Deszcz cz 13

Robiła wrażenie lekko zdenerwowanej, ale miała powód. Człowiek, którego nigdy nie widziała, odkrywa jej tajemnicę życia, a następnie prosi by z nim pojechała do jej domu. Ja natomiast zastanawiałem się, dlaczego nie poczułem tego od razu i po chwili zrozumiałem. Ona mi musiała w pełni zaufać, dlatego, dopiero kiedy mnie dotknęła w samochodzie, odczułem te wibracje.

— Powiedz gdzie mam jechać.

— Pokażę ci na GPS — dotknęła ekranu.

W samochodzie zainstalowałem elektroniczną mapę i kilka innych nowoczesnych urządzeń. Co prawda Japończycy już od roku 1990 instalowali systemy naprowadzania, ale ten modelu nie posiadał tak nowoczesnego systemu nawigacji, dlatego musiałem zmodyfikować i wstawić najnowszą wersję.

— Nie dotykaj ekranu. Powiedz mi adres.

Zajęło nam prawie pięćdziesiąt minut, by dojechać. Weszliśmy do skromnego domku, mającego pewnie więcej niż sto lat. Od razu to wyczułem. Nigdy nie używałem moich własności, od czasu jak uratowałem Koi.

— W tym domu jest azbest i — co gorsza – rtęć. Nie wiem dokładnie gdzie. Masz raka kości. W fazie początkowej i to jest dziwne, bo mieszkasz tu prawie dwadzieścia lat.

— Skąd to wiesz?

— Tak odczułem. Przeniosłaś się tu zaraz jak ojciec cię skrzywdził. Miałaś dwadzieścia lat?

— Dziewiętnaście i mieszkam tu tak samo długo. Tak mu ufałam, nie rozumiem, dlaczego to zrobił i to we śnie. Czy umrę?

— Nie wiem. Mam pewne własności, o których nie wiedziałem. Musisz się przebrać w coś co nie ma chemi, ale obawiam się, że wszystko, co tu masz tutaj, jest napromieniowane.

— Czyli nic z tych ubrań, które są tutaj, nie mogę zabrać?

— Prawdopodobnie dawka w odzieży jest minimalna, jednak odradzam.

— Czy to coś, nie przeszkodzi w terapii? Czytałam, że są uzdrowiciele.

— Dobre pytanie. Tu nie mogę ci pomóc, to osłabiło by i ciebie i mnie. Chcesz pojechać do hotelu?

— Czuję się dobrze psychicznie w tym domu. Co prawda tydzień temu zrobiłam badania, bo bolało mnie kolano.

Camilla zajrzała do skrzynki. Sprawdziła pocztę. Zastygła.

— To list ze szpitala, proszą o natychmiastowy kontakt...

Spojrzała na mnie.

— Wiesz, kiedy dotknęłam twojej dłoni w samochodzie, poczułam dziwnie miły prąd.

— Ja nic nie odczułem, kiedy mi podałaś rękę, podczas poznania. Prawdopodobnie jeszcze wówczas mi nie ufałaś.

— Teraz ci ufam całkowicie. Przez chwilę pomyślałam...

— Domyślam się. Odczułaś wcześniej, że jesteś dla mnie atrakcyjna. Tylko to byłoby niedorzeczne.

— To chyba dlatego, że na chwilę wszystko wróciło. Człowiek, którego kochałam i ufałam całkowicie...

Wtuliła się w moje ramiona i cicho płakała. Czekałem aż skończy.

— Mogę zobaczyć twoją szafę z ubraniami? Muszę znaleźć coś z jedwabiu, lnu czy bawełny.

— Mam starą lnianą sukienkę.

Weszliśmy do sypialni.

— To jest tam — pokazałem na podłogę, blisko łóżka.

— Tam jest piwnica.

— Zobaczę. Mogę?

— Oczywiście. Pójść z tobą?

— Raczej nie.

— Dlaczego?  

— Powód jest taki, że radiacja zwiększa się do drugiej potęg w zależności od odległości. Od kiedy samoobrona twojego organizmu została załamała, jesteś dużo bardziej podatna. To cud, że się spotkaliśmy. Po każdym następnym dniu by ci się pogarszało.

Kobieta usiadła i uchwyciła głowę w dłonie.

— Nie chcę umierać. Życie nie potraktowało mnie dobrze, a teraz gdy poznałam mojego wybranego, jestem chora i umrę... — zaczęła płakać.

Zrobiło mi się przykro. Chciałem pomóc i pewnie mogłem, tylko nie wiedziałem jak bardzo. Nagle sobie coś uprzytomniłem. Miałem miecz i potrzebowałem go ukryć. Domek Camilli znajdował się przy małym lasku. Sądząc po okolicy, niewiele ludzi tu przychodziło.

— Camillo, czy zostawisz mi klucze, jutro przyjadę tu i sam znajdę tę truciznę. Być może będę mógł również sam ją usunąć. Bo wy wyjedziecie, ale ktoś może tu zamieszkać i po jakimś czasie też zachoruje.

— Jak wyjadę, jeżeli jestem chora na raka? Lekarze dają trucizny, które osłabiają, a w najlepszym razie utną mi nogę — znowu zaczęła płakać.

Podszedłem do niej i delikatnie ująłem jej ramiona.

— Camillo, postaram się pomóc. Pomyślałem... Masz klucze do domu Georga?

— Tak, a czemu?

— Bo tam nie ma radiacji i pewnie znajdziemy coś dla ciebie do ubrania. Jeżeli zacznę ci pomagać, napromieniowanie w odzieży zacznie ci szkodzić.

— Rozumiem. Dobrze to jedźmy od razu, bo mówiłeś, że obecność Georga by przeszkadzała...

— Nie o to chodzi, on by cię tylko rozpraszał. Ty powinnaś być wyciszona. Wiem co zrobić, ale kiedy twój ukochany byłby blisko, byłoby ci trudno. Jedźmy.

Camilla wciąż smutna i podłamana wsiadła do żółtego Lamborghini. Wiedziałem gdzie mieszka mój przyjaciel. Dochodziła druga trzydzieści, kiedy dojechaliśmy do mieszkania Georga.

— Co teraz ? — zapytała.

— Poszukaj coś do ubrania, najlepiej z bawełny.

— Sądzisz, że moje ubranie jest napromieniowane?

— Widzę — odrzekłem. Tu jest bardzo dobrze, ale dopiero jak zacznie płynąc energia przez ciebie, będę mógł wiedzieć na ile ci pomogę.

Uśmiechnęła się smutno.

— Nie chcę umierać.

Podszedłem do niej i delikatnie ją przytuliłem.

— Zrobię wszystko by ci pomóc.

— Wierzę.

Poszła do sypialni mojego kierowcy.

— Nie ma tu damskich ciuchów. Znalazłam koszulkę i spodenek z bawełny.

— To wystarczy.

Poszła do łazienki i wróciła mając na sobie za dużą na nią koszulkę i jego spodenki. Wyglądała trochę śmiesznie, ale nie było mi do śmiechu, a tym bardziej jej. Położyła się na skórzanej kanapie.

— Wybacz, Georg ma specjalne łoże do ćwiczeń w siłowni. Będzie najlepsze, bo być może będę musiał stać z każdej strony.

Camilla usiadła na kanapie, a ja poszedłem do jego siłowni. To trochę ważyło, ale nie chciałem jej tu zapraszać, ponieważ stal nie wpływa dobrze na tego rodzaju terapię. Rzuciłem okiem po salonie i wziąłem wełniany koc.

— Wełna dobrze działa — rzekłem.

Camilla popatrzyła na mnie.

— Jesteś dobrym człowiekiem, chyba najlepszym, jakiego spotkałam.

— Och, nie mów tak. Robię tyle, złych rzeczy.

Kiedy poznałam Georga dał mi promyk nadzieji i się nie zawiodłam, ty świecisz światłem.

— Od małego mówiono mi w Japonii, że jestem dobry, a robiłem złe rzeczy, dlatego chcę z tym skończyć.

Popatrzyła na mnie swoimi ładnymi oczami. Pasowały do jej jasnej skóry i włosów.

— Czy ubranie zabiera część energii?

— Niewiele, a czemu pytasz?

— Jeśli chcesz, mogę być nago.

Poczułem się dziwnie, ale starałem się ją zrozumieć. Miała rację. Nie mogłoby być lepiej. Odizolowany od ziemi stolik, okryty wełnianym kocem i ona bez niczego. Tylko nie wiedziałem, czy mnie to nie zdekoncentruje.

— Camillo, rozumiem, że mi ufasz całkowicie.

— Tak. Wiem, że mi chcesz pomóc, a ja chcę uzyskać maksymalną dawkę energii. Czytałam o tym, ale prawdę mówiąc, nie wierzyłam.

— Możesz pozostać tak — rzekłem.

— Zrobię jak mówiłam.

Zdjęła koszulkę i spodenki. Była trochę chuda, ale tylko odrobinę. Być może to coś sprawiało, że brakowało jej kilku kilogramów. Była piękna, pierwszy raz widziałem jasnozłote owłosienie. Położyła się na plecach. Poszedłem umyć ręce. Wytarłam je w ręcznik i wróciłem. Leżała spokojnie.

— To może trochę boleć, jeśli tak będzie, nie obawiaj się. To dobry znak.

— Myślisz, że rak jest umiejscowiony w kolanie i tam będziesz trzymał dłonie?

— Nie. Ja pobudzę twoje wnętrze do walki z tym. To trochę mnie osłabi. Pamiętam jak dzisiaj, kiedy pomogłem Koi. Byłem wówczas aż dwa dni zmęczony. Teraz już spróbuj się wyciszyć.

Zamknęła oczy. Dotknąłem jej skroni, potem położyłem jedną dłoń na sercu, drugą na czole. Sam przymknąłem oczy. Czekałem. Po jakimś czasie poczułem, że uchodzi ze mnie ta dziwna moc. Moje obie dłonie stały się najpierw ciepłe, a potem wprost gorące. Musiałem zmienić położenie dłoni. Doładowywałem jej śledzionę i brzuch. Ona jęknęła z bólu. A potem mocniej. Widziałem wewnętrznymi oczami jak złota aura ze mnie zderza się z czarną u niej. Trwało to chwilę. Stałem, ale czułem, że słabnę. Nagle jęknęła przeciągle i zobaczyłem, że będzie żyć. Bardzo dobrze przyswajała daną mi moc. Pewnie z powodu, że mi całkowicie ufała. Teraz tylko położyłem jej dłonie na kolanie. Jedno było zdrowe, drugie lekko chore, ale źródło choroby już wyszło z jej ciała. Wiedziałem, że za dwa tygodnie zacznie się już dobrze czuć.

- Będziesz żyć, a za dwa lub trzy tygodnie zaczniesz czuć wzrost witalności. Przez miesiąc powstrzymajcie się przed zbliżeniem.

— Euri, my jeszcze nie...

— Och, doprawdy?

— Ja już chciałam, ale George troszkę jeszcze czekał.

— Miał dobre przeczucie. W twoim stanie to by ci odbierało energie. Zdrowa kobieta dostaje coś od mężczyzny o ile się kochają w duchu.

Wstała i delikatnie pocałowała mnie w usta.

— Dziękuję, juz czuję różnice. To niesamowite.

— Tak, trudno to pojąć.

Zachwiałem się i musiałem usiąść. Nie chciałem mówić Camilli, że jestem osłabiony.

— Ubierz się w coś jego. Ja mu przekaże wiadomość. Najlepiej jakbyś dwie godziny pospała.

— Musimy zrobić zdjęcia...

— Tak, ale, jak wstaniesz będzie dopiero piąta. Fotograf pracuje do siódmej. George dowiezie mi zdjęcia, a ja dalej wszystko załatwię. To nawet dobrze, że tak się stało.

Założyła szybko rzeczy Georga, w których była wcześniej i przytuliła mnie raz jeszcze.

— Nigdy ci tego nie zapomnę — szepnęła.

Położyła się na kanapie. Nakryłem ją tym kocem. Zasnęła prawie natychmiast.

Byłem słaby. A musiałem jeszcze dużo zrobić.

Zadzwoniłem do mojego kierowcy.

— Camilla jest u ciebie. Wszystko ci opowie. Zrobicie zdjęcia i dostarczysz mi je, pewnie około dziesiątej. Nie krępuj się, że wpadniesz późno. Ja mam parę rzeczy do zrobienia. Niestety nie możesz iść do jej domu po nic. Wszystko kupicie dla niej nowe.

— Rozumiem, że coś się stało. Czy z nią jest dobrze?

— Teraz juz tak, muszę kończyć.

— Euri...

— Tak.

— Czy z tobą wszystko dobrze?

— Jestem trochę słaby, ale to minie. Do usłyszenia

Kiedy skończyłem rozmawiać, chciałem pojechać do jej domku. Uznałem jednak, że nie mogę tego zrobić. Musiałem troszkę sie wzmocnić. Potrzebowałem sam pomocy, ale nie było w koło ani mistrza Kensi - Omura ani Koi. Pomyślałem, że być może Diana mi troszkę pomoże. Chloe miała nieco więcej energii, ale z pewnych powodów nie chciałem jej pomocy.  

Musiałem wrócić do domu. Dzieci przyjechały, a George odjechał.

— Co ci skarbie? — zapytała Diana.

— Powiem ci potem, muszę sie położyć. Wieczorem poproszę cie o specjalny masaż. Powiem ci co powinnaś zrobić.

— Dobrze, kochanie.

Widziałem, że Chloe na mnie patrzy. Kiedy poszedłem do sypialni, zapukała i weszła.

— Tatusiu, co sie stało?

— Muszę odpocząć.

— Czy to sie nie wiąże z tym...

— Nie skarbie, wszystko dobrze.

— Kocham cię i dziękuje. Będę pamiętać do końca życia.

Delikatnie pocałowała moje usta, ale inaczej niz poprzednio. To była czysta miłość bez minimalnego nawet pożądania. Kiedy wyszła, zasnąłem.

Obudziła mnie Diana.

— Przyszedł George i przyniósł zdjęcia.

Wiedziałem, że sen mi pomógł. Byłem słaby, ale dużo mocniejszy niż trzy godziny wcześniej.

— Dobrze, za minutkę przyjdę.

Diana odeszła, pewnie by George nie czuł się ignorowany.

Poszedłem do niego.

— Wejdziesz?

— Camilla jest sama. Dziękuję za to co uczyniłeś. Jesteś pewny, Euri, że musimy wyjechać?

— Tak, nie dam rady ochronić was wszystkich, w najgorszym razie.

— Dobrze. Zatem pojedziemy i będziemy czekać na wiadomość. Na naszą utajoną skrzynkę pocztową przyślę adres lub kontakt.

— Dobrze.

Diana słuchała i była wystraszona.

— Euri, powiesz mi wszystko, czego nie wiem?

— Tak kochanie. Wy pojedziecie w inne miejsce.

— Nigdzie się nie ruszę. Jestem z tobą na dobre i złe. Nie pojadę.

— A dzieci?

— Kochanie, nie rozmawiajmy o tym teraz — poprosiła.

— Dobrze. George, napijesz się czegoś lub może jesteś głodny?

— Nie dziękuję. Muszę lecieć.

— Jutro jak zawieziesz dzieci do szkoły, przyjedziesz do mojego biura. Wszystko powinno być gotowe. Tam, gdzie pojedziecie, są ubrania z bawełny, lepszej niż tu. Kup Camili tylko coś na drogę. Nie powinna zabierać nic z tamtego domu.

— Bardzo się tym martwi, ale rozumie. Mówiła mi o tej terapii, czuje się już dużo lepiej. Gdyby nie ty...

Podszedł do mnie i przytulił mnie mocno i ciepło.

Zostawił dużą kopertę i wyszedł...

— Powiesz? — zapytała cicho.

— Jadę za dwa dni do Nowego Jorku. Wiedzą, że chce odejść. Najbardziej liberalna osoba z trójki, która tym zarządza, przyjął to sucho i źle. Chcę wysłuchać ich powody, dlaczego nie chcą bym odszedł, ale i tak nie zmienię zdania.

— Czy zabija nas w najgorszym razie?

— W najgorszym, zabija mnie. Dlaczego was by mieli?

— Abyś czuł ból...

— Nie zrobią tego — uśmiechnąłem się słabo.

— Wiem, że będziesz nas bronił, ale i tak zostanę przy tobie. Powiedzieć dzieciom?

— Tylko Chloe, bo Remi i tak się dowie od Hajze.

— Boże, dlaczego tak jest?

— Widzisz kochanie, może nie powinienem wyjeżdżać z Japonii, ale wówczas nie poznałbym cię i nie mielibyśmy naszych dzieci. Ale pamiętaj, że to jest najgorsza opcja. A ja chcę doprowadzić do najlepszej.

— A co z Camillą, bo nie za bardzo zrozumiałam?

— Odkryłem, że ma raka. Potem byłem z nią w jej domu i mam prawie pewność, że w piwnicy lub głębiej jest tam substancja promieniotwórcza. Mam dar uleczania i udało mi się jej pomóc. Nie może jednak tam wrócić i zabierać czegokolwiek, bo wszystko jest tam napromieniowane.

— Znaczy jest tam materiał radioaktywny jak w bombie atomowej?

— Nie. Dużo rzeczy promieniuje. Pary rtęci, azbest i jeszcze coś. Być może ma osłabiony system lub ...

— Co?

— Została skrzywdzona przez osobę, której całkowicie ufała, potem uciekła i tam zamieszkała. Być może wówczas jej ciało straciło ochronę. Dopiero niedawno poznała Georga i to jest pierwszy mężczyzna, który jej zaczął dawać życie.

— I dlatego byłeś taki wyczerpany?

— Tak, ale jest już lepiej. Muszę tam wrócić przed wyjazdem i ukryć w okolicznym lasku, miecz. Nie ufam do końca Hajze. On wraca w środę, a ja lecę do Nowego Jorku w czwartek rano. Muszę ukryć oryginalny, a wstawić za szkło podróbkę. To załatwię jutro, a potem ukryję miecz.

— Czemu to nas spotyka?

— Może z mojej winy. Po rozmowie z centralą będę wiedział czego się spodziewać.

— Oby się dobrze skończyło — szepnęła.

— I ja mam taką nadzieję — rzekłem.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 2653 słów i 15136 znaków.

1 komentarz

 
  • Almach99

    Gdzies czytalem, ze jak sie uratuje czyjes zycie, to jest sie odpowiedzialnym za ta osobe do konca zycia

  • AlexAthame

    @Almach99 Chodzi o karmę. Ale to tylko połowa obrazu, bo czasem jest to wpisane w przeznaczenie.Moze zetknałeś się,  z przypadkiem, który zmienił czyjeś życie?Deszcz słyszy wciąż kim jest, ale on tego nie widzi.Zaczynam się do niego przyzwyczajać i dam mu prezent, o którym wcześniej nie wiedziałem, ale to pewnie się stanie za trzynaście następnych odcinków