Gambit hetmański cz 1

Opowiadanie było poprzednio drukowane, potem usunięte. Wznawiam dla tych, co nie czytali, a mają ochotę zapoznać się z treścią.

Gambit hetmański

Słońce stało w najwyższym puncie nieba jak na tę część roku. Upały pozostały dawno w tyle, ale do zimnej jesieni mieliśmy jeszcze daleko.

Siedziałem jak zwykle w kącie kawiarnianej sali, z powodu bliskiej odległości do elektrycznego gniazdka. Mój lap wytrzymuje do siedmiu godzin, ale zwykle, kiedy piszę, słucham jakiejś spokojnej muzyki. Wówczas czas działania baterii jest dużo krótszy. Mam socjalną naturę i czasem zagaduję do siedzących obok. Czasem zdarza się na odwrót. Po jakimś czasie do stolika obok usiadła kobieta. Zerknąłem. Mogła mieć lekko po sześćdziesiątce. Szczupła, musiała być ładna w swojej młodości. Po wyglądzie ubraniu biżuterii mogłem przypuszczać, że jest dobrze sytuowana. Poprawiałem swoją poprzednią nowelkę. Minęło trochę czasu i pani siedząca z lewej, zerknęła w moim kierunku. Musiała być spostrzegawcza.

— Piszesz.

Po tym stwierdzeniu jeszcze nie mogłem ocenić czy jest spostrzegawcza, czy nie.

— Poprawiam.

— Ale nie piszesz po angielsku.

Kanadyjczyk może by się obruszył, ale mnie nie przeszkadzało, że to powiedziała.

W tym kraju ludzie są uprzejmi lub robią takie wrażenie. Większość uśmiecha się do ciebie. Pyta jak się masz, jaki masz ładny sweter, czy bransoletkę. Na ogół, w tym mieście nikt na nikogo nie trąbi na światłach, jeśli jadący przed nami nie ruszy natychmiast zaraz po zmianie światła na zielone.

Nie miałem nic przeciwko, by ktoś patrzył w ekran mojego laptopa i dlatego wcale się nie obruszyłem.

— Piszę po polsku. Jak widzisz, nie jestem młody, ale ciągle jestem początkującym pisarzem.

— A o czym piszesz, jakiego rodzaju utwory?

— Fantastykę naukową, ale głównie interesuje mnie człowiek. Dlaczego tak postępuje, a nie inaczej, w każdym utworze piszę o miłości. I głównie piszę o kobietach.

Uśmiechnęła się krótko.

Czułem, że to uśmiech kończący. Zwykle zamienia się kilka słów. I robimy swoje. Potem jedno z nas mówi do zobaczenia albo, cześć. Jednak najczęściej słyszymy, miło było poznać.

Wcześniej byłem nastawiony do tego rodzaju pytań, negatywnie. Wiedziałem, że pytają, jak się masz, ale tak naprawdę oczekują, że powiesz, dobrze. Bo jak powiesz inaczej, wcale ich to nie obchodzi. Po latach doszedłem do wniosku, że jest lepiej, że ktoś jest miły niż jakby miał nie być.

Tym razem widocznie się pomyliłem, bo pani zapytała.

— A możesz powiedzieć więcej?

To było zaproszenie do dłuższej rozmowy, no może monologu.

— Z chęcią, ale żeby coś więcej powiedzieć, potrzebujemy trochę czasu.

— Ja mam dzisiaj dużo czasu — uśmiechnęła się nieznajoma. Jestem Sarah — dodała.

— Alex — przedstawiłem się.

Podałem jej zamiast imienia, pseudonim literacki.

Nie miałem gotowego planu, jak jej przedstawić cały zarys, o czym piszę. Wybrałem ten utwór, który właśnie poprawiałem.

— Opowiem ci o tym co właśnie poprawiam, może być?

— Jasne.

— Jest to powieść o reinkarnacji, ale o tym dowiadujemy się na końcu. Potrzebuję trochę czasu, żeby ci powiedzieć na tyle, żebyś zrozumiała esencję.

Znowu pomyślałem, że pewnie posłucha trochę i będzie szła. No cóż, życie. Czasem telefon, czasem umówione spotkanie. Najczęściej jednak to, co się słyszy, nie zupełnie zadowala.

Zacząłem jej opowiadać o noweli, którą poprawiałem. Próbowałem zwięźle, ale i tak wiedziałem, że zajmie mi to minimum pół godziny, lub dłużej. Ani razu nie przerwała, ani też nie zrobiła wrażenia, że ją to nie interesuje. Byłem trochę miło zaskoczony, że zdołałem opowiedzieć jej wszystko.

— No i co myślisz?

