Deszcz cz 22

Wiedziałem, że Max nie puści pary. Prawdopodobnie policja wszystko zatuszuje. W końcu ninja to bajki. Co mogło skłonić Hitaru do tego posunięcia? Jedyną rozsądna odpowiedź nasuwała się sama. Nie zapomniał zniewagi i pewnie ktoś go sfinansował, żeby mógł się odegrać, a powodem ataku był fakt, że jeden z najbardziej wartościowych mieczy opuścił ziemię Japonii. A może mieli tak dobry wywiad i odkryli moją chęć sprzedaży, co stanowiło już dla nich kompletną hańbę.

— Jak się czujesz Koi — zapytałem.

— Dobrze, nic mi nie grozi, ale nie mogę się pogodzić, że mnie pokonała.

— Bywa. Nie popełnisz hara—kiri, prawda?

— Nie Euri— san.

— Wolisz tak, czy Ame— san?

— Jak powrócisz do Japonii, to będę cię tak nazywać. Przykro mi z powodu Diany i dzieci.

— Najbardziej bolało mnie, co zrobił Remi. Nawet jeżeli Hajze go namówił, dlaczego to zrobił?

— Wiem, że cię zaboli ta prawda, ale ci powiem. Niektórzy ludzie mszczą się za to, że się urodzili.

— Nie mogę tego przyjąć — powiedziałem ze smutkiem.

— Powiedziałam co czuję i Kensi - Omura, potwierdził.

— Jak mnie znalazłaś?

Spojrzała mi prosto w oczy.

— Przyjechałam zaraz po tym wszystkim, ale nie chciałam cię szukać. Widzisz, ja uwierzyłam mistrzowi. On wiedział, że się spotkamy.

— Odpokutowałem za moje grzechy. Nadal nie wiem, czy chcę żyć.

— Nawet ze mną?

Poczułem dziwny prąd w środku ciała.

— Kocham cię nadal, tak samo. Chciałabyś?

— Zawsze chciałam.

— Moje serce wciąż płacze, Koi— san.

— Dam ci całą miłość by przestało.

— Dziękuję.

— Zostaw coś dla mnie, ślicznotko. W końcu dzięki mnie żyjesz. — wtrąciła się Rozalinda.

— O tym też mówił mój mistrz.

— Jest w porządku?

— Ma ponad osiemdziesiąt lat.

— Aha. Dobra. Mamy parę spraw do załatwienia. Najpierw was poskładam, potem mi się odwdzięczycie, a później zobaczymy.

— Wiecie kto zabił Hajze? Mam wrażenie, że ta sama osoba zabiła facetów, którzy obserwowali mój dom.

— Tego nikt nie wie. Prawdopodobnie on cię uratował, ale nie zrobił tego z miłości. Wręcz przeciwnie. Nie wiemy nic. Jest jeden ślad, ale urywa się w przeszłości.

— Co to za ślad, Rozalindo?

— Nie chcesz wiedzieć. Joseph Parker.

— Co takiego? On nie żyje.

— Nie powiedziałam, że to on. Stwierdziłam, że się z tym łączy. To już tu. Aha, nazywam się teraz Florentyna Cerpia.

— Ładne imię — rzekła Koi.

— Nie brzydkie. W domu sobie wyjaśnimy pewne rzeczy.

Koi spojrzała na mnie.

— Euri — san czy ty z nią...

— To właśnie musimy wyjaśnić — odezwała się Rozalinda, a teraz Florentyna.

— Skąd wiesz, Koi?

— Czuję między wami więź.

— O! Tak można?— zdziwiła się Brazylijka.

— Jak widać. I jest coś dziwnego. Tu gdzieś blisko jest jeszcze ktoś z kim masz tę sama więź.

Poczułem się dziwnie.

— Mylisz się, Koi.

Samochód wjechał do garażu.

— Euri, jak się czujesz? — zapytała Rodrigues.

— Nie tak źle, a dlaczego?

— Bo czeka cię niezły kop emocjonalny.

— Euri, czy ona zawsze jest taka?

— Tak, ale to dobra dusza.

— To wiem. A właściwie widzę. Masz cudowna złotą aurę. Ona ma złotą z czerwoną otoczką, jeszcze takiej nie widziałam.

— Co to oznacza?

— Gorąca — szepnęła Koi.

Weszliśmy do środka. Gdyby nie silne ramię, Koi z pewnością bym usiadł. W pokoju stały dwie młode kobiety Aisha Al — as Ahmal i Chloe Parker.

— Tatusiu — szepnęła z łzami w oczach córka.

Po chwili całowała mnie po całej twarzy. Tuliła mnie mocno. Czułem ból, ale nie mogłem pisnąć z wrażenia.

— Później go utulisz, jest ranny.

— Chloe, sądziłem, że nie żyjesz.

— Wszystkiego się dowiesz, tatusiu. Wszystkiego.

Poczułem delikatny uścisk dłoni Koi.

— Euri, to jest ta osoba. — jej czoło pokryła lekka zmarszczka.

— Tak, to prawda. Nadal sądzisz, że jestem aniołem?

