Deszcz cz 33

— Chcecie iść do jakiejś restauracji? — zapytałem — znowu dostrzegłem twarz Paula.

— Mamy ochronę. Sądzę, że wyczułbym wroga, a nie czuję żadnego zagrożenia, ale miło, że nas chronią.

— Jestem taka szczęśliwa, że jestem z wami — odezwała się Aisha — wiadomo, że cieszę się, że jestem blisko z Chloe, ale one obie są takie cudowne a takie różne. Koi jest bardziej duchowa, a Rozalinda fizyczna, ale obie z nich kocham nie mniej niż ciebie, Euri.

Znowu popatrzyłem na nią. Od kilku minut, rozmiękczała moje serce. Czułem, że się nie rozpycha, raczej stoi z boku i czeka, by ja tam zaprosić. Jeszcze kilka chwil temu sądziłem, że nie jestem w stanie nigdy jej pokochać, a teraz już nie byłem tego tak pewny. Czyżby mój umysł odrzucił jej prośbę, a serce wręcz przeciwnie?

— Widziałam coś fajnego w tym sklepie — córka pokazała ręką — zaraz wrócę, nie odchodźcie nigdzie.

Chloe wstała i poszła w kierunku butique. Aisha patrzyła na mój tors, ale w końcu uniosła swoją buzię i patrzyła na mnie swoimi wielkimi brązowymi oczami.

— To nie jest sugestia, nie myśl tak. Wiem, że jeszcze przed chwilą nie widziałeś szans, że mnie pokochasz, a teraz się to zmieniło, dlatego się nie smuciłam.

Dotknąłem jej dłoni.

— Masz rację. Zwykle szejk ma kilka żon, a one są wzajemnie zazdrosne i walczą o to, która z nich zostanie wybrana do swojej sypialni. Wy razem się kochacie i każda z was pragnie szczęścia dla drugiej. Jednak rozumiesz moją decyzję. Gdybyśmy nie mieli przeprowadzić bardzo niebezpiecznej i prawie samobójczej akcji i mieszkalibyśmy w spokojnym miejscu, byłoby inaczej. Ty jesteś stanowczo za moda bym był twoim partnerem, nawet na jeden raz, ale ja to powiedziałem ze względu na Chloe. Niezależnie jak ona to rozumie i odczuwa jestem ostatnim mężczyzną, z którym powinna być blisko, wiesz co mam na myśli.

— Ja to zrozumiałam. Przez godzinę od twojego wyznania wszystko mi się ułożyło. Pewnie nie wiesz co twoja wypowiedź zmieniła we mnie.

— A coś zmieniła?

— Tak. — dotknęła moją dłoń.

Nie wierzyłem w czary, ale jak mogłem to nazwać? Miałem kontakt z Koi, potem z Dianą i raz z Rozalindą. I oczywiście wówczas dotykaliśmy swoje różne sfery erogenne, bo tak działa ciało. Ale teraz? Ona dotknęła mojej dłoni! Tylko, a ja odczułem taką energie miłości, jakiej nie czułem nawet od Koi i Diany. Wiedziałem, że to się stało, właśnie teraz i może dlatego Chloe odeszła. Ja zerkałem na nią co jakiś czas. Dostrzegłem, że Paul zbliżył się do sklepiku i stała z dziesięć metrów od niej. Byłem nadal shinobi non mono i dostrzegałem twarze. Wiedziałem siedmiu z ośmiu ludzi Rozalindy.

— Powiedz mi tylko jedno, dlaczego mnie kochasz? — zapytałem.

— Nie wiem Euri, być może, ponieważ otworzyłeś mi bramę do wolności. To, że jesteś niezwykle przystojny, pociągający, cholernie zniewalający, to nic. Pokochałam cię od razu tego wieczoru i sądziłam, że nie można kochać więcej. Oczywiście powiedziałam o tym Chloe, zaraz jak byłyśmy razem następnego dnia, mówię o wspólnej nauce, nie o tych delikatniejszych sprawach. Ona się ucieszyła, jakbym sprawia jej największą radość. I moja miłość trwała niezmiennie trzy lata aż do dzisiaj. A kiedy powiedziałeś, że nie będziesz z żadną z nas, by twoja córka nie czuła się poszkodowana, natychmiast przetransformowałam moje pożądanie w uczucie i teraz kocham cię więcej i bardzo się cieszę, że i ty mnie pokochałeś i pewnie też nie wiesz dlaczego.

— Nie wiem, ale twoja prośba została spełniona. Moja córka jest cudowna, ona chyba czuła, że musimy porozmawiać i dlatego odeszła.

— Tak, Euri. Dlatego ją kocham. W naszym związku nie ma wcale pożądania. My to robimy z czystej miłości. Coraz rzadziej. Być może, kiedy nasza miłość osiągnie szczyt, w ogóle zaprzestaniemy.

Zobaczyłem, że córka wraca z torbą.

— Kupiłaś coś dla siebie? — zapytałem.

— Kupiłam, ale ja nie mówiłam, że chcę to dla siebie. To jest dla Aishy, Rozalindy i Koi. Prawie nigdy nic nie kupuję dla siebie, dawanie sprawia mi radość. Oczywiście to niespodzianka i nie pokażę wam teraz.

— Jesteś kochana, córeczko. Jestem z ciebie dumny.

— Dziękuję, dla ciebie też coś mam, że byś nie myślał, że cię ignoruję. — odrzekła krótko.

Popatrzyła na mnie i Egipcjankę.

— Jesteście w jednej bańce, to miłe widzieć.

— O czym mówisz, skarbie?

— Och, przecież nie wiesz. Plotłam ci tyle rzeczy, a nie powiedziałam o tym. Od pewnego czasu widzę uczucia. Te najwyższe są jak złote bańki. Musiałam odejść, bo twoja się właśnie otwierała na Aishę.

Zapytałem o coś, bo tak mi nagle przyszło.

— Skoro tak jest, jak możemy robić coś jak walka czy zabijanie.

— Ty możesz, Koi i Rozalinda, my nie. Być może w momencie totalnego zagrożenia byśmy mogły, ale nie sądzę. Dlatego jesteśmy bezbronne. Ale wiem, jak to jest u ciebie. W ważnych momentach kokon się zmniejsza i koncentracja miłości może się zmieścić w zakamarku serca. Nie znaczy, że jest słabsza. To, co mam, to coś innego niż widzenie aury. Wasza wspólna bańka jest piękna.

Poczułem nostalgię.

— Widzisz we mnie miłość do mamy?

— Oczywiście. Jest niezmienna. Myślę, że to jest duchowe i nie ginie z chwilą śmierci.

— Podobno jakiś mnich powiedział, że miłość to jedyna rzecz, która można zabrać na drugą stronę — rzekła Egipcjanka.

To cudowne, o czym mówisz, ale musimy dbać o ciało. Idziemy coś zjeść.

— Dobrze, mamy jeszcze dwie godziny.

Spojrzały po sobie.

— Czemu dwie? — zapytałem.

— Tak się złożyło — powiedziała Chloe, a ja wyczułem, że coś ukrywa.

— Chodzi o Koi i Roz?

— Tak. Koi uczy ją jakiś technik rozładowujących napięcia emocjonalne.

— Jest w tym dobra. Nie wiem, dlaczego przegrała z Tomine. Kiedy trzy lata temu odwiedziłem Japonię, walczyliśmy i mnie pokonała, a byłem wówczas w dobrej formie.

— Tato ja wiem jak było naprawdę, ale nie mogę powiedzieć, ona nie przegrała. Gdybyś wiedział co mi powiedziała...

— Przecież się martwiła, nie mogła się z tym pogodzić...

