Księżycowy Kamień cz.2

Księżycowy Kamień cz.2,,Kwiaty?hmm.... Jak miło...co to?- mówię pokazując na duży kamień na środku łąki, a na tym kamieniu coś błyszczy. Podchodzę tam i przyglądam się-To...to łańcuszek- szepczę biorąc go do ręki. Ma bardzo piękny kamyczek. Znam go to Kamień Księżycowy. Wiem to bo kiedyś widziałam go w jednej z książek. Podobno są bardzo rzadkie i że mają magiczne właściwości. Po chwili kamień zaczął świecić oślepiającym światłem. Nie mogąc tego wytrzymać zasłoniłam oczy wypuszczając naszyjnik z rąk...." Gwałtownie wstałam, cała oblana potem i wystraszona. Zerknęłam na zegarek była czwarta w nocy. Położyłam się ponownie. Nie mogąc zasnąć wstałam i udałam się do kuchni po coś do picia. Nikogo w kuchni nie było, więc mogłam zakładać że rodzice jeszcze śpią bo w końcu miałam wstać o piątej. Skoro wcześnie wstałam nie mogąc zasnąć to się ubiorę żeby się nie śpieszyć a i tak nie miałam ochoty na ten wyjazd. Wchodząc do pokoju  podeszłam do szafy skąd wyjęłam ubranie i ruszyłam do łazienki. Po porannej toalecie wyszłam ubrana już w nowe czyste rzeczy. Oczywiście wychodząc nie obyło się bez zerknięcia w lustro. Ubrałam na siebie białą luźną bluzkę na ramiączkach i niebieskie spodenki a do tego czarne trampki. Oglądając się w lustrze uśmiechnęłam się ponieważ moje jasne blond włosy a do tego wręcz świecące niebieskie oczy wyglądały zniewalająco. Położyłam się na łóżku. Leżałam tak dopóki w drzwiach nie pojawiła się mama mówiąc:
-Kochanie... O widzę że już ubrana to dobrze chodź do kuchni zjesz śniadanie dam ci pieniądze a tata zawiezie cię na autobus do obozu. - wyszła a ja powoli zwlekłam się z łóżka i wyszłam zabierając walizkę a zostawiając nadzieję że nie będę musiała jechać o i nie zapomnijmy że zabrałam ze sobą jeszcze przygnębienie. Poszłam do kuchni jak na skazanie co nie umkło uwadze mamy która powiedziała władczo:
- Nie wymigasz się od tego młoda damo.- Nic nie opowiedziałam tylko popatrzyłam na nią z ukosa bo naprawdę nie miałam już ochoty na kłótnie. Usiadłam na krześle przy stole. Oglądając jak mama robi kanapki.
Kiedy skończyła robić kanapki i położyła je na stole do kuchni wszedł tata.
- Cześć kochanie- powiedział całując mnie w czoło.
- Cześć - odpowiedziałam. Zjadłam kanapki a w tym czasie mama  naszykowała mi pieniądze. Gdy je schowałam poszłam ubrać bluzę.  
-Okey jestem gotowa możemy jechać - powiedziałam podchodząc do taty. On tylko przytaknął, wziął kluczyki i ruszył za mną do drzwi. Minutę później siedzieliśmy z już w aucie i jechaliśmy. Droga zajęła nam tylko parę  minut bo autobus miał czekać na rynku. Wysiadając z auta i przeżyłam szok. Przy wielkim niebieskim autobusie stali oni. W jednej chwili odwrócili się i przeżyli taki sam szok jak ja przed chwilą. ,,Dobra , spokojnie, nie martw się to tylko ponad osiem tygodni. Aaa nie co za okropny początek wakacji'' zaczęłam panikować w myślach ale szybko się opanowałam wzięłam walizkę, włożyłam ją do bagażnika autobusu. Żegnając się z tatą szybko przemknęłam obok Maxa, Jeremyego i Edwarda wsiadając do autobusu. Siadłam na końcu autobusu gdzie było wolne miejsce. Po chwili widziałam jak chłopaki wsiadają, ale moją uwagę odwrócił głos jakiejś dziewczyny.
- Hej jestem Alicja- powiedziała wysoka brunetka ubrana w krótkie zielone spodenki i w biały top.  
-Hej Natasza jestem- przywitałam się. Coś mnie zaintrygowało w tej dziewczynie ale nie wiedziałam co.  
- Pierwszy raz na obozie?- spytała
- Tak, a ty?
- Ja, nie jestem tu już trzeci raz a mam 16.
- Ja też niedawno miałam urodziny. - powiedziałam bo zaczęłam lubić ją. Miała takie przyjazne nastawienie.
-To faj...- nagle urwała odwracając wzrok. Zerknęłam przed siebie co tam zobaczyła a tam Jeremy. ,,Aha podoba jej się" to była pierwsza myśl jak zerknęłam na Alicje która wręcz się kuliła siedząc na fotelu.
-No cześć Nataszko - powiedział przesłodzonym głosem- i Alicjo.- dodał zerkając na skuloną dziewczynę.  
- Cześć odparła- natychmiast Alicja jak tylko wymienił jej imię. Ja mu nie dałam tej satysfakcji.  
- A ty się ze mną nie przywitasz aniołku - powiedział spoglądając teraz na mnie.
-Nie, nie dam ci tej satysfakcji i idź stąd. - powiedziałam z wielkim rogalem na buzi. Speszył się minimalnie ale tylko na chwilę. Uśmiechnął się i zwrócił się do Alicji.
-A ty Alicjo chcesz żebym poszedł- pierwsze co pomyślałam to ,, Co za dupek , on wie że  się jej podoba i to wykorzystuje." Widząc że Alicja nie może wydusić ani słowa powiedziałam:
-Chce żebyś ruszył swój tyłek wrócił na swoje miejsce bo przerwałeś nam rozmowę.
- Jaka ostra, lubię takie, jesteś taka niedostępna ale to się zmieni- powiedział powoli i chciał mnie dotknąć ale złapałam do za rękę i wysyczałam przez zaciśnięte zęby:
- Ani się waż i idź stąd.- z udawanym smutkiem odszedła i poczekałam aż usiądzie by nic nie słyszał. Alicja popatrzyła na mnie smutnym wzrokiem i chciała się odsunąć ale ją złamałam za ramię i powiedziałam spokojnie:
- Alicja nie masz się o co martwić jesteś piękną i modrą osobą a on mi się nie podoba a jeżeli on nie widzi tego co ja kilka sekund temu jak zaczęłaś ze mną rozmawiać to nie jest ciebie wart.- Alicja od razu się uśmiechnęła i przytuliła mnie mówiąc:
- wiesz jeszcze nikt mi czegoś takiego nie powiedział dziękuję. Zostaniemy przyjaciółkami?- Zaskoczyła mnie tym pytaniem ale znałam odpowiedź.
- No pewnie- odpowiedziałam bez wahania. Po chwili autobus ruszył. Przez całą drogę rozmawiałyśmy, bardzo dużo się o niej dowiedziałam. Opowiedziała mi o tym jak zakochała się w Jeremym. Gdy była na obozie po raz pierwszy a było po deszczu poślizgnęła się i by upadła gdyby nie on. Złapał ją w ostatniej chwili ratując ją przed upadkiem. ,, Rycerz w lśniącej zbroi taaa jasne'' pomyślałam tak słysząc o tym jak o nim opowiadała, a wydawało mi się że mówi o jakimś bogu a nie zwykłym cwaniaku. Mi tam z tej trójki podobał się Edward a całowałam się z Jeremym no nieźle co nie. Alicja opowiedziała mi że Max, Edward i Jeremy są najpopularniejszymi chłopakami na obozie. Przez resztę trasy jadłyśmy i się śmiały. Gdy z nią rozmawiałam  czułam jakbyśmy się znały od zawsze. Po tym jak Alicja odpowiedziała chyba wszystko o sobie, co zajęło jej cztery godziny, powiedziała żebym teraz ja coś o sobie powiedziała.
-A co ja mam powiedzieć.....-zamyśliłam co powiedzieć i powiedziałam z dobrze słyszalnym żalem w głosie- moja mama i tata wysłała mnie tu bo chcą sobie ode mnie odpocząć, mój chłopak mnie zostawił mnie dla jakiejś barbi z większymi cyckami niż mózgiem, a dziewczyny które uważałam zaczęły mnie olewać.-przy ostatnim głos mi się załamał. Zdziwiła mnie reakcja Alicji która przytuliła mnie.
- Spokojnie nie ma się co martwić jak na razie jesteś tutaj i ciesz się tym.- powiedziała uśmiechając się do mnie
-Dzięki- powiedziałam. Nigdy żadna z moich przyjaciółek mnie nie przytuliła.Reszta drogi zeszła na luźniejsze tematy. Nawet nie wiedziałam kiedy to zleciało, a już byliśmy na miejscu. Po chwili pojawiła się w autobusie szczupła kobieta o rudych włosach.
- Dobrze, Witajcie jestem Emilia Lumière dla tych którzy są tu pierwszy raz i nie są pewni dlaczego tu są. Więc ci którzy są tu po raz pierwszy wysiadają i czekają a reszta może się udać na świetlice. No,.. RUCHY!!!!-powiedziała wesoło z szerokim uśmiechem. Wszyscy nagle ruszyli do wyjścia łącznie ze mną. Idąc przez autobus poślizgnęłabym się gdyby nie jeden z pasażerów,
- No hej-powiedział chłopak o czarnych włosach. ,, No nie następny. Czy los chce żebym poznała wszystkich przystojniaków świata?? co w sumie nie jest takie złe"
- Dzięki - wydukałam i speszona wręcz wybiegłam ale zanim się odwróciłam zobaczyłam uśmiech nieznajomego. Wyszłam i moim oczom ukazał się wysoki na ponad trzy metry biały murek z wielką bramom. Na wielkiej tabliczce było napisane:,,Obóz Księżycowy Kamień" ta nazwa wydawała mi się dziwnie znajoma.Z zadumy wydarł mnie głos pani Lumière:
-Więc posłuchajcie już wam się przedstawiłam, ale musicie wiedzieć dlaczego tu jesteście. Wy macie coś w sobie co różni was od innych ludzi. A mianowicie to że jesteście rodzajem wojowników którzy mają moce z którymi możecie robić co chcecie, ale musicie wiedzieć jak się nimi posługiwać oraz nie mogą o tym wiedzieć normalni ludzie. Osoby dzięki którym tu jesteście są tak samo jak wy wojownikami.- wszyscy wybuchli śmiechem oprócz mnie. Przyglądający się temu inni z obozu dziwnie patrzyli, jak na wariatów.
-Czy pani coś brała?- spytała jedna z barbie która stała obok mnie.
-Nie, Saro, ale mogę pokazać wam coś co wam to udowodni- Pani Lumière uniosła jedną rękę a ona zapłonęła żywym. Wszyscy oprócz mnie patrzyli z podziwem, a ja nie mogąc zrozumieć co się dzieje obok mnie patrzyłam na to jak na film który oglądam. Pani Emilia z chowała rękę która już nie płonęła.
- Dobrze więc możemy iść- powiedziała zadowolona z siebie Pani Emilia. wszyscy poszli za nią  wpatrzeni jak w obrazek. Ja nie podzielam tego zachowania bo to nadal wydawało się snem. Gdy zabraliśmy swoje rzeczy ruszyliśmy ku wielkiej bramie. Stając tuż przed nią wydawała się jeszcze większa. Po chwili się otworzyła i mogliśmy wejść na teren obozu. Gdy weszliśmy moim oczom ukazał się las po obu stronach. My szliśmy ścieżką zrobioną z białych cegiełek. Po kilku minutach zobaczyłam ogromny budynek wokół którego zbierały się grupki osób witających się ze sobą. On także był w kolorze bieli.
-Ten budynek w oddali to świetlica- oznajmiła Pani Emilia pokazując na wielki biały budynek- Tam będziecie przychodzić na śniadania, lancze, obiady i kolacje. Tam też będą odbywały się apele i dyskoteki a i jeszcze w tym budynku znajduje się moje biuro i pokój w którym przebywają wychowawcy jeśli nie będą w swoim domku.- dodała odwracając się w naszą stronę- Wiec kiedy dojdziemy do świetlicy zostaną wam przydzielone domki oraz dostaniecie plany zajęć.
-Zajęć??!- powiedzieliśmy chórem.  
- Tak zajęć. No w końcu musicie odkryć swoje talenty i umieć ich używać.- powiedziała z uśmiechem. Ponownie ruszyliśmy w stronę świetlicy. Gdy doszliśmy wszystkie oczy zwróciły się na nas.  
- No więc zostawcie tam swoje bagaże, zostaną one zniesione do waszych domków. A teraz chodźcie do środka i usiądźcie Zaczynamy!!- powiedziała Pani Emilia. I wszyscy stojący na zewnątrz ruszyli do środka. Wchodząc byłam zdumiona ile osób jest tu. Sala była przestronna i pomalowana w kolorze błękitu. Z tyłu sali było widać stoły a za nimi mini barek z którego zapewne były wydawane posiłki. Za uwarzyłam Alicje która do mnie machałam. Ruszyłam w jej kierunku, gdy już tam dotarłam Alicja powiedziała:
-No i co w szoku?-spytała szeptem.
- Nie, ale trochę jestem skołowana. A ty już wiesz jakie masz moce?-odpowiedziałam  
-Tak, moją mocą jest lód.
-Lód??
-Tak, wiesz ja mogę go tworzyć.- powiedziała uśmiechnięta Alicja.  
-Aha, i ja też mam podobną moc?- spytałam.
-Tak, ale nie koniecznie podobną i wiesz co twoje objawy są dziwne.
-Objawy???- spytałam zdezorientowana.
-No tak, bo po urodzinach, zaczynamy się zmieniać u mnie na przykład zmienił się głos i tylko on a u ciebie, tak jak mówiłaś, włosy i oczy. Bardzo rzadko zmiany są dwie praktycznie zawsze jest tylko jedna. Przyznam jednak że ci do twarzy z tym wyglądem.-Powiedziała Alicja z wielkim rogalem na twarzy.
-Aha- tylko tyle byłam w stanie powiedzieć bo to zbyt dużo wiadomości jak na jeden dzień. Po chwili przed nami pojawił się wysoki mężczyzna o czarnych włosach.
-Witajcie Nazywam się Rober Victorie, jestem jednym z założycieli tego obozu już wszyscy wiecie dlaczego tu jesteście....- zaczął gadać donośnym głosem który roznosił się po sali. Coś tam jeszcze mówił ale przestałam go słuchać. Zaczęłam myśleć nad tym czego się dowiedziałam. Z rozmyślania wyrwała mnie Alicja która mnie śturchnęła łokciem.
-Wszystko okey?- spytała z troską w głosie.
-Tak- westchnęłam i skupiłam się na końcowym przemówieniu Pana Roberta.
-Więc miło mi że w tym roku jest was jeszcze więcej a teraz żegnam, zapomniałbym osoby które są tu po raz pierwszy wychodząc zabiorą ze sobą plany zajęć więc do zobaczenia- powiedział z wyszedł z sali. Po chwili wszyscy wstali i ruszyli do wyjścia. Wzięłam plan i przeczytałam w którym domku będę mieszkać.Przez ramię zerknęła na moją kartkę Alicja.
-Oooo... jesteś ze mną w domku,-powiedziała zadowolona Alicja.- no to chodźmy- dodała łapiąc mnie za rękę i ciągnąc w kierunku jednej z ścieżek. Ciągnęła mnie tak szybko żeby się przepchać przez tłum że prawie bym się przewróciła ale złapał mnie Jeremy.
- No hej aniołku co tam?-powiedział z szelmowskim uśmiechem. Postawił mnie do pionu.-No więc jesteś jedną z nas. Więc miło mi Nataszo.- dodał.Alicja zerknęła na mnie oczekując co zrobię.
-Sorry ale nie mam na ciebie czasu i muszę iść- powiedziałam beznamiętnie i odeszłam z Alicją.
-No nie ty jesteś niesamowita, jako pierwsza spławiłaś już po raz drugi Jeremyego.- powiedziała z niedowierzaniem.
- Po prostu mam dość chłopaków jak na jeden dzień więc chodźmy już- odpowiedziałam i już wchodziliśmy do lasu. Idąc jedną z ścieżek spotkaliśmy kilka obozowiczów aż doszliśmy do małego domku w kolorze kremowym.  
-Oto nasz domek- pokazała na ten śliczny domek. Doszliśmy do niego i weszliśmy na ganek. Na drzwiach był numerek  B225.  
-Serio tu jest tyle domków.- spytałam patrząc na numerek.
-Tak ale to jest ostatni z grupy B a w grupie A jest tyle samo. Domki są wybudowane wokół  tak jakby centrum, którym jest świetlica, sala gimnastyczna i jeszcze tam kilka ale nie mam ochoty o tym teraz gadać, pokaże ci je później. A oto nasz domek.- powiedziała otwierając drzwi. Moim oczom ukazał się przytulny stolnik. Ściany były w kolorze żółtym. Na środku znajdowała się kanapa a obok niej mały stoli, na przeciwko stała duża plazma. W drugiej części była mała kuchnia. Był tam stolik i ciemne meble kuchenne z Dużą lodówką.  
-Ślicznie - powiedziałam rozglądając się po pomieszczeniu.  
-A oto twój pokój- powiedziała Alicja a ja się do niej odwróciłam. Stała przy drzwiach pokazując żebym podeszła. Weszliśmy do mojej sypialni. Było tam biurko dwie szafy, łóżko, mały stoliczek na środku pokoju który był na małym dywaniku. W pokoju też było okno z widokiem na las. Pokój i meble były w kolorze kremowym.  
-Przytulnie- powiedziałam siadając na łóżku na przeciw którym było okno. Na ścianie obok były postawione szafy a na przeciwnej ścianie biurko. W rogu pokoju znajdowały się moje bagaże.
-Tak szybko tu je przyniesiono- spytałam patrząc w stronę drzwi przy których stała Alicja.
-No. Dobra rozpakuj się nie będę ci przeszkadzać a i tak ja muszę się rozpakować a zajmie mi to z trzy godziny.- oznajmiła śmiejąc się i wyszła ale zaraz wróciła i dodała- a o 18 zaczyna się ognisko.- i już jej nie było.
-No jest 15 więc mam trzy godziny żeby się rozpakować i naszykować na ognisko.- powiedziałam do siebie i zabrałam się za rozpakowywanie....
________________________________________________________________________________________
Hej;)
Przepraszam że dodałam później ale nie miała czasu.
Mam nadzieję że się spodoba, piszcie w komentarzach co myślicie.
Pozdrawiam Ali :)

Ilovedit

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3061 słów i 16033 znaków.

5 komentarzy

 
  • Amour9

    Niesamowite Opowiadanie ;)

  • Juliaaajl

    Błędy kochana! Jak się nie poprawisz to cię zamorduje! Nie możesz zepsuć nimi super pomysłu! Czekam na ciąg dalszy. Zrechabilituj się. ;)

  • Ilovedit

    @Juliaaajl Dobrze następne sprawdzę dwa razy Pozdrawiam Ali;)

  • Wiktor

    Witaj.  Ależ przynajmniej ja czytałem prolog. Czekam  na next. Pozdrawiam Wiktor

  • Ilovedit

    Uwaga!!!
    Uświadomiłam sobie że niektóre osoby mogą nie czytać prologów. Muszę napisać że wstęp do tego opowiadania jest w ,,Księżycowy Kamień Prolog". Więc proszę aby osoby które tam nie były zerknęły, ponieważ jest tam początek opowiadania.  
    Pozdrawiam Ali:)

  • Koteczka

    Kiedy next? Teraz to mnie zaskoczyłaś tym zwrotem akcji :) Pisz odrobinę więcej opisów. Błagam :D

  • Ilovedit

    @Koteczka Za niedługo, może nawet jutro ale nie wiem dokładnie, bądź cierpliwa.  
    Pozdrawiam Ali:)