Deszcz cz 23

Chloe mówiła, że będzie dobrze, że pozwolono ci odejść, ale ja miałam złe przeczucie. Tego pamiętnego dnia, powiedziałam ojcu, że muszę wyjść. Oczywiście zaczął, że kobieta, szczególnie w moim wieku nie powinna wychodzić po zmroku, ale powiedziałam mu, że to wyjątkowa sprawa i mi pozwolił. Pojechałam mercedesem pod wasz dom. Miałam mieszane uczucia. Czułam, że powinnam zawiadomić policje, ale wiedziałam, chociaż nie wiem jak, że jeżeli to zrobię, spowoduję tym śmierć. Wybacz mi, że nie wiedziałam wszystkiego. Weszłam przez okno. Widocznie Remi nie zauważył, że zostało uchylone. Kiedy weszłam, Chloe leżała jak nie żywa. Zobaczyłam materiał wybuchowy i zapalnik. Brakowało pięciu minut. Musiałam wybrać, dlatego wybacz, że wybrałam ją. Mogłam zobaczyć, ale bałam się, że zabraknie mi minuty. Jestem silna, ale Chloe waży swoje. Prawdę mówiąc, w życiu tak się nie zmęczyłam. Adrenalina szalała we mnie. Poruszałam się jak w przyspieszonym tempie. Związałam trzy prześcieradła, opasałam ją i z ogromną trudnością spuściłam na ziemię. Potem trzy tygodnie goiła mi się skóra na dłoniach. Nie wiem jak mi się udało. Wyskoczyłam na klomb, dzięki Bogu, że tam rósł. Zdołałam ją odciągnąć może dziesięć jardów, gdy dom wybuchł. Ja nie wiem jak przeżyłeś. Z pewnością to był cud.

— Czyli to ty uratowałaś Chloe. Nie wiem jak ci się odwdzięczę.

— Nawet o tym nie myśl. Potem przeniosłam ją do samochodu i blisko trzy lata mieszkała u nas. Nikt poza rodzicami o tym nie wiedział. Czytaliśmy gazety i oglądaliśmy wiadomości. Tata domyślił się, że nie mogłeś być tylko sprzedawca terenów.

— Szukano mnie?

— Tak. Dziwne, że nikt cię nie znalazł.

— Tak, to wszystko zakrawa na cud. Mój brat zrobił to ze strachu, gdybym wiedział...

— Wybacz mi Euri szczerość. Nie wiem, dlaczego twój syn tak postąpił. To nie jest możliwe, żeby wpływ Pana Hajze na niego tak wpłynął.

— Chloe ci powiedziała jak się to stało?

— Tak. Zrozumiała, że jej brat coś wam dał do jedzenia. Potem wstrzyknął wam paraliżujący środek. On miał tylko dwanaście lat!

— Ja zabiłem wielu ludzi w tym wieku.

— Ale to co innego. To twój syn. Wiesz kto zabił twoją żonę?

Poczułem napływ smutku i bólu. Nie mogłem powstrzymać łez.

— Ona chciała zabrać mu pistolet. Boże, jak jej musiało być przykro. Boże, wiem, że zawiniłem.

— Euri nie obwiniaj się. Bóg tak nie działa. To my myślimy, że On tak robi.

— Myślisz o Allahu?

— Mój ojciec z wielką trudnością pogodził się z tym, że kocham Chloe, ale tego by nie zrozumiał. Czytałam koran. Wynika z niego, że Allah jest najbardziej nieludzką istotą, jaka istnieje. Ja nie wierzę w niego nawet odrobinkę.

— Oh! — odrzekłem zdziwiony.

— W tej księdze jest tyle sprzeczności. A sam prorok, to osobna sprawa. Cokolwiek chciał, mówił wątpiącym, że anioł Gabriel mu to powiedział. Czytałam biblię i mam swoją teorię.

— Tak, to dziwne. Najbardziej nieludzcy i niegodziwi są ci, co najbardziej wierzą.

— Tak, to prawda Euri. Chloe mi powiedziała. Wciąż powtarzała, że jesteś jak anioł, a ja nie mogłam tego zrozumieć i w końcu zrozumiałam. Ona miała rację.

Poparzyłem na nią zdziwiony.

— Prawie spałem z własną córką, zabijałem, zdradziłem żonę, a ty twierdzisz, że jestem aniołem?

— Ważne, dlaczego to zrobiłeś, a nie co zrobiłeś.

— Nie wiem — szepnąłem.

— Euri jak się wzmocnisz, mam prośbę.

— Zrobię cokolwiek zechcesz.

Uśmiechnęła się.

— W hinduskich księgach jest historia pewnej pięknej kobiety i pięciu braci. W owym czasie słowo rodzica było święte. Jeden z braci poznał kobietę, piękną i czystą. Miała na imię Draupadi. A kiedy przybył do domu, oznajmił matce, że znalazł skarb. A ona, nie wiedząc co znalazł, poprosiła go by podzielił się tym z braćmi. I tak Draupadi miała pięciu mężczyzn. I miała z nimi pięciu synów.

— Och, doprawdy?

— Tak.

— Dlaczego mi to powiedziałaś?

— Bo powiedziałeś, że zrobisz dla mnie cokolwiek zechce, a wiesz czego pragnę?

— Nie.

— Tego, co Chloe.

Poczułem się dziwnie.

— Ależ...

— Euri, zwalniam cię z przyrzeczenia — powiedziała.

Spojrzałem na nią.

— Zapytaj Koi. Ona mną rozporządza.

— Dobrze, zrobię to.

Pomyślałem, że tym razem nie będę czuł się z tym źle. Wcale nie myślałem o przyjemności. Wiedziałem, że Koi się zgodzi. Nie zdołałem powiedzieć Dianie, ale teraz miałem pewność, że by nie miała nawet o to żalu. To dziwne. Nie sądziłem, że mógłbym znaleźć drugą taką kobietę. Nawet Koi taka nie była. Nie można porównywać, bo właściwie Japonka miała inny rodzaj miłości, której być może nie posiadała Diana. Może prawdziwa miłość ma w sobie wszystko? Pewnie jest właśnie tak. Nie zapytałem Aishy, dlaczego tego chce. Miałem pewność, że jej powody były dużo głębsze duchowo niż Chloe. Postanowiłem nie pytać. Miałem jednak nadzieje, że sama mi to powie.

— Zostawię cię. To znaczy będę odwrócona i jeżeli coś będzie nie tak, pomogę. Jestem dużo silniejsza niż Chloe.

— Dobrze, dziękuję.

Wstałem i powoli okryłem ciało ręcznikiem.

— Możesz mi pomóc wyjść z wanny? Czuję się jakby odpłynęła ze mnie cała energia.

— Będzie dobrze, zobaczysz.

Podała mi dłoń. Pomogła wyjść. Razem weszliśmy do salonu. Koi siedział obok Rozalindy, a z drugiej strony siedziała Chloe.

— Będziecie dochodzić do siebie, a my zadbamy o wasze bezpieczeństwo.

— Rozalindo, masz ludzi? — zapytałem nagle.

— Nie rozwaliłabym sama budynku Syndykatu. Jak się wzmocnicie zniszczymy jaskinie lwa.

— Co masz na myśli?

— Morgan i Collins to były płotki. Prawdziwi złoczyńcy mają swoja siedzibę w zamku, wiem którym. Przygotuję ciężarówkę Syntexu i ich rozwalę.

— Z pewnością są zabezpieczeni.

— Tak, ale mam plan. Myślałam o tym od trzech lat. Na razie wzmacniajcie się.

— A co potem, jak nam się powiedzie.

— Wrócimy do Japonii, Euri. Tam jest twój dom, bo tam zostawiłeś swoje serce.

Poczułem, że ma rację. Czyżby to wszystko się stało, by się urodziła Chloe?

Być może.

— Muszę odnaleźć Georga — powiedziałem.

— Znalazłam go. Mieszka z Camillą na jednej z wysp w Polinezji Francuskiej. Znajdziemy go. Ale najpierw musicie odpocząć.

— Czy nie jesteśmy nada zagrożeni? — zapytała Aisha.

— Prawdopodobnie, ci co nasłali ninje, dowiedzą się wkrótce, że nadal żyjesz. Chodzi im o miecz.

— Dla nich liczy się tylko miecz — odrzekłem.

— Tak, Euri. Legenda mówi, że Japonia powstała z miecza. Kiedy wrócisz tam z mieczem, wszystko ustanie.

— Czy do tego czasu będą nasyłać shinobi non mono?

— Spróbuję się dowiedzieć kto za tym stoi — powiedziała Koi.

— Ja wiem — odrzekła Rozalinda.

— Wiesz? — zapytała Koi.

— Tak. To przywódca starego klanu Takeda. Yoshimoto Takeda, strażnik mieczy.

— Można go zabić? — zapytałem.

— Euri, zabijanie jest łatwe. Chcesz wywołać trzecia wojnę światową? Dziecko jest głodne i płacze. Nic nie da, że mu powiesz, ze zaraz dostanie jeść. Będzie płakać do czasu aż nie dostanie mleka. Podobnie i z tym. Wrócimy z mieczem i wszystko ustanie — odrzekła Koi.

— A gdyby wytłumaczyć?

— Przed chwilą waśniłam — rzeka zdziwiona Koi.

— Rozumiem — odrzekłem lekko zawstydzony.

— Pozostaje nam jeszcze sprawa tego, kto cię uratował. On to zrobił, bo chce cię zabić. I pewnie najpierw wszystko, co kochasz — powiedziała Brazylijka.

— Czyli wszystkie was?

— Popatrzyły na mnie zdziwione, a najwięcej Rozalinda.

— Kochasz mnie, Euri — zapytała.

— Tak, ale nie w ten sposób, jaki rozumiesz.

— Och, teraz pojęłam. Nie rozumiałam do tej pory, dlaczego tak jesteś ważny dla mnie. Tłumaczyłam sobie... że wiem dlaczego. Ale się myliłam. Teraz rozumiem. One mają rację, jesteś aniołem.

— To dziwne, że wszyscy mi to powtarzają, a dla mnie o czarna magia.

— Przekonasz się jednego dnia, Euri i wówczas sztorm w twoim sercu ucichnie.

— Tak?

— Dokładnie.

Koi podeszła do mnie, uklęknęła i oddała mi pokłon do ziemi.

— Co robisz, Koi — sam?

— Zrozumiesz.

— Koi — san, mam słowo z tobą — rzekła Aisha.

Poczułem ten sam prąd. Że tez musi się tak spieszyć, pomyślałem.

Ona popatrzyła na mnie jakby zrozumiała.

— Lepiej mieć to za sobą Euri — rzekła Aisha.

Po chwili wyszły razem.

— Jakieś tajemnice? — zapytała Florentyna.

— Takie babskie sprawy, nie zrozumiałabyś — powiedziała Chloe.

— Nie bądź taka mądra, siusiumajtko.

Chloe, zamiast się obrazić, podeszła do Rozalindy Rodriguez i powiedziała.

— Jesteś cudowna. Zaczynam cię lubić.

— Uważaj — Brazylijka pogroziła jej palcem. — Jesteś całkiem inna niż twój ojciec. Niezłe z ciebie ziółko.

— Wyluzuj stara.

— Stara? Mam dwa lata więcej niż twój tata. Wypraszam sobie.

— Widzisz tatusiu? Przestała kląć.

— Istotnie, a dlaczego? — zapytała zdziwiona Rodriguez.

— Zmieniasz się. — odrzekła Chloe.

— Idę robić papuni. Musimy dbać o naszą rodzynkę, zabiedzona strasznie — spojrzała na mnie.

— Dobra, to my w takim razie golimy tatę.

— To ja pomagam Florentynie — powiedziała Koi, bo właśnie wróciły z Aishą.

Nie mogłem zgadnąć wyniku rozmowy. Pomyślałem coś i o mało nie wybuchnąłem śmiechem.

— Co cię tak rozśmieszyło — zapytała Chloe.

— Z pewnością nie powiem.

— Dowiemy się, prawda Aisho?

— Może i tak. Niczego nie będę wyciągać. — powiedział poważnie.

— Wiesz tato, ona jest czasem taka poważna, że aż mnie rozbawia.

Pocałowała ją lekko w policzek. Uświadomiłem sobie, że wcale nie okazywały żadnej zażyłości. W zasadzie wyglądały jak koleżanki. I wówczas przyszła myśl. To zdanie padło kilka minut temu. Chodziło o tego tajemniczego mordercę. Chce zabić mnie i wszystko, co kocham. Musiałem jak najszybciej się wzmocnić i zacząć trenować. Nie wiedziałem, że przyjdzie mi walczyć z czymś nieznanym i bardzo tajemniczym i ani trening, ani siła na nic się nie przydadzą.

Chloe i Aisha nie traciły czasu. Po chwili zaczęły ciąć włosy z brody nożyczkami. Kiedy włosy pozostały całkiem krótkie, namydliły mi twarz. Aisha patrzyła a Chloe zaczęła mnie golić. W zasadzie zawsze się sam goliłem. Czasem maszynka elektryczna, a w większości, brzytwą. Jednak Chloe nie umiała tego robić, poza tym nie mieliśmy brzytwy. Miała nożyki. Kobiece. W końcu musiały golić włosy na nogach i pod pachami. Koi nie goliła nóg ani pach. Być może większość kobiet i mężczyzn uznałaby to za niezbyt ładne, ale mi pasowało. Oczywiście teraz mogła zmienić nastawienie. Nie robiła tego, kiedy jeszcze byliśmy razem. Ale znając jej niezmienność, nie sądziłem, że teraz to robi.

Po kilku minutach byłem ogolony. Przyzwyczaiłem się do brody i pełnego zarostu na twarzy, dlatego teraz czułem się dziwnie.

— No nareszcie wyglądasz jak człowiek. — stwierdziła córka.

— A wcześniej jak wyglądałem?

— Jak jaskiniowiec — odrzekła z uśmiechem.

— Chloe, nie powinnaś tak się odzywać do ojca — upomniała ja Aisha.

— Tatusiu, ona ma rację?

— Sądzę, że tak.

— Dobrze, poprawiam się. Przepraszam.

Pocałowała mnie w policzek.

— Teraz jest super — powiedziała.

Pomyślałem o czymś.

— Co z twoja edukacją, córko?

— Może kiedyś zacznę kontynuować. Mówiłam ci, co chciałabym robić.

— To niebezpieczna praca. Nie chciałbym, żebyś tropiła zbójców.

— A co powinnam robić? Mam osiemnaście lat.

— Może powinnaś zostać lekarzem?

— Dobry pomysł. Zostanę chirurgiem miękkim. Nie chcę piłować kości.

— Jak wszystko dojdzie do normy, zaczniesz szkołę, a potem studia.

— Są kosztowne. Przecież wszystko straciłeś.

— Nie wszystko. Mam czternaście milionów w banku na Kajmanach.

— I dałeś trochę Georgowi, prawda?

— Tak, ale to zostanie jego.

— Bardzo go lubiłam — rzekła Chloe.

— Ja też. Jest moim przyjacielem.

Wstałem i podszedłem do lustra. Odbicie przypominało mi kogoś znanego. Przez trzy lata rzadko widziałem swoja twarz.

— Zgodziła się — powiedziała nagle Aisha.

Tak.

— Poczekam jak długo trzeba. I nie che byś to zrobił ot, tak. Zapragnij.

Widziałem po twarzy Chloe, że wie, o czym jej miłość mówi. Nie dostrzegłem niczego negatywnego na jej obliczu.

— Kocham Koi, rozumiesz?

— Oczywiście. W takim razie to się nie stanie.

Chloe popatrzyła na arabkę.

— Tata nie wie dlaczego. Powiesz mu?

— Nigdy i ty tego nie rób.

Wyczułem, że chodzi o coś ważnego. Ale na razie nie miałem pojęcia. Po miłości z Rozalinda podjąłem postanowienie, że nie zrobię tego już z nikim innym niż żoną, ale Diana została zabita.

I nie chciałem o tym myśleć. Nie rozumiałem, dlaczego Koi się zgodziła, ale nie chciałem jej o to zapytać. Pozostawiłem to zawiesić aż do rozwiązania. A takiego się na razie nie spodziewałam.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 2310 słów i 13261 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Choc

    Jeszcze się nie zakończyło.
    Na szczęście.

  • AlexAthame

    @Choc Jestem mniej więcej w połowie.