Deszcz cz 40

Nareszcie mogłem spokojnie odetchnąć. Kiedy podjechała taksówka zrozumieliśmy, że nie możemy do niej wsiąść razem. Ja i Diana nie mieliśmy bagaży, ale i tak sześć osób nie mogło jechać razem. Wyjąłem komórkę i wysłałem krótką wiadomość do Rozalindy.

,, Diana żyje. Jesteśmy wszyscy w Nagano"

— Pojedziemy dwiema — zapytała Chloe.

— Przejdźmy się, w końcu trzeba rozprostować nogi po locie. — zadecydowałem.

I tak się stało. Szedłem w środku, z jednej strony miałem córkę z drugiej Aishę. Diana i Koi szły razem, kilka kroków przed nami.

— Jak sądzisz, o czym rozmawiają — zapytała Chloe.

— Nie sadzę, wiem.

Córka zrobiła zdziwioną minę, a Aisha się uśmiechnęła.

— Dziwne, że nie rozumiesz, moja miła. Rozmawiają jak będzie im we troje.

— Naprawdę — popatrzyła mi prosto w oczy.

— Twoja mama jest cudowną istotą. Powiedziała mi, że nie mogę zostawić Koi. A ja powiedziałem, że nie mogę być bez niej. Jestem pewny, że Koi jej tłumaczy, że się usunie, ale znając Dianę nie da się przekonać.

— Czyli będziesz miał dwie żony.

— To lepiej niż cztery.

Dostałem kuksańca z obu stron.

— Ja bym nigdy nie mogła być, prawda tatusiu.

— Wiesz Chloe, że rozmyślałam o tym. Masz większe szczęście, bo to twój ojciec. Tęsknie za swoim. Ciekawe jak przyjmie, że wyjdę za Norwega, który nie jest wyznawca proroka.

— To i tak lepiej niż gdybyś została moją żoną, kochanie. — rzuciła niedbale moja córka.

— Czy ja wiem? I tak cię nigdy nie przestanę kochać — odrzekła Aisha.

— A co na to mistrz Kensi-Omura?

— Odnośne czego, tatku?

— Że buddyści zostawili medytacje i chcą wziąć kobiety za żony?

— Ten facet jest niesamowity. Powiedział nam, jak już obaj nam się oświadczyli, że przyjął ich waśnie po to. On od razu wiedział, że nie zostaną mnichami.

— Szkoda, że nie przewidział twojego porwania córeczko.

— Sam z nim porozmawiasz. Ma coś dla ciebie.

— Miecz? Zupełnie o tym zapomniałem. Wysłałem go, bo Koi sugerowała, że to najlepsze rozwiązanie.

— Miecz jest twój, ale nie może opuszczać Japońskiej ziemi.

— Tak córeczko, tak powinno być. Ten miecz jest częścią ich duszy.

— Podobno Yakuza chce byś został ich szefem — dodała jeszcze Chloe.

— Muszę odmówić. Jestem ojcem i mężem. Żadnych gangsterskich organizacji.

— Tylko mówię co słyszałam. Jakiś starszy gość rozmawiał z mistrzem.

— Rozumiem. Zostawię was na chwilkę.

— Jasne, tatku.

Podszedłem do Koi i Diany.

— Właśnie doszłyśmy do porozumienia. Jest tak jak pewnie już wiesz, że miało być. Będziesz miał dwie żony.

— Aha. Obie jesteście kochane i postaram się być dobrym mężem.

— Diana opowiedziała mi o swojej niewoli. Jest mocna.

— To pewnie nie to, ona zniosła to z powodu miłości, jaką ma w sobie.

— Nie wiem jak ja bym się zachowała. Pewnie próbowałabym go zabić.

— Jesteście inne. Tym razem muszę pochylić głowę nad tym, co zrobiła Diana — rzekłem.

— Kocham cię Amo —san. Wiesz, że całe życie byłam wojownikiem.

— To, że tak powiedziałem, niczego nie zmienia. Wiem, jaka jesteś.

— Euri kochasz Koi, prawda? — zapytała Diana.

— Wiesz, że tak.

— Możesz powiedzieć? — poprosiła ponownie.

— Tak, kocham Koi — rzekłem.

— Oczywiście kochasz Dinę — odrzekła Japonka.

Wyczułem, o co im chodzi. To nie wyglądało na plan, tylko chciały wiedzieć oczywiste.

— Kocham Dianę. Tak jak ciebie miałem w sercu przez cały czas małżeństwa, tak i jej nigdy nie przestałem kochać, mimo że sądziłem, że nie żyje. Kocham was obie.

— To chciałam usłyszeć, kochanie szepnęła Diana.

— Polecicie ze mną do Polinezji?

— Tam, gdzie jest George i Camilla?

— Tak, na Moorea. Mieszka tam szesnaście tysięcy ludzi, ładne miejsce.

— Kiedy chcesz, żebyśmy polecieli — zapytała z kolei Koi.

Widać było, że są zgodne i zaakceptowały się od razu.

— Za kilka dni.

— Sądzisz, że to niczego nie zmieniło? — zapytała Japonka.

Po intonacji zrozumiałem, o co pyta.

— Myślę, że skoro nie powiedzieli o tym w mediach działa w dobrym kierunku.

— Ludzie nigdy nie staną się całkiem dobrzy.

— Mam nadzieję, że jednak kiedyś to nastąpi.

— Wy jesteście tacy, to czemu inni by nie mogli się takimi stać — powiedziała do Diany, Koi.

— Miałam na myśli tak dobrych, jak ty, Diano. — uzupełniła.

— Ja nie uważam się za dobrą. Jestem zwykłą żoną i matką.

— Nie będę próbować nawet z tobą rywalizować. Dziękuję wam obojgu, że daliście mi wasze serca — szepnęła wzruszona.

Obydwoje z Diana mocno ją przytuliliśmy. W rezultacie czego Chloe i Aisha zrównały się z nami.

— W Japonii ludzie się nie przytulają na ulicy — rzekła Chloe.

— Wiem, ale zawsze są wyjątki — rzekłem.

W oddali rysowały się kontury klasztoru Osu Kannonu.

Bardzo chciałem zobaczyć mistrza. Miał już swój wiek, ale wciąż trzymał się dobrze. Zapytałem Koi, czy mogę to uczynić. Sądziłem, że wie.

— Myślę, że się ucieszy, chociaż wiesz, jaki jest. Jest inny niż wszyscy i z pewnością nie ujawni radości w znany nam sposób.

— Wiem.

Zdjąłem buty i zacząłem iść powoli ciemnym, oświetlonym tylko pojedynczymi kagankami korytarzem do jego celi. Kiedy coś prowadził z mnichami zwykle przebywał w wielkiej sali gdzie stał posąg Buddy. W innym wypadku siedział w swoim małym pokoju, prawie w całkowitej ciemności i trwał w medytacji. I właśnie go tak zastałem, kiedy wszedłem. Siedział tyłem do drzwi. Wszedłem bardzo cicho, ale i tak już pewnie wiedział dawno, że się zbliżam. Usiadłem i czekałem. Za kilka minut odwrócił się i tylko patrzył.

Nie odzywałem się pierwszy. Skoro przyszedłem to znaczyło, że chciałem go zobaczyć. Nadal był w moim sercu.

— Witaj Euri. Zakończyłeś swoją drogę. Znalazłeś spokój. Jesteś wyzwolony.

— Nie zupełnie — rzekłem cicho.

— Chodzi ci o Chloe? Ona jest szczególna.

Skąd mógł to wiedzieć.

— Czy wiedziałeś mistrzu o Itzala i że Diana żyje?

— Tak, ale nie mogłem tego zdradzić. Wówczas on by ją zabił. Walczyłem jego przeznaczenie, ale jak wiesz przeznaczenia nie można zmienić.

— Skąd wiesz o Chloe.

— Narysowała mi rysunek. Ma silne powiązania karmiczne. Była z tobą w poprzednim wcieleniu. Macie ciekawe powiązania. Diana była twoją siostrą. Będziesz miał podwójny kłopot.

— Podwójną pomoc.

— Jeżeli tak uważasz, chociaż nie wiesz, o czym mówię. Wiesz oczywiście, że jesteś aniołem z nieba i jesteś tu z wizytą.

— Tego właśnie nie rozumiem. Wszyscy mi to mówią, a ja tego nie czuję.

— Nie mógłbyś żyć normalnie, gdybyś czuł. Dobrze, że jesteś synu.

— To przynajmniej mi wytłumacz. Mam dar leczenia, ale udało mi się pomóc tylko Koi i Camilli. Nie mogłem uratować Betty.

— To wszystko jest proste jak się zna przeznaczenie. Nigdy nie myślałeś, dlaczego wszyscy cię pragną? Oni czują kim jesteś.

— Mówisz mistrzu, że moja droga doszła końca. Czy już nic mnie nie spotka zaskakującego?

— O tak, ale dasz sobie radę. Niedługo odejdę. Właściwie czekałem tylko na ciebie.

— Jesteś zdrowy i masz energię.

— O tak. Ale mój czas tu już się skoczył. Nie wiem, czy zrozumiesz, ale przyszedłem na ten świat, by ciebie spotkać. Oczywiście nie tylko z tego względu, ale był to ważny powód. Teraz jesteś już wolny. Wszyscy twoi wrogowie nie żyją. Hajze, Remi.

— A Itzala?

— On nie był twoim wrogiem. On zabił swojego ojca, ale to nie ugasiło jego cierpienia. On nigdy by cię nie zabił ani Diany, ani Chloe.

— Teraz to wiem. Joseph był potworem tylko czy o tym wiedział?

— Nie wiedział.

Kensi-Omura wstał i przytulił mnie ciepło.

Wiedziałem, że mogę iść. Zastanawiałem się nad jego słowami. Powiedział, że gdyby mi powiedział o porwaniu, Itzala zabiłby Dianę. A teraz stwierdził, że on nigdy by nie zabił ani mojej córki, ani żony. Gdyby ktoś inny to powiedział wyglądałoby to na pomyłkę, ale mistrz się nie mylił. Nie wiedziałem, czy mam powiedzieć o tym, co mi powiedział, Koi. O jego odejściu. Zanim wyszedłem odrzekł.

— Ona wie, nie musisz jej mówić.

Z całą pewnością mistrz Kensi-Omura był wyjątkowy. Wróciłem do kobiet. Koi spojrzała na mnie i rzekła cicho.

— Powiedział ci, prawda?

— Tak.

— Zostanę tu z Aishą i poczekam na wasz powrót. Potem wrócisz po mnie i polecę z tobą i będę twoją drugą żoną.

— Nie wiem gdzie będą żyć Aisha i Chloe. Wiem, że nie chcą mieszkać w Anglii ani tu. Są młode i muszą się uczyć. Potem zadecydują.

— Tak, to dobra decyzja. Rozmawiałam z nimi o tym. One to rozumieją. Ci chłopcy mają tylko cztery lata więcej niż one. Skończyli studia. Jeden z nich prawo, drugi mechanikę pojazdów. Z pewnością wybiorą inną drogę, obaj. To dobrzy ludzie. Sądzę, że dojrzali i będą z nimi. Wiem, że Aisha chce zobaczyć rodziców.

— Tak, jestem pewny, że to dobra decyzja.

— Yakuza mówili mi, że wiedzą o aresztowaniach i zniknięciach ważnych ludzi. Tych złych. Czyli nasza akcja coś zmienia. Sądzisz, że świat pójdzie lepszą drogą?

— Ma szanse.

Razem z Dianą i Koi to ustaliliśmy co zaproponowała Koi. W końcu Chloe lubiła Georga i z pewnością polubią Camillę. Lecz tak naprawdę nie rozumiałem, dlaczego mam lecieć tylko z Dianą i Chloe.

Następne dwa dni poznawałem Frode i Jostein, czyli bliźniakami z Norwegi. Byli prawie identyczni pod względem urody, ale w zachowaniu i duchu, nieco inni. Skoro ja widziałem różnice, sądziłem, że Chloe i Aisha też widzą. Obaj pełni życia, mili, ale twardzi. Zrobili na mnie dobre wrażenie. Chloe wybrała Frode, a może razem wybrali siebie.

Dwa dni potem wylecieliśmy do Polinezji. Lot z Tokio do Papeete trwał dwanaście i pół godziny. Dopiero stamtąd polecieliśmy na wyspę Moorea co zajęło tylko pół godziny. Oczywiście to miała być niespodzianka dla nich. Znaleźliśmy ich po godzinie. Mieszkańcy Polinezji nie są tacy konkretni jak europejczycy, dlatego trochę nam zajęło, żeby ich znaleźć. Mieszkali nad wodą w małym domku. George coś pitrasił, a Camilla patrzyła w morze.

— Hej — powiedziałem.

George puścił na piach duży widelec, którym sprawdzał rybę nad paleniskiem, a Camilla wstała stała i tylko patrzyła.

— George czy to Euri z rodziną?

— Na to wygląda, kochanie.

Podeszła do mnie pierwsza. Nabrała odpowiedniej wagi i to pewnie już dawno. Tryskała zdrowiem.

— To naprawdę wy? — szepnęła bardzo wzruszona.

— Dobrze, że mam więcej ryb. Ale wy jesteście jaroszami, czym was poczęstuję. — odrzekła jeszcze, kiedy pierwsze zaskoczenie minęło.  

— Zjemy rybę — rzekła Diana.

— Mamy wszystko inne. Owoce, jarzyny.

— Mogę ci pomóc, Camillo? — zapytała Diana.

— Jasne.

— To ja się pokąpię. Są tutaj rekiny?

— Wszędzie są, ale nie słyszałem, żeby ktoś miał kłopoty.

Chloe nie miała problemu wskoczyć w tym, co miała na sobie. Zdjęła tylko sandałki i to wszystko. Po chwili usłyszeliśmy jej miłe piski.Ciepła woda z pewnością jej nie przeszkadzała, ona robiła to z radości.

— Wiedziałem, że żyjesz. Sądziłem, że Diana nie. — szepnęła nadal wzruszona Camilla.

— To bardzo długa historia. Dopiero od dni kilku dni wiem, że żyje. To był naprawdę szok.

— Skąd wiesz gdzie mieszkamy?

— Rozalinda mi dała namiar. Była jedną z trójki w dyrekcji Syndykatu w Nowym Jorku. Miała opinię lezby, potwora a jest cudowną istotą.

A co z Aishą?

— Została w Nagano z Koi.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 2064 słów i 11797 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto