Kroniki Tomka - Happy New Year (cz. 6)

Kroniki Tomka - Happy New Year (cz. 6)Po napisaniu poprzedniej części, dopadła mnie jeszcze większa melancholia. Miałem boleści duszy. Cała krzyczała, że chce z powrotem do Filipa, swojej bratniej duszy. Wrzeszczała, że chce do świata, który tak udanie budowaliśmy. Mieliśmy idealny szkic i plan budowy, a naszym architektem była miłość. Miłość tak urokliwa i majestatyczna, pełna niespodzianek i wzmacniająca się każdego dnia. Gdy budowa okazała się wadliwa, euforia opuściła moje ciało i nie miałem pojęcia, czy kiedykolwiek jeszcze do mnie powróci. Dni okropnie się dłużyły i jak na złość były szare, zimne, deszczowe i nijakie. Idealnie oddawały nastrój, który mną zawładnął po rozstaniu z Filipem, Borysem i naszym architektem. Okropnie czułem się bez jego zapachu dookoła siebie, śmiechu w tle i obrączki, którą niecały rok temu wsunął mi na palec. Czułem się dość dziwnie bez jedynego elementu biżuterii, jaki na sobie nosiłem. Gdy chciałem umyć ręce, z przyzwyczajenia sięgałem drugą ręką do palca, by na chwilę ją zdjąć. Za każdym razem, codziennie, parę razy dziennie, chwytałem i dostrzegałem, że już jej tam nie ma. Wypełniał mnie jeszcze większy żal i tęsknota za moim mężem. Tak bardzo chciałem, by obrączka wróciła na swoje miejsce, a razem z nią on, wprost w moje ramiona. To właśnie tam było jego miejsce. To właśnie tam powinien się wtedy znajdować. Myślałem o nim całymi nieprzespanymi dobami i zastanawiałem się, co on o tym wszystkim myśli. Tęskniłem nieopisywalnie.  

Mimo nie do końca udanej przeszłości, przyjaciela w tych ciężkich dniach odnalazłem w Dawidzie. Zmienił się od czasów liceum. Wydoroślał, a nawet odrobinę spoważniał, choć wciąż było w nim dużo ze zwariowanego dziecka. Gdyby całkowicie spoważniał, to nie byłby już tym samym Dawidem, którego wszyscy tak lubili. Jakoś nie bardzo tęskniłem za czasami liceum, bo nie rozmyślałem o tym dużo, ale po rozmowach z Dawidem zacząłem. Wszystko wtedy było takie łatwe. Jednak usamodzielnienie pomaga jak nic innego, a mój rozmówca był tego najlepszym przykładem. Jak nigdy wcześniej, teraz w ogóle mnie nie irytował swoją obecnością. Zresztą trudno jest, by kolega oferujący ci twoje ulubione, zimne piwo, mógł cię w jakikolwiek sposób irytować. Coraz częściej odwiedzał mnie w moim przytulnym pokoju i dowiadywał się, czy wszystko w porządku. Kompletnie nie miałem ochoty przesiadywać z moimi współlokatorami, bo nie chciałem psuć im humorów swoim, a raczej jego brakiem. Czasami się zmuszałem, żeby nie pomyśleli, że ściągnęli sobie na głowy zdesperowanego nudziarza, który tylko będzie przesiadywał w swoim pokoju i ani słowem się do nich nie odzywał. Dawid idealnie rozumiał tą sytuację i często towarzyszył mi w moich czterech ścianach. Przesiadywaliśmy na moim łóżku, poruszając tematy kompletnie zbędne i mało ważne z butelką piwa. Od początku naszej barwnej znajomości, posiadał zdolność dopasowania tematu do mojego obecnego samopoczucia. Wyczuwał kiedy chciałem pogadać o czymś poważnym i życiowym, a kiedy nie miałem ochoty na żadne rozmyślenia i lepiej będzie ze mną porozmawiać o rzeczach całkowicie nieważnych, a zarazem dowcipnych.  

- A co tam u Agnieszki? – spytał.  
- Nie pozdrawiała cię, jeśli o to ci chodzi. – Uderzyłem swoją zieloną butelką o jego i wziąłem kilka krótkich łyków ulubionego piwa.  
- Wydawało mi się, że mnie lubiła, gdy ze sobą chodziliśmy. – Uśmiechnął się szeroko, po czym wziął ze mnie przykład i lekko opróżnił zawartość swojej butelki.  
- Tylko ci się wydawało. – Figlarnie się uśmiechnąłem.  
- Ona też nie może mi wybaczyć tego cichodajka? – wyszeptał żartobliwie.  
- Nie przypominaj mi o tym – odpowiedziałem szepcząc.  
- Aż tak cię tym uraziłem?  
- Nie, okropnie rozśmieszyłeś. – Wybuchnąłem śmiechem.  
- Dobrze wiesz, że nie miałem tego na myśli. Poniosło mnie. – Wytknął język. – Słuchasz "Portugal. The Man"? – spytał spoglądając na laptopa, z którego wydobywały się znajome mu dźwięki.  
- Nie, pewnie puściłem playlistę Filipa.  
- "Evil Friends" jest o wiele lepsze od minuty z kawałkiem. Na początku trochę przynudza – skomentował.  
- Filip z Marcinem mówili tak samo!  
- To oznacza, że znają się na muzie – wtedy to on stuknął swoją butelką o moją. – Marcin, kto to? – zapytał zdezorientowany – to ten, który zapraszał nas ostatnio na sylwestra?  
- Nom, mój kuzyn. Podobno wszyscy idziecie.  
- A ty nie? – spytał, ale otrzymał jedynie ciszę. – Boisz się, że spotkasz tam go?  
- Nie, Filipa ma tam nie być. Raczej boję się muzy, jaką Marcin będzie puszczał. – Zaśmiałem się, by nie myśleć o Filipie, ale na marne.  

Wymuszony śmiech zamienił się w kropelki łez. Może to przez te cholerne piwo, muzykę, jakiej słuchał czy też wspomnienia jakie mnie wtedy nawiedziły. Szybko sięgnąłem po butelkę z nadzieją, że uda zagłuszyć mi się smutek, który nagle się we mnie obudził. Tak naprawdę wcale nie spał, ale karmienie go wspomnieniami z Filipem sprawiło, że dał o sobie znać. Nie musiałem długo czekać by brunet, który koło mnie siedział, wyrwał mi butelkę i mocno przytulił. Chyba tego właśnie mi brakowało – silnego uścisku i usłyszenia, że wszystko będzie dobrze. Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie, że ramiona, w których byłem, należały do Filipa. Niestety tak nie było. Dawid nie zluźniał swojego uścisku, a mi było tak dobrze. Nie chciałem, żeby puszczał. Jednak po chwili puścił mnie i pocałował. Na moim czole pozostawił skromny pocałunek, a ja doprowadziłem się do porządku i przeprosiłem go. Opadł na plecy, a pod swoją głową ukrył dłonie. Położyłem się obok i przytuliłem do jego klatki piersiowej. Miałem tym na myśli całkowicie przyjacielskie stosunki. Nijak wtedy mnie nie pociągał, po prostu chciałem czuć czyjeś ciepło i obecność.  

- Może jeszcze nie wszystko przekreślone między wami. – Próbował mnie pocieszyć, jednocześnie głaskając mnie po głowie.  
- Może. Może nie.  
- Na pewno – wyszeptał. – Nie wątp w to tak szybko – dodał.  

Jego ściszony głos ukoił mnie do snu. Byłem zdziwiony, że niespodziewanie zasnąłem, gdy się przebudziłem. Dookoła było cicho i ciemno. Lampka na biurku była jedynym oświetleniem w tych ciemnościach. Nawet laptop, który wcześniej puszczał ulubione utwory Filipa był wyłączony. Za ścianami to samo – cisza. Ciszę po chwili przerwało cichutkie pochrapywanie właściciela piersi, na której zasnąłem. Delikatnie zdjąłem jego dłoń z mojego ramienia i odkleiłem swoją głowę od wygodnej i gładkiej klatki piersiowej. Opuściłem swoją głowę na poduszkę obok Dawida i odwróciłem się od niego. Byłem zaskoczony jego zachowaniem. Myślałem, że będzie próbował mnie poderwać, a nie pocieszać i zachęcać do tego, bym nie wątpił w miłość Filipa do mnie. Zasnąłem niemal od razu. Byłem tak bardzo wycieńczony poprzednimi, nieprzespanymi nocami, które spędzałem na wspomnieniach i tęsknieniu.  

     ***  

- Wstawaj już, leniu. Umówiłam nam godzinę u fryzjera – głos mojej siostry wybudził mnie z przyjemnego snu. – No wstawaj, nie będę patrzeć na twój namiot. – Roześmiała się, czym i mnie rozbawiła.  
- Jakiego fryzjera? – spytałem.  
- No chyba nie myślałeś, że na sylwestra pójdziesz taki zarośnięty!  
- On w ogóle nie myśli – usłyszałem głos Anety i od razu się obudziłem.  
- Nie jestem zarośnięty! I co ją tu przywiało?  
- Jestem twoim kupidynem, durniu..  
- Cicho bądź! – Agnieszka przerwała jej zdanie. - Czekamy w kuchni – oznajmiła, po czym obie opuściły mój pokój.  

Niechętnie podniosłem się z łóżka i ubrałem to, co przed położeniem się spać z siebie zdjąłem. Kompletnie nie miałem ochoty na żadnego fryzjera, babskie rozmowy i tym bardziej sylwestrowe szaleństwa. Chyba nie miałem wyjścia i musiałem udać się na imprezę do klubu, w którym Marcin zaczął dorabiać jako DJ. Student akademii muzycznej już wcześniej zachęcał mnie do przyjścia, jak i moich współlokatorów. Poczłapałem do łazienki i z lekka ogarnąłem swoją twarz. Lekko poprawiłem dłońmi swoje ciemne blond włosy i przemyłem twarz zimną wodą. Wcale się tak nie zapuściłem. Włosy wciąż były krótkie, czyli takie, jakie lubiłem. Kilkudniowy zarost zaczął mi przeszkadzać, ale skoro miałem iść do fryzjera, a włosów nie zamierzałem skrócić, to mogliby mnie chociaż ładnie ogolić. Wyszedłem po chwili z łazienki, a dziewczyny od razu wsunęły swoje ręce pomiędzy moje ramiona i opuściliśmy mieszkanie.  

Specjalnie na moją prośbę zatrzymaliśmy się w kawiarni i zamówiliśmy kawę na wynos. Uwielbiam kawę i nienawidzę poranków bez niej. Było jeszcze tak wcześnie, a one tryskały energią, jakby już był wieczór. Kompletnie nie rozumiałem tej całej ich radości sylwestrem. Dzień jak co dzień. Siedząc na wygodnym skórzanym fotelu u fryzjera, rozpamiętywałem sylwester sprzed roku. Spędziłem go z Filipem oraz Dianą i Piotrkiem w Zakopanym. To tam odkryłem cały sekret z poziomkowym posmakiem jego ust. Tak świetnie się z nim tam bawiłem. Tak bardzo się kochaliśmy. Zacząłem się zastanawiać co ze ślubem naszych przyjaciół. W końcu obaj byliśmy zaproszeni, a do tego obiecaliśmy we wszystkim pomóc i miałem być świadkiem.  

- Jak on masuje. – Wzdychała Aneta, spoglądając w stronę fryzjera, który zajmował się jej włosami.  
- Tu się zgodzę – przyznałem jej rację.  
- Pomyśl jak masuje inne rzeczy. – Agnieszka również była zachwycona.  
- Ty już nie myśl o takich rzeczach. Masz chłopaka, my nie – oświadczyła Aneta.  
- Otóż to – przytaknąłem, choć z trudnością.  
- Wciąż masz męża… - spoważniała Agnieszka. – On nie przestał cię kochać, a ty jego…  
- To gdzie ten mąż, co? Poczekaj, podpowiem ci.. z Piotrem.  
- Chyba nie wierzysz w to, że oni są razem! – oburzyła się.  
- Widziałem ich rozmowy…  
- W których pisał, że wciąż cię kocha i jesteś całym jego życiem – cytuje.  
- Oraz, że potrzebuje jakiejś zmiany.. czyli Piotra. Skończyliśmy?  
- Zagubiliście się. Zdarzył się wam mały kryzys, nie ma co przekreślać przez niego wszystkiego. On kocha ciebie, nie jego. – Moja siostra się nie poddawała.  
- A skąd wiesz? – zapytałem smutno.  
- Bo znam go, bo znam ciebie. Następnym razem, jak będzie chciał z tobą porozmawiać, to chociaż go wysłuchaj.  

Zastanawiałem się przez resztę wizyty u fryzjera nad słowami Agnieszki. Nic nie zmieniło się w kwestii moich uczuć do niego, lecz kompletnie nie wiedziałem, co on czuł do mnie. Nie marzyłem o niczym innym, jak o powrocie do niego. Najgorsze było to, że już nie mogłem, że najprawdopodobniej był już z tym całym Piotrem. Miałem ochotę odwiedzić tego Piotra i spuścić mu manto, ale to byłoby kompletnie bez sensu. Fryzjer doprowadził do porządku mój zarost oraz fajnie wymodelował moją fryzurę na wieczór. Kompletnie nie chciało mi się znaleźć w miejscu wypełnionym podjaranymi ludźmi, głośną muzyką, a do tego być tam bez swojego ukochanego. Po wizycie u fryzjera udaliśmy się do centrum handlowego, które przepełnione było ludźmi. Aneta chciała dokupić jeszcze parę dodatków, a mnie dziewczyny namówiły na kupno bluzy, którą zauważyłem spacerując od sklepu do sklepu. Zaśmiałem się, że przyda mi się, bo już nie ma mnie kto ogrzewać w zimowe wieczory.  

     ***

Całą paczką udaliśmy się do klubu. Mojej siostrze przypadła do gusta Ania, moja koleżanka z roku, a ja razem z Dawidem, szliśmy powoli na samym tyle. Opowiadał mi przeróżne dowcipy i suchary, byle bym się rozpromienił przed pożegnaniem starego i przywitaniem nowego roku. Był naprawdę dobrym przyjacielem. Czułem, że mogę mu o wszystkim powiedzieć, a on w zupełności mnie zrozumie i doradzi coś sensownego. Nie czułem, żeby coś chciał ode mnie w zamian, a to było w tej całej relacji najfajniejsze. Wieczór był lekko chłodny, a powietrze wilgotne. Szybko znaleźliśmy się w klubie i niemal od razu poleciałem przywitać się z Marcinem, który dumnie stał na swoim miejscu i przygotowywał sprzęt, bo niedługo klub miał zapełnić się masą ludzi. W jego towarzystwie był nie kto inny, jak jego partnerka Sylwia. Poznali się dzięki mnie, a dokładniej dzięki mojemu czworonożnemu przyjacielowi. Marcin zabierając go na spacery, poznał w parku Sylwię, która samotnie spacerowała ze swoim psiakiem. Dopasowywał się do tych samych pór, w których Sylwia zabierała swojego psa i wpadał do nas, by wyprowadzić Borysa. Problemy pojawiły się, gdy wydało się, że Borys wcale nie jest jego psem, ale Sylwia szybko mu to wybaczyła.  

- Masz szczęście, że przyszedłeś. – Poklepał mnie po plecach, a zaraz po nim w swoje ramiona złapała mnie Sylwia.  
- Nie wybaczyłbyś mi przecież, gdybym nie przyszedł. – Odpowiedziałem, gdy już wyswobodziłem się z uścisku Sylwii.  
- Ano! Miałbyś zęba mniej, albo dwa, gdybym miał gorszy dzień. – Uśmiechnął się od ucha do ucha.  
- A ty rękę mniej, albo dwie, gdybym miał gorszy dzień!  
- Nie ma to jak rodzina – skomentowała rozbawiona Sylwia.  
- Kuzynów się nie wybiera. – Roześmiał się i szturchnął mnie w ramię.  
- Spadaj, ćwoku – również go szturchnąłem.  
- Tylko nie ćwoku!  

Klub zaczął zapełniać się ludźmi. Niektórych kojarzyłem, niektórych za cholerę. Rozpoznałem niektórych znajomych ze studiów i osoby, które znałem tylko z widzenia. Z kim musiałem, z tym się przywitałem, a resztę miałem głęboko w poważaniu. Sylwestrowa impreza rozpoczęła się na dobre, a ja przez dobrą chwilę bawiłem się z obiema dziewczynami, które wyciągnęły mnie na świętowanie nowego roku. Byłem zadowolony ze swojej stylizacji. Dość dobrze czułem się w swojej szarej koszuli i garniturowych spodniach w barwach fioletu. Nie chciałem przyciągać na siebie zbyt wiele uwagi, ale i tak większość dziewczyn się za mną oglądało. To i tak mniej niż wtedy, gdy mój palec zdobiła obrączka. Rozstałem się z dwiema wariatkami i przy barze odnalazłem Dawida. Przysiadłem się i razem wypiliśmy drinka. Wódka z colą i jego towarzystwo były jedynymi czynnikami, które sprawiały, że w ogóle chciało mi się tam siedzieć. No i oczywiście muzyka puszczana przez Marcina. Kuzyn wiedział co sprawia, że moja noga zaczyna sama tupać. I nie tylko moja. Dawid wstał z wysokiego, czarnego krzesełka i wyciągnął rękę w moim kierunku. Bez zastanowienia za nią złapałem. Nie zamierzałem siedzieć tam i nudzić się przez cały wieczór. Moje zdolności taneczne były, są i będą tragiczne, ale pocieszał mnie fakt, że Dawid sam nie był w tym najlepszy. Więcej uśmialiśmy się ze swoich dziwnych ruchów, niż tańczyliśmy. Widziałem, że dziewczyny nam się przyglądały. Miały rozdziawione usta, a ja spojrzałem na nie pytająco. Aneta pchnęła Agnieszkę, a ta przez tłum próbowała dopchnąć się gdzieś. Zaśmiałem się, ale nie zamierzałem zawracać sobie tym głowy. Piosenka dobiegła końca, a Dawid zadyszany zaśmiał się, że potrzebuje chwili odpoczynku. Zostawił mnie samego, udając się do łazienki. Tanecznym krokiem skierowałem się do baru i dopiłem zawartość swojej szklanki. Kompletnie nie wiedziałem co robię, ale rytm muzyki mną zawładnął. Moje tańczenie z samym sobą musiało wyglądać komicznie, choć miałem nadzieję, że nikt nie patrzył.  

Mój taniec przerwała muzyka, która nagle została przyciszona. W końcu udało mi się unieruchomić moje ciało. Czekałem przy barze, aż barman podejdzie i przyjmie moje zamówienie. W głośnikach zabrzmiał rozbawiony głos mojego kuzyna. No tak, nie byłby sobą, gdyby nie wykorzystał takiej okazji.  

- Sylwestrowa zabawa trwa w najlepsze, a dla przypomnienia do nowego roku zostały już tylko trzy i pół godziny! Czas na pierwszą dedykację, która frunie prosto od Filipa do niejakiego Tomka. Już za chwilę!  

Gdy tylko usłyszałem imię Filip, od razu w moje myśli wkradł się ten Filip, którego tak dobrze znałem i bardzo kochałem. Gdy usłyszałem swoje imię zaraz po jego, moje ciało wypełniła adrenalina. Myślałem, że może się przesłyszałem. To musiała być jakaś zbieżność imion. Barman wciąż nie podchodził, więc pomyślałem, że usiądę sobie na krzesełku. Piosenka, którą wcześniej wyciszył Marcin, wciąż pogrywała, ale ta pauza kompletnie wybiła mnie z rytmu. Odwróciłem się od baru, by mieć lepszy widok na krzesełko i doznałem sporego zaskoczenia. On tam stał. Naprzeciwko mnie. Patrzył na mnie, skromnie się uśmiechnął, ale po chwili znów spoważniał. Filip. Co on tu robił? W końcu miało go nie być. Stałem jak wmurowany, kompletnie zszokowany. Nie spuszczał swoich oczu z moich, a ja swoich z jego. Na chwilę zakłóciłem kontakt wzrokowy, by móc mu się przyjrzeć. Miał na sobie koszulę, którą nie tak dawno temu mu kupiłem. Niebieska Pierre Cardin z zaokrąglonym dołem i klasycznym mankietem idealnie na nim leżała. Nie wiem czemu, ale uśmiechnąłem się. Jak nic przyciągał sobą wzrok przedstawicieli wszystkich płci. Widząc mój uśmiech, ponownie się uśmiechnął i wyciągnął rękę w moim kierunku. Podobnie jak Dawidowi, tak i jemu nie odmówiłem. Końca dobiegła piosenka, którą Marcin tak perfidnie wyciszył, a rozbrzmiała ta, którą niejaki Filip dedykował niejakiemu Tomkowi. Jeszcze przed jej startem, mocno się do niego przytuliłem. Kompletnie nie wiedziałem, czy jeszcze kiedyś będę miał okazję się do niego przytulić, więc skorzystałem z okazji. Również mocno mnie objął. Zaciągnąłem się jego zapachem i od razu poczułem się bezpiecznie. W głośnikach zawitał jeden z hitów zespołu Strachy na lachy, naszego ulubionego. Nic nie mówiąc, zaczęliśmy powoli się kołysać. Wsłuchiwałem się w tekst piosenki.  

"Żeby z Tobą być
Nauczę się twych szczególnych znaków
Żeby z Tobą być
Chcesz? Zbombarduję Kraków
Żeby z Tobą być
Na klacie puszczę sobie włosy bujne
Żeby z Tobą być
Błękitną włożę w mig koszulę

Żeby z Tobą być
Ogolę się na łyso
Żeby z Tobą być
Przestanę biec ku szczytom
Żeby z Tobą być
Whisky będę pić bez coli
Żeby z Tobą być
Czy ty na to mi pozwolisz?"  

Z każdą linijką tekstu wykonywanego przez nasz ulubiony zespół, coraz bardziej promieniałem. Nie mogłem nacieszyć się jego uściskiem, zapachem, ciepłem i obecnością. Nie potrzebowałem żadnych rozmów, kolejnych wyjaśnień i przeprosin. Cieszyłem się tą chwilą, wewnętrznie i zewnętrznie. Z moich ust nie schodził uśmiech, lecz w oczach pojawiły się łzy. Jego dłonie, które znajdowały się na moim krzyżu, delikatnie mnie masowały. Tęskniłem za nim.  

"Żeby z Tobą być
Być znowu w twoim typie
Żeby z Tobą być
Być twą tapetą na pulpicie
Żeby z Tobą być
Skoczę do wody z mostu w Pile
Żeby z Tobą być
Na solo wyjdę z krokodylem

Żeby z Tobą być
Piszę kolejną zwrotkę
Żeby z Tobą być
Całuje oczy twe markotne
Żeby z Tobą być
Bądź ze mną a zobaczysz
Padnę Ci do stóp
Lecz czy zdołasz mi wybaczyć"  


Piosenka dobiegła końca, ale nie zamierzaliśmy opuszczać swoich objęć. Mimowolnie dostrzegłem dziewczyny, które razem z Dawidem stały po drugiej stronie baru i nam się przyglądali. No tak, to pewnie plan mojej siostry. Po chwili odważyłem się opuścić jego uścisk, by móc znów zerknąć na jego oczy. Czułem się, jakbym nie widział ich wieczność. Objął mnie w pasie, a swoje dłonie założyłem na jego ramiona. Oparłem swoje czoło o jego, a jego ciepły oddech osiadał na mojej twarzy. Odważyłem się musnąć swoimi wargami jego. Zaczęliśmy się całować. Powoli i soczyście. Rozkoszowałem się każdym jedynym muśnięciem. Poczułem tak dobrze znany mi smak. Smak poziomek. Leciała piosenka za piosenką, a my nie przestawaliśmy się obejmować. Raz się przytulaliśmy, raz całowaliśmy, a nawet próbowaliśmy tańczyć. Czułem się cudownie. Jego palec zdobiła obrączka, której mi było cholernie brak.  

Po jakimś czasie pociągnąłem go za sobą w kierunku wyjścia. Wyszliśmy na chłodne powietrze i ponownie na siebie spojrzeliśmy. Było tu o wiele ciszej, a tak bardzo chciałem usłyszeć jego głos. Znajdowaliśmy się niemal w samym centrum rozweselonego Gdańska, który był już gotowy, by przywitać nowy rok. Nie miałem pojęcia, która jest godzina, ale do fajerwerków było jeszcze trochę czasu. Oparł mnie o ścianę jednego z budynku, który mijaliśmy. Zacząłem go głaskać i błądzić swoimi palcami w jego włosach. Ponownie się pocałowaliśmy.  

- Przepraszam… Nie chciałem, by to wszystko tak się potoczyło. To nie tak miało być…  
- Nieważne.. kocham cię. – Wyszeptałem i pocałowałem go. Tęskno mi było do jego czerwonych, rozpalonych warg.  
- Przechodziliśmy jakiś kryzys, ale nigdy mi się nie znudziłeś, ani na choć chwilę nie przestałem cię kochać. Nie chciałem się z tobą rozstać. On chciał mnie do tego ciągle przekonać, nie wiem jaki miał w tym cel. Powiedziałem mu, że się z tobą rozstanę, by mieć od niego spokój. Nie zamierzałem się już do niego odzywać, chciałem nas ratować…  
- To czemu wtedy powiedziałeś, że rozstanie, to jedyne wyjście? – spytałem, choć tak bardzo nie chciałem do tego wracać.  
- Wkurzyłem się. Nie sądziłem, że to wszystko przeczytasz. Może i zauważyłeś, że ciągle próbował wmówić mi swoje zdanie i postawić na swoim… Tamtego dnia chciałem ugotować kolację, otworzyć jakieś winko i zaproponować ci wyjazd na sylwestra. Wiem, że cię zraniłem… Ale nie potrafię bez ciebie żyć… Wiedziałem to od bardzo dawna, ale dopiero, gdy wróciłem do domu i zobaczyłem, że nie ma tam po tobie śladu, uświadomiłem to sobie naprawdę. Miałem ochotę rozwalić całe mieszkanie i siebie za te słowa… - Łzy wypływały z jego oczu, a ja na bieżąco wycierałem je swoimi kciukami.  
- Też nie jestem bez winy. Zamiast od razu wziąć się za nas, to uciekłem w opowiadania. Przeszukiwałem twój telefon, chciałem za wszelką cenę cię kontrolować.  
- Wiem skarbie, czytałem… Ja… Ja nie chciałem tego wszystkiego. Nie przestałem cię kochać, nie uważaj tak. Po tym rozstaniu nawet zacząłem jeszcze bardziej. Nie wiem, czy mi to wszystko wybaczysz. Zrozumiem, jeśli nie. A ten chłopak, co się niby koło mnie kręci, to kuzyn z dalekiej rodziny, nie on. Z nim nigdy się nie widziałem i nie zamierzam.  
- Wybaczam, wszystko… A to, że to jakiś kuzyn, to wcale mnie nie uspokaja. W końcu, spójrz na nas, kuzynie. – Zaśmiałem się i znów go pocałowałem.  
- Kocham cię. Bardzo, bardzo, bardzo. – Wyszeptywał w krótkich pauzach między pocałunkami.  

Na dworze robiło się coraz chłodniej. Zamiast stać w miejscu, postanowiliśmy się przejść po wypełnionej ludźmi starówce. Dookoła nas było tylu radosnych ludzi, którzy oczekiwali północy jak zbawienia. Filip ani na chwilę nie puszczał mojej dłoni. Rozmawialiśmy o tym wszystkim, co się zdarzyło. Wszystko sobie tłumaczyliśmy. Nie mogliśmy pozwolić chwilowemu kryzysowi rozłączyć nas na zawsze. Gdańsk jak zawsze był piękny i przyciągający. Niezależnie od pory dnia i roku, miasto wypełnione będzie magiczną atmosferą. Jak mogłem zwątpić w to, że mnie kocha. Doszliśmy do neptuna, a on jak zwykle czymś mnie zaskoczył. Nagle przede mną klęknął. Tak dobrze pamiętałem chwilę, w której mi się oświadczył przy fontannie, która znajdowała się nieopodal.  

- Jest coś, co należy do ciebie. – Zaczął i sięgnął do kieszeni swoich spodni.  
- Nie musisz oddawać mi tej dychy. – Zaśmiałem się, bo z kieszeni wyjął swój portfel. Otworzył go, po czym otworzył przedziałek z drobniakami. Wyjął moją obrączkę, po czym zamknął portfel i wsadził go z powrotem do kieszeni.  
- Zostaniesz na nowo moim mężem? – spytał szarmancko.  
- Niech pomyślę… - droczyłem się z nim.  
- Omężnij się ze mną, mam fajne grabki i łopatki.  
- Ale bez żadnych babeczek!  
- Kocham cię… - Złapał za moją dłoń, którą wyciągnąłem w jego kierunku, mimowolnie ją pocałował, a na palca wsunął kółeczko z białego złota.  

Po chwili podniósł się i mnie objął. Nareszcie. To był mój Filip. Promieniujący, uśmiechnięty od ucha do ucha i tak bardzo kochany. Ignorowaliśmy przechodniów, zbyt bardzo byliśmy zajęci przytulaniem się. Miałem ogromną nadzieję, że to koniec naszych problemów i szarych dni. Bardzo chciałem, żeby było już tylko dobrze i coś czułem, że to może się powieść. Spędziliśmy jeszcze trochę czasu w centrum Gdańska, ale zaciągnąłem go do stojącej na parkingu taksówki, by móc z powrotem znaleźć się z nim w naszym mieszkaniu. Dojechaliśmy pod kamienicę i cieszyłem się, że znów znajduję się pod tym budynkiem. Tyle dobrego mnie tam spotkało. Co prawda moja ostatnia wizyta w nim nie miała nic wspólnego z dobrem, ale to był czas, by na nowo kojarzył mi się z radością. Tak dobrze mi było z obrączką na palcu.  

Weszliśmy do mieszkania i niemal od razu do siebie przylgnęliśmy. Miałem nadzieję, że Borys rzuci się na nas w drzwiach, ale nie było po nim śladu. Domyśliłem się, że zostawił go albo u moich, albo u swoich rodziców. W zwariowanym wirze uczuć powoli przemieszczaliśmy się po ciemnym mieszkaniu. Potknąłem się o coś, przez co wypadłem z rytmu. Rozbawiony Filip zapalił światło i lekko się zaczerwienił. Ależ był tam bajzel! Nie tak zostawiłem to mieszkanie, gdy je opuszczałem. Na ziemi leżała stłuczona lampka, pod oknem przewrócony kwiatek, a dookoła ubrania i inne zawartości garderoby.  

- Chciałem się wyżyć, padło na kwiatka… Nie zdążyłem posprzątać, bo kompletnie nie miałem do tego sił, no i nie spodziewałem się, że wrócisz tu ze mną…  
- Myślałeś, że poślę cię do diabła?  
- Ehe – pokiwał głową. Choć miałem małą nadzieję, bo nie przestałeś mnie kochać.  
- I nigdy nie przestanę. – Objąłem go, by po chwili wysłać go po zmiotkę, szufelkę i worek na śmieci.  

Szybko sprzątnęliśmy to, co walało się na podłodze. Kwiatek przeżył. Przeszedł kryzys, wypadł z doniczki, ale przeżył. Tak samo było z nami. Mieliśmy kryzys, na chwilę wypadliśmy z doniczki, ale wróciliśmy do niej i zamierzaliśmy dalej rosnąć i rozwijać się. Popchnąłem go w stronę naszej sypialni. Pragnąłem go jak jeszcze nigdy wcześniej. Za każdym razem to mówię, ale za każdym razem faktycznie tak jest. Wrócił nasz wir uczuć, który panował przed moim potknięciem się o ocieplany but Filipa. Jego ciało ponownie pokazało, jak bardzo kocha moje. Nie śpieszyło się w obdarzaniu tych wszystkich uczuć. Było ich tak wiele, że nie starzyłoby nam dnia i nocy. Powtarzaliśmy sobie, że nigdy więcej nie podejmiemy tak pochopnej decyzji, a co najważniejsze, nigdy nie zwątpimy w uczucia, którymi się darzyliśmy. Zaskoczyły nas fajerwerki. Nie spodziewaliśmy się, że to już. Nowy rok zaczęliśmy bardzo, ale to bardzo dobrze…  

Kuszące ciepło pościeli i naszych ciał nie przewalczyło naszych pustych żołądków. Wstaliśmy i postanowiliśmy, że przydałoby się zjeść coś porządnego. Mówiąc porządnego, mieliśmy na myśli taco. Meksykański posiłek był niezłym pomysłem. Nikt tak nie przyrządzał go tak pysznie, jak Filip. Zawsze ignorował gotowe sosy w proszku czy słoiku, tylko robił swój ze świeżych pomidorów, cebuli, czosnku, chili i przypraw, które zdrowo rosły w naszej kuchni. Za to ja byłem odpowiedzialny za przygotowanie mięsa i pomaganie mu. Jeśli chodziło o kuchnię, to zdecydowanie było to jego pole do popisu, a ja wolałem się nie mieszać, bo bałem się, że coś popsuję. Nie byłem taki zły w gotowaniu, ale zawsze musiałem mieć ze sobą przepis, który czytałem milion razy ze strachem, że coś pomieszaniem, zamieszam i namieszam. Jednak w pieczeniu ciast i innych ciasteczek, nie miałem sobie równych.  

- Filip… - Zacząłem niepewnie, obejmując go w pasie, gdy kończył przyrządzać jedzenie.  
- Tomuś…  
- Mówiłeś coś o jakimś wyjeździe. Gdzie chciałeś mnie zabrać?  
- Czekałem, aż o to spytasz. – Uśmiechnął się szeroko. – Do Krakowa.  
- Chciałeś zaciągnąć mnie pod sukiennice i wycałować? – Zapytałem dowcipnie, rozpamiętując jedno ze swoich opowiadań.  
- Dokładnie – odpowiedział z rumieńcem na policzkach. Wciąż możemy tam pojechać, choćby jutro. Wystarczy jedno słowo. – Odwrócił się do mnie i teraz to on objął mnie.  
- A mogą być dwa?  
- Zależy jakie to. – Powiedział i złożył na moich ustach pocałunek.  
- Głodny jestem!

Jabber

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 5347 słów i 29289 znaków.

20 komentarze

 
  • Gabriel

    Dopiero teraz przeczytałem to i poprzednie opowiadanie. Napisane są świetnie. Podczas czytania przeżywałem je tak jak bym tam był, płakałem, cieszyłem się, współczułem bohaterom, ale wiedziałem, że będzie musiało się dobrze skończyć. Drogi autorze, byłeś, jesteś i będziesz moim ulubionym pisarzem. Doskonale wiem co człowiek przeżywa w takich sytuacjach i przelanie tego w opowiadania zmniejsza ból. Jeszcze raz wielki pokłon. Powiedz tylko czy będzie jeszcze kolejna część. Życzę Ci jak najlepiej.

  • Diell

    Wyjaśnij dalsze losy albo to oficjalnie zakończ, proszę.

  • Hubox

    Jeszcze raz poproszę... Napisz chociaż że już nie będziesz pisał i w kilku słowach jak Ci się układa z Filipem... Nie chcę byś odebrał to jak wtracanie do Twojego świata, ale czytając to co tak pięknie napisałeś jestem całym sobą za tym abyście RAZEM byli szczęśliwi :)

  • Hubox

    Co się stało? Gdzie kroniki? Błagam Cię! Napisz coś. Nawet że już nie będziesz pisał... Daj jakiś znak życia! I powiedz tylko czy jest ok... Bardzo Cię proszę...

  • Darecki

    Błagam więcej płakałem po każdej części

  • antea

    Jabber, gdzie jesteś do licha! Umarłeś? Napisz coś w końcu!

  • ja

    Rozumiem, że to na faktach? ;)

  • Domino

    Ja również błagam żebyś napisał dalsze losy! Od kilku dni czytam sobie po kilka opowiadań tj "poziomek i kronik" i zazdroszczę Wam! Mnie to raczej nie spotka to sobie chociaż poczytam.

  • kyre

    Ej no napisał byś coś wreszcie

  • gonk

    Napisz coś BŁAGAM!

  • shitz

    nie mów, że to już koniec! :sad:

  • kn

    Zastanawia mnie jedno. Czy Wasza historia, tzn. Filipa i Tomka jest prawdziwa?

  • kala

    świetne opowiadanie naprawde się cieszę że znowu jesteście razem

  • Kwiatek

    Wiesz co, twoje historie są tak piękne, że łzy same lecą, chciałbym cię przytulić, chociażby was poznać. Podziwiam was, waszą cudowną miłość i no wszystko. Tez jestem gejem i chciałbym znaleźć mojego filipa ;) Gorące pozdrowienia i powodzenia !

  • ^^

    Jak ja się cieszę że znów jesteście razem ♥ Mam taką radość :3

  • love94

    W tym opowiadaniu było wszystko to, co kocham. Moja żona, nawet Marcin :D, No i najważniejsze- wy. Ostatnie 2 twoje słowa Tomuś - przeepiczne :D A błędy mogą wystąpić, skoro ktoś ci przeszkodził w pisaniu wcześniej i wybił z rytmu :P Zdarza się najlepszym. A ja się o twoją wenę nie boję :D Coś tam wspomniałeś chyba wczoraj o nowym pomyślę, więc jestem spokojna:D Opowiadanie świetne. a co do Bombardowania to uważajcie na hotelowe wyro chłopcy :D Mam nadzieję, że kwiatek Fifiego nie zwiędnie :D

  • Jabber

    Ze względu na porę i miejsce, wkradło się to "patrzanie" i kilka innych błędów :smile: Wcześniej, w którymś zdaniu też napisałem "patrzał", ale od razu poprawiłem, a i tak potem wkradł się ten błąd. :mad:

  • Kubolo

    Gdy miejscami jakimś cudem udało mi się wrócić do rzeczywistości podczas czytania, wyłapałem kilka powtórzeń i braków przecinków, ale do diabła z tym… Scena ponownych zaręczyn mnie rozwaliła w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Weny życzę, bo cóż teraz możesz zaoferować? Kroniki wymagają czasu na przeżycie odpowiednich przez ciebie wydarzeń, ale wspominałeś coś o kontynuacji „Serce do serca”… Tylko żeby twój mężatek nie dał ci zapomnieć o wiernych czytelnikach :faja:

  • Kubolo

    A tak na poważnie, to cieszę się waszym szczęściem, a opowiadanie świetnie… dozowane? Nie wiem jak to nazwać, po prostu budowałeś swoistego rodzaju napięcie, które sprawiało, że nawet mrugać mi było szkoda, bo jak najszybciej chciałem wszystko przeczytać :faja:

  • Kubolo

    Geez, ja wiedziałem, że tak będzie, wróżbita Maciej może mi naskoczyć. Tak na marginesie - świetna niespodzianka przed spaniem (a z taką niechęcią wszedłem tylko na chwilkę, żeby sprawdzić, czy komuś nie odbiło przypadkiem, żeby dodać kolejną część o takiej porze). Najlepszy moment - kiedy wasze spojrzenia się spotkały, taka podniosła chwila, a wszystko to ustrzeliłeś we mnie tym "patrzaniem", o zgrozo :faja: