Księżycowy Kamień cz.8

Księżycowy Kamień cz.8Powoli otwierałam powieki i już po chwili wszystko widziałam wyraźnie. Rozglądnęłam się i byłam w białym pomieszczeniu. Próbowałam wstać ale nagle na brzuchu poczułam duży ból. Syknęłam i opadłam na łóżko co wywołało następne ukłucie silnego bólu. Wszystko mnie bolało. Miałam wrażenie jakby ktoś wypuścił ze mnie wszystkie siły. Rozglądnęłam się po pokoju. Odzyskując czucie w nogach postanowiłam wstać. Gdy usiadłam zsunęła się ze mnie kołdra, podniosłam sobie podkoszulek i zauważyłam że mój brzuch był w bandażu na którym widziałam zaschniętą krew. Obejrzałam i stwierdziłam że jestem poobijana i mam kilka plastrów, na brwi oraz rękach. Próbowałam sobie przypomnieć co się wydarzyło ale nie mogłam skojarzyć co się działo. Powoli wstałam podtrzymując się, obok łóżka zobaczyłam okno. Zerknęłam przez nie gdzie zobaczyłam dyrektorów obozu jak o coś się kłócą. Odeszłam od okna i skierowałam się w stronę drzwi. Otworzyłam je i wyszłam. Idąc korytarzem oglądałam się i widziałam kilka sal z leżącymi nastolatkami. Miałam wrażenie jakbym była w jakimś szpitalu ale gdy wyglądałam przez okno zauważyłam świetlicę więc to musi być obóz ale żeby na obozie było coś bardzo przypominające szpital, to nie mieściło mi się w głowie. Wyszłam powoli z budynku. Po drodze nie spotkałam żadnego z opiekunów i zdziwiło mnie to. Ruszyłam w stronę świetlicy gdzie zobaczyłam że byli tam obozowicze. Podeszłam do drzwi i rozglądnęłam się za znajomymi twarzami. Już po chwili zauważyłam Jeremy'ego, Max'a i Edwarda. W pewnym momencie Max popatrzył w stronę drzwi i zbladł. Zaczął się krztusić a chłopaki zareagowali od razu pytając co się dzieje, a on tylko wskazał w moim kierunku opanowując kaszel. Zwrócili się w moją stronę mówiąc jednocześnie:
-Ty żyjesz?!- w tym momencie głosy ucichły i już po chwili wszystkie oczy były zwrócone w moim kierunku. Ich twarze wyglądały tak jakby zobaczyli ducha. Rozglądnęłam się zdziwiona i zauważyłam Alicję która miała łzy w oczach. Pospiesznie podbiegła do mnie i mocno przytuliła. Krzyknęłam z bólu na co ona odskoczyła przerażona i patrzyła przerażonym wzrokiem.
-Wszystko dobrze? przepraszam- powiedziała Alicja. Widać było po niej że nie spała dobrze, wyglądała okropnie z podkrążonymi, czerwonymi oczami.  
-O co chodzi?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Alicja popatrzyła na mnie nie rozumiejąc.- Chodzi mi o to dlaczego sądzicie że nie żyję?- spytałam.
-Bo ty powinnaś nie żyć..- powiedziała cicho- dwa tygodnie temu byłaś przebita soplem lodu przeze mnie.- powiedziała płacząc. Nie mogłam uwierzyć w to co powiedziała i wywołało to we mnie rozbawienie. Położyłam jej rękę na ramieniu i zaśmiałam się, ale krótko gdyż poczułam ból w brzuchu.  
-Żartujesz prawda?- powiedziałam do Alicji ale ona nie śmiała się tylko była bardzo poważna.- przecież gdyby było tak jak mówisz powinnam leżeć w kostnicy. - powiedziałam.
-No bo leżałaś...gdy byłam cię zobaczyć dwa dni temu, byłaś martwa.- powiedziała a mi zrobiło się słabo. Podeszłam do jednego ze stolików i usiadłam. Wszyscy nadal milczeli a mnie ta cisza dobijała jeszcze bardziej. Złapałam się ręką za głowę, , Martwa??" spytałam się w myślach. Alicja widząc że nie rozumiem powiedziała:
-Gdy straciłam nad sobą kontrolę chciałam zaatakować Jeremy'ego ale na szczęście mnie powstrzymałaś. Potem zaatakowałam ciebie. Byłaś w czymś rodzaju kuli lodu. Gdy dobiliśmy się do środka byłaś cała zakrwawiona w tedy zauważyłam że byłaś przebita tym soplem na wylot.- zatrzymała na chwilę wzięła głęboki wdech po czym kontynuowała- Lekarze próbowali się ratować, było coraz lepiej dopóki trzy dni temu nie zatrzymał ci się serce i już cię nie odratowali. Dzisiaj mieli poinformować twoich rodziców ale jak widać ty trzymasz się całkiem dobrze- powiedziała oglądając mnie bacznie. Po chwili zmarszczyła brwi.- kto ci założył opatrunki?- spytała a ja nie znałam odpowiedzi więc wzruszyłam tylko ramionami.- Nieważne liczy się tylko to że żyjesz. - powiedziała na co uśmiechnęłam się ciepło do mojej najlepszej przyjaciółki. Nie miałam jej tego za złe w końcu to nie jej wina. Rozmawialiśmy przez chwile po czym naglę przyszedł jeden z dyrektorów obozu i zabrał mnie. Przebadali i trzymali mnie dopóki nie wyzdrowiałam całkowicie. Codziennie odwiedzała mnie Alicja. Z każdym dniem wyglądała coraz lepiej co bardzo mnie cieszyło. Po tygodniu mogłam już wyjść. Wszystkie rany szybko się zagoiły nawet ta na brzuchu. Oczywiście wszyscy lekarze badali mnie po kilka razy gdyż byłam dla nich, , cudem".
  Był początek sierpnia gdy opuściłam, , szpital". Udałam się od razu do domku gdzie przebrałam się w normalne ciuchy a nie te szpitalne. Wychodząc zerknęłam jak wyglądam. Białe spodenki, niebieski top a do tego białe trampki. Związałam włosy w staranny kok i wyszłam. Idąc miałam nadzieję że spotkam Alicję. Szłam i zauważyłam coś za drzewem podeszłam po cichu. Moim oczom ukazał się przedziwny obrazek. Skołowana nie mogłam uwierzyć gdyż za drzewem całowała się Alicja z Edwardem.
-Muszę się zgłosić do doktor Cure bo mam jakieś przywidzenia-powiedziałam sama do siebie. Alicja to usłyszała i przerwała pocałunek. Popatrzyła w moim kierunku i chciała coś powiedzieć ale ją powstrzymałam.
-Nie Alicja nie chcę wiedzieć tylko żeby to się nie skończyło tak jak wcześniej.- ostrzegłam ją a ona posmutniała i podeszła do mnie odrywając się od Edwarda.
-Posłuchaj to co innego, ja i Edward to nie skończy się tak jak ostatnio- powiedziała a Edward podszedł od tyłu Alicję i złapał ją w pasie przyciągając ją do siebie.
-Spokojnie Natasza nie zrobię jej nic złego obiecuję- powiedział uśmiechnięty Edward, zobaczyłam w jego oczach jakieś iskierki. Popatrzył na Aliję a ona się uśmiechnęła. Przerzucił swój wzrok ponownie na mnie, na co a ja rzuciłam mu wściekły wzrok. Zmarszczył brwi.- Natasza no bez jaj ja jej nic nie zrobię- powiedział.
-Bez jaj to zostaniesz ty jeśli ją skrzywdzisz- powiedziałam z chytrym uśmiechem a Edward otworzył szeroko buzię zdziwiony moimi słowami. Alicja popatrzyła na mnie uśmiechnięta i zapytała:
-Skąd ty bierzesz te gadki?- ja uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i wzruszyłam ramionami.
-Lata praktyk...lata praktyk- powtórzyłam po czym roześmiałam się odchodząc i zostawiając ich samych sobie. Szłam powoli rozmyślając przez chwilę gdy naglę zobaczyłam przed sobą Eliota. Rozmawiam z kimś przez telefon, ale nie była to miła rozmowa. Krzyczał na kogoś ale byłam zbyt daleko aby zrozumieć co mówi. Weszłam w las i po cichu, aby nie usłyszał mnie, szłam w stronę świetlicy. Nie udało mi się to jednak gdyż już po chwili ruszył w moim kierunku przerywają rozmowę. Stanęłam za drzewem aby mnie nie zauważył. Nie chciałam się z nim widzieć, nie wiem dlaczego. Mijały minuty a ja nic nie słyszałam. Wiec wyjrzałam zza drzewa i rozejrzałam się. Niczego oprócz drzew nie widziała. Naglę go zobaczyłam jak skręca w bok i idzie w stronę polany. Ruszyłam po cichu za nim. Gdy byliśmy już przy polanie usłyszałam głosy. Eliot wszedł na polanę a ja za nim. Gdy już stałam na polanie zobaczyłam obozowiczów jak rozkładają krzesła, stoły i scenę. Nie wiedziałam co się dzieje. Naglę poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię i ciągnie zpowrotem do lasu. Próbowałam krzyknąć ale ten ktoś zasłonił mi usta ręką. Po chwili byłam przyciśnięta do drzewa. Spojrzałam na osobę która stała przede mną. To był Eliot który uśmiechnięty od ucha do ucha patrzył na mnie.
-Co ty sobie wyobrażasz?- spytałam wściekle Eliota.
-Ja?- wskazał na siebie z udawanym zdziwieniem.
-Nie krasnoludki!! jasne że ty idioto !!- powiedziałam prawie krzycząc. Na co on ponownie zasłonił mi usta. Zdejmując rękę z moich ust przejechał palcami po nich i dotykał tak przez chwilę po czym spojrzał mi w oczy. Spojrzałam w jego zielone oczy i czułam się jakbym była hipnotyzowana. Eliot położył mi rękę na karku i powiedział szeptem:
-Jak cię w tedy z tam tond wyciągnąłem myślałem że nie żyjesz.- mówił powoli.Mówił to takim głosem że nie wytrzymałam i coś mnie pociągnęło w jego stronę.Tak jakby coś mnie do niego przyciągało. Po chwili nasze usta zamknęły się w pocałunku. Gdy naglę Eliot zakończył pocałunek dysząc równie głośno jak ja oparł swoje czoło o moje. Gdy uspokoiłam oddech powiedziałam z uśmiechem:
-Wiesz że to jest w sumie nie dozwolone.- Eliot popatrzył na mnie krzywo.
-Na prawdę?...nie wiedziałem- powiedział z ironią w głosie- a tak dla ścisłości to ty mnie zaczęłaś całować. -oznajmił z uśmiechem, chciałam zaprzeczyć ale zdałam sobie sprawę z tego że tak na prawdę to ja zaczęłam., , Co we mnie wstąpiło?!" pomyślałam i zerknęłam na uśmiechniętego Eliota.
- Wiesz nie obraziłabym się gdybyś się odsunął. -oznajmiłam na co on powoli zaczął się cofać. - Tego pocałunku w ogóle nie było jasne?- spytałam. Eliot popatrzył na mnie z grymasem po czym zaczął iść w stronę polany dumny jak paw. Nie takiej reakcji się spodziewałam.
-A ty dokąd?- spytałam wściekle. Eliot Odwrócił się w moją stronę unosząc jedną z brew.
-Przecież to nie miało się wydarzyć więc idę stąd- powiedział powoli. Speszyłam się trochę a moje policzki zaczęły mi płonąć. Eliot patrzył na mnie z zdziwieniem, ale powoli to zdziwienie zmieniło się w chytry uśmiech.
-Czy ty właśnie się zarumieniłaś?- spytał z drwiną w głosie. W jednej chwili moje speszenie zamieniło się w wściekłość.  
-Dupek- powiedziałam zanim się powstrzymałam. Eliot zmienił wyraz twarzy i szybkim krokiem podszedł do mnie z wściekłością wymalowaną na twarzy.
-Kto ja?!- spytał takim tonem że moja wściekłość wzrosła o kilka stopni. Popchnęłam go przez co upadł.
-Wiesz co nie miałam tego powiedzieć ale po twoim zachowaniu mam inne słowo: bachor!- powiedziałam podkreślając ostatnie zdanie. Eliot wstał powoli i złapał mnie za ramię wywołując ból. Próbowałam oderwać jego rękę od mojego ramienia ale był za silny.  
-Powiedz mi co się z tobą dzieje! W jednej chwili mnie całujesz a w następnej wyzywasz mnie od dupków i bachorów!!- mówił coraz głośniej ale nie tak żeby ktoś go usłyszał. Widząc że nic nie mam zamiaru powiedzieć wzmocnił uścisk.- Dlaczego?!-krzyknął już nie zważając na to czy ktoś go usłyszy. W oczach stanęły mi łzy. Powoli zaczęły płynąć po moich policzkach ale nie zważałam na to. Eliot widząc to uspokoił się i chciał przeprosić ale nie zdążył gdyż wyrwałam się i zaczęłam biec. Biegłam jak nigdy wcześniej. Moja prędkość z każdym momentem się zwiększała. Biegłam ale w pewnym momencie nie czułam ziemi pod stopami i zniknęły przede mną drzewa. Spojrzałam w dół i zdałam sobie że się unoszę. Zaczęłam się szamotać z przerażenia. Naglę w szybkim tempie traciłam wysokość a gdy miałam już uderzyć o ziemię zaczęłam się ponownie wznosić. Pomyślałam że chcę zejść na ziemię i powoli zaczęłam się obniżać. Gdy stałam już na ziemi wzięłam do ręki kosmyk włosów i zdałam sobie sprawę z tego iż są niebieskie.
-Umiem latać- powiedziałam i zaczęłam się śmiać z tego co właśnie powiedziałam- co ja gadam to nie dorzeczne- mówiłam ale po chwili zdałam sobie z tego sprawę że właśnie to przed chwilą robiłam. -Okey czyli to co pomyślę się stanie?- spytałam sama siebie i wyobraziłam sobie jak moje stopy zaczynają się unosić i właśnie to się działo. Zaczęła się unosić coraz wyżej aż w końcu ruszyłam głową i poleciała. To było cudowne, wydawało mi się jakbym pływała w powietrzu. Zaczęłam lecieć coraz szybciej nurkując od czasu do czasu w las i wznosząc się ponownie. Ćwiczyłam cały dzień aż zrobiło się ciemno i musiałam wracać, oczywiście lecąc. Po drodze zauważyłam że coś się dzieje na polanie. Zniżyłam lot i wylądowałam obok by się przyjrzeć. Okazało się że odbywała się tam impreza. Weszłam na polanę i rozglądnęłam się po tłumie by dostrzec Alicję. Miałam wielką ochotę aby jej o wszystkim powiedzieć. Gdy naglę zauważyłam ją przy jednym z drzew jak obściskuje się z Edwardem. Postanowiłam jej nie przeszkadzać bo ma ona oczywiste plany c do niego. Oczywiście zapewne jutro uświadomię jej że popełniła błąd gdyż nie zna go dobrze i się pokłócimy. Westchnęłam i pokręciłam głową. Zauważyłam stoliki z przekąskami a że umierałam z głodu postanowiłam coś zjeść. Podeszłam do stolika i zaczęłam nakładać sobie na talerzyk.
- No ciebie bym się tu nie spodziewał skarbie- usłyszałam za sobą głos. Upuściłam talerzyk i gwałtownie odwróciłam się by stanąć twarzą w twarz z nim...
_________________________________________________________________________________
Hej!
Przepraszam wszystkich za tą przerwę ale miałam problemy w życiu.
Jednak wzięłam się za siebie i napisałam następną część.
Mam nadzieję że się spodobała.
Pozdrawiam Ali:)
P.S Jeszcze raz przepraszam.

Ilovedit

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2604 słów i 13577 znaków, zaktualizowała 2 gru 2016.

4 komentarze

 
  • Juliaaajl

    Kochana , ciesze się , że wróciłaś. Mam nadzieję, iż problemy te nie są aż tak straszne i wszystko się ułoży. Co do opowiadania , to jest sporo postaci i czasami ciężko ogarnąć o co chodzi. Opisuj może troszkę więcej krajobraz i czynności. Rozwinięcie na pewno nie zaszkodzi , byleby nie było za długie. Jak zwykle parę literówek , ale coś co mnie najbardziej męczy, to to twoje ,,z tond". Popraw to proszę w tym opowiadaniu i w części poprzedniej , bo i w 7 też to zauważyłam. Poprawnie powinno być ,,stąd". To tyle z mojej strony , mam nadzieję , że wszystko się ułoży i WENY! ;)

  • Malawasaczka03

    Ha! To na bank jej były chłopak-debil. Wstawiaj szyyyybciutko ! ;****

  • Amour9

    Przeczytałam wszystkie części i jestem zachwycona!!! Masz dziewczyno ogromny talent:)

  • Ilovedit

    @Amour9 Dziękuje :)

  • Lola5055

    Boskie <3 dodawaj częściej bo na tą część musiałam długo czekać :)

  • Ilovedit

    @Lola5055 Dziękuje :)