Akademia uczuć (IV)

Mając na głowie tyle różnych spraw i obowiązków, wreszcie widzę, że życie nie jest tak łatwe jak mi się niegdyś wydawało. Trudno jest mi połączyć szkołę, aktorstwo, pielęgnować nową znajomość oraz umacniać węzły pomiędzy mną a Nathalie i Jo. Nie potrafię wszystkiego złączyć w jedną, spójną całość.  
W drugi październikowy wtorek na lekcji z naszą wychowawczynią panią Kathleen Tin, omawialiśmy sprawy klasowe.  
- Moi drodzy. Jesteście w liceum i czas, abyście się zintegrowali z sobą nawzajem. Dlatego też wymieszam was i siądziecie w ławkach tak jak wylosujecie, dobrze?
W klasie było słychać głośne wzdychania i ogólne niezadowolenie, ale nikt raczej nie miał nic do gadania. Czułam się trochę jak w szkole podstawowej; to właśnie tam zazwyczaj wychowawcy nas przesadzali. Ale w liceum? Gdy mieliśmy wszyscy po szesnaście lat?  
Napisaliśmy na karteczkach swoje imiona i wrzuciliśmy do słoika. Potem odbyło się losowanie. Jeśli mam być szczera, wolałabym teraz uciec z tej "dziury” i pójść do Nielsa, który z pewnością by mnie pocieszył. Los chciał, że na karteczce, którą otrzymałam, widniało to już dawno przeze mnie znienawidzone imię : Betty.  
Zauważyłam złowieszczy uśmiech na twarzy dziewczyny i od razu pomyślałam, że ona po prostu pragnie mnie upokorzyć i że właśnie dopięła swego.  
Nathie i Jo miały większe szczęście, bo trafiły na siebie. Właśnie! Kolejny dowód na to, że życie jest trudne i niesprawiedliwe.  
- Veronico Bell – usłyszałam nagle zachrypnięty głos mojej nauczycielki. – Idź do sekretariatu i przekaż pannie Flower te papiery – poprosiła mnie pani Tin.  
- Oczywiście – odparłam. Wychowawczyni wręczyła mi dosyć duży stos różnych kartek i poszłam w stronę gabinetu panny Flower.  
Zastanawiam się, jakim cudem udało mi się zmieścić w drzwiach. Udałam się po schodach na dół i na moje nieszczęście się potknęłam upuszczając wszystkie dokumenty. Byłam okropnie zdenerwowana. A jeśli jakiś papier się zniszczył? Dostanę ujemne punkty z zachowania za nieszanowanie własności tejże instytucji. Zaczęłam zbierać rozsypane rzeczy do kupy, kiedy nagle za sobą usłyszałam znajomy głos:
- Widzę, że masz problem, Vera.  
To był Jake Nicholson. Zjawiskowy czasem arogancki przystojniak z drugiej "a”. Podobał mi się już w gimnazjum. Chodziliśmy do jednego gimnazjum a teraz do liceum. Wysoki blondyn o niebieskich oczach nosił markowe ubrania zza granicy i miał bardzo modną fryzurę. Połowa szkolnych lasek wzdychała za nim. Był nazywany "gwiazdorem”, bo należał do tych "najpopularniejszych, najfajniejszych, najładniejszych”. Nigdy nie przyjaźniłam się z nim a on nigdy nie zwracał na mnie uwagi. Moja gimnazjalna miłość do niego już dawno przeminęła, ale teraz gdy spotkaliśmy się sam na sam na szkolnym korytarzu a właściwie na schodach, coś w moim sercu się poruszyło. Znów widziałam w nim nonszalancko pięknego chłopaka.  
- Cześć, Jake – odparłam uśmiechając się szeroko. – Owszem mam mały problem. – uśmiech zniknął z mojej twarzy.  
- Chętnie ci pomogę, ślicznotko. – powiedział. Byłam zdziwiona słowami, które właśnie padły z jego ust. Nigdy, przenigdy nie powiedział do mnie w taki sposób.  
- Dziękuję ci.  
Razem zaczęliśmy zbierać dokumenty z ziemi i układać w zaczęty przeze mnie już stos kartek.  
- Gdzie to niesiesz? – spytał.  
- Do sekretariatu. Pani Tin mi kazała. – wytłumaczyłam. Jake zaśmiał się serdecznie i mruknął:  
- Sama mogłaby to zanieść.  
- Racja – poparłam jego uwagę.  
Przystojniak uśmiechnął się do mnie ukazując swoje nieskazitelne i perłowe zęby. Potem wstał z podłogi niosąc stos papierów. Oczywiście wziął większą porcję.  
- Teraz chodźmy odwiedzić naszą gburowatą pannę Flower – powiedział śmiejąc się od ucha do ucha. Poszłam tuż za nim. W drodze do sekretariatu spotkaliśmy Victorię. Zupełnie wypadło mi z głowy, że ona jest dziewczyną Jake’a. Ciekawe co teraz sobie o nas pomyślała.  
- Cześć, Vicky – powiedział bez entuzjazmu w głosie. Victoria gniewnie na mnie popatrzyła i zwróciła się do Jake’a, tak jakby mnie tu nie było.  
- Fajnie tak iść razem?  
Jake zachował się jakby nie słyszał pytania. Chwilę potem zaśmiał się szyderczo i powiedział do swojej zazdrosnej dziewczyny:
- Pomagam Veronice zanieść te papiery do sekretariatu.  
Vicky znów rzuciła mi krępujące spojrzenie i na moich oczach podbiegła do Jake’a i cmoknęła go w policzek na co on porządnie się zdziwił.  
- Kocham cię bardzo – mruknęła dosyć głośno.  
- Wiem, Vicky – odparł nieco zaskoczony. Ja szłam za nimi i czułam się jak piąte koło u wozu.  
- Co tu robisz w czasie lekcji? – zapytałam, aby stłumić dziwne uczucie wirujące nad nami w powietrzu.  
- Wyszłam z klasy pod pretekstem pójścia do toalety – prychnęła nieprzyjaźnie. To był jeden z tych gestów, których nienawidziłam.  
Chwilę potem znaleźliśmy się w gabinecie panny Flower, która siedziała za biurkiem i widać było, że robi coś niezwykle ważnego, więc powiedziałam pokrótce:  
- Przyniosłam… znaczy przynieśliśmy - poprawiłam się -… dokumenty od pani Kathleen Tin mojej wychowawczyni – dokończyłam starając się, aby mój głos był jak najbardziej wiarygodny.  
- Dziękuję, połóżcie to tutaj – odburknęła wskazując wolne miejsce na biurku. Położyliśmy stosy papieru na stole i wyszliśmy z gabinetu.  
- Wracam na lekcje – powiedziałam tym samym żegnając się z Jakiem i z Vicky. Pobiegłam szybko na górę i od razu dostałam od pani Tin burę. Zaczęła gadać, że się martwiła i że więcej nie wyśle mnie, abym coś tam zaniosła i że jestem nieodpowiedzialna i takie tam duperele. Nawet nie pozwoliła mi dokończyć, że to wszystko przez to, iż zaliczyłam wywrotkę na schodach i musiałam wszystko zbierać.  

Po lekcji poszłam z Nathalie i Jo na stołówkę.  
- Co kupujecie? – zapytałam.  
- Małą pizzę – powiedziała Jo.  
- A ja sałatkę niskokaloryczną. Odżywiam się zdrowo – pochwaliła się Nathie. Zaśmiałam się. Po prostu tego nie wytrzymałam.  
- Ty?! – zawołałam.  
- Dziwi cię to? – spytała.  
- Tak. Zawsze się zajadałaś.  
Nathalie wyszła ze stołówki ze łzami w oczach.  
- O co jej chodzi? – zapytałam się Josephine, która została ze mną przy stoliku.  
Jo przez chwilę się nie odzywała, jednak po chwili syknęła:
- Wiesz co?! Jesteś SKOŃCZONĄ IDIOTKĄ!!! Jak mogłaś tak powiedzieć?!
Zupełnie ich nie rozumiałam. Dlaczego obydwie się na mnie obraziły? Przecież nic takiego nie zrobiłam. Zaskoczył mnie fakt, że moja przyjaciółka zaczęła się zdrowo odżywiać. Co w tym dziwnego? Nathalie wiecznie się objadała, przez co należała do pulchnych dziewcząt. Jeśli miała do wyboru czekoladę lub pizzę brała obydwie rzeczy.  
Taką przygnębioną znalazł mnie Niels. Przysiadł koło mnie i zapytał:
- Co się stało?
Nie odpowiedziałam od razu. Musiałam jakoś wiarygodnie sformułować odpowiedź.  
- Przez przypadek obraziłam Nathalie. – odpowiedziałam wreszcie. – Przecież widzisz, że jest korpulentna. Dzisiaj się dowiedziałam, że zaczęła się zdrowo odżywiać i wprost w to nie uwierzyłam, wskutek czego się zaśmiałam. Obydwie się na mnie pogniewały i teraz nie wiem co mam zrobić.  
- Najlepszym sposobem na poprawę humoru będzie wybranie się na wspólny spacer. Proponuję park a potem obiad w pizzerii. Co ty na to? Idziesz w to?  
- Jesteś bezczelny – powiedziałam na co on lekko się zdziwił. – Nie umiesz pocieszać! Wróć jak zrobisz się grzeczniejszy! – zawołałam wychodząc ze stołówki.  
- Veronica!– słyszałam jak wołał.  
Ja natomiast nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Zerwałam się z trzech ostatnich lekcji i pojechałam do domu…

Ada

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 1419 słów i 7972 znaków.

1 komentarz

 
  • Grrgh ...

    Pisz dalej ;) nie moge sie doczekac dalszego ciagu ;>