Akademia uczuć (IX)

Wskazówka zegara przesuwała się w powolnym tempie. Kątem oka widziałam, jak Betty wydłubuje sobie zza paznokci brud sprzed tygodnia. Chciało mi się wymiotować. Znów zerknęłam pochmurno na zegar. Lekcja kończyła się o drugiej, od której dzieliło mnie zaledwie pięć minut. Niestety, te pięć minut ciągnęło się już od pół godziny. Niels był taki wściekły. O co mu chodziło? Odwróciłam się do tyłu. Natalie niezdarnie przepisywała jakieś pierdoły z tablicy. Nauczycielka sprawdzała właśnie notatki w zeszytach wszystkich uczniów. Naszła mnie ochota, żeby kujnąć ją w tyłek szpilką, która jakimś cudem znalazła się w moim piórniku. Zastanawiałam się, jak zareagowałaby. Chyba wolałam nie ryzykować.  
Ukradkiem wyciągnęłam telefon i zerknęłam, czy przypadkiem nie mam nowych wiadomości. Guzik. Ani jednego sms’a. Marzyłam, żeby Niels przysłał mi tandetny, miłosny wierszyk, w którym wyrazi, jak bardzo mnie kocha, i że jest mu przykro, że zachował się w taki sposób. Znów popatrzyłam na zegar. W końcu uświadomiłam sobie, że jest zepsuty. Miałam ochotę wpisać się na listę największych idiotów świata. Jak można nie zauważyć, że klasowy zegar w kolorze krwi nie działa?  
- Gdzie masz zapisane zadanie, Veronico? – Zaskoczył mnie głos nauczycielki. Wreszcie się obudziłam. Na policzki wskoczył mi rumieniec. Wyobrażałam sobie, co za chwilę usłyszę: "Jak ja mogę się nie denerwować, skoro nie przepisujesz?! Całą lekcję przegapiłaś i właśnie wpisuję ci jedynkę! Obudź się wreszcie, dziewczyno! I proszę zostać po lekcji!” – właśnie tak sprawa wyglądała. Tym czasem kobieta rzekła:  
- Tym razem ci odpuszczę. Proszę przepisać notatkę.  
Wyobrażam sobie, jak wyglądałam, gdy to powiedziała. Z pewnością miałam rozdziawione usta i ledwo biło mi serce. Przecież mnie nie znosiła! Zawsze rzucała mi ostre spojrzenie, i gdyby miała taką możliwość, za pewne utopiłaby mnie łyżką w zupie. Przy każdej, możliwej okazji mnie pytała. Za wszelką cenę, chciała mi wstawić złą ocenę. Na razie miałam dostateczny plus, ale panna Evans usilnie chciała zniżyć mi do dopuszczającej. Od początku znienawidziłam fizykę.  
Po chwili całą klasę wypełnił donośny dźwięk, tak bardzo upragnionego dzwonka. Wręcz zakochałam się w nim. Natychmiast zebrałam manatki i wyszłam z klasy.  
- Panno Bell – usłyszałam. Fizyczka miała lekko zmartwioną minę i patrzyła gdzieś w przestrzeń. Chcąc nie chcąc, podeszłam z wolna do biurka i zawiesiłam na niej wzrok.  
- Chciałabym postawić ci czwórkę na semestr. Co prawda, jeszcze sporo czasu do grudnia, ale proponuję ci już dzisiaj, abyś się przyłożyła.  
Zamurowało mnie. W takim razie, dlaczego tak mnie prześladowała?!  
- Cóż… Nie wiem co powiedzieć. Dziękuję, że dostałam takową szansę.  
- Weź się do pracy, kochana. Uważam, że jesteś porządną uczennicą.  
- Dziękuję – odparłam prędko, bo nie wiedziałam, jak za chwilę zareaguję.  
- Nie zatrzymuję cię dłużej, możesz iść.  
Wywlokłam się z klasy i cicho pożegnałam się z nauczycielką. Byłam przynajmniej zdumiona. To, co przed chwilą powiedziała pasowało jak piąte koło u wozu do tego, co dzisiaj zaprezentowałam na lekcji. Ale nie zamierzałam się dłużej nad tym zastanawiać. Popędziłam na stołówkę. Na schodach potrąciłam Jake’a. Nie od razu zorientowałam się, że to on. Gdy zobaczyłam jego twarz, przeraziłam się. W jego oczach czaił się złowieszczy uśmieszek. Kąciki jego ust podniosły się delikatnie do góry. Zbrzydł. To było jedyne, co przyszło mi do głowy. Wbił we mnie wzrok i chyba nie zamierzał mnie od niego uwolnić.  
- Idziesz na stołówkę? – zapytał. Zignorowałam go. Poszłam przed siebie. Nagle poczułam mocny uścisk w okolicach łokcia.  
- Pytałem się o coś – upomniał się.  
- Puść mnie, bo zacznę krzyczeć – zagroziłam.  
- Sram w gacie z przerażenia, kotku – odparł. Ugryzłam go w ramię, niczym niebezpieczny wampir i uciekłam ile sił w nogach na niższe piętra. Nie gonił mnie, ale wiedziałam, że to nie koniec. Dobiegłam aż do stołówki. Tam już czułam się bezpiecznie. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu Nielsa. Spodziewałam się, że siądzie tam gdzie zawsze, jednak nasz stolik był pusty. Obok zauważyłam celebrytów. Rachel pomachała mi z daleka i zachęciła, żebym się dołączyła. Podeszłam do nich na chwilę.  
- Siadaj, przyjaciółko. Mamy wiele spraw do omówienia – poinformowała mnie.  
- Nie zabawię zbyt długo – zastrzegłam.  
- Gdzie się spieszysz? Przecież jest długa przerwa.  
- Sorry, chyba do was dziś nie dołączę – powiedziałam, widząc na horyzoncie nadciągającego Nielsa.  
- Szkoda – powiedziała ironicznie Vicky.  
Nie zważając na "przyjaciółkę”, podeszłam do ciemnowłosego chłopaka. Nie zaczekał na mnie, tylko siadł przy naszym stoliku i zapatrzył się gdzieś w horyzont. Odsunęłam krzesełko naprzeciwko niego i zgrabnym ruchem zajęłam miejsce. Spojrzał mi prosto w oczy. Krył się tam smutek i zmartwienie. Wzięłam się w garść i przejęłam inicjatywę:
- No to jak tam ci minęły lekcje? – zapytałam.  
- Spoko.  
Speszyłam się. Jego głos zadał mi okrutny cios. Czułam się, jakbym nie rozmawiała ze swoim chłopakiem, ale z kimś, kto mnie nie znosi.  
- Babka od fizy, zaproponowała mi czwórkę. – Postanowiłam wypróbować swój talent aktorski i udać, że to dla mnie coś strasznie ważnego (niby było, ale w tej chwili sama z siebie nie potrafiłam tego wyostrzyć).  
- Cieszę się.  
Znów bolesny cios. Miałam dosyć.  
- Co się dzieje?  
- Nie wnikaj – ostrzegł mnie delikatnie.  
- Mam prawo wiedzieć, co nie?  
- Sprawa nie tkwi w tobie.  
Powiedział to tak szorstko, że bałam się go dotknąć, w obawie, czy przypadkiem mnie nie poparzy. Zdenerwowałam się.  
- W takim razie, żegnam cię. Nie mam zamiaru w takich warunkach spędzać całej przerwy.  
Wzięłam torbę i wyszłam, udając obrażoną. Tak naprawdę, nie chciałam stamtąd wychodzić i go zostawiać w takim stanie. Niestety, inaczej nie mogłam. Nie chciałam mu puścić tego płazem. Musiał mi powiedzieć, więc postanowiłam, że zrobię to siłą.  

Po lekcjach wyszłam szybko ze szkoły, nie czekając na mojego chłopaka. Zastanowiłam się, co tak naprawdę mi się w nim podoba. Nie ma w sumie nic szczególnego. Ciemne włosy opadające niekiedy bezwładnie na jedno oko, prościutki nos, miękkie usta, czarne oczy… Szczupła sylwetka, metr osiemdziesiąt pięć wzrostu… Nic wspaniałego. W zasadzie to jest do niczego. Nie chce mi wyznać, o co chodzi, ignoruje mnie i jest okrutny. W sumie to już mi się nie podoba. I tak naprawdę to wcale go nie kocham.  
Prawda była taka, że nie mogłam bez niego żyć, bez względu na to co robił. Po prostu nie potrafiłam. I uważałam, że jest nonszalancko przystojny i śliczny. O takim chłopaku mogłam tylko pomarzyć… A miałam go już dla siebie, a w zasadzie na wyciągnięcie ręki. Wystarczyłoby mi go pocałować.  
- Veronica! - usłyszałam za sobą. Ujrzałam zmęczonego Nielsa, który już po chwili szedł przy moim boku. Przyspieszyłam kroku, aby nie mógł iść koło mnie.  
- Przepraszam - powiedział. – Wybacz mi, cokolwiek mówiłem, robiłem, jak cię potraktowałem… Wybacz mi, błagam. Nie przeżyję bez ciebie. Vera, słyszysz?  
Nie odwróciłam się. Szłam w milczeniu, chociaż po policzku ciekła mi łza. Nagle złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.  
- Proszę, zaczekaj.  
Patrzyłam mu prosto w oczy. Przybrał minę zbitego psa. Cały był blady, jak na jego karnację, ale mimo to, nadal mnie powalał.  
- Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć, o co ci chodzi?  
- Powiem ci…Powiem ci wszystko, tylko wróć do mnie.  
Uśmiechnęłam się delikatnie i kiwnęłam głową, na znak, że umowa mi pasuje. Bowiem byłam pewna, że na pewno nie chce ze mną zerwać.  
- O co więc chodzi? – spytałam.  
- O twoją przyjaciółkę.  
Dostałam napadów gorąca, w sumie nie wiem z jakiego powodu.  
- Słucham?  
- O Jo.  
Przeraziłam się. Zaczęłam podejrzewać, że ma coś do ukrycia w związku z nią.  
- Przecież nawet jej nie znasz. Josephine zniknęła i nie wiem co się z nią stało. Nawet z nią nie rozmawiałeś, więc o co ci chodzi?  
- Właśnie o jej zniknięcie. Martwię się.  
Poczułam ukłucie w sercu.  
- Martwisz się o kogoś, kogo nie znasz? – zdziwiłam się.  
- Znam ją. Lepiej niż ty. A prawda jest taka, że cię okłamałem. A właściwie nie powiedziałem całej prawdy. Wtedy w autobusie, nie widziałem cię po raz pierwszy. Widywałem cię już wcześniej.  
Czułam się, jakbym dostała niezasłużoną szóstkę z fizyki i nie wiedziała co z tym zrobić.  
- O tym nie wiedziałam.  
- Obserwuję cię od trzech lat. – wyznał.  
Staliśmy właśnie na wietrze, a podmuch wichru roztrzepywał mi włosy. Nie wiem czemu, ale zaczęłam się go bać. Niels mnie śledził?!  
- Co?  
- Zakochałem się w tobie, gdy byłem w drugiej gimnazjum. Ty wtedy byłaś w pierwszej. Chodziliśmy do tej samej szkoły. Na pewno mnie nie pamiętasz. Od tamtego czasu bardzo się zmieniłem. Byłem blondynem, ale postanowiłem się przefarbować, żebyś mnie nie kojarzyła. Być może pamiętasz, ale w trzeciej gimnazjum wygrałem kuratoryjny konkurs matematyczny. Wieść rozeszła się po całej szkole. I bałem się, że mnie skojarzysz, ale chyba miałem szczęście.  
Patrzyłam na niego z otworzonymi ustami. Wprost nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Kochał się we mnie i nawet nie próbował zawalczyć?  
- Wiedziałeś, że kocham Jake’a. – To nie było pytanie. Po prostu wiedziałam.  
Kiwnął głową. Byłam w szoku.  
- Jeździłeś tym samym autobusem co ja? – spytałam zupełnie od czapy.  
- Oczywiście, ale się ukrywałem.  
Cały czas mnie okłamywał. W sumie to był świetnym aktorem: jak udawał, że się cieszy, że chodzimy do tego samego liceum, jak poszedł do tego samego sklepu co ja, gdy kupowałyśmy razem z Jo i Nathie słodycze i udał, że jest zaskoczony. Innymi słowy: śledził mnie.  
- A Patricia?  
- Ją również okłamywałem.  
Ale jedno mi się nie zgadzało.  
- No dobrze, Niels. Ale jak to się ma do Josephine? – Zadałam mu właśnie bardzo ważne pytanie.  
- Jo mi pomagała w zdobyciu ciebie.  
- Skąd ją znasz?! – prawie krzyknęłam.  
- Tak się skromnie składa, że… Josephine Louis to moja siostra.  
Zatkało mnie.  
- J a k t o ?!  
- Mamy wspólną matkę, ale innych ojców.  
Pomyślałam, że chyba go trzepnę w twarz.  
- Do cholery! Dlaczego nic mi nie mówiłeś?! I ona! Dlaczego o niczym nie wiedziałam?!  
- Błagam, nie krzycz.  
- Nie, Niels. Pogadamy jutro. Muszę pomyśleć.  
Odeszłam prędko. Niestety, nie umiem wyplątać się z jego pajęczyny. Złapał mnie za rękę i przyciągną mocno do siebie. Nasze wargi się zetknęły, a ja poczułam się jak w niebie. Cały czas o tym marzyłam. Trudno… Tą trudną wiadomością zajmę się później.

Ada

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2059 słów i 11116 znaków.

6 komentarzy

 
  • Iza

    11 Styczeń 2013, tak dawno, a kolejnej części nie ma, jestem zawiedziona nie skończonym tym opowiadaniem..

  • kamil

    Super....Kiedy dodasz kolejny rozdział...?

  • diaria1709

    świetne.
    zapraszam do mnie :3

  • M.

    Jedno z najlepszych tutaj :) Warte uwagi i czasu !

  • Ada

    myślę, że niebawem się pojawi ;)

  • smile

    Kiedy kolejna część? :smile: