Deszcz cz 9

Zaatakował ostro. Chciał mnie ciąć w głowę, ale bez powodzenia. Już trzy lata temu Kensi - Omura nauczył mnie jak bronić się przed mieczem. Gdybym walczył z mistrzem miecza miałbym kłopoty, ale żaden mistrz nie walczyłby z bezbronnym. Walka trwał sekundę. Zrobiłem unik i uderzyłem go dłonią w szyję, wbijając wyprostowane palce w jabłko Adama, a dla całkowitej pewności założyłem dźwignie na nadgarstek dłoni, którą trzymał miecz. Zanim padł na ziemie martwy, trzymałem już jego broń. Drugi od razu zrozumiał, że ma do czynienia z kimś, kto zna szermierkę.

— Nie zbliżaj się, bo go zabiję — krzyknął.

— I tak chcieliście go zabić — rzekłem spokojnie.

Gdyby rzucił miecz, żyłby. Może zrobił to ze strachu. Umiał walczyć dużo lepiej niż tamten, ale i tak jego zdolności nie mogły się równać z moimi.

Mogłem ciąć inaczej. W tors, w głowę, w szyję, ale chciałem żeby żył i już nigdy nie podniósł na nikogo ręki. Odbiłem z dziecinną łatwością jego cios. Mogłem uskoczyć, ale zrobiłem to specjalnie by pozbawić go dłoni. Zawył okropnie i ...zemdlał. Spojrzałem na Koi.

— Zablokuj krwawienie.

Podeszła blada i rozerwała mu koszulę i zatamowała krew. Młodzieniec, pewnie niespełna dwudziestoletni, był w szoku.

— Porwali mnie i chcieli okupu. Ojciec zapłacił prawie dwa miliony, a oni i tak chcieli mnie zabić. Było ich sześciu. Jednego uderzyłem w głowę, kasetką i uciekłem... Zaraz tu będą.

— Ukryjcie się — powiedziałem do nich.

Poszkodowany już miał zabezpieczoną ranę. Po chwili na małą, ślepą uliczkę wpadło trzech gości. Jeden z nich miał pistolet, a dwóch miecze. Dostrzegli leżącego tego bez dłoni i po chwili i drugiego.

Najważniejsze to wyprzedzić myśli przeciwników. Koi kucała bezpieczna, za metalowym kontenerem na śmieci. Ten z pistoletem zaczął strzelać, lecz ja, zamiast uciekać, biegłem do niego zygzakiem, wyczuwając percepcję wystrzelonych kul. Skończyły mu się naboje. Dwaj kompani byli zaszokowani i stali jak wryci. Ciąłem go w pierś. Miecz nie był taki zły. Nie karczmarczny złom, w każdym razie. Spojrzałem na tego z raną na piersi. Prawdopodobnie miał szanse przeżyć, o ile otrzyma dobrą pomoc. Pozostali zaatakowali mnie szaleńczo. Popełnili kolejny błąd. Prawdziwy samuraj nigdy by tak nie postąpił. A skoro nimi nie, byli nie powinni wcale dotykać mieczy. Po trzech sekundach było już po walce. Pierwszy miał przeciętą aortę, a z niej sikały teraz strumienie krwi. Drugiego przebiłem ostrzem w okolicy trzustki.

Wróciłem do Koi i porwanego młodego człowieka.

— Masz komórkę? — zapytałem młodzieńca.

— Zabrali mi. Ten chyba wkładał ją do kieszeni. — pokazał na rannego w brzuch.

Podszedł do śmiertelnie rannego i z drżeniem rąk przeszukał mu kieszenie. Znalazł.

— Dzwoń po tatusia. Żadnej policji.

Koi wyszła z ukrycia. Chwili potem chłopak uzyskał połączenie.

— Tato, jestem.

Po chwili chłopak zorientował się, gdzie się znajdujemy. Musieliśmy stąd szybko odejść, bo prawdopodobnie usłyszano strzały i w każdej chwili mogła przyjechać tu policja. Koi miał bladą jak ściana twarz.

— Nie musiałeś ich zabijać.

— Jednego oszczędziłem — odrzekłem spokojnie.

Po kwadransie przybył ojciec porwanego. Wóz, którym przyjechał był luksusową wersją Mercedesa, Maybach. Czyli mieliśmy do czynienia z japońskim człowiekiem interesów, który porzucił częściowo japońską tradycję i prawdopodobnie robił interesy z amerykanami i europejczykami. Wywnioskowałem to właśnie po tym, że nie miał japońskiego wozu.

Chłopak szybko opowiedział wszystko co zaszło. Mężczyzna ukłonił się trzy razy w moim kierunku.

— Jesteś moim dłużnikiem, chłopcze.

— Jest w porządku. Niech pan zadzwoni do swojej żony, pewnie się martwi o syna.

— Tak zrobię. Nie jesteś Japończykiem. Co tu robicie sami w nocy, to bardzo niebezpieczna dzielnica?

— Chciałem odwiedzić moich przyjaciół Yakuza.

Facet zbladł.

— To byli Yakuza.

Zaśmiałem się głośno.

— To były śmiecie. Yakuza mają honor. Proszę nas podrzucić dwie ulice dalej. Załatwię panu lepszą ochronę, a poprzednią proszę zwolnić. Kiedyś nie za takie uchybienia popełniano seppuku.  Proszę zostawić mi wizytówkę. Nie chcę policji. Mistrz Kensi - Omura byłby bardzo niezadowolony.

— I tak będzie, Euri. — szepnęła Koi.

— Mistrz Kezi - Omura, ten z klasztoru Osu Kannon w Nagoya? — zapytał mężczyzna.

— Tak, zna go pan?

— Chciałbym. Odwiedzę was. Dziękuję.

Za pięć minut byliśmy na miejscu.

— Nie możesz tak — szepnęła Koi.

— Postaram się.

Moi pierwsi znajomi z Japonii wcale mnie nie poznali. Byli raczej mocno zdziwieni co dwoje dzieci od nich chce. Ale kiedy wyjaśniłem, zaprosili nas do środka. Opowiedziałem im, co się stało.

— To śmiecie. Próbują z nami rywalizować a teraz się podszyli pod nas. To się dla nich źle skończy.

— Ten gość potrzebuje dobrej ochrony. Ponoć zapłacił tym błaznom dał dwa miliony dolarów, ci pieniądze wzięli, a i tak chcieli zabić mu syna.

— Dałeś radę! Zuch z ciebie. Dać znać ojcu?

Poczułem zimno w okolicy serca.

— On mnie tu wysłał, to sam powinien mnie zabrać. Z jego słów wynikała, że chciał się mnie pozbyć na zawsze.

Mój rozmówca kiwnął tylko głową na znak zgody.

— Tu w Japonii nie całujemy dzieci, ale je kochamy. Oczywiście nie wszyscy są tacy. Załatwione, Euri - san.

Domyśliłem się co chciał przez to powiedzieć i zrobiło mi się bardzo smutno.

— Podobno po waszemu jestem Amo.

— O! Zastanawiałem się co znaczy twoje imię. Mogłem się domyślić, przecież wiem, skąd jest Joseph Parker. On nie jest taki zły.

— Tylko nie ma serca — szepnęła Koi.

— Znasz go, mała?

— Nie, ale widzę duszę Euri.

— Ma już włoski? — zapytała się ze śmiechem, Otomo Tanaka, bo z nim rozmawiałem. Pochodził z klanu Otomo, ale dawno odszedł od tradycji przodków.

— Masz szczęście, że jesteś moim druhem. Drugi raz jak obrazisz Koi, odetnę ci język.

Tanaka się zmieszał.

— Wybacz.

Koi podeszła do mnie i odciągnęła na stronę.

— Amo - san, to nie jest obraza. Wytłumaczę ci.

— On mówił o twoim Haji oka! ( łonie)

— Wytłumaczę ci innym razem — zarumieniła się.

Byłem trochę zły na Tanakę, ale Koi mnie uspokoiła. Jeszcze musiałem się wiele uczyć o tym dziwnym kraju. W rezultacie wyjechaliśmy rano z powrotem do Nagoya.

Kiedy wróciliśmy, mistrz nie był zadowolony. Nic mu nie mówiliśmy, ale on i tak wiedział.

— Euri - san, nie po to cię uczę walki byś zabijał.

— Oni chcieli zabić człowieka, zgwałcić Koi i zabić mnie. Co miałem zrobić?

— To moja wina, nie powinienem was puszczać samych.

— Ale zrobiłeś to, mistrzu!

— Bo tak miało być. Nie jest łatwo zwyciężyć przeznaczenie.

Do wieczora nic nie mówił do mnie.

Następnego dnia zaczęliśmy dzień, jakby nic się nie stało. I tak powoli zapomniałem o tym wszystkim. Koi wytłumaczyła mi niektóre aspekty. Mimo że miała dziewięć lat, wiedział dużo o tym, czym różni się Japonia od reszty świata. Można to ująć dwoma słowami. Perwersja i hipokryzja. Po tygodniu przemyśleń obiecałem Kensi - Omura, że nie zabije więcej nikogo więcej w Japonii. Sądziłem, że tu zostanę do końca życia.

Dzień później przybyła delegacja. Przyleciał z Tokio ojciec młodzieńca, którego uratowałem.

Hiroshi Itoyama był czołowym producentem sprzętu elektronicznego. Powód jego wizyty był oczywisty.

Rozmawiał długo z Kensi - Omurą. Dopiero potem z nami.

— Zawdzięczam ci więcej niż myślisz, Euri - san. Proszę przyjmij ten dar ode mnie. Ten miecz był kiedyś własnością cesarza Ito. Dał go mojemu dziadkowi, a ja daję go tobie.  

Cesarz Mihinomiya Hirohito posiadał miecz, który ponoć jest bezcenny. Najdroższy miecz samurajski sprzedano na aukcji za ponad czterysta tysięcy, ale w Japonii nie sprzedaje się mieczy. Ten wykuł sam Hattari Hanzo i władał nim pierwszy szogun rodu Tokugawa, który dzierżył władzę przez dwa wieki. Za pomoc w bitwie pod Mikatagahara, gdzie szogun Tokugawa ledwo uszedł z życiem, wynagrodził sowicie legendarnego płatnerza i prekursora nowoczesnej ninja, zwanych prawidłowo shinobi lub shinobi no mono. Hattori w ramach podarunku ze swojej strony podarował Tokogawie miecz. I ten oto miecz darowuje tobie. Dziękuję raz jeszcze. Twoi protegowani, młody człowieku są drodzy, ale obiecali, że nikt nigdy już nie zagrozi mojemu synowi i nikomu z mojej rodziny. Załatwiłem sprawę tych zabójców. Ten bez dłoni został później zabity, pewnie przez swoich byłych kompanów, w obawie by nie wydał reszty.

Hiroshi spędził z nami jeszcze dwie godziny.

Po jego wyjeździe mistrz Kensi - Omura długo siedział i milczał. W końcu się odezwał.

— To wielki honor, dla ciebie. Nigdy nie pozbywaj się tego miecza. Na nim jest zapisane prawie trzysta lat historii naszego kraju.

— Dobrze mistrzu. Muszę się jeszcze wiele nauczyć. Zabijanie jest łatwe. Chce walczyć, ale nie zabijać. Pamiętam, że ożywiłeś Koi, mógłbyś mnie nauczyć tego?

— Nie, Euri. Koi żyje dzięki tobie. To ty ją ożywiłeś. Można to zrobić tylko w szczególnych wypadkach. Ona umarła, ale miała żyć. Będę cię uczył. Tę szczególną sztukę trzeba pojąć sercem. Ja wiem, kiedy i kogo mogę uczyć, bo nie każdy jest do tego przeznaczony. W życiu nic nie jest przypadkowe. Twój przyjazd, jej choroba, a nawet te zabójstwa, których dokonałeś. Nie powinieneś był tego robić, ale z drugiej strony, nie mogło być inaczej.

Nie rozumiałem wówczas jego słów i musiało minąć wiele czasu, aż je w końcu pojąłem. Tymczasem rosłem i dojrzewałem, a Koi obok mnie. Pewnej wiosny, kiedy miała dwanaście lat, a ja szesnaście pierwszy raz się pocałowaliśmy. Teraz było tylko kwestią czasu kiedy pójdziemy w tym dalej. W klasztorze, podczas treningu, byliśmy innymi ludźmi, niż wówczas kiedy wędrowaliśmy trzymając się za rękę, by oglądać płynące liście płynące po rzece, deszcz, czy ocean. Po jakimś czasie naszym miejscem spotkań stał się jej dom. Pani Osaka pozostała wdową i pracowała. Kiedy nie było jej w domu, czasem tu przychodziliśmy.

I to stało się rok po pocałunku. Oczywiście całowaliśmy się czasem. Średnio raz na tydzień. Tego dnia ja siedziałem na dywanie, a Koi robiła w kuchni sushi.

— Zaparzyłam herbatę i zrobiłam twoje ulubione sushi z łososiem i sos.

— Nie jestem głodny.

Zdziwiła się.

— A mówiłeś, że jesteś Euri - san?

— Nadal jestem — uśmiechnąłem się.

Zrozumiała.

— Chcesz to zrobić dzisiaj?

— W innych krajach czekają do osiemnastu, jak chcesz, poczekam.

— Nie chcę czekać. Tylko bądź delikatny.

— Widziałaś?

Znowu się zarumieniła.

— Czułam. Wiesz, walczymy.

— Wyglądasz ślicznie, kiedy się rumienisz. Jesteś bardzo wstydliwa.

— Wcale nie!

— Jesteś, wiem.

— Zaraz się przekonasz, że nie.

— Czekam.

— Patrzyła na mnie swoimi brązowymi oczami.

— Zamknij oczy.

— Dobrze.

Zamknąłem i czekałem. Kiedy wzrok jest odłączony, inne zmysły przejmują działanie. Usłyszałem szelest zdejmowanego ubrania i zapach jej ciała.

— Możesz otworzyć oczy.

Stała naga, ale zasłaniała swoje malutkie piersi i łono.

— A jednak się wstydzisz.

Zobaczyłem ogniki w jej oczach.

— Jestem bardziej odważna niż ty. Z pewnością się nie rozbierzesz.

— Pewnie, że nie. Chcę żebyś ty to zrobiła.

Spojrzała na mnie inaczej. Już nie była zawstydzona. Miała na buzi coś innego.

—Będziesz ze mną zawsze?

— Wiesz, że tak. Kocham cię, Koi.

— I ja ciebie kocham. W końcu zawdzięczam ci życie.

Zabrała dłonie i mogłem patrzeć na jej drobne, ale śliczne ciałko.

— Już wtedy miałam włoski, ale bardzo mało — szepnęła.

Podeszła i zaczęła mnie rozbierać. Czułem jak coś we mnie wzrasta. Z trudnością walczyłem ze sobą, by nie zacząć jej dotykać. Ale dotrwałem do końca.

— Euri, naprawdę musisz być delikatny — szepnęła patrząc na moją intymność.

Wówczas jeszcze nie wiedziałem, że chyba zająłbym czołowe miejsce w księdze Guinnessa. Posiadaczem najgrubszego organy jest pewien Arab. Jego członek ma sześć centymetrów i pół średnicy. Jak później sprawdzałem z Dianą mój miał trzy milimetry więcej. I takim ogromnym organem kochałem Koi. W zasadzie tego dnia wszedłem w nią tylko główką. Mimo delikatności z mojej strony widziałem, że zaciska zęby. Potem poszło lepiej. Faktycznie musiała mi być przeznaczona.
Uwielbiałem jej zapach. I smak, bo całowałem ją wszędzie. Ona zresztą mnie również. Nie była do końca rozwinięta, a ja chyba tak. Więc wiedziałem, że naprawdę muszę być czuły. Z pozbawieniem wianuszka poszło nieźle. Tylko skrzywiła buzię. Odczekałem, chociaż z trudnością. W takich sprawach ciężko być delikatnym i mieć cierpliwość. Okryła mnie swoim ciałkiem i całowała namiętnie. Potem szepnęła, że jest gotowa. Obserwowałem jej buzię, aby mieć pewność, że jej nie sprawiam bólu. Objęła mnie udami w pasie i poruszała ciałem łagodnie. Bez słów uznaliśmy, że w tej sytuacji będzie lepiej, jeżeli ona będzie prowadzić od początku do końca. Wiedziałem, że mogę zostać, chociaż z tymi sprawami nigdy nie jest całkowicie pewne.  

Niestety, kiedy miałem już blisko, zapomniałem się. Na szczęście ona była już podniecona i jej mała cipka się przystosowała. Wydawało mi się, że jęczy z rozkoszy, potem dopiero mi powiedziała, że na początku więcej było tam bólu. Mieliśmy razem, co trzeba uznać za sukces, kiedy kochankowie mają tyle lat. Miała łzy w oczach.

— Czemu płaczesz, Koi?

— Trochę bolało. Zapomniałeś przy końcu, że nie jestem krową.

— Przepraszam.

— W porządku. Potem było bardzo miło. Myślę, że nie będę mogła siedzieć dwa dni.

Delikatnie rozsunąłem jej uda. Jej intymność wyglądała na lekko spuchniętą.

— Czemu nie powiedziałaś!

— Bolało, a tobie było dobrze. Nie chciałam ci tego niszczyć.

— Och, tak mi przykro, Koi. Było mi rozkosznie. A teraz mi głupio.

— Głuptasek. Potem było super.  

Pozostała mi dumna, że jestem twoja. Warto było cierpieć.

— W takim razie czemu płakałaś?

— Nie mogę powiedzieć. Kensi - Omura twierdzi, że nie można zmienić fatum, ja wierzę, że tak.

— Czyli nie powiesz?

— Nie teraz. Może kiedyś.

Zacząłem ją całować, po jej jasnej buzi. Była taka piękna. Czułem, że jestem znowu gotowy, ale wiedziałem, że nie da rady. Ale ona naprawdę mnie kochała.

— Będzie bolało więcej, ale jeżeli chcesz, weź mnie jeszcze raz.

— Jakbym mógł!

— Coś zaradzimy. Przygotowałam się również teoretycznie — szepnęła czule.

No i poznałem innego rodzaju pieszczotę. Starała się, ale oczywiście kilkakrotnie zawadziła mnie zębami. Nie mogłem powiedzieć, że było niemiło. Potem już tylko leżeliśmy. Trzymała moją dłoń i patrzyła mi w oczy. Widziałem w nich czystą miłość.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 2677 słów i 15305 znaków, zaktualizował 18 lip 2020.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto