Deszcz cz 24

Część bardzo tragiczna i w pewnym sensie emocjonalna, na końcu bardzo straszna. Przynajmniej dla mnie.                                    

                                               Czterdzieści sześć lata wcześniej.

Obserwował z daleka swoje dzieło. Czy żałował? Nigdy. Ludzie krzyczeli, w koło leżały częściowo rozczłonkowane ciała. Kawiarnia płonęła. Dlaczego wybrano kawiarnie Rolando*? Znajdowała się blisko komisariatu policji w Madrycie. Joseph sądził, że zabił ze sto osób. Dopiero po kilku dniach okazało sie, że zginęło trzynaście osób, a osiemdziesiąt cztery zostały ranne.

— Musisz uciekać z kraju — orzekł Alvarez Orca.

— Ma wiać jak szczur z okrętu? Wojna dopiero sie rozpoczęła.

— Możesz nam pomóc inaczej. Istnieje siatka powiązanych gangów. Zarabiają na narkotykach, handlu bronią i prostytucji. Potrzebują człowieka w Londynie. Sam wiesz, że w samym ETA jest rozłam. Jedni wierzą w sens walki, inni nie. Dostaniesz wszystko, co potrzebujesz. Zabieraj swoja dziewczynę i znikaj. Przygotowaliśmy ci dokumenty.

— Potrzebuje pieniędzy.

— Dostaniesz je. Zawsze chciałeś być kimś wielkim, a teraz masz szansę.Zrobiłeś swoje.

I tak Joseph Carrara został Josephem Parkerem. Teraz jego narzeczona bała się go jeszcze bardziej. Tak naprawdę była jednym wielkim kłębkiem nerwów. Kiedy poznała go kilka lat temu czuła sie zakochana i szczęśliwa. Ale po trzech latach wspominała to tylko jako nieprawdziwy sen.

Za kilkanaście dni mieszkali już w Londynie. Ona została w wynajętym mieszkaniu, on z naładowanym pistoletem poszedł na spotkanie. Spodziewał sie najgorszego, ale został miło zaskoczony. Zaoferowano mu wysokie stanowisko w przestępczej organizacji. Miał koordynować i pilnować by zostawały wykonywane zarządzenia z nowego świata, z samego Nowego Jorku. W owym czasie zwalczały się tam wzajemnie mafie. Włoska, Irlandzka i Puertorykańska. Działali też tu Żydzi, powiązani z Mossadem.

— Jesteś właściwym człowiekiem, jakiego potrzebujemy — oznajmił mu chyba najważniejszy z czwórki ludzi. Prosił, żeby nazywać go Torres.

— Co mianowicie mam robić? Przecież nie otworze biura pod nazwą Terrorysta z ETA.

— Zapomnij o ETA. To jest coś większego. Bez obrazy, wasze cele są bez sensu. Wasza działalność przynosi tylko szkodę Baskom, a miała im służyć.

Joseph zacisnął pięści.

— Nie jesteśmy mordercami. Zabijamy, by zwrócić uwagę świata na nasze problemy.

— Macie starą kulturę, odrębny język i nawet zamiast słońca macie mgły w pobliżu Pirenejów. Zobaczysz, że będziesz zadowolony. Masz piękną żonę. Działaj i słuchaj wytycznych. Zostaniesz bogaty i silny jak nawet nie marzyłeś w Hiszpanii. Tu masz wszystkie początkowe zalecenia. Przeczytaj, zapamiętaj i spal. Zawsze tak rób.Jesteś odludkiem i nie mówisz wiele, to nam odpowiada — zakończył Torres.

Zaraz po jego wyjściu, Joseph zaczął czytać kartki. Miał dobrą pamięć. Po dwukrotnym przeczytaniu wszystko zapamiętał. Zgodnie z zaleceniem spalił wszystko, a popiół wrzucił do sedesu. Tak, wiedział, że ludzie będą się z nim liczyć. Po miesiącu został oficjalnym właścicielem firmy kupujące ziemię w Europie i Ameryce południowej. Miał grono współpracowników na różnych szczeblach władzy. Czasami dostawał zlecenia. Sam nie musiał już zabijać. I tak co noc widział trupy i rannych z kawiarni Rolando.

Płynął czas. Land industrial dobrze prosperowało. Joseph kupił wielki dom w dzielnicy Harlow. Najpierw na ulicy Hobtoe ulicy potem blisko pola golfowego na Elizabeth Way.

Przyszedł rok osiemdziesiąty pierwszy. Klara zaszła w ciążę. Po kilku miesiącach wiedziała, że ma chłopca.

— Damy mu na imie Deszcz, bo w tym Londynie wciąż pada.

— Deszcz — odezwała się cicho.

— Nie Rain, idiotko, w końcu jesteśmy Baskami. Euri. Że też nigdy nic nie rozumiesz.

Klara się tylko skuliła w sobie, postanowiła zapamiętać. Gdzie podział się jej dobry Jose Carrara?

Czy jej mąż stał się potworem? Nie. Dbał o nią na swój sposób. Nakazał siedzieć w domu. Przywoził jedzenie, ubrania. Niczego jej nie brakowało. Tak naprawdę tylko jednej rzeczy. Miłości i ciepła. Kupił Jaguara a po kilku miesiącach, kiedy już miała wielki brzuch, Rolls Royce. Srebrny cień. Cichy i wygodny. Joseph nawet przestał krzyczeć. Zresztą nie miał powodu. Mało się odzywała i wypełniała wszystkie polecenia bez szemrania. Ponieważ mieszkali blisko szpitala, tam urodziła Euri.

W końcu miała swój kawałek tęczy. Czas spędzany z synem uważała za swój najlepszy. Ale Joseph chciał mieć więcej dzieci. Mimo że kochali się dwa razy w tygodniu, nie mogła zajść ponownie w ciążę. Kochali się? To słowo niezupełnie oddawało to, co się działo. Robił to krótko i szybko. Czasem, kiedy skończył, ona dopiero zaczynała się rozbudzać. Najpierw zaspokajała sie sama, oczywiście, kiedy już spał, potem zrezygnowała nawet i z tego. Miała dom, dziecko i wszystko, co chciał mąż. Najpierw był zły, że mimo starań nie może mu dać następnego potomka, potem nagle przestał zwracać na to uwagę. Nie rozumiała, aż do czasu, kiedy przypadkowo zobaczyła jego sekretarkę. Młodszą o dziesięć lat i bardzo piękną Betty Colman. O włosach jak leni oczach jak błękitne niebo w lipcu, nad Madrytem. Miała brzuch. Klara poczuła skurcz. Jej kobieca intuicja mówiła, że dzieci, które nosi pod sercem sekretarka jej męża, należy do niego. Jednak nigdy nie zapytała o to słowem. Skąd wiedział, że jest ich dwójka, tylko Bóg wiedział.

Cień (Itzala)

— To dwojaczki, Joseph.

— Dobrze, cieszę się. Czy coś jeszcze doktor mówił?

— Tak, to chłopcy. Bliźniacy.

— W takim razie zostawię ci jednego a drugim zajmie się Klara.

— Ależ, kochanie?

— Jestem twoim kochankiem i szefem. Nie jestem twoim, kochanie, zapamiętaj to sobie. Chcę byś zajęła sie jednym. Możesz wybrać, kiedy urodzisz. Przez trzy, a nawet pięć lat, będziesz go wychowywać. Mam pieniądze i niczego ci nie zabraknie. Nie bądź zła na mnie. Klara tak bardzo chciała mieć dziecko, a nie może. Zrobisz to?

Betty poczuła coś miłego w sercu. Jeszcze minutę temu sądziła, że Joseph jest potworem bez serca. Ale co będzie sama czuła? Jak bardzo będzie tęsknić za swoim dzieckiem?

— Będę zostawiać mleko, przynajmniej na to pozwól, Joseph.

— Oczywiście. Zdobędę wszystko i dla ciebie i dla Klary. Tylko ze względu na moją pozycję nikt nie może wiedzieć, że dzieci są moje. I dla wspólnego dobra, ten syn, którego zostawisz przy sobie, nigdy nie dowie się, że ja jestem jego ojcem. Wiem, że wydaje ci się to złe i niesprawiedliwe, ale tak będzie lepiej zarówno dla niego, jak i dla mnie.

Betty znała twardy charakter Josepha i nie chciała dyskutować. Z treści pomiędzy zdaniami i tak wiedziała, że Joseph lepiej ją traktuje niż własną żonę.

Kiedy urodziła dwójkę ten, którego zabrał dla Klary, dał mu na imię Wiatr, czyli Hajze w języku baskijskim. Dziecku, które zostało przy niej dano na imię Itzala, co znaczy Cień. Betty nie chciała, ale Joseph nie znosił sprzeciwu. Kiedy chłopiec dorósł sam zaczął nazywać się Egotzi. (Wyrzucony) W prawdzie nienawidził słowa Cień. Po jakimś czasie jego nienawiść zaczęła obejmować coraz większe kręgi. Nienawidził ojca, którego nie znał. Kiedy miał już szesnaście lat odnalazł dokumenty. Miał brata bliźniaka, ale z tych tylko podobnych, nieidentycznych. Mieszkał gdzieś indziej i nazywa sie Hajze. Miał starszego o cztery lata brata o typowo londyńskiej nazwie, Deszcz. Jedyne co kochał Itzala to matka. Wszystko inne co go otaczało, nienawidził. Jednak nie był głupi, wręcz przeciwnie. Itzala cechowała wielka inteligencja. W wieku lat dwudziestu opanował trzy języki. , poza rodzimym. Hiszpański, Baskijski i Francuski. Kiedy dowiedział się, że Deszcz został odesłany do Japonii, zaczął uczyć się i tego języka. Oczywiście już wiedział kim jest najbardziej znienawidzona dla niego istota. Od tego czasu potajemnie zaczął uczyć się wszystkiego, co miało zrealizować jego plan. Świetnie strzelał, w walce nie ustępował mistrzom boksu, judo i jujitsu. Uczył sie kendo. Mechaniki, znał się na wielu rzeczach. Potrafił zbudować bombę, naprawić pralkę i tak ustawić mechanizm samochodowy, że nikt na świecie nie byłby w stanie poznać, że coś jest tam nie tak.

Przyszedł jego wielki dzień. Pokonał zabezpieczenia. Pod osłoną nocy na parkingu Josepha Parkera, prawie pod jego nosem majstrował trzy godziny w jego samochodzie.

Następnego dnia matka płakała.

— Teraz mogę ci powiedzieć, kochanie.Twoim ojcem była Joseph Parker. Miał wypadek. On i jego żona zginęli na miejscu. Jakaś wada układu kierowniczego. W prasie ukryto, że hamulce odmówiły posłuszeństwa, a twój ojciec lubił ostra jazdę.

— Przykro mi mamusiu. Jakim był człowiekiem? Pewnie miał powody, że go nie mogłem poznać?

— Był trochę twardy, ale dbał o nas. Nigdy mi niczego nie brakowało.

— Rozumiem. Teraz ja o ciebie zadbam. Mam dobrą pracę.

— Synu, on zostawił mi pieniądze i poprosił w testamencie, żebym nadal pełniła funkcje sekretarki. Do tej pory on piastował stanowisko szefa. Teraz został nim jego syn, Hajze.

— Wiatr? Ciekawe imię.

— Wkrótce wróci z Japonii jego starszy brat, Euri.

— Ciekawa kombinacja. Wiatr i Deszcz. Jeden ważniejszy niż drugi.

— Być może.

— A ja jestem Cień. Wszyscy go posiadają. Więc może jestem ważniejszy niż Deszcz i Wiatr.

— Z pewnością, synku.

— Czym zajmuje się jego interes?

— Kupują i sprzedają ziemię w różnych częściach świata. Kiedyś firma nazywała się Land incorporation, obecnie Eden.

— Ładna nazwa. Masz dobrą pracę?

— Tak, dobrą i dobrze płatną.

— Dziękuje, że mi wszystko powiedziałaś.

Itzala pocałował matkę w policzek. Poszedł do swojego pokoju. Zacisnął swoje mocne dłonie, aż jego palce zbielały.

— Wszyscy zapłacicie za to. Nie wiecie za co, prawda? Powiem wam. Za to, że jestem Cieniem. Włączył muzykę i dopiero wówczas mógł zacząć się śmiać. Tragicznie i gorzko.

Mężczyzna prowadził podwójne życie. Jedno normalne, jako syn i wzorowy pracownik, wysportowany, uczący sie sztuk walki i strzelania. Drugie, prawdziwe tylko w jednym celu. Zemsty.

Długo sie przygotowywał. Aż wiedział, że osiągnął doskonałość. W udawanym życiu popełniał czasem pomyłki i robił to specjalnie, w ty drugim, nigdy.

Zaczął od dwóch ludzi, których jego brat wysłał by obserwowali dom Euri i Diany. Odwiedzał to miejsce często. Obserwował matkę i dwójkę dzieci, a czasem Euri, bo ten nie gościł często w domu.

Itzala miał pieniądze. Dobrze zarabiał jako programista.

Ten opuszczony dom znalazł przypadkiem. Wiedział, że kiedyś się mu przyda. Zanim dokonał pierwszego, podwójnego morderstwa, upewnił się, że dom jest nadal niezamieszkały. Śledził facetów, widział zdenerwowana twarz Euri i wymierzony w niego pistolet. Czuł, że tamci nie strzelą, ale tego dnia przekonał się, że jego przyrodni brat jest bardzo odważny. Jechał w odpowiedniej odległości za Terrym i Simonem. Potem czekał cierpliwie. Przewidywał ruchy innych. Towarzyszył samochodowi, w którym ludzie podlegli Euri zabrali ich na przesłuchanie. Nadal czekał, bo miał pewność, że najstarszy syn Parkera ich uwolni. Rozgryzł go dawno. Wysportowany, znający sztuki walki, a specjalnie specjalizującym się w Drodze miecza, Euri miał w jego oczach słabość, która w jego wypadku stanowił siłę. Euri był dobrym człowiekiem i nawet Itzala dziwił sie, że taki człowiek może prowadzić tak zły interes. Kiedy wynajęci ludzie przez Hajze zostali uwolnieni, zaczął swój plan.

Obaj mężczyźni nie mieli rodzin, co znacznie ułatwiało. Z pierwszym załatwił sie szybko. Otworzył drzwi jego domu i zabił go, zanim tamten zdołał zrobić jakikolwiek ruch. Z drugim zamierzał się pobawić. Dlaczego? Bo mógł.

Przygotował rurkę, podobną do tej, jakiej używają Indianie w Południowej Ameryce. Syn Betty znał się na truciznach i środkach znieczulających, w końcu to należało do jego mocnych punktów. Facet mieszkał w małym domku, miał ogród z tyłu i altankę. Zdenerwowany całą sytuacją wyszedł, aby zrelaksować się na powietrzu. Po chwili leżał nieprzytomny z małą igiełka w szyi. Itzala wziął go na ręce, oczywiście miał rękawiczki. Zaniósł do domu. Otworzył garaż i wjechał swoim kradzionym, drugim wozem z fałszywymi numerami rejestracyjnymi. Zapakował delikwenta i pojechał za miasto. Kiedy mężczyzna się obudził, siedział przykuty do solidnego krzesła. Itzala wybrał Simona.

— Hej — zagadnął.

— Kim jesteś, Euri mnie uwolnił. Już wszystko wiecie.

— Nikt nie wie wszystkiego — odrzekł spokojnie syn Betty.

— Ale ja wykonywałem tylko co mi polecił Hajze.

— Wiem.

— To, czemu mnie porwałeś. Zadzwoń do Hajze lub Euri.

— Nie będę dzwonił.

— To, czego chcesz?

— Jesteś wybrany. Zapoczątkujesz niewyjaśnione sprawy.

— O czym ty mówisz?

— Informuję cię. Człowiek całe życie się uczy, a to są przeważnie informacje, które gromadzi. Dużo sie nauczyłeś do dzisiaj?

— Trochę — uśmiechnął się lekko Simon.

— To dobrze, bo jutro się juz nie będziesz uczył. W zasadzie jeszcze tylko trochę poznasz, przez dwie godziny. Tyle mam czasu dla ciebie.

Simon popatrzył na mężczyznę poważnie.

— A co będzie potem?

— Odnośnie do ciebie czy mnie?

— Mnie. Uwolnij mnie, ja tylko robiłem co mi kazano.

— Posłuchaj Simonie, nie jesteś tu w związku z tamtą sprawą.

— To, czemu mnie więzisz?

— Chcę byś doświadczył cierpienia. Ja cierpię a ty doświadczysz. Proste.

— Nie chcę cierpieć — głos mężczyzny się zmienił, bo odczuł coś złowrogiego.

— Nikt nie chce. Zabiłeś kogoś?

— Kilka osób.

— Widzisz? Oni z pewnością nie chcieli umrzeć.

— Ale nie cierpieli długo.

— Nigdy nie jest tak samo. Ty będziesz cierpiał tylko dwie godziny. Dwie godziny doświadczenia, mojego ponad dwudziestoletniego cierpienia, dobry przelicznik. Wybrałem cię.

— Jesteś szalony.

— Może. Tu jest cicho i spokojnie. Do najbliższego domu jest z czterysta metrów, wiesz ile to metr, prawda?

— Tak.

— To dobrze. Nikt cię nie usłyszy, to znaczy twoich krzyków i jęków. Ale i tak muszę cię zakneblować. Trochę to skróci zabawę, bo niedotlenione ciało szybciej słabnie.

— Ratunku! — krzyknął Simon.

Itzala jak błyskawica znalazł się przy nim, zresztą przewidział taką reakcję. Silnym uderzeniem w twarz, pozbawił nieszczęśnika przytomności.

— Dureń — syknął sadysta.

Zakneblował nieszczęśnika i zaczął mu się przyglądać, a kiedy tamten odzyskał przytomność czując kolejny ból w tym dniu, Itzala odezwał się cicho.

— Jeszcze raz tak zrobisz, to zastosuję bardziej bolesne metody, wierz mi, że mogę. Mam adrenalinę i inne środki, które cię utrzymają w przytomności. Nie zmuszaj mnie.

Zobaczył strach w oczach nieszczęśnika.

— Boisz się, wiem. Chce byś zrozumiał, że to, czego doświadczysz jest moim cierpieniem. Nie powiem ci, dlaczego cierpię i co czuję, bo tego nie zrozumiesz.

Itzala widział, że facet rozpaczliwie próbuje coś powiedzieć.

— Zdejmę ci na chwilę knebel, ale pamiętaj, jeżeli krzykniesz zastosuje specjalne metody sprawiające ból. Oglądałeś Maratończyka? Są jeszcze inne. Bardziej bolesne niż dotykanie zdrowego nerwu w zębie. Ja tylko trochę cię ponacinam. Znam się na medycynie i wiem gdzie boli więcej, a gdzie bardzo. A potem rozetnę ci aortę na szyi i tchawicę. Wykrwawisz się w ciągu minuty, może krócej. Będę z tobą do ostatniej chwili.

* Zamach na kawiarnie w Madrycie był jednym z najbardziej krwawych akcji ETA  (Baskonia i Wolność) Lata działalności 1959 -2018

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat, użył 2651 słów i 16084 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto