyzję i dyscyplinę. Czas płynął. Dwa tygodnie później koledzy rozmawiali. Jeden z nich, Mike, zaczął.

— Ktoś wygrał prawie pięć balonów i się nie zgłosił. Przeważnie pada w Vancouver albo na Wielkiej Prerii, a tym razem padło u nas. Co za idiota z tego gościa.

— Może po prostu nie sprawdził, ja też grałem i nawet nie wiem jakie numery wygrały — rzekł Steve.

— Ty nie byłbyś takim idiotą — zaśmiał się Mike.

Skończyli pracę. Steve zapalił swoje BMW. Mama czekała. I jego skarb. Zatrzymał się przed apteką.

Włożył los pod maszynę. Wygrany.

Pewnie dziesięć dolców, pomyślał. Więcej nigdy nie wygrał, chociaż grał tylko okazjonalnie.

— Może pani sprawdzić, coś tam wygrałem.

Po chwili kasjerka uśmiechnęła się szeroko.

— A więc to pan! Mieliśmy wykaz, że to u nas. Nie mam tyle, żeby zapłacić. Musi pan jechać do Vancouver albo Victori.

— Dlaczego? Ile wygrałem?

Po chwili kobieta podała mu wykaz. 4.967.873$

Życie Steva uległo zmianie. Ale wcale nie zostawił pracy. Lubił ją. Po dwóch miesiącach kupił warsztat wraz z pracownikami. Mike się wystraszył.

— Sorry, Steve. Za tego idiotę, nie myślałem... Nie zwolnisz mnie?

— Co ci przyszło do głowy. Jesteś dobrym pracownikiem, czemu miałbym cię zwolnić. Planuję wam dać podwyżkę. Nie tak dużo, ale zawsze.

Teraz nie musiał być dziesięć godzin w pracy. Przyjął mechanika, a sam naprawiał trudniejsze zlecenia lub jeśli było dużo pracy. Po trzech miesiącach kupił dom. Dał zaliczkę, a resztę na kredyt. Miesiąc wcześniej zadzwoniła Linda.

— Mogę wpaść, mam prawo?

— Zawsze możesz.

Chciał coś dodać, ale przemilczał. Wiadomo o co chciała zapytać. Dlaczego nigdy nie zobaczyła córki?

Sarah jadła obiad, kiedy weszła Linda.

— Wiesz, przemyślałam wszystko. Może moglibyśmy zacząć wszystko od nowa. Zmieniłam się.

Steve popatrzył na nią.

— Poczekaj chwilkę, Linda. Coś ci pokażę.

Poszedł do pokoju. Linda patrzyła na córkę, nie powiedziała słowa. Steve podał jej jakiś dokument.

Linda rzuciła okiem na papier. Oddała mu dokument po chwili.

— Tylko taki dureń jak ty mógł to zrobić.

Wyszła i zamknęła głośno drzwi.

— Kto to był, daddy?

— To twoja mama.

— O! Czemu poszła?

— Więcej nie przyjdzie.

— Jak poszedłeś, tylko patrzyła. Nie powiedziała nic.

Steve poczuł łzę.

— Jedz kochanie. Jest jeszcze deser.

Dokument mówił, że cała wygrana jest przepisana na Sarah Crast. Może zmienić lub zacząć rozporządzać pieniędzmi w wieku pełnoletności.

Sarah.

Teraz kiedy już wiesz, mogę zacząć moją historię. Wiele pamiętałam. Szczególnie z wczesnego dzieciństwa. Wiele musiał mi przypomnieć. Dopiero długo, po tym pamiętnym dniu, opowiedział mi swoją wersję. Niektóre przemyślenia i odczucia. I chyba nawet wtedy, powiedział mi tylko o tych, które uznał, że może je powiedzieć i to w odpowiedni sposób.

Od kiedy pamiętam był ze mną. Wszystko, co miłe, kojarzyłam z nim. Mamy nie pamiętałam. Wpadła raz na dwie minuty, kiedy miałam cztery lata. Nigdy jej więcej nie widziałam.

Mój ojciec robił dla mnie wszystko i robił ze mną wszystko. Karmił, usypiał. Lubiłam szczególnie jedną kołysankę. Tak mi weszła do serca, że kiedy się nie czułam dobrze, prosiłam go, żeby mi ją śpiewał. Steve był tym, który pierwszy pokazał mi księżyc. I pierwsze płatki śniegu. Kąpał mnie, a potem kąpał się ze mną. Zawsze miał spodenki. Już jako maluch byłam spostrzegawcza. Dostrzegłam, że on ma, a ja nie. Potem kiedy skończyłam pięć albo sześć, też miałam. Było mi trochę przykro, kiedy powiedział mi, że jestem już za duża i nie będziemy się razem kapać. Miałam niespełna siedem. Poza kąpaniem najbardziej lubiłam z nim zasypiać. I to też się skończyło w tym samym czasie. Jednak, kiedy czułam się trochę chora lub smutna, pozwalał mi. Nie byłam często smutna, bo on zabierał mi każdy smutek i zmieniał go w radość.

Kiedy skończyłam dziewięć lat nauczył mnie grać w szachy. Stwierdził, że jestem bardzo inteligentna i łatwo się nauczę. Na początku przegrywałam i to dość szybko. Ale wcale nie byłam o to zła. Ja nigdy nie byłam o nic zła, jeśli chodziło o Steva. Po jakimś czasie zrozumiałam, dlaczego udaje mi się czasem wygrywać.

— Hej, to niesprawiedliwe. Dajesz mi wygrać.

— Och, kochanie. Sądziłem, że ci jest przykro, ponieważ wciąż przegrywasz.

— Będzie mi miło, jeśli uda mi się wygrać uczciwie. Poza tym jesteś starszy i mądrzejszy. Dlatego wygrywasz. Ale dla mnie nie ma znaczenia czy wygrywam, czy przegrywam, jeżeli gram z tobą. Ja wszystko bardzo lubię robić z tobą.

— O, miło mi.

Po jakimś czasie udało mi się wygrać. Wiedziałam, że pomylił się, a ja to wykorzystałam. Wówczas jeszcze nie sądziłam, że pewne posunięcia na szachownicy, skojarzę z posunięciami w życiu.

Nie byłam głupia. Widziałam co dla mnie robi. Dlatego sama zaczęłam robić coś dla niego. Zaczęłam pomagać w kuchni, sprzątałam, prałam. W końcu nauczyłam się robić kanapki, a potem więcej. Widziałam co lubi i pytałam babcie o recepturę. I w weekendy zaczęłam gotować.

Skończyłam już jedenaście lat. Czułam, że coś dzieje się w moim ciele. Pani Laura, nasza wychowawczyni, mówiła o tych sprawach. Oczywiście rozmawiała tylko z dziewczynkami. Potem powiedziała, żebyśmy porozmawiały z mamami.

Pamiętam, że poprosiła bym została.

— Kochanie, jeżeli będziesz miała jakieś pytania, zapytaj mnie — poprosiła.

— Dlaczego, pani Lauro?

— Bo nie masz mamy.

— Ja mam mamę, mój tata jest dla mnie mamą.

Laura nic się nie odezwała. Sądziła, że ja powiedziałam tak sobie.

A tak się składało, że za tydzień miał być dzień matki.

— Dzieci. Za kilka dni ,,Dzień matki”. Możecie narysować coś dla waszych mam albo napisać wiersz, czy kilka słów. Oczywiście nie wszystkie dzieci muszą to robić.

Spojrzała na mnie i Clarka. Jego mama zmarła rok temu. Ale wszyscy wiedzieliśmy, że jego tata ma nową panią. I ona była bardzo dobra dla Clarka.

Nie bardzo rozumiałam, dlaczego Laura spojrzała na mnie. Przecież ja miałam mamę!

W domu usiadłam i zaczęłam pisać.

,,Kochana mamo. Nie wiem jak wiele ciepła i miłości dają inne mamy swoim dzieciom. Wiem, że ty dałaś mi wszystko, co matka może dać. Obcierałaś moje łzy i zamieniałaś je w radość. Pokazałaś mi kwiat i pszczołę, która spija nektar. Pokazałaś mi księżyc i jak wygląda z bliska płatek śniegu. Od ciebie wiem czym są łzy smutku i łzy radości. Ty dmuchałaś na moje starte kolano, żeby nie szczypało, kiedy polałaś je wodą utlenioną. Ty jesteś tą, o której myślę przed zaśnięciem, bo twoja kołysanka utula mnie do snu. Ty jesteś tą, o której myślę zaraz po obudzeniu, ponieważ czuję zapach gofrów z konfiturą, którą przygotowujesz mi na śniadanie. Moja mama ma na imię Steve. Jest moim ojcem. A kiedy będzie dzień ojca, napiszę więcej. Bo wiem, że nikt nie ma takiego ojca jak ja. Sarah Crast.”

Dzień przed świętem, pani Laura miała lekko spuchnięte oczy.

— Dzieci. Wczoraj czytałam wasze listy do mam i oglądałam rysunki. Wszystkie są piękne. Jednak jeden wzruszył mnie, bo dawno nie czytałam czegoś równie pięknego. Możecie dać to co przygotowałyście, dla swoich mam.

Dzieci bardzo chciały wiedzieć, które z nich napisało ten list, ale pani Laura, milczała. Oddała nam nasze prace. Na mojej kartce dostrzegłam ślady łez.

                                                                             *

Jak już wspomniałam, zaczęłam czuć i widzieć zmiany w moim ciele. Ze wszystkim do tej chwili dzieliłam się z nim. Ale czułam w jakiś sposób, że o tym nie mogę mu powiedzieć.
To stało się któregoś wieczoru. Steve powiedział mi jakąś miłą historię na dobranoc. Pocałował czoło i zgasił lampkę.
* W rzeczywistości Steve otrzymał spadek. W owym czasie loterie państwowe jeszcze nie istniały.

1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użył 2637 słów i 14985 znaków.

1 komentarz

 
  • ono

    Wzruszające  :przytul:

  • 1Aurofantasja

    @ono Dziękuję. Historia się dopiero rozwija. :)