Akademia uczuć (I)

Z życia należy czerpać jak najwięcej dobrych rzeczy. Trzeba również wykorzystywać swoje talenty. Ja od najmłodszych lat pragnęłam być aktorką. Sumiennie ćwiczyłam dykcję i zapisywałam się na różne warsztaty dla początkujących. Od zawsze chciałam zdobyć sławę i uznanie w oczach widzów. Kręciły mnie wszelkie filmy, seriale i tym podobne. Chodziłam często do teatrów i po przedstawieniach, jeśli pozwalały na to okoliczności, przeprowadzałam króciutkie wywiady z aktorami. Tak bardzo chciałam być choć na ich miejscu.  
Wówczas byłam tylko zwykłą, szarą uczennicą liceum ogólnokształcącego w Nowym Jorku. Moim głównym celem było dostanie się po maturze na Akademię Aktorską, gdzie uczyłabym się aktorstwa od podstaw, wśród ludzi, którzy są doświadczeni i genialni w tej dziedzinie nauki.  

- Veronica, idziesz z nami dzisiaj na imprę? - spytała się moja przyjaciółka Josephine Louis (znana też jako Jo). Ta szczupła, niska blondynka z kręconymi, krótkimi włosami była mi jedną z najbliższych osób w szkole.  
- Będzie fajnie - zauważyła Nathalie Rose, moja druga najlepsza przyjaciółka. Ta natomiast była z innej bajki. Kruczoczarne długie włosy do pupy i okrągłe kształty. Obie bardzo lubiłam pomimo odmiennych poglądów i wyglądu.  
- Nie wiem czy się wyrobię. Mam warsztaty. Po za tym nie mam ciuchów. Musiałabym wybrać się na małe zakupy. U kogo impreza?  
- U Kate. No chodź z nami i nie daj się prosić! - błagała Jo. Miałam wyrzuty sumienia, że odmawiam przyjaciółkom. Zawsze trzymałyśmy się razem.  
- No nie wiem... - zastanowiłam się. Nie chciałam się ośmieszyć zakładając ubranie, które miałam na sobie już kilka razy na innych balangach. - Na prawdę nie mam co na siebie założyć - przekonywałam je usilnie.  
- Jak chcesz. - powiedziała Jo.  
Wstałam spod klasy, bo czułam nieporozumienie w powietrzu i poszłam na stołówkę. Trwał tam lunch. Zauważyłam znane "celebrytki - lalunie" z mojej szkoły, jakichś mięśniaków, których nie kojarzyłam i chmarę szarych, zwykłych uczniów takich jak ja.  
Moje LO nie było idealne. Nasza grupa pedagogiczna nie wyróżniała się czymś szczególnym a poziom nauczania był kiepski. Nie organizowano dłuższych wyjazdów, wycieczek a nauczyciele nie robili kółek zainteresowań. Nie podobał mi się taki ustrój, ale oczywiście nie ode mnie to zależało.  
Wróciłam na lekcję trochę spóźniona i siadłam obok Nathie. Nauczyciel Rubens nawet nie zauważył mojego drobnego spóźnienia.  
Po tej lekcji miałam już wolne popołudnie, dlatego też poszłam na przystanek autobusowy nie czekając na przyjaciółki, które jeszcze zostały na zajęciach wyrównawczych z matematyki.  
Kiedy autobus przyjechał na przystanek, od razu wsiadłam do niego i zajęłam miejsce stojące, gdyż był duży tłok. Jak zwykle trafiłam koło kasownika. Wsadziłam słuchawki w uszy i słuchałam mocnego rocka, aby stłumić jakiś dziwny marazm, który tego dnia mnie ogarnął. Chwilę potem ktoś popukał mnie w ramię. Wyjęłam słuchawki i odwróciłam się. Moim oczom ujawnił się cud-chłopak. Śliczny, ciemnowłosy o brązowych oczach. Zbrakło mi tchu i poczułam jakieś dziwne, nieznane mi dotąd uczucie w sercu.  
- Przepraszam, czy mogłabyś skasować mi bilet? - spytał łagodnie.  
- Oczywiście - odparłam i wzięłam jego bilet. Przyłożyłam go do kasownika a następnie oddałam go właścicielowi.  
- Dziękuję. - powiedział i uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech pokazując moje idealnie białe i proste zęby. Chłopak popatrzył mi prosto w oczy. Ja chwilę podtrzymałam jego spojrzenie a potem odwróciłam się w swoje pierwotne miejsce.  
Kilka minut później stwierdziłam, że warto byłoby z nim zamienić parę słówek, ale gdy się odwróciłam, ślicznego przystojniaka już nie było.  
Zrobiło mi się dziwnie smutno.

Ada

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 729 słów i 3944 znaków.

4 komentarze

 
  • Czarna

    Super!

  • Kasia

    super czekam na kolejne czesci  :dancing:

  • Ada

    Dziękuję :)

  • Malolata1

    Zaczyna się tajemniczo. Jak na razie był to krótki wstęp, ale czekam z niecierpliwieniem na kolejną cześć. :)