Deszcz cz 20

Wracałem spokojnie. Dochodziła druga trzydzieści. Zadzwoniłem do żony. Miałem nieco dalej do szkoły niż ona, ale chciałem odebrać Chloe, tylko zapomniałem jej zapytać, jakie ma dzisiaj plany. Czy nie ma wspólnej nauki z Aishą. Pomyślałem krótko o tym, jak się dogadują. Czy ich relacja im nie przeszkadza. Chloe miała piętnaście lat, ale umysłowo pewnie wyprzedzała swój biologiczny wiek o cztery lub pięć lat. A w niektórych aspektach doszła już do dorosłości.

— Hej, kochanie — zacząłem, kiedy Diana odebrała.

— Hej. Odebrałeś brata?

— Tak i Remi z nim został. Obiecał przywieźć go przed dziewiątą. Jadę z powrotem do szkoły i przywiozę Chloe, tylko nie wiem, czy nie miała spędzić czasu z Aishą, u niej.

— Chloe mówiła mi, że dzisiaj będzie się uczyć u nas w domu. To dobrze, że ją zabierzesz, bo nie skończyłam obiadu, a tak akurat zdążę. To uważaj na siebie.

— Dobrze kochanie. Będę. Całuję.

— Kocham cię mój wojowniku — szepnęła.

Przerwała połączenie. Poczułem żal w sercu. Od jakiegoś czasu, w każdej chwili, docierało do mnie jak dobrą mam żonę. Powinienem dać jej tyle miłości, a zamiast tego zajmowałem się złymi rzeczami. Pomyślałem też o czymś innym. W pobliżu szkoły, do której uczęszczały nasze dzieci, wybudowano niedawno francuską cukierenkę. Widocznie czasami narody zapominały o wzajemnej niechęci. Ponieważ robili naprawdę dobre produkty, mieli wielu klientów. Nie wszystkie ich ciastka mi pasowały. W niektórych dawano za dużo czekolady. Lubiłem musy i lekkie ciastka typu denish, czyli drożdżowe, przekładane masłem, co nadawało im kruchość. Diana uwielbiała Ptysie z bita śmietana, a Chloe, najbardziej smakował, Czarny las. Moim faworytem pozostawał niezmiennie mus z czarnej porzeczki, Remi lubił szarlotkę i sernik z galaretką. Pomyślałem o synu i zrobiło mi się smutno. Być może miał rację. Co ze mnie za wojownik, skoro mój dwunastoletni syn mnie pokonał, chociaż walka się jeszcze nie skończyła. Sądziłem, że moje uczucie do niego zwycięży wszystkie przeciwności.

Przycisnąłem nieco gaz. Rolls Royce jechał cicho. Pomyślałem o Georgu. Czy znalazł dobre miejsce? Nie wiedziałem, gdzie jest dokładnie. Spodziewałem się lada dzień wiadomości. Miałem dla niego dobre wieści. Nie chodziło o to by wrócił. W końcu ze względu na pogodę Londyn nie wyglądał na najlepsze miejsce. Nie lubiłem wyprzedzić zbyt mocno w przyszłość, ale kiedyś planowałem przenieść się w lepsze i bardziej słoneczne miejsce. Dojechałem do cukierenki. Szybko kupiłem kilka ciastek. Dla każdego coś dobrego nie zapomniałem o synu. W końcu jutro może posmakować słodkości.

Dojechałem pięć minut przed zakończeniem szkoły. Kiedy się tylko zatrzymałem, dostrzegłem, że Ahmed do mnie podchodzi. Otworzyłem drzwi i chciałem wyjść, by go przywitać, ale podszedł szybciej.

— Możemy porozmawiać w środku? — po jego minie sądziłem, że to coś ważnego.

— Oczywiście, proszę.

Usiadł obok i wziął głowę w dłonie.

— Co się stało, Ahmedzie?

Spojrzał na mnie. W oczach miał łzy.

— Euri, wiedziałeś?

Nie mogłem udawać, w końcu miałem pewność, o czym mówi.

— Dowiedziałem się niedawno.

W pierwszej chwili sądziłem, że to jakiś zły sen. Jak ty to przyjąłeś?

— Cóż, przyjąłem. Wychowaliśmy ją dobrze. Dlaczego dokonała takiego wyboru, nie wiem. Z pewnością się taka nie urodziła.

— Aisha twierdzi, że nie preferuje kobiet. Wyznała, że kocha Chloe i podobnie ona ją.

— Tak, one są na życie. Nie rozumiem, ale nie mogę nic z tym zrobić.

— Powiedziała mi o tym, ponieważ uwierzyła, że ja kocham i akceptuję, jaka jest. Tak jest, ale doznałem szoku po jej wyznaniu. Najbardziej jednak poruszyło mnie coś innego. Ona sądziła, że ją zabiję. To prawda, ze wielu wyznawców islamu by tak uczyniło, ale to moja córka. Pójdę na wieczne potępienie za to.

— Nie, Ahmedzie. Jesteś dobrym ojcem i to nie zostanie ci nigdy zapomniane.

— To zbrodnia! Czeka mnie piekło!

— Ahmedzie, kim byłby Bóg, gdyby kogoś skazywał na wieczną mękę?

— Koran tak mówi...

— To nie jest prawda. Zło zostanie ukarane, ale miłość nie jest złem.

Dostrzegłem dziewczyny.

— Idą. Pamiętaj, że nie ma większej siły niż miłość.

Uśmiechnął się i wyszedł. Ja otworzyłem drzwi ze swojej strony i obaj przywitaliśmy nasze córki. Chloe ukłoniła się w kierunku Ahmeda, a Aisha przytuliła mnie lekko. O ile dobrze wiedziałem, nie jest to typowy gest u muzułmanów, ale oczywiście zezwoliłem na to. Więcej, wiedziałem, że jest to przekroczenie prawa szariatu. W państwach muzułmańskich kobieta nie może ani podawać ręki, ani tym bardziej tulić obcego mężczyzny. W dziesięciu krajach muzułmańskich takich jak Arabia saudyjska, Yemen, Katar i Iran i w innych, za inną orientację niż hetero obowiązuje kara śmierci. Niemniej jednak dużo bardziej dotyczy to mężczyzn, a nie kobiet.

— Dziękuję — szepnęła.

Nie za bardzo wiedziałem, za co mi dziękuję.

Do zobaczenia jutro — powiedziała Aisha do mojej córki.

— Pa — odrzekła krótko Chloe.

Ukłoniłem się w kierunku Ahmeda.

— Do zobaczenia, przyjacielu — powiedziałem.

— Do zobaczenia, Euri — odpowiedział.

Po chwili Chloe usiadła obok mnie.

— Powiedziała mu — powiedziała szybko.

— Wiem, właśnie mi o tym powiedział. Czy wiesz czym to jest dla niego? On sądzi, że będzie skazany na wieczne piekło, za to, że jej nie zabił.

— A czy ty sądzisz, że będziesz się smażył w piekle za coś innego?

— Nie wiem.

— Nie wiesz?

— Moim zdaniem istnieje Bóg, ale nie sądzę by kogoś skazywał na wieczne męki, sądzę, że Koran nie pisze prawdy.

— A Biblia?

— Nie znam dokładnie.

— Też pisze to samo, że istnieje kara wiecznego cierpienia.

— W takim razie nie może być cała prawdziwa.

— Czyli pozostają nam księgi hinduskie. Jest kara, ale nie wieczna.

— Być może jest tak.

— Czuję słodkości, tatusiu — zmieniła temat.

— Tak, kupiłem w tej nowej francuskiej cukierni.

— Tato, gdzie jest Remi? Został z Hajze?

— Stryjkiem Hajze — poprawiłem ją.

— Stryjkiem — poprawiła się i dostrzegłem uśmiech na jej buzi.

— Co jest w tym śmiesznego, kochanie?

— To wszystko — odrzekła szczerze.

— Tak, masz rację. Ale jest to również smutne. Czy też uważasz, że jestem słaby?

— Dlaczego tak pytasz? W jakim sensie? Kto ci powiedział, że jesteś?

— Twój brat. Zaczął być bezczelny, a kiedy mu powiedziałem, że nigdy go nie biłem, ale to zrobię, wyśmiał mnie.

— Tato, przykro mi, ale ci powiem co czuje. Remi jest dziwny.

— Dziwny? Nie to miałaś na myśli.

— Tak, masz rację. Czasem myślę i czuję, że on jest zły.

— A ja?

— Och, przestań. Już ci mówiłam. Jesteś dobry.

— Nie wiesz co robiłem.

— Obwiniasz się, że dopuściłeś, że poszło tak daleko ze mną, czy też chodzi ci o inne sprawy?

— O wszystko.

— To nie myśl tak. Biorę to na siebie, jeżeli chodzi o nas. Być może kiedyś powiem o tym mamie... albo dopiero potem.

Poczułem się dziwnie. Nie powinienem tego pytać, ale zrobiłem to, ponieważ odczułem podtekst.

— Chloe, mam do ciebie pytanie.

Spojrzała na mnie i szepnęła, a mogłem to usłyszeć, bowiem mój samochód miał super wygłuszenie w środku. Mało co docierało z zewnątrz, a silnik słyszałem dopiero powyżej trzech tysięcy obrotów.

— Nadal tego pragnę, ale tylko wówczas to może się stać, jeśli ty byś tego również chciał. Źle to rozegrałam, odczułeś ode mnie żądzę, a to jest mniej niż wierzchołek góry lodowej, całością jest uczucie, ale wiem, że nie zrozumiesz i nie będę tłumaczyć.

Zdziwiłem się skąd wiedziała, o co chciałem zapytać.

— Czy mówiłaś o tym Aishy?

Patrzyła długo prosto w moje oczy.

— A jak sądzisz?

— Powiedziałeś jej.

— Zgadza się.

— Była zła?

— Ona mnie kocha i ufa mi.

— To rzeczywiście cię kocha. A ty byłabyś zła, gdyby ona...

— Z Ahmedem? To niemożliwe. Poza tym ona nigdy z nikim. Nie wiem, czy rozumiesz.

— Próbuję. Muszę ci coś powiedzieć.

Znowu popatrzyła.

— Chcesz powiedzieć, że zrobiłeś to jeszcze z kimś innym? Wiem, że wcześniej byłeś z Koi.

— Tak, jest jeszcze ktoś.

— Ta zła kobieta z zarządu? W takim razie nie jest zła.

— Skąd ty to wiesz? Czytasz moje myśli jak książkę.

— Przesadzasz. Ale to odczułam. Skoro to zrobiłeś, miałeś powód. Ty nie jesteś mężczyzną co robi to dla przyjemności. Musisz mieć wyższy powód.

— Nie powinienem o tym mówić z córką.

— Ze mną możesz. Ja nie powiem nikomu, nawet Aishy. Powiedziałam o tobie, bo to dotyczyło mnie i jej, ale o tym nikt się nie dowie.

— Ma opinię złej wiedźmy. Złej kobiety. Ale tak nie jest. Myślę, że zrobiłem to dla wyższego dobra.

— To mi wystarczy. Nie opowiadaj, wierzę. Jest wiele zła na świecie. Ludzie zabijają, kradną, gwałcą, męczą zwierzęta i to jest złe. Miłość nie jest zła, o ile jest miłością. Może byłam egoistką, ale nie żałuję. Wiedz, że nie spróbuję więcej i nie dlatego, że masz do mnie słabość i być może byś mi nie domówił. Wiem, że masz żonę, która jest moją mamą, ale zrobię to, tylko jeżeli będziesz chciał, a znając ciebie nie możesz tego zrobić z innego powodu niż miłości. Dla innych jest to złe, ale nie dla nas. Jesteśmy podobni. Wiem również, że mama by to zrozumiała, nie chodzi o to, że by zaakceptowała czy wybaczyła. Ona by to zrozumiała. Ona wie kim jesteś i kim ja jestem.

— To moja wina, sprowokowałem cię, wówczas.

— Jest w porządku. Spróbuj zapomnieć i pamiętać.

Pomyślałem, o czym powiedziała i zrozumiałem, że to było bardzo mądre i jednocześnie bardzo głębokie.

— Wiesz córko, teraz cię poznałem lepiej.

— A ja myślałam, że wcześniej — zaczęła się śmiać.

— Wiedźma.

— Niech ci będzie. Prowadzisz super. Rozmawiasz o ważnych sprawach, a nie popełniasz najmniejszych błędów.

— Widocznie robie to odruchowo.

— Dzisiaj dostałam A plus z literatury angielskiej.

— O! To świetnie. Co chcesz robić w przyszłości? Chcesz zostać pisarzem, krytykiem literackim?

— Nie. Chcę być dobrym człowiekiem i tępić zło.

— Kobiecie jest trudniej.

— Wiem, ale ty tylko to mówisz. Ty nie wiesz co to znaczy.

— Próbuje wiedzieć.

— Musiałbyś być kobieta, żeby zrozumieć. Mieć okres, urodzić i mieć klimakterium.

— Tylko tyle? Na razie masz jedno z wymienionych.

— Ale czuję już jak to jest mieć te dwie pozostałe sprawy.

— Jak możesz to czuć?

— Nie potrafię wytłumaczyć, ale czuję.

— Dzisiaj uświadomiłem sobie, jak kochaną osobą jest Diana.

— Tylko facet może być tak tępy, żeby dopiero teraz to zobaczyć, ale lepiej późno niż wcale. Jest pewnie kilka osób jak mama. Aisha, Koi i ty.

— Ja? Przed chwilą powiedziałeś, że jestem idiotą.

— Ja tak powiedziałam? Nigdy w życiu!

— Powiedziałaś, że jestem tępy.

— To nie to samo. Nie umniejsza to faktu, że jesteś dobry. Sądzę, że z wymienionej trójki osób, jesteś najlepszy.

— Nie rozumiem, dlaczego tak sadzisz? Ja nie uważam, że jestem dobry, a już na pewno nie jestem lepszy od Diany.

— Jesteś. Gdybyś taki nie był, nigdy bym tak nie mówiła — delikatnie dotknęła moją lewą rękę.

Przez chwile milczeliśmy.

— Jestem bardzo szczęśliwa — szepnęła.

— Bo kochasz Aishę?

— Nie, bo jesteś moim ojcem.

Poczułem ciepło w okolicy serca. Nie wiedziałem powodów, o ile w ogóle je miała, wiedziałem jednak, że powiedziała prawdę wypływająca ze środka duszy. Dojechaliśmy do domu.

— Hej, skarbie — powiedziałem ciepło na widok Diany.

— Hej, kochanie — odrzekła i delikatnie cmoknęła mnie w policzek.

Chloe podeszła do niej i na chwilę mocno i ciepło się przytuliły. Diana pocałowała jej policzek.

— To zjemy we trójkę? — popatrzyła na nas.

— Na to wygląda — wtrąciłem.

— Czujesz co tata kupił? — na buzi córki panował promienny uśmiech.

— Coś dobrego, to pewne. To zjedzmy ten obiad, bo nie mogę się doczekać deseru.

Chloe buszowała już w garnkach.

— Pyszności zrobiłaś, jak ci to wychodzi. Jesteś czarodziejką. — ponownie jej twarz ukoronował szczery uśmiech radości.

Nasza córka była przeciwieństwem Remiego, przy wielu okazjach reagowała bardzo emocjonalnie. Dlatego teraz podbiegła do Diany i posłała jej soczystego buziaka. Diana prawdopodobnie machinalnie przekręciła twarz i usta Chloe trafiły zamiast w policzek, na usta. Ale ten nieoczekiwany pocałunek trwał tylko sekundę.

— Och, przepraszam — Diana lekko się zarumieniła.

— To ja przepraszam — przyznała córka.

Nawet nie zrobiłem miny. Jak to się mówi, przypadki chodzą po ludziach. Umyłem ręce i usiadłem do stołu, bo talerze i sztućce już leżały gdzie trzeba. Córka pomagała żonie wszystko przynieść. Też szybko umyła ręce i w końcu wszyscy usiedliśmy.

— Szkoda, że nie ma Remiego — powiedziała Diana.

— Pewnie ma dobry czas z Hajze — odrzekłem.

— On chyba tylko ma z nim taki czas. Dziwnie się zachowuje. Zawsze tak postępował, ale teraz się to nasiliło — Chloe powiedziała to z nieco smutną miną.

— Może nastąpi zmian, trzeba mieć nadzieję — powiedziała cicho Diana.

Obiad smakował wyśmienicie, a deser wszyscy lubili.

— To lecę sie pouczyć — obwieściła córka — ale najpierw pomogę posprzątać po obiedzie.

— Nie musisz kochanie, tata mi pomoże.

— To tylko chwilka — uśmiechnęła sie Chloe.

Kiedy skończyła poszła na górę, a zanim zniknęła w swoim pokoju, rzuciła nam miłe spojrzenie.

— Jest taka szczęśliwa, nie sądzisz?

— Tak, kochanie — przytuliłem ją i delikatnie pocałowałem w usta.

— Na reszcie zaczniemy żyć — szepnęła.

Widziałem na jej twarzy, że moja decyzja odejścia z organizacji, bardzo ją uszczęśliwiła.

Sądziłem, że przed nami najpiękniejszy czas, że wszystko się ułoży, relacje z synem ulegną poprawie. Nie zastanawiałem się nad Chloe i Aishą. Wolałbym by miały mężów, mężczyzn, ale nic na to nie wskazywało.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 2570 słów i 14422 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto