Do trzech razy sztuka cz 1

Do trzech razy sztuka.
  
Leżę na miękim łóżku. W tej chwili nie ma nikogo w domu. Moi kochani właściciele wyszli na spacer. Jestem już stary. Czuję się zmęczony, dlatego zostałem w domu. A oni to rozumieją. Mieszkam z nimi od dziesięciu lat. To najmilszy okres w moim życiu. I te dziesięć lat zawdzięczam właśnie im. Gdyby nie oni, już dawno byłbym w innym miejscu. Gdzie? Tego nie wiem. Oni coś wspominali o psim raju. Czy jest takie miejsce? Tego też nie wiem. Mogę tylko ufać ich słowom.  
Chcę opowiedzieć wam moją historię. Jeżeli wam się spodoba, opowiedzcie ją innym.  
A byłbym zapomniał. Nazywam się Ramzes. To moje trzecie imię. Tym razem, szczęśliwe.
  
                Czternaście lat temu, gdzieś na starej farmie.
                                                  
Prolog : Kilka tygodni szczęśliwego dzieciństwa.

To chyba pierwsze co utkwiło we mnie. Co pamiętam. Jej ciepłe ciało. I oczywiście ten biały płyn. O słodkim smaku i zapachu.  
Było nas chyba sześć. Miałem dwóch braci i trzy siostry. Byliśmy podobni, ale jednak troszkę inni.  
     Te pierwsze tygodnie były beztroskie. I tak wiele się działo. I zawsze miałem się z kim bawić.  
Mój dom nie był wielki. Zbity z prostych desek. Spaliśmy wszyscy razem w siódemkę na pachnącym sianie. Moje rodzeństwo i mama. Zawsze mieliśmy ciepło. Najbardziej ciepła była mama. Uwielbiałem spać blisko jej brzucha. Ale kiedy czasem wychodziła, też nie narzekałem. Sześć zwiniętych maluchów dawało dużo ciepła. Wszyscy uwielbialiśmy jej mleko. Była zawsze wyrozumiała i nigdy nas nie karała. Bo i za co?  
Powoli poznawałem okolicę. Okazało się, że na farmie żyło jeszcze kilka innych zwierząt. Coś bardzo wielkiego. Na początku się bałem, ale moje obawy okazały się całkiem nieuzasadnione. Mećka, bo tak miała na imię krowa, okazała się najłagodniejszym stworzeniem jakie udało mi się poznać.  
Trudno powiedzieć czy była czarno biała czy biało czarna. Miała wszystko wielkie. Nogi, oczy i rogi, których tak się bardzo bałem. Ale to trwało tylko tydzień. Zapytałem mamy i mi wszystko wytłumaczyła. Wówczas się zaprzyjaźniłem z Mećką. Chodziłem nawet z nią na pole trawy. Obserwowałem ją jak je. W sumie jadła ją cały długi dzień. Oczywiście nie mogłem zbyt długo leżeć w jednym miejscu. Co chwilę dostrzegałem coś interesującego. Motyl, konik polny. Słyszałem całą łąkę.  
Właściciele farmy byli dobrymi ludźmi. Miałem takie odczucie i również inni mieszkańcy farmy to potwierdzili. Mój dom był niedaleko, więc kiedy czułem głód, wiedziałem gdzie szukać mamy.  
Po jakimś czasie zacząłem dostawać inne jedzenie. Nadal co jakiś czas piłem ciepłe mleczko, ale coraz rzadziej.
Właściciele dawali nam twarde, pachnące kulki. Dostawaliśmy również coś innego. Mięso, a czasem kości. Wówczas jeszcze nie wiedziałem skąd pochodziło.  
    Aż przyszedł ten okropny dzień.  
Pierwszą zabrano siostrę. Nic nie pomagało, że wszyscy płakaliśmy. Żadne z nas nie wiedziało co się stało. I dlaczego. Niestety, następnego dnia druga siostra i brat został również zabrany.  
Aż w końcu przyszła kolej na mnie.  
Muszę powiedzieć, że od razu poczułem. Mężczyzna nie pachniał miło. Nie potraktował mnie jak właściciel framy, na której się urodziłem. Wówczas nie wiedziałem, że widzę to miejsce i wszystkich tam żyjących po raz ostatni. Mężczyzna miał na imię Sam. O tym się dowiedziałem później.  
Zawiązał na mojej szyi zwykły sznurek i po chwili byłem zmuszony z nim iść. To stało się tak szybko... Nie zdąrzyłem nawet pożegnać się z mamą i rodzeństwem. Szczekałem żałośnie. Moje rodzeństwo mi wtórowało. Słyszałem też żałosne kwilenie mamy. Sam podniósł mnie i wrzucił na metalową podłogę. Myślałem, że najgorsze mam już za sobą. Och, jak bardzo się myliłem. Najpierw usłyszałem okropny hałas. Dziwny zapach... Jakaś siła rzuciła mnie do tyłu. Uderzyłem się o podobną, jak podłoga, ścianę. Wszystko się trzęsło. Nie widziałem nic poza niebieskim niebem z białymi chmurami. Po chwili podobna siła odrzuciła mnie do przodu. I to powtarzało się przez długi czas. Starałem się zapierać łapami, ale na wiele to się nie przydało. W końcu to coś przestało warczeć. Sam otworzył metalową ścianę i pociągnął za sznurek. Znowu wziął mnie ręką i po chwili znalazłem się na ziemi.  
Poczułem podobne zapachy. Mećka? Później się okazało, że jest tu kilka krówek. Świnki, koty, kury i kogut. W pierwszej chwili się ucieszyłem, ale później...
Kiedy się dowiedziałem prawdy, nie mogłem w to uwierzyć. Ale to stało się później. Dużo później.
                        
                Część pierwsza : Wielka farma.

W moim nowym domu mieszkało wiele istot. Poza zwierzętami mieszkały tam cztery osoby. Prócz Sama, mieszkała tam Ruth. Sam nazywał ją żoną. Ruth podobnie jak Sam nie była miła. Miała pyzatą twarz, zawsze rumiane policzki i małe oczy. Włosy przeważnie ukrywała pod chustką. Karmiła nas wszystkich, ale to była jedyna dobra rzecz, którą robiła. Znowu, kiedy dowiedziałem się całej prawdy, nawet ta rzecz w zasadzie okazała się zła.  
Sam wsadził mnie do podobnego domu, jak ten w którym się urodziłem. Zostałem sam. Oczywiście chciałem jak najszybciej uciec z tego miejsca. Ale zdołałem zrobić tylka dwa metry. Tyle długości miał sznurek. Sam przywiąza drugi koniec do specjalnego palika, który został wbity blisko mojego domu. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że mój dom nazywa się budą. Mam nadzieję, że już z pewnością wiecie, że jestem psem.  
    Pierwsze tygodnie były straszne. Sam albo Ruth przynosili mi jedzenie. Cały czas miałem na szyi sznurek. I to było najgorsze. I w mojej psiej głowie nie mogłem nawet pomyśleć, że może być gorzej.  
Moje ciało zaczęło się zmieniać. Rosłem. Spędzałem samotnie dni i noce w budzie. Wszystko było dobrze, jeżeli można tak powiedzieć, do czasu jak nie padało. Okazało się wówczs, że moja buda nie jest szczelna.  
Pierwszy raz dowiedziałem się o tym którejś nocy. Spałem zwinięty w kulkę. Obudził mnie szum. Poczułem, że mój ogon i tył jest mokry. Niestety woda nie ciekła tylko z jednego miejsca.  
Ponieważ chciałem zawiadomić o tym jak najszybciej, użyłem swojego głosu. Cóż za pomyłka.  
W pierwszej chwili sądziłem, że zaraz się wszystko zmieni. Na lepsze. Zobaczyłem światło i rozpoznałem sylwetkę Sama. Wyszedłem z budy...
— Zamknij się, ty głupi psie.
To były pierwsze słowa, które do mnie powiedział. Chciałem mu powiedzieć jak bardzo mi źle. Pragnąłem tylko, żeby było mi sucho, to wszystko.
Niestety, Sam nie zrozumiał. Usłyszałem świst. Poczułem uderzenie, potem drugie i trzecie.  
Moje małe ciało odczuło ból. Całkiem inny niż kiedy się obijałem o metalowe ściany. Ostry, mocny. Straszny.  
Zacząłem płakać. Chyba zrozumiał, bo przestał. Po chwili się oddalił. Zrozumiałem. I podjąłem pierwszą decyzję. Nie mogę szczekać w nocy. Sądziłem, że to była dobra decyzja. Skąd mogłem wiedzieć, że jestem w błędzie?
Zwinąłem się obolały w kącie budy. Już mi było obojętne, że siano jest mokre.  
Deszcz przestał padać nad ranem. Czułem zimno. Jednak najbardziej bolała mnie skóra. I znowu sądziłem, że to co się stało, to najgorsze co mnie może spotkać.  
    Poza Samem i Ruth w domu mieszkało dwoje młodszych ludzi. Młodsza pani nazywała się Klaryssa. Okazało się, że była córką Sama i Ruth. Bardzo rzadko ją widywałem. Czułem od niej mocne zapachy. Okazało się, że ludzie polewają swoje ciało czymś, co według nich bardzo ładnie pachnie. Ponieważ psy mają bardzo wyczulony węch, więc czują sto, a nawet więcej razy mocniej niż ludzie. O tym również dowiedziałem się dużo później. W swojej psiej głowie, a może sercu zawsze myślałem, że będzie lepiej. Niestety za każdym razem działo się gorzej.  
      Czwartą osobą mieszkającą w prawdziwym domu był Tom. Syn Sama i Ruth. W odróżnieniu od siostry często go widywałem. Miał trzynaście lat. Oczywiście te wszystkie informacje doszy do mnie później.  
Tom był potworem.  
Gdyby zebrać wszystko zło, które uczynił mi Sam i Ruth razem, to było przysłowiową kroplą w oceanie zła, które zrobił mi Tom. I nie tylko mi.  
Nie znałem wówczas jeszcze ludzkiej mowy, ale odczuwałem. I dlatego mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, to o Tomie. Czy był najgorszy z ludzi? Trudno powiedzieć. Chyba nie. Bo jak już wspominałem, całej prawdy dowiedziałem się później. A ta okazała się tak okrutna, że mimo, że jest prawdą, wciąż nie mogę uwierzyć, że tak się dzieje naprawdę.
Czym Tom zasłużył sobie na taką nazwę?
My zwierzęta nie robimy niczego złego. Postępujemy zgodnie z naszą naturą. Zabijamy dla zdobycia jedzenia. Nie wszyscy. Dzielimy się na tych, którzy jedzą mięso i na tych, którzy nie mogą go jeść. Jest jeszcze trzecia grupa. Te zwierzęta mogą jeść wszystko. Ludzie mogą jeść zarówno mięso jak i rośliny. Natomiast ta grupa zwierząt może jeść również coś nieżywego, czego człowiek raczej nie jada, ponieważ by mu to zaszkodziło. Wówczas jeszcze nie wiedziałem, że jako pies, należę do tej grupy. Piłem mleko matki, jadłem twarde kulki i mięso, które dostawałem od ludzi. Oczywiście nie wiedziałem jeszcze skąd ono pochodziło.
Ale wracając do Toma. Był młodym chłopcem. Miał pełno energii. Pomagał ojcu i matce w pracy na farmie. I w tym nie było nic złego. To co uznałem za złe, nie podobało się nawet jego rodzicom. Ale oni o tym nie wiedzieli, bo Tom robił to tylko kiedy ich nie było.
Co robił? Sprawiał nam ból. Wszystkim. Nie wiem jak mam ocenić pierwsze bicie, które otrzymałem od Sam. W jego mniemaniu zbił mnie, bo przeszkadzałem im spać. I to zrozumiałem.  
Tom sprawiał nam ból dla swojej przyjemności. Kilka razy mnie kopnął. Kiedy za którymś razem pokazałem zęby, przestał. Niestety zaczął rzucać we mnie kamieniami lub strzelał z procy. Kiedy zrozumiałem co robi, zacząłem się chować w budzie. Wówczas miałem większe szanse, żeby się ochronić. Tom wbijał ostry kij w ciało krów i konia. Jednak najczęściej dokuczał świniom. Do kur i koguta strzelał jedynie z procy, ponieważ uciekały kiedy się tylko zbliżył zbyt blisko. Ten proceder trwał miesiącami.  
Któregoś razu przebywał w oborze i dokuczał krowie. Nie mogła nigdzie odejść, ponieważ jej pomieszczenie nie było zbyt wielki. Nie wiedział, że do obory wszedł ojciec.  
— Co robisz, szczeniaku?
Głos Sama nie brzmiał miło.
— Nic takiego.  
Sam podszedł do Krasuli.  Co prawda Tom odrzucił kij, ale za późno. Ojciec dostrzegł kilka niezbyt  głębokich ran na ciele krowy.
— Ty gówniarzu.  
Zaczął bić syna. Oczywiście chłopiec zaczął płakać. Jednak Sam był człowiekiem porywczym. Chłopak otrzymał kilka uderzeń w twarz i w plecy. W końcu ojciec się uspokoił, jednakże to nie był koniec. Złapał syna za ucho i zaprowadził do domu, by wszystko opowiedzieć Ruth.  
Oczywiście nie byłem świadkiem tego wydarzenia. Dowiedziałem się o tym pośrednio. Krasula powiedziała to kogutowi, a kogut mnie.  
Przez kilka tygodni chłopak zaprzestał nikczemnego procederu. Całe podwórko sądziło, że nareszcie będzie dobrze. Widocznie nie tylko ja myślałem pozytywnie.  
Tom wyciągnał lekcję. Ale w jego sercu nie nastąpiła zmiana. Zaczął tylko bardziej uważać. Przestał zostawiać ślady. Może połączył swoją karę z Krasulą i dlatego podświadomie lub świadomie chciał się na niej odegrać. Kiedy miał absolutną pewnośc, że Sam lub Ruth jest daleko, przychodził do obory i raz na jakiś czas uderzał skórzanym pasem krowę lub bił krótkim, solidnym kijem świnie po głowach.  
Znowu dużo dużo później dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak karma. Dobre uczynki są nagradzane, a złe karane.
Widocznie tak stało się w wypadku chłopca. Zaraz za farmą był las. Czemu chłopiec tam poszedł? Przecież nie po to aby podziwiać naturę. Kiedy go znaleziono, miał ze soba procę. Ja myślę, że chciał strzelić do jakiegoś mieszkańca lasu. Ale może się mylę.  
Słyszałem jak rodzice go wołają. Dopiero pod wieczór go znaleziono. Jak zrozumiałem z rozmów Sama z żoną, Tom wpadł w sidła. Zastawione na duże zwierze. Prawdopodobnie zemdlał z bólu i dlatego nie krzyczał. Na jego nieszczęście wnyki rozcięły żyłę. Kiedy go znaleziono jeszcze żył. Niestey zmarł w szpitalu, mimo kilku transfuzji. Było mi, mimo wszysto żal. Może stałby się w końcu lepszy. Niestety, nie zdążył.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i obyczajowe, użył 2365 słów i 12779 znaków.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Poruszające opowiadanie z perspektywy czworonoga. Oryginalny pomysł. Smutne , ale życiowe.

  • agnes1709

    Nie wiem, jak się do tego odnieść, ale łapę za pomysł dam... znaczy rączkę:lol2: p.s. "Nie zdąŻyłem" :mad: :spanki:

  • AlexAthame

    @agnes1709 dzięki.  Poprawie może dzisiaj. :)

  • agnes1709

    @AlexAthame No pewnie, jest to tak czasochłonne, że najpierw trzeba się zmobilizować. Oj, Aluś:nunu:

  • AlexAthame

    @agnes1709 A o co Ci chodzi z tym nie zdążył? Tom nie zdążył, się poprawić, bo umarł. :D  Pewnie w drugiej części będą też błędy.

  • agnes1709

    @AlexAthame O ludzie, wszystko trzeba dużymi literami? O błąd ortograficzny.

  • AlexAthame

    @agnes1709 Nie pisze się przez Ż? Sprawdzałem.

  • agnes1709

    @AlexAthame Ok, niech więc będzie "rz". Spadam. Miłego dnia.

  • AlexAthame

    @agnes1709  :cray:

  • agnes1709

    @AlexAthame I nadal niepoprawione:lol2: A tak na marginesie - gdzie Pan sprawdzał, że rzekomo NIE pisze się przez "ż"? Bo bardzo mnie mnie to frapuje. I nie, to nie jest upierdliwość, po prostu widząc tak banalny błąd, na który zwracam Ci uwagę, a Ty nie reagujesz, boli. Miłej nocki;)

  • AlexAthame

    @agnes1709 Przeciez napisalas zdażyl a nie rzekomo.

  • agnes1709

    @AlexAthame O Jezu, ja widzę, że Pan nie rozumie prostych przekazów. Pa, bo czuję się już zmęczona:sad:

  • AlexAthame

    @agnes1709 Pan nie rozumie.Wiem ze mam literówki i czasem byk mi się zdarzy. A tak w ogóle podobało się czy nie? I co u Ciebie? W wiadomościach możesz.  :przytul: