Zakazane uczucie uczennicy do nauczyciela cz. 6

Przez kilka następnych tygodni starałam się unikać Matt'a, lub raczej lepszym określeniem byłoby - profesora Green'a. Na początku było mi z tym ciężko, jednak widok jego czarnych oczu przepełnionych po brzegi goryczą, gdy tylko na mnie spojrzał dawał mi w pewien sposób satysfakcje. To on chciał zakończyć tą znajomość i jeżeli jeszcze mu zależy to, to właśnie on powinien ją naprawić.
Od czasu tego ascetycznego pierwszego września, starałam się zapanować nad bólem w sercu i zaczęłam zbliżać się coraz bardziej do Johna. Od początku naszej znajomości mówiłam mu, że nie szukam chłopaka i mam nadzieje, że wziął sobie tą informacje do serca. Tak właśnie, mam nadzieje. A przecież, jak to mówią? Ah tak! Nadzieja umiera ostatnia... Martwi mnie to, że chłopak pozwala sobie na coraz więcej. Nie chcę mu robić nadziei i za każdym razem gdy zrobi coś, nie wskazującego na stosunek - przyjaciel - odsuwam się i delikatnie daję mu do zrozumienia, żeby tego nie robił, bo sobie tego nie życzę. Jednak chłopak opanowuję się tylko na jakiś czas, bo przy kolejnym spotkaniu znowu wracamy do punktu "Chce czegoś więcej".
Z westchnięciem odłożyłam książkę z angielskiego na biurko. Dzisiaj miałam sprawdzian, dlatego wstałam wcześniej by móc sobie przypomnieć cały materiał. A co najlepsze? Dopiero w tym roku wzięło mnie na naukę. Pewnie się zapytacie dlaczego? A to dość proste... Szanowny pan Green, zażyczył sobie, choć lepszym określeniem byłoby - zagroził - żebyśmy się uczyli, gdyż każdą oceną poniżej trójki będzie karał szlabanem po lekcjach i to w dodatki z nim. Jakby nie miał niczego innego do roboty poza szkołą... a może nie miał? W sumie nie ważne. Uczyłam się, gdyż nie chciałam się z nim widzieć! Koniec, kropka. Jednak jak się można było spodziewać, nasze klasowe "gwiazdeczki" specjalnie pracowały na najgorsze stopnie, by tylko mogły przez godzinę popatrzeć na naszego profesorka. Aż mi się śmiać chciało.
Specjalnie zawalały sobie średnią, by choć przez chwile popatrzeć na jego twarz i ciało. Nieodpowiedzialne i bardzo dziecinne zachowanie z ich strony, no ale co ja mogę zrobić? W sumie to nawet dobrze! Pod koniec roku szkolnego, z uśmiechem na twarzy będę machać do nich na pożegnanie wiedząc, że za rok już nie spotkamy się w tej samej klasie.
- Marita! Zaraz spóźnisz się na autobus! - zawołała moja mama z dołu.
Zdążyłam tylko cicho przekląć pod nosem i zaraz że natychmiast wybiegłam z domu, uprzednio biorąc plecak z książką od angielskiego, z kuchni śniadanie i żegnając się z mamą buziakiem w policzek.
Na przystanku nie musiałam długo czekać na pojazd. Dokładnie chwile potem, jak przyszłam, autobus już jechał.
W szkole wzrokiem starałam się wychwycić twarze mojej paczki, jednak nigdzie ich nie zauważyłam. Zamiast tego, moja komórka za wibrowała w kieszeni powiadamiając o sms-ie.
"Hej moja piękna :* Co ty na to byśmy spotkali się po szkole w parku?"
Jak się mogłam spodziewać, sms był od Johna. Nie bardzo miałam ochotę na spotkanie, tak więc wystukałam w klawiaturę jakąś wymówkę i włożyłam telefon do kieszeni, akurat w momencie kiedy zabrzmiał dzwonek obwieszczający pierwszą lekcje - angielski. Tak, właśnie teraz czekał na mnie sprawdzian.
Z wielką gulą w gardle ruszyłam do klasy. Zakuwałam do tego sprawdzianu pół nocy i szlak mnie jasny trafi jeśli go obleje!
Usiadłam na swoim stałym miejscu i wypatrywałam Angele. Ola i Andre już siedzieli w swoich ławkach, brakowało tylko ostatniej osoby z naszego "gangu" - jak to lubiłam mawiać w myślach.
Gdy Matt zaczął rozdawać testy, westchnęłam sfrustrowana. Najwidoczniej moja droga przyjaciółka postanowiła opuścić sobie dzisiejsze lekcje.
Podchodząc obok mnie spojrzał mi głęboko w oczy. Czas na te chwile stanął w miejscu. No co ja poradzę na to, że ten koleś mi się podoba i tak intensywnie na mnie działa?! Jednak w jego spojrzeniu było coś czego nie mogłam zidentyfikować, coś... trudno to opisać słowami.
Wracając na swoje miejsce spojrzał po klasie i uśmiechnął się w stylu "no to zobaczymy kto się czegoś nauczył".
- Sprawdzian będzie trwać całą godzinę lekcyjną, tak więc nie ma co się śpieszyć. Przeczytajcie wszystko po kilka razy, zanim odpowiecie. Nie muszę chyba mówić, że nie toleruje ściągania i za każdą próbę, odbieram kartki pisząc w dzienniku jedynkę, bez możliwości poprawy? - zapytał, a po klasy przeszło ciche mruknięcie.- Nie? To dobrze! W taki razie do roboty. - powiedział i usiadł na swoim fotelu przed biurkiem, sprawdzając coś w dzienniku.
"No to... w takim razie do roboty" powtórzyłam w myślach i zabrałam się za tekst.
Po czterdziestu minutach spokojnie mogłam odłożyć test w rogu ławki. Nie był ani trochę trudny, wszystko zostało wzięte z książki, którą przestudiowałam od deski do deski.
Gdy zabrzmiał dzwonek, pierwsza skierowałam się w stronę wyjścia. Miałam już dość siedzenia w tej klasie. Przekraczając próg drzwi, stało się coś, czego się nie spodziewałam. Zderzyłam się z Johnem! Co on tu do jasnej cholery robi?! Przecież chodzi do szkoły oddalonej o 8 km od tej! Do szkoły Mai!  
Stał podając mi dłoń z zadowolonym uśmieszkiem. Oczywiście cała klasa zdążyła wyjść z klasy i wszyscy widzieli tą "wpadkę", że tak to ujmę.
- John... - jęknęłam nie bardzo zadowolona. - Wytłumacz mi, co ty tu do jasnej ciasnej robisz?!  
- Liczyłem na nieco inne powitanie piękna... - mruknął urażony, pomagając mi stanąć na nogi.
- Pfff... - prychnęłam, zakładając ręce na piersi. - Chciałeś, żebym uradowana twoim widokiem, rzuciła ci się w ramiona? - zażartowałam z uśmiechem. Mimo wszystko ta sytuacja strasznie mnie rozbawiła.
- Skłamałbym, gdybym zaprzeczył...- wyszczerzył się do mnie.
Naglę zdałam sobie sprawę, że wszyscy nas nadal obserwują. Spojrzałam po wszystkich z jadem w oczach.
- Wiesz co? Nadal mi nie wytłumaczyłeś co tutaj robisz...
- Przyszedłem odwiedzić swoją dziewczynę! - wykrzyczał i przyciągnął mnie do siebie odnajdując moje usta swoimi.
Wprawdzie na początku nie bardzo wiedziałam co się dzieje. Dopiero jak natrafiłam na złowrogie spojrzenie Matt'a dotarło do mnie co mój przyjaciel właśnie mi robi. Odepchnęłam go, może zbyt agresywnie niż powinnam, jednak wtedy nie zwracałam na to za bardzo uwagi.
- John! - zdołałam wykrzyczeć.
Zaraz po tym czułam ogromny supeł w gardle, a w moich oczach pojawiły się łzy. Nie chciałam by ktokolwiek ich oglądał, więc zaraz że natychmiast uciekłam z całego zajścia. Biegłam ile sił w nogach, nawet nie patrząc dokąd zmierzam. Jedynym co zauważyłam to lekko uchylone drzwi do których zaraz że dotarłam. Weszłam do pomieszczenia, zamykając za sobą dojście. Znalazłam się w schowku na miotły. Oparłam się o ścianę obok wejścia i zjechałam po niej z płaczem. Usidłam zrezygnowana, na zakurzonej podłodze i zakryłam twarz dłońmi. Jak mógł mi coś takiego zrobić?! Przecież byliśmy przyjaciółmi, nic więcej, a on całuje mnie przed tyloma osobami.. Przed moimi znajomymi... Przed Matt'em...
- Marita? - usłyszałam znajomy głos, gdy drzwi schowka się otworzyły. Nie unosiłam jednak głowy, nie chciałam nikogo widzieć. Z jakiegoś powodu było mi bardzo wstyd...

Alexa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1383 słów i 7591 znaków.

5 komentarzy

 
  • Linda

    szybko daj kolejną szczęść.

  • anonim

    nareszcie i proszę o kolejną część

  • Coori

    Jest dobrze ;)

  • Alexa

    Serio? Ja tam uważam że z wprawy wyszłam XD

  • Coori

    No Alexa,  długo czekałam, ale było warto ;))