— Właśnie dlatego. Przecież mówiła ci, że widziała Rozalindę.

Zaczęło mi się układać. Przegrała specjalnie, by Rozalinda mogła ją zastrzelić. Ale dlaczego? Pozwoliłaby się zabić, gdyby tamta zawiodła? Musiałem ją o to zapytać, ale chyba już wiedziałem. Mistrz Kensi—Omura mówił nam, że zło nigdy nie może pokonać dobra. A walce Koi była doskonała.

Poszliśmy w kierunku sieci kiosków z jedzeniem. Nie było tu jedzenia najlepszej klasy, ale jeden raz na jakiś czas mogliśmy zjeść na mieście. Czułem się spełniony i wiedziałem, że Aisha jest również. Czułem coś, ale sądziłem, że to efekt uboczny tak wielkiego ładunku uczuciowego.

W tym miejscu zawsze przewijało się wielu ludzi. Londyn miał wielu emigrantów. Przeważali widziało się białych, ale nie brakło czarnoskórych, i Azjatów, chociaż tych nie było wielu. Co do religii, widać było wielu muzułmanów. Oczywiście tutaj uważali, żeby nie zjeść czegoś nieczystego.

Rozmyślałem o tym. Jedni mogli jeść wołowinę, a unikali wieprzowiny. Hindusi nie tykali mięsa krowy, chociaż oni w większości nie jedli mięsa wcale. Ja właśnie planowałem całkiem zrezygnować z jedzenia mięsa. Wystarczało, że zabiłem ludzi, nie chciałem, żeby z mojego powodu ginęły też zwierzęta.

— Dla mnie bez mięsa — powiedziałem mimowolnie.

— Nie zwróciłeś uwagi, że my wszyscy nie jemy? Ponoć Roz ma zaprzestać. Wiesz co powiedziała?

Że zabiła wielu ludzi, w większości winnych, a zwierzęta nie uczyniły niczego złego.

— Właśnie identycznie coś takiego pomyślałem, to niesamowite!

— Tak tylko myślisz. To jest wszystko proste, tylko należy odpowiednio zobaczyć. Gdyby wszyscy ludzie zaczęli nagle kochać, od razu wskoczylibyśmy na wyższy poziom odczuwania i życia.

— A co z tymi, co czynią zło?

— Musieliby to zaakceptować albo by się sami zniszczyli. Ale to nie jest na razie możliwe. Ludzie są zbyt leniwi, by chcieli się zmienić. — odrzekła Chloe.

— A co ty na to, Aisha?

— Chloe jest bardzo mądra. Kiedy miała trzynaście lat, uratowała ptaka. Od tego czasu ją kocham.

Powiedziałam o tym w domu, a tata zapytał co to był za ptak. Sądziłam, że tak pyta, a jemu chodziło, czy był czysty, czy nie. Chodzi o to, że ptaki drapieżne zwykle nie jedzą padliny, czyli są czyste. Inne nie. Wówczas pierwszy raz zrozumiałam, że coś nie tak jest z tą religią. Ale dalej byłam posłuszna. Teraz sądzę, że religie wymyślili ludzie, bo zawsze potrzebują mieć coś namacalnego, jeżeli dotykają niewidzianego. Z tego samego powodu czcili bożków, a źli i przebiegli kapłani, manipulowali nimi jak chcieli. Prawda jest jedna, a kłamstw tysiące.

Pomyślałem, że zarówno Aisha jak i Chloe są bardzo mądre, w zasadzie tylko brakiem doświadczenia różniły się od dorosłych. Zamówiłem sushi dla jaroszów, sałatki, naturalne frytki i makaron z pysznie pachnącym sosem z różnymi jarzynami. Do picia wzięliśmy soki mango.

Czułem, że ktoś mnie obserwuje. Spojrzałem w tym kierunku, ale nikogo nie dostrzegłem. Poczekałem aż moje dziewczyny zjedzą spokojnie. Z powodu dłuższego zamieszkiwania Kraju Kwitnącej Wiśni, jadłem dość szybko.

— To jeszcze możemy pochodzić w środku, bo zaczęło padać. — rzekłem.

— Wiesz tatusiu, jak już wszystko się dobrze skończy, wyjedźmy z tej deszczowej Anglii.

— Mamy przenieść się do Japonii, pamiętasz?

— Tak, kocham Koi, ale zrobiłam rozpoznanie, tam też leje. Myślę o piachu i bezkresnym oceanie. Chciałabym pływać z delfinami albo rybkami koralowymi.

Pomyślałem o Rogerze i Camilli, oni właśnie przebywali w takim miejscu.

— Pomówię o tym z Koi.

— Jasne. Brak mi mamy, ale ona ma dużo z Diany.

— Obie są kochane, nie wiem, która bardziej.

— Euri, nie myśl, że się narzucam. Mam jeden spory problem. Mówiłam o tym Chloe, a teraz mówię tobie. Nawet w najlepszej rodzinie są sekrety i twoja córka to rozumie, postanowiłam ci go zdradzić. Pomożesz?

— A będę umiał?

— Nie wiem.

— Dobrze. Możesz powiedzieć, ale pewnie nie teraz.

— Tak, wolałabym w domu.

— Dobrze.

— Teraz skoro już nam wyjaśniłeś, to jutro zostawimy was razem, tatku. Poprzednio wspominałam o tym, ale sporo się zmieniło.

— Jasne, nie ma sprawy. Prawdopodobnie wieczorem nadal będziemy dopracowywać nasz plan, a jutro po porannym treningu, bardzo chętnie postaram się pomóc Aishy.

— Dziękuję, Euri — szepnęła.

Posiedzieliśmy jeszcze chwilę i zbieraliśmy się do wyjścia. Oczywiście nasza niewidzialna ochrona podążyła za nami.

Po czterdziestu minutach byliśmy już w domu. Koi i Brazylijka kończyły obiad.

— Pewnie już coś jedliście—zwyrokowała Koi.

— Po czym poznajesz? — uśmiechnęła się Chloe.

— Czuję. Wyrokuję, że jedliście: sushi, sos pomidorowy i chyba piliście sok z manga.

— Dobra jest — ucieszyła się córka.

— Możemy pomóc? — zaproponowała Aisha, widząc, że kończą obiad.

— Już prawie skończone. — odrzekła Koi.

Zwróciłem uwagę, że Roz jest milcząca i bardziej skupiona niż zwykle.

Poszedłem do pokoju. Nie jadłem zbyt wiele i mogłem trochę poćwiczyć. Przebrałem się w dresy i zacząłem od ćwiczeń rozciągających. Pojawiła się Koi.

— Widzę, że coś się zmieniło. Aisha uszczęśliwiona, ty rozluźniony.

Nie widziałem powodu, by jej nie wyjawić.

— Pokochałem ją. Sądziłem, że to nigdy się nie stanie.

— Cieszę się. Jest tego warta.

— A co z Rozalindą?

— Jest zdolna, a jej duch, spragniony spokoju.

— Ale chyba czuję coś jeszcze?

— Co czujesz Euri?

— Byłaś z nią blisko.

— Dobrze czujesz, ale nie w sensie co myślisz. Byłyśmy blisko duchowo. I mówię ci jako osoba, która cię kocha najdłużej, że ona cię kocha. Inaczej odczuwałabym tylko fizyczne odczucia. Ona czerpała ze mnie, co mam z ciebie. Nie potrafię wyjaśnić.

Nie pytałem o szczegóły i oczywiście poczułem się dobrze, to słysząc. Zrobiła dokładnie co powiedziała. Nie mogłem kochać się z Rozalindą więc ona to uczyniła w moim zastępstwie, ale ponieważ była duchowa nie musiała uciekać się do fizyczności. Chciałem ją zapytać o to, o czym mówiła Chloe.

— Moja córka mi coś wyjaśniła. Cały czas nie rozumiałem jak mogłaś przegrać z Tomine. I w końcu zrozumiałem. Czy brałaś pod uwagę ile ryzykujesz? Gdyby Rozalinda chybiła?

— Euri, ona nie mogła przeżyć. Najgorszym wrogiem wojownika jest pycha. Miała chwilę i ja to czułam, że chciała odstąpić. Ona przecięła mi prawy nadgarstek, ale ja władam bronią i lewą ręką. Gdyby Rozalinda jej nie zabiła, ja bym to zrobiła. Jej własnym mieczem. A mogła być dobrym wojownikiem, szkoda, że pycha i nienawiść ją zwyciężyła.

— Skrywasz jeszcze jakieś tajemnice, moja kochana?

— Chyba już nie.

Poćwiczmy razem teraz i jakieś dwie godziny po jedzeniu, drugi raz, a wieczorem dopracujemy plan. Rozalinda dostała jakieś nowe informacje? Jej ludzie są nam naprawdę oddani, pewnie dzięki niej.

— Tak, bo jest tego warta. Koiłam ją, przeżyła piekło. Nie wiem, czy ja bym tyle zniosła.

— Jutro mam rozmawiać z Aishą, ma mi wyjawić swój sekret, o czym nawet Chloe nie wie.

— Czuje w niej coś mrocznego. Jak małą ciemną chmurkę na błękitnym niebie. Być może uznała, że tylko ty jej pomożesz to wyzwolić.

— Sądzisz, że jest na coś chora? Dotykałem jej dłonie, nie czułem nic.

— To dotyczy jej ducha. Nie chce dociekać i zgadywać. Sama ci wyjawi.

Po smacznym obiedzie rozmawialiśmy o zwykłych sprawach. Potem ponownie trenowałem z Koi. Wzięliśmy prysznic, a potem od około dziewiątej, we trójkę z Roz, dopracowaliśmy plan ataku. Każdy dzień zbliżał dzień akcji, a dopiero dzień przed kulminacją planu, mieliśmy porwać Melvilla, który nie odstępował Lorda Esexa — Cumbertona przez cały dzień.

Ta część planu była najbardziej ryzykowna. Co, jeśli stary się pozna, kiedy wcielę się w postać zboczonego naukowca?

Wróciliśmy do sypialni przed jedenastą. Pożegnałem Aishę i Roz, a tylko Chloe przytuliła się do mnie czule, ale zupełnie inaczej niż zwykle.

Poranek przyniósł trochę słońca. Deszcz padał do połowy nocy, a w końcu przestał. Wstałem koło szóstej i po kilku minutach moja umiłowana Koi do mnie dołączyła.

Dochodziłem do siebie, ale do stopnia mistrzowskiego potrzebowałem jeszcze sporo tygodni. Zjedliśmy wspólne śniadanie, około dziewiątej trzydzieści. Wszyscy mieli coś do powiedzenia, tylko Aisha milczała. Co prawda zwykle nie mówiła wiele. W końcu koło dziesiątej zostaliśmy sami.

Egipcjanka usiadła przy stole i patrzyła na mnie.

— To powiesz? — zapytałem.

— Euri, nawet nie wiesz jakie to dla mnie ciężkie, szczególnieszczególnie, że wyznałam ci miłość i ty mnie pokochałeś. Czy to, co ci wyjawię nie zmieni tego?

— Nie. Zupełnie nie wiem, o co chodzi.

— To łączy się z moim ojcem. Oczywiście wiesz, że był ostry, jeżeli chodzi o religię. W końcu zrozumiał, ale coś zostało. Walczę z tym już kilka lat i nie mogę z tym wygrać. Pomożesz mi?

— O ile zdołam.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 2813 słów i 15598 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto