Dwie godziny drogi minęły mi spokojnie. Słuchałam muzyki, na przemian wyobrażając sobie, że to ja prowadzę Garry’ego na stos.
Pamiętałam, że był ode mnie niższy i nie wyglądał na kogoś, kto tak naprawdę zrobiłby mi krzywdę. Wystraszyłam się go te dziesięć lat temu, tylko dlatego, że znienacka pociągnął mnie za włosy. To tyle.
Rozszerzyłam ze zdziwienia oczy, a potem nimi zamrugałam, gdy wjeżdżaliśmy na parking domu.
– Ale mają chatę! – krzyknęłam, widząc obraz, który miałam przed oczami.
Dobra, wiedziałam, że Lake Forest to osiedle, które jest trochę bogatsze niż Yorkville. I doskonale wiedziałam, że ich dom zrobi na mnie wrażenie. Ale mimo wszystko nie spodziewałam się, że zobaczę jakąś jebaną willę! Bo tak właśnie określiłabym ich dom.
– Mają basen? – zapytałam mamy.
Zaparkowała i odwróciła głowę w moją stronę, uśmiechając się nieznacznie, a wokół jej oczu
pojawiły się niewielkie zmarszczki. Starość nie radość, młodość nie wieczność.
– Mają. Czy to sprawia, że nie jesteś już tak wrogo nastawiona do chwilowej przeprowadzki?
Moja mina momentalnie zrzedła. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że się uśmiechałam na myśl, że zaraz miałam wskoczyć do wody.
– Nie – odpowiedziałam krótko. – Pytam, bo mogłabym w nim kogoś utopić. Gdyby zaszła taka potrzeba, rzecz jasna.
Nie czekając na komentarz mamy, złapałam plecak i położyłam dłoń na klamce, żeby otworzyć drzwi i wyjść. Jednak zanim zdążyłam wykonać ten ruch, z domu wyszedł facet. Megawielki facet, dosłownie. Miał z dwa metry wysokości, a jego ramiona, gdyby przytulił, pewnie zabiłyby człowieka.
– Kurwa, wujek – szepnęłam – nie tak cię zapamiętałam.
Właściwie to go w ogóle nie pamiętałam, w końcu dziesięć lat to dla dziecka kupa czasu.
Tak byłam w niego wpatrzona, że nie zauważyłam, że moja mama już wysiadła z samochodu. Zorientowałam się, dopiero gdy wujek ją przytulił. Moja mama też była szczupła, więc od tyłu wyglądali jak ojciec i malutka córka.
Wujek w końcu i do mnie się uśmiechnął, a potem pokazał mi gestem ręki, żebym do nich przyszła.
Skrzywiłam się lekko i rozejrzałam dookoła, ale nigdzie nie widziałam Garry’ego, więc w sumie grymas z mojej twarzy zniknął szybciej niż się pojawił.
– Nicole – zaczął wujek, gdy już byłam obok nich – aleś ty wyrosła.
Wzruszyłam ramionami.
– Kto by pomyślał, to tylko dziesięć lat różnicy.
Zaśmiał się.
– Jestem pewien, że o moim synu pomyślisz to samo. Zaraz powinien tu być.
Shit, pomyślałam.
– Hm... – zastanowił się wujek, patrząc na mnie i mrużąc oczy. – Jestem niemal pewien, że robiłaś coś z włosami.
Nie wiedziałam, czy to miał być jakiś swego rodzaju small talk czy facet serio był w stanie zauważyć różnice w kolorze moich włosów, ale odpowiedziałam:
– Tak. Rok temu zeszłam z czarnego do blondu. Jedna z najgorszych decyzji ever – dodałam, ale bardziej do siebie. Tak, aby pamiętać przy następnym farbowaniu, żeby tego nie robić. Naturalność jest teraz podobno w modzie.
Złapałam kucyk, który po dwugodzinnej podróży nieco mi się zepsuł, a potem go poprawiłam. Jednak zamiast po chwili zabrać z niego ręce, zostawiłam je tam, bo mi zwyczajnie zastygły. Zresztą tak samo jak moje usta, które szeroko otworzyłam na widok chłopaka, który właśnie wyszedł z domu wujka.
– Ja pierdole! – krzyknęłam, oceniając go na jakieś... dziesięć na dziesięć.
Własnym oczom nie wierzyłam, gdy zdałam sobie sprawę, że przed oczami miałam swojego kuzyna. Popieprzonego, kiedyś niższego ode mnie chłopaka.
Bo teraz wyglądał jak ktoś zupełnie inny.
Fakt, jego popieprzenie mogło nie ulec zmianie, natomiast jego wygląd fizyczny...
– Ktoś ci, wujek, syna podmienił – rzuciłam, a potem znowu wróciłam spojrzeniem do Garry’ego dwa zero. – Dobra decyzja.
Tym razem usłyszałam śmiech nie tylko wujka, ale i mamy.
– Mówiłem, że też pomyślisz o moim synu, iż się zmienił. No, w końcu prawie jesteście dorośli.
Garry dwa zero podszedł do nas, a kiedy jego wzrok spoczął na mnie, uśmiechnął się szeroko. I naprawdę, naprawdę próbowałam się dostrzec w jego uśmiechu coś demonicznego, ale nie mogłam. To był zwykły uśmiech chłopaka, który cieszył się na widok swojej kuzynki.
Nie widzieliśmy się dziesięć lat, więc już to mogłam uznać za podejrzane.
– Cześć, Nicole – powiedział, po czym wyciągnął w moją stronę rękę. Mimo że jego zewnętrze się zmieniło, nie wiedziałam, co z wnętrzem. Dlatego nie podałam mu dłoni.
Był zaskoczony, ale zupełnie mnie to obeszło.
Na twarzy wujka też wymalowało się zdziwienie, ale nie powiedział nic na ten temat, a zamiast tego zwrócił się do mnie i mamy:
– Dobrze, to wy wejdźcie do środka, a ja z Garrym zajmiemy się waszymi bagażami. Jesteście na pewno głodne, więc przygotowałem śniadanie. Może najpierw zjecie, a potem pokażę wam wasze pokoje.
Nie czekając na nic więcej, od razu ruszyłam do środka. Nie zjadłam nic przed wyjazdem, bo wiedziałam, jak mogłoby się to skończyć przy dwugodzinnej jeździe i mojej chorobie lokomocyjnej, więc byłam głodna jak wilk.
Wnętrze ich domu wyglądało jeszcze lepiej niż zewnętrze. Było widać przepych i czuć pieniądz. W mojej głowie pojawiło się pytanie, dlaczego mama zerwała kontakt z wujkiem na dziesięć lat. Bo byłam pewna, że coś się między nimi wydarzyło, ale nigdy nie chciała mi powiedzieć, co dokładnie.
Salon połączony z jadalnią był wielki. Myślę, że spokojnie miał ponad sto metrów kwadratowych. I mimo że był naprawdę ogromny, a rzeczy było niewiele – przestrzeń i tak nie wydawała się pusta. Byłam pewna, że w urządzaniu tego pomieszczenia uczestniczyła kobieta. Swoją drogą ciekaw, gdzie była ciocia? Może jeszcze nie wstała?
Umyłam ręce, a potem nie czekając na mamę, usiadłam do stołu i nałożyłam sobie na talerz jajecznicę, a potem zabrałam się za robienie kanapki z masłem i dżemem truskawkowym.
– Widzę, że nic się nie zmieniło. – Usłyszałam głos wujka za sobą. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam go razem z synem. – Nadal jadasz śniadania słone i słodkie jednocześnie.
Nadal... Musiałam w końcu zrozumieć, że nie byliśmy dla siebie obcymi ludźmi. Że nazywałam go wujkiem, bo rzeczywiście nim był. I kiedyś tam się widzieliśmy.
– Jedyne prawilne połączenie – rzuciłam, po czym odłożyłam widelec i wgryzłam się w kanapkę.
– Nalać wam soku? – zapytał. – A może wolicie kawę, herbatę?
– Poproszę soku, Will – odpowiedziała mama. – Gdzie masz żonę?
Wujek razem z Garrym usiedli do stołu.
– Teściowa się rozchorowała, a że nie miał się nią kto zająć, to Dorothy do niej pojechała. Na szczęście nic poważnego, ale potrzebowała kogoś do opieki. Żona mówiła, że dzisiaj, a najpóźniej jutro powinna wrócić.
Wujek z mamą zaczęli rozmawiać o jakichś głupotach, a ja szybko się odłączyłam. Głównie dlatego, że moje myśli zajmowały dwie sprawy: jak wyglądał mój nowy pokój oraz KIEDY BĘDĘ MOGŁA W KOŃCU POPŁYWAĆ.
Ta druga myśl nasiliła się tym bardziej, gdy przez przeszklone drzwi wyjścia na taras zauważyłam basen. Ogromny basen. Tuż obok niego znajdowało się jacuzzi, ale ono mnie akurat nie interesowało.
– Mogę iść popływać? – zapytałam, wtrącając się w rozmowę dorosłych.
– Pewnie. Woda powinna się trochę nagrzać, choć jeszcze może być...
– Nie przeszkadza mi to – przerwałam wujkowi, po czym wstałam od stołu. – Gdzie jest mój pokój?
– Garry, zaprowadzisz...
– Nie trzeba – ponownie przerwałam wujkowi, rzucając Garry’emu spojrzenie pt. „nawet się do mnie nie zbliżaj”. – Wystarczy, że powiesz mi, wujek, jak tam dotrzeć.
*
Fuck! – pomyślałam, po raz czwarty przeglądając swoją walizkę.
Czy byłam wkurzona, że nie mogłam znaleźć kostiumu kąpielowego? Jak cholera. Czy powinnam być tym zdziwiona? Absolutnie nie.
Byłam przekonana, że dziesięć lat temu, gdy ostatni raz widziałam się z wujkiem i tym psychopatą, nie mieli oni basenu. Więc nawet przez głowę mi nie przeszło, aby spakować coś, w czym będę mogła pływać.
– Gdzie jest najbliższy sklep, w którym będę mogła kupić strój kąpielowy? – zapytałam, gdy znowu zeszłam na parter.
– Eee... Najbliższy sklep sportowy będzie w Galerii Plaza. – Wujek spojrzał na syna, który kończył jajecznicę. – Pojedziesz z Nicole?
Garry spojrzał na mnie, potem znowu na ojca, a potem znowu na mnie. Być może dlatego, że kręciłam energicznie głową, dając mu do zrozumienia, że nawet nie było takiej opcji.
– Poradzę sobie – rzuciłam, po czym się odwróciłam i zaczęłam kierować do wyjścia. Wpisałam w Google Maps „Galeria Plaza”. – Pięć kilometrów?!
– Cóż – wujek się zaśmiał – bez auta ani rusz. Garry, pomóż kuzynce.
Spojrzał na mnie.
– Nicole chyba nieszczególnie chce mojego towarzystwa.
Zgadza się, pomyślałam. A sekundę później przypomniałam sobie, że miałam do wyboru godzinny spacer albo około dziesięć minut w aucie w towarzystwie Garry’ego.
Niechętnie, bo niechętnie, ale rzuciłam:
– Przeciwnie, chętnie cię wykorzystam.
Chłopak podniósł brew do góry, ale widząc, że nic więcej nie zamierzałam dodawać, podniósł również swój odwłok.
Pierwsza minuta jazdy minęła nam w ciszy. Miałam nadzieję, że będzie tak do końca. Niestety się pomyliłam.
– Odnoszę wrażenie, że mnie... – zaczął, skręcając w jakąś ulicę.
– Nie.
Odwrócił na sekundę głowę w moją stronę.
– Nawet nie wiesz, co chciałem powiedzieć.
– Oczywiście, że wiem. W końcu jestem wiedźmą.
– Co?
– Chujów sto.
Między nami zapanowała cisza. Chwilowa, jak się okazało.
– Z jakiegoś powodu mnie nie lubisz – powiedział, znowu spoglądając na mnie.
Prychnęłam.
Z jakiegoś.
– Pamiętasz, co powiedziałeś, gdy widzieliśmy się ostatni raz?
Spojrzałam w lusterko wsteczne i zobaczyłam, że zamrugał oczami.
– Chyba nie bardzo.
– Dokładnie jedenastego lipca dwa tysiące szesnastego.
Znowu zamrugał.
– Cokolwiek to było, było to aż dziesięć lat temu – zauważył.
– Dla ciebie „aż”, dla mnie „tylko”.
– Baby... – westchnął.
– Chłopy...
– To co powiedziałem?
– Że chcesz mnie zabić.
Zahamował gwałtownie, opony zapiszczały na asfalcie, po czym przez chwilę wpatrywał się przed siebie.
A ja dopiero po chwili zorientowałam się, że byliśmy już na parkingu pod galerią.
Otworzyłam drzwi, a następnie wyparowałam z samochodu i ruszyłam w stronę budynku.
– Czego? – zapytałam Garry’ego, gdy mnie dogonił. – Potrzebujesz kąpielówek?
– Nie.
– Więc? Chcesz mi dawać rekomendacje moich strojów kąpielowych?
– Nie? Chcę cię przeprosić za to, że dziesięć lat temu chciałem cię zabić.
– Słusznie.
– Choć zupełnie tego nie pamiętam.
– A ja aż za dobrze – powiedziałam, po czym przyspieszyłam kroku.
– Hej! Jeżeli sobie teraz odjadę, to jak wrócisz?
Zatrzymałam się. Miał rację.
Obróciłam za siebie głowę i otworzyłam usta, żeby mu odpowiedzieć, ale zanim cokolwiek z nich wyszło, zamknęłam je. Bo właśnie miałam okazję zobaczyć, jak jakieś dziewczyny w naszym wieku lustrowały Garry’ego wzrokiem i chichotały między sobą.
Jasna cholera!, one go podziwiały!
Okej, musiałam w końcu przyznać się sama przed sobą, że ten mały psychopata nie był już mały i – choć do tego podchodziłam z rezerwą – być może nie był psychopatą. I z całą pewnością, choćby fizycznie, przyciągał do siebie wiele dziewczyn.
Kiedy Garry zrobił kilka kroków w moją stronę, a przyglądające mu się dziewczyny zwróciły wtedy uwagę na mnie, szybko pokazałam im język. Jeszcze nie wiedziały, że byliśmy rodziną.
– Więc co zamierzasz robić, gdy będę szukała kostiumu? – zapytałam.
– A długo będziesz go wybierała?
Skrzywiłam się na jego pytanie.
– Biorę pierwszy lepszy i wychodzę. Na kim miałabym robić wrażenie?
– Więc po prostu poczekam przed sklepem.
Uniosłam brwi, chcąc zapytać czy na pewno był facetem, skoro jemu samemu coś takiego przyszło do głowy, ale ostatecznie z tego zrezygnowałam. Zatwierdziłam jego pomysł ruchem głowy, po czym znowu zaczęłam iść w stronę galerii. A tuż za mną, jak wierny piesek, Garry.
*
Cóż, miałam wybierać strój góra kilkanaście minut, ale w sklepie zeszła mi jakaś... godzina. Widziałam ciekawe majtki, potem jeszcze ciekawszy stanik, ostatecznie odłożyłam jedno i drugie. Później zobaczyłam kozacki kostium na narty (nigdy nie jeździłam na nartach), ale i jego odłożyłam. Więc tak, zeszło mi dłużej niż powiedziałam Garry’emu. Ale, przypominam, że to on zaproponował poczekać na mnie przed sklepem.
– Jestem – powiedziałam, zachodząc chłopaka od tyłu.
Nie przestraszył się, a na to liczyłam. Po prostu podniósł wzrok znad telefonu i obrócił głowę w moją stronę.
– Chyba trochę dłużej niż miało zeszło ci wybieranie kostiumu? – zapytał spokojnie. Zbyt spokojnie.
Zmrużyłam oczy.
– Trochę tak – odpowiedziałam powoli.
– Hm... nawet się nie zorientowałem. Byłem zajęty.
Nie wiedziałam, czy serio tak go wciągnął kawałek plastiku, czy po prostu mnie przedrzeźniał.
– Cokolwiek – rzuciłam i obróciłam się w stronę wyjścia z galerii.
– Chcesz już wracać? – dobiegł do mnie głos kuzyna.
Poczekałam, aż zrówna ze mną krok.
– Albo idziemy na striptiz.
– Em... – zaczął skołowany. – O tej godzinie...
– Męski – dodałam. – Damski wykonuje na co dzień przed lustrem.
– Em...
– To wracamy – przerwałam mu i ponownie zaczęłam iść do wyjścia z galerii.
Szliśmy niemal krok w krok, gdy Garry nagle się zatrzymał. Zrobiłam to samo, po czym spojrzałam na niego przez ramię. Wpatrywał się w coś. A gdy i ja podążyłam za jego spojrzeniem, okazało się, że nie w „coś”, a w „kogoś”.
W jakiegoś chłopaka, który stał przy sklepie z kwiatami i przebierał wśród białych róż.
Moją pierwszą myślą było: „Garry, czy ty jesteś hetero?”. Natomiast moją drugą myślą, tuż po tym, gdy się odwrócił do nas ciałem, było: „kurwa, Garry! Przy twoim dziesięć na dziesięć, ten chłopak jest jakieś... pięćdziesiąt na dziesięć”.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że musiałam stać wpatrzona w tego różanego chłopaka z otwartą gębą.
Pokręciłam głową.
– Podoba ci się? – zapytałam kuzyna, który jakby nagle otrzeźwiał.
– Em... Nie? – odpowiedział pytająco. – To znaczy na pewno jest przystojny...
– Czyli jesteś gejem – stwierdziłam bardziej do siebie. – Nie oceniam.
– Nie jestem. Po prostu... to przewodniczący szkoły.
– To rzeczywiście dziwne spotkać w wielkiej galerii kogoś, kto chodzi z tobą do szkoły. Niespotykane wręcz.
– Rzadko widuję go w szkole, a co dopiero poza nią – wyjaśnił.
Przyjrzałam się Garry’emu.
Na jego twarzy naprawdę malowało się zaskoczenie. Takie prawdziwe zaskoczenie. To było na tyle dziwne, że aż musiałam zareagować.
– I jak ten przewodniczący się nazywa?
– Kevin. Kevin Holt.
Wystarczyło.
Spojrzałam w stronę przewodniczącego mojej nowej szkoły, po czym wyciągnęłam rękę i krzyknęłam:
– Kevin! Kevin Holt!
Chłopak powoli podniósł głowę znad kwiatów, które przeglądał, po czym obrócił się w nasza stronę. Całym ciałem. Od razu. Jakby był gotowy na... No, właśnie, jakby był gotowy na co?
Z daleka widziałam, że wymusił uśmiech, widząc Garry’ego, po czym pomachał do niego, a następnie zaczął kierować się w naszą stronę.
– To przewodniczący – szepnął Garry – zachowuj się.
Zmarszczyłam czoło.
Jakiego normalnego siedemnastolatka obchodził jakiś przewodniczący? Żadnego. W tym mnie.
Skrzyżowałam ręce na piersi, wsuwając jedną nogę przed siebie.
Zlustrowałam tego całego Kevina od stóp do głów, gdy nagle coś we mnie uderzyło, gdy stanął z jakiś metr od nas.
Powietrze nagle zrobiło się gęste.
Było coś niepokojącego w jego oczach.
Coś nieszczerego w uśmiechu, który pojawił się na jego ustach.
Jego postawa też wydawała się dziwna – stał zbyt sztywno, jakby każdy gest został wcześniej starannie zaplanowany i wyuczony.
Nawet sposób, w jaki przechylił głowę, gdy na mnie spojrzał, wyglądał jak wyćwiczony przed lustrem.
Intuicja podpowiadała mi, że za tą uprzejmą fasadą kryło się coś zupełnie innego.
Coś znacznie mroczniejszego.
– Garry Moss – powiedział, spoglądając na mojego kuzyna. A potem spojrzał na mnie, dalej z tym fałszywym uśmiechem. – Ty musisz być Nicole Quinn.
– Jacob Adams – przedstawiłam się, po czym wyciągnęłam rękę w stronę przewodniczącego. – Jestem na początku zmiany płci.
Kevin zmarszczył czoło, jakby nie dowierzał, a potem spojrzał na mojego kuzyna, który z kolei zamknął oczy, pokręcił głową i westchnął.
– To Nicole.
Kevin znowu się uśmiechnął. Znowu nieszczerze.
– Garry mówił pod koniec zeszłego roku szkolnego, że do nas dołączysz.
– To ciekawe – cięłam, spoglądając na kuzyna, który tylko wzruszył ramionami.
– Tylko jak się o tym dowiedziałem, dałem znać Kevinowi.
To ciekawe tym bardziej, pomyślałam. Rok szkolny kończył się mniej więcej w połowie czerwca, a ja o przeprowadzce dowiedziałam się pod koniec lipca.
Spojrzałam na Kevina. I jeżeli myślałam, że mogło mi się pomylić, że był taki nie tego, to po jego spojrzeniu, które teraz na mnie spoczywało, wiedziałam, że coś ukrywał. Być może Garry tego nie widział, za to ja doskonale.
– Chyba jesteś bardzo skryta – powiedział lekko Kevin, uśmiechając się nagle do mnie.
– Raczej nieufna.
Cmoknął.
– Nie można uznać tego za wadę – rzucił, a potem szybko przeniósł wzrok na mojego kuzyna. – Moja siostra ma dzisiaj imieniny, więc pozwolisz, że wrócę do wybierania dla niej kwiatów. Do zobaczenia, Nicole – dodał, po czym się obrócił nawet na mnie nie spoglądając.
Patrzyłam za nim, dopóki nie wszedł do środka kwiaciarni, znikając z mojego pola widzenia.
– Każdy tu jest taki fałszywy? – zapytałam.
– Kto? Kevin? Fałszywy?
Bez jaj...
– Nie kurwa, ta pani, która wybiera mięso.. Tak, Kevin.
Garry pokręcił głową, spoglądając na mnie.
– Coś musiało ci się przewidzieć.
– Serio, Gar? Przewidzieć? Nie widzisz tego?
– Myśl, co chcesz, ale nikt nie powie o Kevinie złego słowa.
Uniosłam brwi.
– Nikt?
– Nikt.
Zastanowiłam się chwilę.
– Czyli wszystkich owinął sobie wokół palca – wydęłam wargę – muszę się dowiedzieć, jak to zrobić – powiedziałam, po czym znowu spojrzałam w stronę kwiaciarni. I wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że ten cały „złoty chłopak” obserwował mnie zza róż.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Amorek99
No czekam na kontynuację, wciąga 😎 mam nadzieję że nie będę długo czekał.