Kroniki Tomka - Ten tego (cz. 3)

Gdzieś w głębokiej podświadomości przewidywałem taki scenariusz. Tylko że myślałem że to moi rodzice zareagują ostro a nie jego. Gdy zobaczyłem go w drzwiach od razu wiedziałem co się stało. Nie trudno było zresztą się domyśleć. Naprawdę, rzadko można było go zobaczyć ze łzami w oczach. Gdy tylko go takiego zobaczyłem i we mnie coś pękło. Nie wiedziałem co powiedzieć, nawet nic nie chciałem mówić. Po prostu, nagle zapomniałem jak wydać z siebie jakikolwiek głos. Przytuliłem go najmocniej jak mogłem, nic innego nie mogłem zrobić. Wybuchł płaczem a ja razem z nim. Po jakiejś chwili przyciągnąłem go do siebie i zamknąłem drzwi, głupio było tak wyć na klatce. Byłem bezradny. Obejmowałem go najmocniej jak mogłem i ryczałem razem z nim. Mama z tatą stali w przedpokoju i nam się przyglądali. Oni też już zrozumieli co się stało. Lekko zawstydzony Filip z trudem próbował zdusić swój płacz w sobie. Wytarł dłońmi swoją mokrą od łez twarz i przywitał się z moimi rodzicami jeszcze bardziej zawstydzony. Mama lekko go objęła, pocałowała w czoło i wytarła kciukiem łzę która wypłynęła z jego pięknych oczu. Tata jak zawsze klepnął go po plecach na przywitanie. Po tym wszystkim złapałem jego dłonie i zaciągnąłem do swojego pokoju by móc w spokoju porozmawiać.  

Było mi go tak strasznie żal. Byłem zły na siebie, na swoją bezradność. Wszystko mnie bolało od patrzenia na niego. . cierpiącego. Sam cierpiałem z tego powodu. Przez jakiś czas leżał na moich kolanach w kompletnej ciszy. Głaskałem go i próbowałem pocieszyć. Po dłuższej chwili przerwał ciszę opowiadając to co się wydarzyło. Tak jak się domyśliłem jego rodzice nie przyjęli tego zbyt dobrze. Najpierw byli zaskoczeni a potem się kompletnie wściekli. Filip powiedział im o tym w sposób całkowicie odmienny od mojego. Prosto z mostu wyjawił im że jest ze mną a dopiero potem zaczął im to tłumaczyć. Przynajmniej wysłuchali go do końca, zanim nakrzyczeli na niego. Jasne, wiedziałem że nie dostaniemy gorących gratulacji i kwiatów ale z drugiej strony to nie było nic wielkiego. Byliśmy dorośli, dokonywaliśmy własnych wyborów. No i co z tego że się razem wychowywaliśmy? To akurat uważałem za plus bo dobrze znaliśmy siebie nawzajem, wszystkie wady oraz zalety przez co bardzo rzadko się kłóciliśmy. Nie byliśmy spokrewnieni. A nawet gdybyśmy byli to nic by to nie zmieniło, nie zmieniło by to naszych uczuć, prawda? Więc kompletnie nie potrzebnie tak się unieśli, moim skromnym zdaniem. Krzyczenie na niego, wyzywanie i nazywanie tego obrzydliwym, ohydnym i nieprawdopodobnym w niczym nie pomogło, tylko jeszcze bardziej pogorszyło tą całą sytuacje. Gdy mi to opowiadał, nie mogłem uwierzyć, poddałem się i znów płakałem z nim. Rozpętała się kłótnia. Filip zresztą bywał czasem porywczy więc i od niego padło kilka ostrzejszych słów. Nie wytrzymał i trzasnął drzwiami po czym przyszedł tutaj.  

Złapał mnie za rękę ciekawy jak mi poszło. Ucieszył się że u mnie poszło lepiej niż u niego ale szybko znów posmutniał. Był z nimi bardzo zżyty i to że nas nie zaakceptowali okropnie go bolało. Poprosił bym położył się koło niego. Położyliśmy swoje głowy na poduszkach, wciąż trzymając się za ręce. Położyłem się bokiem by móc go wciąż głaskać. Zdecydowanie ułatwił mi to kładąc swoją głowę na moim torsie, wtulając się w niego. Gdyby moje dziecko mi powiedziało że ma inne preferencje seksualne to bym to bez żadnego problemu zaakceptował. Podobnie jak moja mama, bał bym się że ktoś mógłby je skrzywdzić ale w pełni bym to zaakceptował. Czy można przestać kochać swoje dziecko czy kochać je mniej niż wcześniej tylko z powodu preferencji osobistych? Dlaczego to on miał cierpieć z powodu że jego rodzice byli ślepi? Czemu miał przepraszać za to że chce być szczęśliwy, że kocha kogoś kto jest tej samej płci co on? Grzeszył on byciem szczęśliwym i zakochanym? Robił tym komuś krzywdę, ktoś cierpiał przez niego, ktoś głodował, ciął się czy przeżywał depresje? Czemu sprawy takie jak własne preferencje stanowią dla kogoś taki problem? Czemu ktoś ma pretensje? Ma w ogóle prawo je mieć? Przecież on nikomu w majtki i do łóżka nie zaglądał? Pełno takich pytań zadawałem sobie w tamtym okresie, te wszystkie chciałem zadać jego mamie i swojemu wujkowi. Miłość nie ma reguł, nie ma żadnych zasad. Zakochać można się w każdym, niezależnie od płci, religii, pochodzenia, koloru skóry, dorobku życiowego czy poglądów. Należy tylko otworzyć się na miłość, na ludzi. Skąd wiesz czy nie byłbyś/byłabyś w stanie zakochać się w kimś tej samej płci co ty? Mogą odpychać cię sprawy intymne ale nie uczucie. Zresztą, skąd możesz wiedzieć że to takie złe jeśli tego nawet nie spróbowałeś? Nie bój się miłości. Zastanów się czy wolałbyś żyć nie do końca szczęśliwy tylko dlatego że ktoś by powiedział że to złe. Wolałbyś być nieszczęśliwy a być akceptowanym czy może być szczęśliwym i walczyć o akceptację?  

- Sorry że tak się rozbeczałem, przerwał ciszę próbując jakoś się rozluźnić.  
- Też beczałem, zresztą nie musisz się tego wstydzić, nie przede mną, powiedziałem.  
- A tam, zawsze była z ciebie beksa więc się nie zdziwiłem, zażartował.  
- Wcale nie!
- Okropnie cię kocham, wyznał.  
- W sekrecie mogę ci powiedzieć że ja ciebie jeszcze okropniej, odpowiedziałem.  
- Przynajmniej ty mnie jeszcze kochasz, odrzekł pesymistycznie.  
- Miśku, oni wciąż cię kochają, daj im i sobie czas. Rozmawiałeś z tatą?  
- Jeszcze nie.  
- To może zadzwoń do niego i porozmawiaj z nim, masz telefon ze sobą?  
- Mam, powiedział podnosząc się.  

Gdy chciałem zostawić go samego by mógł w spokoju porozmawiać ze swoim ojcem, przytrzymał mnie prosząc bym przy nim został. Rozmowa z jego tatą chwile potrwała jako że chciał i ze mną zamienić kilka słów. Tak bardzo żałowałem że jego mama nie mogła zareagować dokładnie tak jak jego ojciec – pełną akceptacją, radością i humorem. Rozmowa z ojcem znacznie poprawiła mu humor. Co prawda nie skakał z radości ale przynajmniej wiedział że może liczyć na wsparcie u swojego biologicznego ojca. Był szczęśliwy że Filip sam mu o tym powiedział a nie że musiał by dowiedzieć się od na przykład jego mamy. Kazał mu się nią nie przejmować, i zapewnił że jej przejdzie. Przyznał że nic mu to nie przeszkadza i w pełni to akceptuje. Jednym słowem, jak dla niego nic się nie zmieniło. Tata Filipa był zawsze pogodnym i roześmianym człowiekiem tak samo jak Filip. Zdziwiłem się że chciał ze mną porozmawiać. Cieszył się że taki ktoś jak ja będzie miał oko na jego syna. Zarówno jak Filipa tak i mnie to podbudowało i ucieszyło. Na koniec naszej rozmowy opowiedział mi najkrótszy żart świata o gejach, tzn – ten tego. Na koniec dodał że wiedza który którego nie jest mu do niczego potrzebna. Nie daleko pada jabłko od jabłoni, cieszyłem się że otaczało mnie tylu jajcarzy. Po rozmowie z tatą, na twarzy Filipa zagościł malutki ale tak bardzo cenny wtedy uśmiech.  

Po dobrych trzech godzinach przesiadywania w moim pokoju poszliśmy do salonu gdzie siedzieli moi rodzice. Chcieliśmy z nimi porozmawiać. A raczej odpowiedzieć na masę pytań które ich trapiły. Filip jeszcze raz opowiedział to co go spotkało ze strony jego mamy i brata mojej mamy. Czasami mówiłem za niego nie chcąc by przeżywał tego jeszcze raz. Potem opowiedzieliśmy to co powiedział nam tata Filipa. Moja mama trzymała dłoń Filipa i próbowała go pocieszyć gdy ja trzymałem i głaskałem jego drugą dłoń. Temu to było dobrze. Tata nie krył swojego oburzenia spowodowanego zachowaniem swojego szwagra i jego żony. Też na swój sposób próbował okazać mu swoje wsparcie na które mógł od niego liczyć. Potem zasypali nas pytaniami, o to jak to sobie wszystko dalej planujemy i jak zamierzamy postąpić. Na niektóre nie potrafiliśmy wciąż odpowiedzieć, wszystko było kwestią czasu i zdarzeń. Mama podzielała moje zdanie, powtarzając że miłość rządzi się swoimi prawami, sama była tego przykładem. Powtórzyła się, mówiąc że wszystko akceptuje ale wciąż się o nas boi. Prosiła byśmy byli ostrożni. Gdy Filip poszedł do łazienki skorzystałem z chwili sam na sam z rodzicami.  

- To co, może zostać na noc?, zapytałem najładniej jak mogłem, zwracając uwagę na to że był już wieczór.  
- No nie wiem Tomku, powiedziała mama ze skrzywioną miną.  
- No proszę, widzisz w jakim jest stanie. Nie może wrócić dziś do domu, musi ochłonąć, ciocia z wujkiem też a nie ma gdzie indziej iść. Chcesz żeby gdzieś się szlajał całą noc w taki mróz?, spróbowałem tym sposobem.  
- No ale w tych okolicznościach, no nie wiem, odpowiedziała ale już bardziej skłonna do współpracy.  
- No ale mamo, nie będziemy odprawiać całej kamasutry tak? Tylko będę przy nim dziś, przytulę i pocieszę, tyle. Chcesz żeby się zamknął w sobie czy załamał?, spróbowałem całkowicie pewny siebie.  
- O Boże, a robicie to? Albo nie nie, nie mów!, powiedziała lekko zawstydzona a lekko rozbawiona.  
- Mamo!
- No dobrze ale śpi na sofie tutaj, powiedziała.  
- Myślisz że to coś zmieni jak będzie tu samotny? Jeszcze bardziej będzie smutny. Mamo tylko dzisiaj. Możemy spać w różne strony, ze swoimi kołdrami, z otwartymi na rozcież drzwi. Muszę być dziś przy nim, obiecaliśmy sobie że zawsze będziemy przy sobie w ciężkich sytuacjach. Czy ja kiedyś naruszyłem twoje zaufanie? No proszę cię, mamuś.  
- No pozwól im, bo nam żyć nie da. Zresztą sama słyszysz że nasz syn ma mocne argumenty. Nic złego się przecież nie stanie, powiedział tata rozbawiony tym moim błaganiem.  
- No dobrze już dobrze, ale z osobną kołdrą i otwartymi drzwiami, poddała się po chwili głaszcząc mój policzek.  

Filip bardzo się ucieszył że będzie mógł spędzić u nas noc a do tego u moim boku. Zjedliśmy razem kolację. Mama poprosiła Filipa by chociaż napisał smsa do swojej mamy że nie wróci na noc i że wszystko z nim ok. Niechętnie ale jednak to zrobił po czym wyłączył telefon. Nie był ciekawy co miała mu do powiedzenia, nie tamtego dnia. Tata miał ubaw po pachy z żartu taty Filipa. Naprawdę się zawstydziłem, w końcu żartowano o moim życiu seksualnym przy stole a do tego w takich okolicznościach. Idealnie przyjęli Filipa i sprawili że uśmiech nie schodził z jego twarzy aż do końca tego dnia. Po kolacji udaliśmy się z Filipem do mojego pokoju dając rodzicom trochę spokoju, po tym dniu pełnym wrażeń. Mieli pewno wiele spraw do przedyskutowania.  

- To może meczyk, co?, zapytałem spoglądając na konsolę.  
- Uuu, ktoś tu chce przegrać z mistrzem FIFY, zażartował.  
- Żebyś się nie zdziwił, odrzekłem.  

Przybraliśmy swoją ulubioną pozę do gry. Pojedynkowałem się z nim, siedząc w jego rozkroku. Od czasu do czasu muskał moją szyję. Uwielbiałem jego bliskość, jego zapach. Uwielbiałem czuć jego oddech na swoim karku, był tak przyjemny, wręcz kojący. Śmiał się gdy moja linia obrony zawodziła a ja cieszyłem się razem z nim z lekkim niedowierzaniem że popełniam takie dziecinne błędy. Jego bliskość tak strasznie mnie dekoncentrowała. Cieszyliśmy się jak dzieci gdy obojgu udawało nam się pokonać przeciwnika. Grając w tej samej drużynie okazaliśmy się świetnie zgrani, rozumieliśmy się bez słów, także w grze. W pewnym momencie zauważyłem mamę stojącą w drzwiach z kołdrą dla Filipa. Kompletnie jej nie zauważyłem.  

- Nie siedźcie zbyt długo, powiedziała kładąc kołdrę na łóżku.  
- Dobrze proszę pani, zażartował Filip.  
- Znajdziesz Filipowi coś do spania, tak?, skierowała swoje pytanie do mnie.  
- Dobrze, odpowiedziałem krótko zajęty grą.  
- Macie jutro przerabiać coś ważnego w szkole?, zapytała gdy już miała wychodzić.  
- Raczej nie, odpowiedziałem.  
- No to jak chcecie to możecie jutro iść na wagary, bo Filip raczej nie wziął ze sobą książek, prawda?  
- Prawda, odpowiedzieliśmy równocześnie.  
- Obym tego nie żałowała, i grzecznie tutaj bo będę sprawdzała, ostrzegła pół serio pół żartem.  
- Kocham cię, powiedziałem gdy już wychodziła.  
- Ja też, zawołał Filip.  
- Nie dość że skradłeś mi serce to teraz chcesz mamę, zażartowałem próbując udać oburzonego.  

Ogromnie cieszyłem się z możliwości spędzenia nocy u jego boku. Uwielbiałem to uczucie gdy mogłem przy nim zasnąć i się obudzić. Taki mały drobiazg a sprawiał tyle radości. Do spania dałem mu dokładnie tą samą koszulkę którą miałem na sobie tamtej nocy w Zakopanym. Czerwony T-shirt idealnie leżał na jego ciele. Uśmiechnął się gdy mu ją dałem, wspomnienia wróciły. Telewizor w pokoju cicho grał gdy już leżeliśmy. Tak jak obiecaliśmy, drzwi były otwarte a my leżeliśmy pod swoimi kołdrami, chociaż i tak nogi Filipa były pod moją kołdrą. Dobrze że mama nic nie wspominała o tym że mieliśmy spać w przeciwne strony, mimo że sam jej to zasugerowałem. Leżał pod ścianą ciągle się wiercąc. Leżał na boku a ja brałem z niego przykład. Nasze usta często dzieliło tylko parę centymetrów. Od czasu do czasu obdarowywał mnie pocałunkiem. Za każdym razem obojgu nam było za mało ale nie chcieliśmy przesadzać gdyby mama jednak się gdzieś tam czaiła. Zawsze była bardzo ciekawa wszystkiego. Rozmawialiśmy próbując unikać tego ciężkiego tematu. Nie chciałem by znów tak bardzo posmutniał jak parę godzin wcześniej. Uważnie mu się przyglądałem co nie umknęło jego uwadze. Zawsze to zauważał.  

- Co mi się tak przyglądasz?, zapytał zaciekawiony.  
- Nic nie umknie twojej uwadze co? Patrzę jak patrzysz na mnie, odpowiedziałem.  
- No mów, zachęcił.  
- No mówię, patrzę jak patrzysz na mnie.  
- A czemuż to patrzysz na mnie by popatrzeć jak ja patrzę na ciebie?, zapytał.  
- A bo mama mówiła że podobno patrzysz na mnie w ten sposób co ona, i sprawdzam czy miała rację.  
- Zależy czy twoja mama patrzy na ciebie jak na najcenniejszy skarb świata.  

Rozbroił mnie tym tekstem. Uśmiech nie chciał zejść z moich ust. Był taki kochany. Nie mogłem pojąć jak udało mu się tak bardzo rozkochać mnie w sobie. Nasz związek nie był przypadkowy. Czułem jak by był zaplanowany przez los już od samego początku. Każdy dzień z nim spędzony sprawiał że miałem na wszystko ochotę. Był moim legalnym dopalaczem. Kochałem go. A on kochał mnie. Nasza historia była niesamowita, niepowtarzalna i niewiarygodna. Teraz to on przyglądał się mi. Kompletnie niepotrzebnie, założę się że od dawna wiedział że patrzę na niego tak jak on na mnie. Był najcenniejszy w moim życiu. Ba, najważniejszy, na równi z rodzicami i moją siostrą. Siostrą do której zapomniałem zadzwonić tamtego dnia mimo że obiecałem. Wysłałem jej krótkiego smsa że wszystko jej opowiem następnego dnia, dodając że jak na razie nie jest zbyt kolorowo między Filipem a ciocią i wujkiem. Miałem nadzieję że wszystko się rozwiąże i poukłada. Chciałem by wszystko było jak dawniej, jak by nic się nie zmieniło. Bo w końcu chyba w sumie nic takiego się nie zmieniło, prawda? Byliśmy tylko razem, zresztą zawsze byliśmy razem, zawsze razem się trzymaliśmy więc co by to komu miało przeszkadzać. Nie stwarzajmy problemów których nie ma. Leżąc natrafił na coś. W szparze mojego łóżka była wepchnięta jego koszulka.  

- A wszędzie jej szukałem - mruknął zaskoczony. – Wiedziałem że tu została.  
- A jak byś zareagował gdybyś się dowiedział że tak jakby ją sobie przypadkowo przywłaszczyłem?, zapytałem lekko zawstydzony.  
- Przypadkowo powiadasz. A przypadkowo w jakim celu?  
- Spania z nią – powiedziałem nadal zawstydzony. – Za każdym razem gdy kończymy rozmowę na gadu, jest mi tak jakoś. . samotnie to czasem zdarzy mi się do niej przytulić.  

Ucieszył się, zaznaczając że teraz już nie muszę czuć się samotnie. Leżeliśmy i patrzeliśmy na siebie jeszcze przez długi czas. Jego oczy ukazywały pełną gamę emocji. Wszystko można było wyczytać w tych jego oczach. Żal, smutek, zdenerwowanie, oburzenie, podirytowanie ale też zadowolenie, radość, nadzieję i miłość. Zasnęliśmy. Zasnęliśmy z nadzieją na lepsze jutro, spragnieni zaakceptowania przez innych.  

***

Nie wszystko poszło po naszej myśli. Filip znów został zraniony przez swoich rodziców. Nie potrafili tego zaakceptować, nie potrafili się z tym pogodzić. Po spędzonej nocy u nas, niechętnie pod wieczór wrócił do swojego domu, w którym został ponownie skrzywdzony. Zamiast rozmowy znów były krzyki. Nie rozumiem czemu nie mogli tego zrozumieć, nie robiliśmy niczego złego. Na dwa dni straciłem z nim kompletny kontakt. Nie pojawiał się w szkolę, na podwórku, telefon miał wyłączony tak samo GG. Gdy w końcu odważyłem się pójść do niego spotkała mnie niemiła niespodzianka. Otworzyła jego matka. Co prawda wpuściła mnie do środka ale tylko po to by na mnie pokrzyczeć. Próbowała wybić mi z głowy swojego syna przy nim samym. Dała mu szlaban i chciała zmienić szkołę. Postępowała całkowicie bezmyślnie, na niecałe dwa miesiące przed maturą chciała przewrócić całe jego życie do góry nogami. Filip, słysząc plany swoje matki wybuchł gniewem. Jedno przekrzykiwało drugie. Zrobił to co chciał zrobić za pierwszym razem gdy nie otrzymał zaakceptowania u swoich rodziców. Wyprowadził się. Gdy zaczął pakować swoje rzeczy, jego zdesperowana matka je rozpakowywała. Nie wiedziałem co robić. Gdy oni wciąż na siebie krzyczeli poszedłem poszukać telefonu Filipa. Trudno było mi go znaleźć ale w końcu przypomniałem sobie gdzie zazwyczaj chowała coś przed Filipem wcześniej. Włączyłem telefon. Jak dobrze że znałem PIN. Wybrałem numer jego ojca całkowicie bezradny. Gdy w skrócie mu wszystko opowiedziałem, obiecał że już wsiada w samochód. Nie zbytnio mnie to pocieszyło bo mieszkał kilkanaście kilometrów za miastem.  

Próbowałem jakoś ich powstrzymać. Filip musiał ją nieźle rozwścieczyć chęcią wyprowadzki ale co innego mógł zrobić? Czy ona nie widziała jak go krzywdzi? Po nieudanych próbach przekrzyknięcia ich, opadłem na ziemie wyjmując telefon. Tym razem zadzwoniłem do swojego taty mając nadzieję że wrócił już do domu. Po pięciu minutach zjawił się razem z mamą a zaraz za nimi przyszedł ojciec Filipa z dodatkową torbą. Rozpętało się piekło. Gdy pomagałem Filipowi się pakować, jego matka stała się bezradna. Moi rodzice i ojciec Filipa próbowali ją uspokoić. Ta krzyczała na moją mamę. W kółko pytała się jak ona tak może, czy kompletnie straciła rozum. Nie mogła pojąc jak ją to nie odrzuca. Zarówno jak nas i tak moją mamę to zabolało. Odpowiedziała że jej dziecko nigdy by jej nie odrzuciło. Mimo tych wszystkich okrutnych słów zrobiło mi się jej cholernie żal, była na skraju wytrzymania. Wszystko we mnie wybuchło. Moja mama zalała się łzami. Trudno było jej kłócić się ze swoją przyjaciółką. Ba, szwagierką. Po jakimś czasie do domu wrócił wujek. Wybuchła jeszcze większa afera. Zapłakany Filip błąkał się po domu wrzucając do torby wszystko to co jego. Próbowałem przytulić jego mamę. Serce mi pękało patrząc na nią. Wtedy nie było sensu się unosić, chciałem by się uspokoiła. Niestety zostałem odepchnięty. Poczułem się jak śmieć. Okropnie bolało. Nie byłem w stanie nawet wyobrazić sobie tego co czuł Filip, będąc sam potraktowany jak śmieć przez nich. To piekło trwało dobrą godzinę jak nie dłużej. Nie chcieli go puścić gdy już się do końca spakował. I tak wszystkiego nie dał rady zabrać. Co prawda Filip i tak by niedługo się wyprowadził ale nikt chyba nie spodziewał się że w takich okolicznościach. Dla Filipa zgasło słońce a przy okazji i dla mnie.  

Wszyscy przyszliśmy do mojego domu. Do naszego jak niedługo się okazało. Filip był strasznie roztrzęsiony. Nigdy go takiego nie widziałem. To co zobaczyłem w niedzielę nic nie miało się z tym co zobaczyłem wtedy. Ojciec Filipa próbował jakoś do niego dotrzeć, ale bez skutku. Nie chciał nikogo widzieć oprócz mnie. Zamknęliśmy się w moim pokoju. Mocno go objąłem, próbując zaprzestać jego trzęsienia się. Przycisnąłem go do swojej piersi powtarzając że już dobrze. Sam się trząsłem i płakałem. Minęło około pół godziny zanim przestał tak strasznie dygotać. Mocno mnie obejmował, aż czasami bolało. Okropnie się o niego bałem, by się kompletnie nie załamał. Zluźniając swój uścisk opadł całkowicie swoim ciałem na łóżko. Zwinął się w kłębek. Podniosłem koc który spadł na ziemie i okryłem go nim kładąc się koło niego, mocno tuląc. Na szczęście już tak przeraźliwie nie płakał. Jęczał z bólu. Nie wiedziałem co gorsze. Okropnie mnie to bolało, patrzenie na niego w takim stanie. Nie potrafiłem zrobić nic efektywnego, czegoś co by sprawiło żeby przestał tak cierpieć. Moje gadanie mało co dawało, przynajmniej tak to odczuwałem. Głaskałem go dla uspokojenia, zarówno siebie jak i go. Zasnął. Na początku przestraszyłem się że stracił przytomność, w końcu bez powodu nie naoglądałem się tych wszystkich medycznych seriali. Gdy zobaczyłem jego wyraz twarzy i spokojne oddychanie uspokoiłem się. Jego twarz była okropnie zapłakana i mokra od łez. Pościel też była lekko mokra. Sam zmoczyłem jego czarną koszulkę a on moją. Ze stolika przy łóżku najciszej jak potrafiłem otworzyłem szufladę szukając chusteczek by móc go wytrzeć. Gdy jak najostrożniej wycierałem jego twarz biała chusteczką jego tata wszedł do pokoju. Spojrzał na mnie znacząco a ja pokiwałem głową. Naciągnąłem koc na jego odkryte nogi. Chciałem położyć się przy nim i go pilnować ale czułem że tata Filipa powinien to zrobić. Zrobił coś co bardzo mnie zaskoczyło ale i ucieszyło. Przytulił mnie i poklepał po plecach. Z moich oczu znów wypłynęły łzy. "Nie płacz" usłyszałem. Zostawiłem go ze śpiącym synem w pokoju, samemu udając się do łazienki, by móc w spokoju się wyryczeć. Mama zauważając mnie, zamknęła się razem ze mną w łazience. Teraz to ja wybuchłem panicznym płaczem. Nie umiałem przestać, tego już było za dużo. To teraz ona mnie mocno przytulała i próbowała uspokoić. Kompletnie straciłem panowanie nad swoimi emocjami.  

Gdy już udało mi się przestać, poczłapałem z powrotem do swojego pokoju. Filip nadal spał. Położyłem się koło niego, delikatnie głaskając jego głowę by go nie obudzić. Mimo tych okropności, teraz gdy spał miał bardzo spokojny wyraz twarzy. Gdy spał, przypominał najsłodszego aniołka, do tego to jego cichutkie chrapanie sprawiło że i ja na chwilę poczułem spokój. Przyłożyłem głowę do jego karku i dobrowolnie dałem porwać się w objęcia Morfeusza. O niczym nie śniłem. Albo pewno o czymś śniłem tylko tego nie pamiętałem. Pamiętałem tylko ciemność. Gdy się przebudziłem, zdziwiłem się bo u mojego boku nie było już Filipa. Zerwałem się przerażony że już wyszedł a nawet że mogę już go więcej nie zobaczyć. Przez te kilka sekund czułem się okropnie. Gdy już łzy chciały same wypłynąć z moich oczu usłyszałem jego głos z zamkniętych drzwi mojego pokoju. Uspokoiłem się. Przetarłem swoją twarz i chwilę odczekałem za nim otworzyłem drzwi swojego pokoju. Mój ukochany siedział wtulony w swojego tatę i sam był głaskany po ramieniu przez moją mamę siedzącą obok. Ucieszył się na mój widok. Przysiągł bym że na chwile się uśmiechnął. Zdziwiłem się patrząc na zegarek, nie mogłem tak długo spać. Mama zrobiła mi miejsce koło Filipa. Odlepił głowę od ramienia swojego taty by spojrzeć na mnie i lekko pocałować w policzek. Poczułem zarówno radość i uczucie zakłopotania. Obawiałem się że któremuś z rodziców może się to nie spodobać ale wręcz przeciwnie, nawet się uśmiechnęli. Wytarłem palcem kąciki jego oczu i przytuliłem do siebie. Po chwili usłyszałem jego głos. Strasznie się za nim stęskniłem. Narzekał że wpychają w niego jedzenie. Świadom tego że nic nie jadł od tego feralnego zdarzenia nałożyłem jakiejś sałatki na jego talerz i poprosiłem by coś zjadł. Zgodził się ale tylko pod warunkiem że go nakarmię. Nie miałem nic przeciwko, mimo że żartował. Jadł mi z ręki, he he. Rodzice zauroczeni nami kontynuowali dyskusję którą prowadzili przed moim pojawieniem. Na początku myślałem że się przesłyszałem. Filip miał zamieszkać u nas.  

Tydzień. 7 dni. Tyle wystarczyło by moje życie ponownie wywróciło się do góry nogami, teraz jednak sprawy miały na pozór dobry obrót. Zaszokowało mnie to że Filip miał zamieszkać u nas. To było największe marzenie jakie wtedy miałem i nagle spełnienie go stało się możliwe. Nasi rodzice się dogadali. Na początku Filip miał zamieszkać u taty ale było by to bezsensowne. Tata Filipa mieszkał w końcu paręnaście kilometrów za miastem, nie miałby jak zawieźć Filipa do szkoły bo wcześnie musiał zaczynać pracę, Filip jeszcze nie miał prawa jazdy a komunikacją miejską zajęło by mu pół dnia żeby jakoś dotrzeć do naszej dzielnicy przez skomplikowane połączenia. Nie mógł przecież zmienić szkoły przed samą maturą no i co najważniejsze zarówno dla nas i dla nich było to że nie mielibyśmy jak się spotykać. Rodzice zaproponowali więc żeby zamieszkał u nas, przynajmniej do wakacji. Pokój Agnieszki, mojej siostry która studiowała stał wolny. W końcu po długiej rozmowie rodzice doszli do wniosku że to będzie najlepszym rozwiązaniem. Okropnie się cieszyliśmy z Filipem. Ale obowiązywało nas teraz pełno obowiązków które musieliśmy spełnić by to stało się realne. Najważniejsza była matura jako że była tuż tuż. Obiecaliśmy zakuwać do niej za obu i tak też potem czyniliśmy. Nawet nie wiedzieli jak dobrą decyzję podjęli. Obowiązywało nas również pełno małych i zabawnych zasad. Chyba najbardziej krępującą a zarazem zabawną było to że mieliśmy nie współżyć. Rozbawiło to nas ale obiecaliśmy że będziemy przestrzegać tych wszystkich zasad. Albo przynajmniej co poniektórych. Nie mieliśmy też spać w jednym łóżku i każdy z nas miał być w swoim pokoju po określonej godzinie, trochę taka godzina policyjna. Niektóre z tych zasad czasami łamaliśmy, ale w końcu nie robiliśmy nic złego. Uczyliśmy się wyśmienicie odkąd razem zamieszkaliśmy. Dobrze się zachowywaliśmy i nie tworzyliśmy żadnych problemów więc nie mieli się czego przyczepić. Najbardziej nieprawdopodobne jest to że nigdy nie połapali się na naszym systemie schadzek o którym już wam kiedyś wspominałem. Gdy tylko kładli się spać, odczekiwaliśmy od pół godziny do godziny i witaliśmy w swoich pokojach kładąc się razem. Przed szóstą gdy tata wstawał do pracy jedno z nas wracało do swojego pokoju. Różne rzeczy wtedy robiliśmy. Czasami. . graliśmy, czasami leżeliśmy i rozmawialiśmy, innymi czasami łamaliśmy punkt o współżyciu a przeważnie po prostu spaliśmy w swoich objęciach.  

Kontakty między Filipem a jego mamą i wujkiem nie poprawiły się. Próbowali ze sobą porozmawiać jeszcze dwa razy ale bez skutku. Filip się poddał. Za bardzo go to wszystko bolało, zdecydował że czas wszystkim dobrze zrobi. Oprócz rodzinie powiedzieliśmy też swoim przyjaciołom o tym że jesteśmy razem. Różnie zareagowali. Bez znaczenia które jak zareagowało wiedzieliśmy że już nie damy się złamać reakcją któregoś z nich. Byliśmy teraz mocniejsi. Przyjaciele nie zareagowali tak źle. Ci najbliżsi nie mieli z tym żadnego problemu ale i tak byli lekko zszokowani. Kto by nie był. Ludzie gadali przez pierwszy tydzień, niektórzy się na nas patrzeli, niektórzy wręcz bezczelnie ale nie przejmowaliśmy się. Nikt z nich nie miał odwagi powiedzieć nam prosto w oczy że coś mu się nie podoba. Ogólnie nie spotkaliśmy się z jakimiś wielkimi obrazami ani sytuacjami tego typu. Bolało to że obcy ludzie nie mieli nic przeciwko nam a najbliższa rodzina jednak coś miała. Dziadkowie nawet się ucieszyli, jak wspominałem byli hipisami i te sprawy nigdy nie były im obce. Wiem że dalsza rodzina gdy się dowiedziała reagowała różnie ale nimi kompletnie się nie przejmowałem. Najważniejsze było to że byliśmy szczęśliwi i się kochaliśmy. Cieszyło mnie to że mogłem go złapać za rękę czy okazać miłość gdziekolwiek bez żadnego ukrywania się. Czy nie o to w tym wszystkim chodzi?

Jabber

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 5385 słów i 29223 znaków.

28 komentarzy

 
  • Czytelnik

    Mocne emocje! Aż się łezka w oku zakręciła!  

    Jabber, robisz kawał dobrej roboty. Uważam, że z nietolerancją należy się zmagać właśnie w taki sposób: pokazywać jak na prawdę wygląda życie homoseksulanych par i że geje od pozostałych mężczyzn nie różnią się niczym, poza tym jednym drobiazgiem - wiążą się z mężczyznami.

  • Lubię...Kocham

    Jak ja to kocham wspaniała historia czekam na książkę ^^

  • Jabber

    No jeszcze trochę.. :D To nie piekarnia ^^

  • Asia

    OH!!!! kiedy kolejna część?!!!! :D

  • Iwona.

    No to czekamy na następne opowiadanko :))

  • Jabber

    No okej, coś do weekendu dla Was napiszę. :D

  • Mojezdanie

    Będzie dobrze! :cool: Trzymam kciuki... Powodzenia!!!!!!

  • ciamciaramcia

    więcej takich proszę !! <3

  • Jabber

    Nie wiem czy w ogóle będzie. Cierpię ostatnio na brak weny.  :mad:

  • unicyclist

    Te opowiadania są cudowne!!! Masz talent.. Nie mogę doczekać się kolejnych części ;)

  • Mojezdanie

    Nie ma problemu BoskaAniu!:)

  • BoskaAnia:)

    Świetne opowiadanie! Naprawdę super:). Masz prawdziwy talent:). Ps: Mojezdanie dziękuję że poleciłaś mi to opowiadanie. Miałaś rację jest świetne. Ps2: Jabber wiesz że masz swój własny fanclub?! I mam nadzieję że się nie pogniewasz na Mojezdanie że poleciła twoje opowiadania?! Pozdrawiam:-);-)

  • love94

    I kto to mówi

  • Wampu

    a ta zawsze musi dodać swoje trzy grosze, nie skomentuje...

  • Mojezdanie

    I ty był byś tu najbardziej poszkodowany. Ze względu na twoje słownictwo! Jak dla mnie to był by to duży plus.

  • Wampu

    a nie lepiej dać adminowi który dodał opowiadanie dać możliwość usunięcia komentarzy po niektórych? Albo lepiej wyłączć komentowanie.

  • love94

    Najwidoczniej komentarz, na który zwróciłam uwagę, został usunięty. I słusznie.

  • Wampu

    Nie widzę żadnego komentarza ani głupiego ani mądrego. Zresztą każdy ma swoje poglądy, a tym bardziej kulturę.

  • love94

    Jakiś hejter dodał tak głupi komentarz, że musiałam zwrócić uwagę

  • Wampu

    love94 o co Ci chodzi?

  • love94

    Za złotówke? takiś tani? Wyjdź hejcie

  • Iwona20

    Więcej takich !!

  • Ewa92

    wspaniałe:)

  • <<3

    z love94 znacie sie jakos bardizej, ze tak komentujecie swoje opowiadania? i znowu w opowiadaniu nie zawiodles:)

  • Mojezdanie

    Po prostu świetne! Nie wiem jak Ty to robisz ale naprawdę masz talent. Świetnie się to czyta i chce się więcej. Naprawdę powinieneś się zastanowić nad napisaniem książki. Bo świetnie Ci to idzie... Chce się więcej... więcej... i więcej... Bo tak wciągające są twoje opowiadania.

  • love94

    O te wagary to nie głupi pomysł ;p mógłbyś napisać kolejną część :D

  • love94

    jeszcze pare miesięcy temu nie powiedziałabym że miłość męsko-męska może  być tak piękna:)

  • kornel173

    Za każdym razem jak przeczytam jedną część to nie mogę się doczekać następnej . PO PROSTU  ZŻERA MNIE CIEKAWOŚĆ !!!