— Tak, Euri. Ale jeżeli zechcesz, wytłumaczysz.

— Tak.

— A zapomniałam was przedstawić — rzekła Florentyna.

— Koi Osaka, a to Chloe Parker i jej miłość Aisha Al — as Ahmal. Pierwsza idzie Koi. A wy sobie pogadajcie.

Po chwili Koi zniknęła w drugim pokoju wraz ze swoją wybawczynią.

— Może ja dam radę — rzekła Aisha — znam się trochę na udzielaniu pierwszej pomocy.

Bez pytania zaczęła zdejmować mi porwaną koszulę.

— Boże jak ty schudłeś, tato.

— Trochę się zaniedbałem.

— Aisha cię opatrzy, a ja potem ogolę, chcesz?

— Aż tak źle wygadam? — próbowałem żartować.

— Dobrze. Niezłe z ciebie ciacho, Euri Parker.

— Chloe, przestań. Trochę szacunku.

— Przepraszam.

Pocałowała mnie w usta. Delikatnie.

Kula, którą dostałem w okolicę karku, przeszła na wylot. Bolało, ale nie żebym nie mógł wytrzymać. Miałem kilka nieznacznych nacięć, poza tym pozostałem bez innych ran. Cieszyłem się w duchu, że Chloe żyje, w końcu od trzech lat sądziłem, że ją straciłem. Nadal nie wiedziałem jak się uratowała.

— Tatusiu, może powinieneś się umyć, nie pachniesz dobrze.

— Dzień wcześniej się myłem, zostałem do tego zmuszony. Chciałem wypić dobrą szkocką, potem miałem sprzedać miecz, a dopiero, kiedy miałbym pewność, że oddałem w dobre ręce pieniądze, miałem umrzeć jak samuraj, który stracił honor.

— No dobrze, ale już od tej chwili masz podwójny powód, aby żyć.

— Tak, córko. Nie zbiję się.

— W tym domu jest wanna, chcesz się umyć?

— Pomyślę.

— Brudas.

— Chloe, uprzedzam cię! Jestem wciąż twoim ojcem.

— Przepraszam.

Znowu pocałowała mnie w usta.

— Myślę, że powinnaś przestać.

— Co takiego mam przestać?— zapytała niewinnie.

— Całować mnie w usta.

— To z miłości. Dobrze już się poprawiam. Jeżeli jesteś na siłach sam się umyj, jeżeli nie, pomożemy.

— Dam radę. Jest tu kabina?

— Oczywiście. Rozalinda płaci dwa tysiące funtów za miesiąc. Potem cię ogolimy.

— Sam dam radę.

— Jesteś zmęczony. Pozwól nam, Aisha asystowała przy goleniu taty.

— No dobrze, idę się myć. Zajrzę do Koi.

— W porządku.

Wstałem i poszedłem do drugiego pokoju. Rozalinda podniosła głowę.

Już prawie kończę. Koi miała szczęście, że ta mała żmija nie przecięła jej żył.

— Rozalindo, nie powinnaś tak jej nazywać, była wielkim wojownikiem. — odezwała się Japonka.

— Pieprzysz. Wyzywała cię od szmat, a ty masz do niej szacunek?

— Skąd wiesz? Znasz japoński?

— Trochę. Myślisz, że ta mała by się tak wyrażała o tobie, gdybyś zginęła?

— Nie wiem. Może miała jakieś problemy.

— Jakieś? Chyba same. Od razu chciałam ją zabić, ale czekałam aż do końca. Nie wyglądasz na szczęśliwą z tego powodu, że cię uratowałam.

— Florentyno, być może znasz nasz język, ale nie rozumiesz mentalności wojowników bushido. Ona nie może pogodzić się z porażką.

— Tak, aż taka głupia to nie jestem, żeby tego nie pojąć. Mnie zgwałcono z dwadzieścia razy. Pierwszy raz jak miałam osiem lat. Niech spróbuje z tym się pogodzić.

Co dziwne, Rozalind dalej zajmowała się jej ostatnią raną.

— No już. Do wesela się zagoi.

Pocałowała delikatnie usta Koi.

— Wiem, że lubisz kobiety. Ale ja nie jestem zainteresowana.

— Nie rozumiesz nadal, Koi. Zraziłam się do mężczyzn. Poza tym miałam taką szkaradną gębę, że ty byś pewnie zabiła się własną pięścią, gdybyś tak wyglądała. Skoro nie jesteś zainteresowana, to ciężko ci będzie mi się odwdzięczyć.

— Chcesz czegoś za coś? To nie jest w porządku.

Rodriguez popatrzyła na mnie.

— Czy ona nie wie, że ja żartuję?

— Pewnie nie. Japończycy mają specyficzne poczucie humoru.

— Rozumiem.

Koi popatrzyła na mnie, a potem na Rozalindę.

— Ty nie żartujesz, ja czuję. Próbuję wejść w twoją percepcję...

— Wolałabym, żebyś weszła gdzie indziej. — roześmiała się.

— Jesteś okropna, ale masz dobrą duszę. Możesz podejść do mnie?

Brazylijka zrobiła dziwną minę, popatrzyła na mnie pytająco i podeszła do Koi.

— Nachyl się.

Zrobiła to i zapytała.

— Chcesz mi coś powiedzieć na ucho? Sądziłam, że nie masz z Parkerem tajemnic.

Ale ja czułem, co Koi chce zrobić. Ujęła twarz Brazylijki i pocałowała ja subtelnie, ale z pewnością nie w przyjacielski sposób. Trwały tak z minutę.

— O kurwa, to mnie zaskoczyłaś ślicznotko.

— Sądziłam, że będzie gorzej. Co sądzisz, Euri — san, powinnam się z nią przespać?

Spojrzałem na nią zdziwiony.

— Koi — san. Mnie pytasz?

— Tak.

— Nie wiem. Nie rozumiem.

— Czego nie rozumiesz. Jestem nadal twoja. Zechcesz to zrobię, nie zechcesz, nie zrobię.

— To tak u was jest? — zdziwiła się Rodriguez.

— Nie zupełnie. Idę się myć, a wy to przedyskutujcie.

Wyszedłem lekko zdziwiony. Czułem się lekko zmęczony. Jakby stres z trzech lat nagle zaczął dawać o sobie znak. Córka i Aisha mnie obserwowały, ale czułem, że robią to z powodu zatroskania. Wszedłem do kabiny. Ciepła woda dała ulgę, ale i też osłabiła mnie nieco. Nie zdołałem utrzymać równowagi i upadłem. Prawdopodobnie musiały to usłyszeć, bo po chwili obie znalazły się przy mnie.

Nawet nie zdarzyłem poczuć się zawstydzony.

— Wszystko dobrze, tato? — zapytała z troską Chloe.

— Jestem słaby.

— Powinieneś poleżeć w wannie. Naleję ci wody i jak wejdziesz to umyję cię. Tak ogólnie.

— Czy ja mogę pomagać? — zapytała Aisha.

— Będę się czuł niezbyt komfortowo jak będziecie obie.

— To mogę to zrobić sama — odrzekła wcale nie zbita z tropu, Aisha.

— Ależ...

— Tato, pozwól jej. Ona to robi z czystego uczucia. Jak ją poznasz, to zrozumiesz. Skoro mówi myć to myśli myć. Ona jest dorosła, ale uczciwa jak dziecko. W końcu w Japonii gejsze służą. Myśl jak Japończyk.

— Spróbuję.

Siedziałem na stołku okryty białym ręcznikiem. Chloe wyszła i po chwili usłyszałem jak woda zaczyna się lać do wanny.

— Wiesz Aisho jak to się stało, że Chloe żyje?

— Tak, panie Parker?

— Mów mi Euri, dobrze?

— Dobrze panie Euri.

— Euri, bez pan. Proszę.

— Dobrze.

— To powiesz?

— Mogę podczas mycia?

— Tak.

Za dużo się działo. Walka, stres od trzech lat. I najważniejsze, że Chloe żyła.

Aisha stała i patrzyła na mnie.

— Coś nie tak?

— Nie, Euri. Patrzę na ciebie, bo jesteś powodem, z jakiego powstała Chloe. Kocham ją więc kocham również ciebie. Kochałam Dianę i jest nadal w moim sercu. Próbowałam pokochać Remiego, ale odrzucał moją miłość.

— Tak, to chyba najbardziej przeżyłem.

Weszła Chloe.

— Woda gotowa. Opiekuj się nim, kochanie — Chloe usiadła na sofie, a ja, prowadzony pod rękę przez Aishe, szedłem do łazienki.

— Możesz się odwrócić? — poprosiłem.

— Oczywiście, Euri.

Łazienkę wyłożono białymi kafelkami. Co kilka stóp wstawiono piękną, dekoracyjną ceramiczną płytkę. Mieszkanie miało swoją klasę. Prawdopodobnie cena za wynajem mogła być nawet wyższa. Zdjąłem ręcznik i wszedłem do wody. Piana pachniała zielonym jabłkiem. Zakrywała wszystko poza głową.

— Już — rzekłem.

Aisha podsunęła stołeczek, usiadła, wzięła gąbkę i zaczęła myć mi barki. Omijała z ostrożnością ranę.

— Jestem bardzo szczęśliwy, że Chloe żyje. Wiesz kto ją uratował? Była sparaliżowana, podobnie jak ja.

— Tak, wiem.

— To powiedz.

— Euri, wiesz co to miłość, prawda?

— Chyba tak. Kocham nadal Dianę w swoim sercu. Od dzieciństwa kocham Koi i nigdy nie przestałem.

— Widzisz, jak ci to powiedzieć...

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 2015 słów i 11734 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Choc

    Na szczęście,to nie koniec.
    Chociaż mocno przyspieszyłeś.
    Ale i tak ,dziękuję.

  • AlexAthame

    @Choc To ja dziękuję.Jeszcze pozostała jedna zagadka.Kto to jest.Zapraszam do dużo starszych opowiadan, są z bykami, ale są chyba lepsze :smile: