Akademia uczuć (VI)

Zbliżał się weekend a ja nie potrafiłam podsumować tego tygodnia. Tyle rzeczy się zdarzyło. Kłótnia z Nathie i Jo, namiętne pocałunki z Jakiem, przyjęcie do najpopularniejszej grupy w szkole, sprzeczka z Nielsem. Już nie wiem w co mam ręce włożyć.  
Piątek był niezwykle okrutny. Idąc szkolnym korytarzem zauważyłam Jake’a całującego się z Victorią. Teraz mam wrażenie, że on wcale nie chciał ze mną być. Po prostu chciał zaspokoić swoje pragnienie i tak naprawdę zrobił to z byle kim. A teraz już go nie interesowałam.  
Wbiegłam czym prędzej do damskiej toalety i zamknęłam się w jednej z wyremontowanych kabin. Zaczęłam głośno płakać niczym małe dziecko, które właśnie uderzyło się w głowę. Wszystkie negatywne uczucia zebrały się gdzieś w środku we mnie w jedno i wybuchły na kształt czynnego wulkanu. Po chwili usłyszałam kojący głos jakiegoś chłopaka. Zdziwiło mnie to, bo przecież byłam w damskiej.  
- Możesz zwolnić łazienkę, proszę? – dotarły do mnie takowe słowa.  
Ten ton. Ten głos. To musiał być Niels, nie mogło być inaczej. Tylko co on do diaska robił w toalecie dla dziewczyn?!  
Wypełzłam z toalety nie patrząc mu w oczy. Makijaż miałam cały rozmazany pod oczami. Niels zachował się obojętnie.  
- Dzięki za zwolnienie toalety – burknął przez co zrobiło mi się jeszcze gorzej na sercu. – I mogłabyś już wyjść z męskiej – dodał nieprzyjemnie. Wtem zorientowałam się, że to ja się pomyliłam.  
- Wybacz. Pomyliłam łazienki – powiedziałam i z płaczem wybiegłam trzaskając drzwiami. Wyobrażałam sobie niewiadomo co. Myślałam, że Niels wybiegnie za mną i zawoła jak w tanim filmie romantycznym : "Veronico Bell! Zaczekaj! KOCHAM CIĘ!!!” Tymczasem nie słyszałam czegoś takiego. Miałam ochotę z nim porozmawiać, jednak wiedziałam, że nie skończy się to dla mnie dobrze.  
Właśnie wtedy zrozumiałam jak bardzo go zraniłam. Nakrzyczałam na niego w chwili słabości i totalnej złości a potem zwyczajnie go zignorowałam. Traktowałam Nielsa jak powietrze. Przez tę myśl jeszcze straszniej się poczułam. Jeszcze do tego wszystkiego należałam do grupy celebrytów, której on nienawidził z resztą z wzajemnością.  
Postanowiłam porozmawiać z Jakiem. Nie wiem wprawdzie o czym, ale czułam taką wewnętrzną potrzebę. Udałam się na stołówkę, gdzie moja grupa najczęściej urzędowała.  
- O! Hej, Vera! – zawołała z daleka Rachel.  
- Cześć. – zaczęłam. – Jest Jake? – spytałam rozglądając się wkoło w poszukiwaniach uroczego blondyna.  
- Jest. Siedzi przy stoliku numer siedem. Ale jest z nim Vicky, więc nie wróżę nic dobrego. Wiesz przecież jak ona chorobliwie za nim szaleje – zauważyła słusznie Rachel.  
- Zdaję sobie z tego sprawę – odparłam krótko i zwięźle. – Jednakże niezwłocznie muszę z nim pomówić. – oznajmiłam.  
- W takim razie powodzenia – powiedziała moja przyjaciółka i rzuciła mi podnoszący na duchu uśmiech.  
- Dzięki – odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.  
Bez problemu znalazłam właściwy stolik. Siedział przy nim Jake i obejmował czule Victorię. Nie mogłam patrzeć na to spokojnym wzrokiem, bo we mnie rozdzierał się ból i smutek. Miałam głęboką ochotę na związek z Jakiem, ale widocznie nie miało mi się poszczęścić. A szkoda…  
- Jake, mogę cię prosić na chwilę? – zapytałam. Chłopak zaśmiał się szyderczo i powiedział :
- Teraz? Nie widzisz, że jestem zajęty?! – prychnął nieprzyjemnie.  
- Jake! Jeżeli ze mną nie wyjdziesz to powiem… - ostrzegłam go karcąco na co Vicky zmarszczyła czoło i rzuciła mi tak okropny wzrok, że prawie upadłam.  
Jednak dopięłam swojego. Blondyn wyszedł ze mną ze stołówki.  
- Czego chcesz?- burknął. – Zepsuć mi związek?  
- Nie. Żądam wytłumaczeń. Wczoraj mimo moich oporów zacząłeś mnie całować i…
- Ty potem też tego chciałaś! – krzyknął.  
- Bo mnie podnieciłeś. I przyznaję się bez winy, rozumiesz? Nigdy nikt cię nie oczarował?!  
- Vera, wybacz za wczoraj. Ale nie chcę już ciebie.  
To zabolało.  
- To czemu to zrobiłeś?! – krzyknęłam płaczliwie.  
Jake złapał mnie za ręce i znów włożył mi język w gardło. Tym razem nie dałam się omotać. Odepchnęłam go najmocniej jak potrafiłam i nieoczekiwanie uderzyłam go w policzek w taki sposób, że od razu się zaczerwienił.  
- Co to, to nie kolego! – krzyknęłam mu prosto w twarz. Byłam na niego tak wściekła, że nie potrafiłam się uspokoić.  
- Myślałem, że o to ci chodziło! – krzyknął jak jakiś wściekły wariat.  
- Nie, Jake! Tylko nie wiem dlaczego wczoraj tak zrobiłeś! Całowałeś mnie tak namiętnie, że wręcz myślałam, że to była prawda… A prawda tkwi tylko i wyłącznie w tym, że całujesz świetnie! Idealnie! W gimnazjum byłam w tobie zakochana po uszy, ale teraz to już przeszłość! A wczoraj znów ożywiłeś moje uczucia! Ty skończony IDIOTO!  
Wreszcie powiedziałam mu to, co należało mu się tak jak żebrakowi kawałek chleba.  
- Chrzań się, debilko… - powiedział i chciał już odejść, ale w ostatniej chwili zatrzymałam go ręką.  
- Ja nie skończyłam – warknęłam.  
- A ja owszem! – wrzasnął.  
- Posłuchaj, jeśli teraz odejdziesz, powiem Victorii!!! – krzyknęłam mocno poirytowana. Wkurzyłam tymi słowami Jake’a, bo podszedł do mnie w jednej chwili i złapał mnie za ramię i szepnął :
- Tylko spróbuj, suko… Tak skopię ci tyłek, że przez miesiąc nie zaznasz snu, więc się zastanów. A teraz spieprzaj mi z oczu!  
Potem odepchnął mnie tak, że upadłam na szafki szkolne i rozległ się głośny huk.  
Gdy się otrząsnęłam zobaczyłam nad sobą panią Trish – naszą pielęgniarką. Rozejrzałam się i przetarłam powoli oczy, jak gdybym obudziła się po długim i pięknym śnie.  
- Jak się czujesz? – po chwili usłyszałam delikatny i czuły głos Nielsa. Spojrzałam na niego mrużąc oczy. Miał taki łagodny wyraz twarzy, taki kojący. Po chwili jego ciemne włosy przemieniły się na blond i zobaczyłam złowieszczy uśmiech Jake’a Nicholsona. Tak się przelękłam, że zaczęłam błądzić gdzieś w swoim umyśle i bredziłam :
- Zostaw mnie…  
- Kto ci to zrobił?! – krzyknął. Jednak ja nie potrafiłam odpowiedzieć. W moich oczach widziałam tylko wielkie czarne plamy.  
Potem przed oczami ujrzałam kolorowe paski i rysunki. Widziałam moją mamę, Nielsa, znów moją mamę a potem Jake’a. Zaczęłam krzyczeć na jego widok i znów znalazłam się w gabinecie pielęgniarki. Nade mną stał Niels. Teraz widziałam go bardzo wyraźnie.  
- Jak dobrze, że się przebudziłaś… Pamiętasz kto popchnął cię na szafki? – spytał Niels.  
- Nie wiem… Nie pamiętam jak się nazywa…
W jednej chwili umknęło mi imię i nazwisko tego chłopaka. Pamiętam tylko, że był blondynem. Z pamięci uleciał mi też wygląd jego twarzy. Nic nie potrafiłam powiedzieć na ten temat.  
- JAK TO?! – krzyknął aż zadźwięczało mi w uszach. – Trish! Ona nic nie pamięta! – zawołał do pielęgniarki. Była ona bardzo młoda i pozwalała uczniom mówić do siebie po imieniu.  
Po chwili i ona zjawiła się koło mnie.  
- Veronico, czy naprawdę nic nie pamiętasz?- spytała z przejęciem w głosie.  
- Nie… poza tym, że był blondynem… - odparłam i zrobiło mi się tak słabo, że po chwili już nic nie czułam.  
Obudziłam się kilka minut później, a przynajmniej mi się tak wydawało. Ujrzałam przed sobą szpitalne łóżko i panią pielęgniarkę. Za oknem widziałam twarze zmartwionych rodziców oraz Nielsa…  
Jak się dowiedziałam minęło piętnaście godzin. Podniosłam się delikatnie i bezgłośnie zawołałam Nielsa. Chłopak wszedł do sali.  
- Co się dzieje, kochanie? – zapytał cieplutko i pogładził mnie po policzku. Ostatkami sił złapałam go za rękę dotykającą mój policzek. Z początku zmarszczyłam się, ale potem zrozumiałam, że stara się być dla mnie miły.  
- Nic. Jak dobrze, że tu jesteś…- westchnęłam. Już dawno nie czułam się tak bezpiecznie.  
- Vera, czy to Jake Nicholson cię pobił? – zapytał w końcu.  
Ja nagle podniosłam się a serce prawie wyrwało mi się z piersi. Zaczęłam płakać. Właśnie wtedy wróciła mi pamięć i wszystko dokładnie pamiętałam. Niemal widziałam agresję w oczach Jake’a przed sobą. Tak bardzo się go bałam… W sumie nic takiego mi nie zrobił, ale ta nienawiść w jego oczach… Tych pięknych oczach, które mnie uwiodły…  
- W porządku? – spytał czule.  
- To Jake – powiedziałam z ciężkim sercem. Szkalowałam bowiem na chłopaka, w którym niegdyś się kochałam. Tak, czy inaczej on mnie przecież pobił. Nie powinnam mieć wyrzutów sumienia.  
- Wiedziałem, że to ten pieprzony skurwysyn… - przeklął Niels. – Ja się tobą zaopiekuję. Nic ci się nie stanie, ok? – spytał. – Będziesz bezpieczna.  
Zaskoczył mnie. Był taki uroczy i romantyczny.  
- Dobrze. Od dzisiaj jestem twoja… - powiedziałam i uśmiechnęłam się. Niels przytulił mnie czule i szepnął:
- Czekałem na ten dzień od chwili, gdy cię pierwszy raz zobaczyłem…  
Po tych słowach moje serce wypełniło się gorejącym ciepłem i w jednej chwili na poważnie zakochałam się w Nielsie. Zawsze marzyłam, aby tak się poczuć. I to już nie była miłość taka jaką czułam do Jake’a. Ta była czysta i przejrzysta. Nie widziałam w niej żadnego pożądania. Liczyliśmy się tylko my i nic więcej. Co prawda nie byłam jeszcze całkiem dziewczyną Nielsa, ale stwierdziłam, że on chce, abyśmy się lepiej poznali. Chciał nam dać czas i właśnie to było cudowne.  
Gdy już wychodził postanowiłam, że muszę jeszcze zamienić z nim kilka słów.  
- Niels – zatrzymałam go. Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.  
- Chcę cię przeprosić. Zachowałam się jak ostatnia idiotka. Wybacz mi. Chcę, aby ta sprawa już nie ciążyła ponad nami.  
- Nie ma o czym mówić…  
- Zachowałam się niewybaczalnie… Przepraszam, przepraszam….  
- Daj spokój!  
- Wybacz mi – bredziłam ze zdenerwowania.  
Niels nie wytrzymał i podszedł do mnie i ponownie przysiadł koło mnie na szpitalnym łóżku.  
- Czy ty nie rozumiesz, że ja cię kocham?! Nie potrafię ci nie wybaczyć! Po prostu cię kocham i już! Zrozum to! – krzyknął.  
Poczerwieniałam.  
- Niels…  
- Odwiedzę cię jutro. Do zobaczenia – powiedział i wyszedł zostawiając mnie samą, lecz poważnie zakochaną…

Ada

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1939 słów i 10601 znaków.

1 komentarz

 
  • sala_samobójców

    Masz ogromny talent, rozwijaj go.