Zamiast mi odpowiedzieć, popatrzyła na mnie wnikliwie, ale to trwało dosłownie dwie sekundy.

— Roger bardzo kochał Sandrę, prawda.

— Bardzo.

— Może ja ci coś opowiem?

— O. Byłoby miło. Może będę miał później inspirację do nowej nowelki.

— Możemy wyjść na dwór?

Sądziłem, że jej zimno. Na zewnątrz nie było upalnie, ale również nie gorąco. Natomiast w środku...

Siedzieliśmy pod wentylatorem, a klimatyzacja pracowała dobrze. Aż za dobrze. Mroźne powietrze leciało prosto na nas.

— Zimno, to prawda.

— Nie tak bardzo.

Już miałem zapytać, dlaczego zatem chce wyjść. Po kilku minutach zrozumiałem powód. Zanim zaczęła, zapytała.

— A jak u ciebie z czasem, bo potrzebuję więcej czasu niż ty, żeby ci opowiedzieć wszystko.

— Mam więcej niż cztery godziny.

— Powinno starczyć, poza tym, jeśli ci się spodoba, nie sądzę, że będziesz potrzebował inspiracji.

Zaczęła opowiadać. Przerywałem jej kilka razy.

Kiedy skończyła, siedziałem kilka minut bez słów i patrzyłem w dal. A raz na jakiś czas zerkałem na twarz niegdyś i nadal, pięknej kobiety. A oto opowieść Sarah.

Gambit hetmański.

Szachy to bardzo mądra i ciekawa gra. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu (około dwudziestu) czołowi szachiści wygrywali z komputerem. Dzisiaj nie mają szans. Komputer się nie męczy i nie robi błędów.

Polem gry jest szachownica, na przemian z czarnymi i białymi polami. Każdy z zawodników ma taką samą ilość pionków i figur. Osiem pionków stoi w drugiej linii. Za nimi stoją figury. Król, królowa zwana hetmanem. Dwie wieże, dwa laufry zwane gońcami i dwa koniki zwane skoczkami. Król może się poruszać po jednym polu w każdym kierunku. Jedynym wyjątkiem jest roszada. Po królu najbardziej wartościową figurą jest królowa. Ma ona funkcje wieży i gońca, albo lepiej dwóch gońców. Laufry są dwa. Jeden jest zawsze porusza się po białych polach, drugi po czarnych. Wieża i hetman należą do grupy figur ciężkich. Ostatnią z figur jest konik inaczej zwany skoczkiem. Porusza się inaczej niż wszystko inne na szachownicy. Dwa do przodu i jedno w bok. Na lewo lub prawo. Należy dodać jeszcze o właściwościach pionków. Kiedy pionek dojdzie do przeciwnej, ostatniej linii, może się stać figurą, z hetmanem włącznie. Oczywiście taka sytuacja zdarza się tylko graczom bardzo słabym lub początkującym. Gra kończy się, kiedy król jest pod biciem i nie ma ruchu. Wówczas jest to szach i mat. Jest jeszcze jedna sytuacja. Może się wydarzyć, że król nie jest pod biciem natomiast nie ma ruchu, bo na każde pole, które mógłby pójść jest pod biciem. Wówczas jest pat. Oczywiście, jeżeli gracz ma inne figury lub pionki musi nimi poruszyć. Zwyczajnie poświęca się słabszej wartości figurę, żeby ratować mocniejszą.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ umiejętność tej gry pomogła mi w prowadzeniu gry. Gry, którą nazywamy życiem. Ten, który mnie nauczył grać w szachy, był dla mnie wszystkim.

Mam na imię Sarah i obecnie skończyłam obecnie piętnaście lat. Jestem bardzo szczęśliwa. Dwa lata prowadziłam ze sobą walkę. Była to najpiękniejsza i najsłodsza walka, jaką mogłam sobie wyobrazić. Przegrałam. I z tego powodu poczułam się jeszcze bardziej szczęśliwa. Ta historia, nie opowiada o tym czasie, lecz dotyczy okresu od mojego urodzenia, aż do momentu, kiedy skończyłam trzynaście lat. Dokładnie do dnia moich urodzin. Umiejętność gry w szachy przydała mi się w okresie od około jedenastego roku życia, aż do dnia, kiedy ukończyłam trzynaście lat. Oczywiście nie grałam literalnymi figurami i pionkami, ale znajomości gry, wykorzystałam w życiu.

1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użył 1355 słów i 7609 znaków.

1 komentarz

 
  • shakadap

    Brawo.
    Dobrze napisane, wciągające. Podoba mi się wprowadzenie i przejście z jednej historii do drugiej.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • 1Aurofantasja

    @shakadap Dziękuję.Mam nadzieję, że polubisz. :smile: