Kroniki Tomka - Porwanie zakończone coming out'em (cz. 2)

Nasz związek kwitł. Pod koniec każdego dnia zasypiałem ze świadomością że coraz bardziej go kocham. Na początku, odrobinę się tego przestraszyłem. Nie byłem pewien czy chcę się tak bardzo angażować, już raz się spaliłem. No dobra, strasznie chciałem się angażować ale jednak czasami objawiała mi się odrobinka niepewności. Nie jestem w stanie określić jaka niepewność to była, bałem się że pewnego dnia mu się po prostu odwidzę. Jasne, codziennie pokazywał że czuje to samo ale jednak wiecie. . z facetem nigdy nie wiadomo. Wiem wiem, zabrzmiałem strasznie kobieco ale taka jest prawda, nie wiadomo co może takiemu odbić. Chociaż czy ja wiem, nie był on takim typem faceta. Zawsze był zdecydowany, pewny siebie i szczery. Więc jeśli chciał iść do przodu to znaczyło to że był tego pewny, że tego właśnie chce. Chciałem dokładnie tego samego co on. Zdawałem sobie sprawę że to wszystko co działo się między nami było na poważnie, i to mi się nawet podobało. Byłem pewny że nie jest to typowa szczeniacka miłość, gdzie najważniejszą rzeczą są pocałunki i trzymanie się za rączki. Czułem że mogłem na nim polegać, niezależnie od pory, miejsca czy sytuacji. Czułem się bezpieczny.  

A on. . z dnia na dzień był coraz wspanialszy. Matko, jak ja nie mogłem wcześniej zauważyć jakim wspaniałym człowiekiem był. Nigdy nie dostrzegałem go od tej strony. Imponował mi swoją wiedzą, zdaniem i zachowaniem. Miał mi tyle rzeczy do powiedzenia, tyle mi pokazał i chciał pokazać. Wcześniej trzymaliśmy się zazwyczaj razem ale nigdy nie było to w taki sposób jak teraz. Był kimś wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju a ja tego nie zauważyłem. Teraz trzy pary okularów w cenie dwóch wiec może skorzystam. Przedtem też mi imponował ale. . kompletnie innymi cechami. Zawsze był roześmiany, pozytywny. Lubił pożartować i pogadać. Wszyscy go lubili, dziewczyny wzdychały. Ale nigdy nie pokazał tego co ma w sobie, tej mądrości. Albo po prostu ja jej nie zauważyłem? Nie wiem, często czegoś nie wiem albo sam sobie przeczę. Do dziś nie pojmuje co on takiego we mnie zobaczył.  

Po powrocie do domu, mój rozkład dnia diametralnie się zmienił. Nie miałem już na nic innego czasu niż na szkołę i Filipa. I to mi nawet pasowało. Najważniejsze dla mnie było to że mogłem przebywać w jego otoczeniu. W szkole trzymaliśmy się jeszcze bardziej razem niż kiedyś. Prawie każdą przerwę spędzaliśmy razem. Nasi przyjaciele się nawet trochę na nas obrażali. Pamiętam jak raz do nas dołączyli na schodach i na powitanie zasugerowali że chyba się w sobie zakochaliśmy. Jak dobrze że zaraz się zaśmiali, bo strasznie się przestraszyłem. Często uczyliśmy się razem, więc przesiadywał u mnie czy ja u niego godzinami. Potem zazwyczaj gadaliśmy do późna na Gadu-Gadu. Nie chcieliśmy przesadzać z zostawaniem na noc, żeby się nie wydało więc komunikator był idealnym rozwiązaniem. Pewnego piątku wieczorem właśnie w ten sposób się ze sobą komunikowaliśmy.  

- Dasz się jutro porwać?, zapytał.  
- A gdzie?, zapytałem zaciekawiony.  
- Porywacze zazwyczaj nie ostrzegają gdzie porwą ofiary.  
- Wiesz, porywacze zazwyczaj nie ostrzegają że zamierzają porwać, więc trochę spaliłeś.  
- Wcale nie, niektórzy są tak mili że ostrzegają. To jak?  
- No dobra, byle bez bicia. Bo nie miałbyś szans. A w ogóle jak mam się ubrać?  
- Ta, pomarzyć możesz. Położyłbym cię małym paluszkiem. Przyjdę do ciebie to coś pomogę Ci wybrać.  
- Wiesz, to będzie łatwe bo mam szafę pełną ubrań specjalnie przeznaczonych na porwanie, odpowiedziałem.  

Uwielbiałem te nasze nocne rozmowy. Nigdy nie kończyły nam się tematy do dyskusji. Było tyle rzeczy o których można było porozmawiać, o których było trzeba porozmawiać. Chociaż rano, gdy było trzeba wstać nie było tak kolorowo. Dzięki temu komuś kto wymyślił kawę. Filip przyszedł jakoś przed obiadem. Zapewne też spał do późna. Nic dziwnego, w końcu gadaliśmy do piątej nad ranem. Zresztą, był piątek, to mogliśmy sobie pozwolić prawda? Chwile posiedzieliśmy u mnie, a po skończeniu dawania mi instrukcji jak mam się ubrać, poszedł po podlizywać się moim rodzicom. Kochali go chyba tak samo jak mnie, a może nawet bardziej? A dobra, bo wyjdę na zazdrosnego. Cieszyło mnie to że tak dobrze się dogadują, mogło się to przydać. Załapał się na obiad, jak zwykle zachwalał kuchnię mamy. Ja cały czas się śmiałem jak głupi bo kopał mnie pod stołem, czasami dyskretnie gilgotał swoją nogą. Pewno bym się powstrzymał by się starsi niczego nie domyślili, ale sami się śmiali bo Filip jak zwykle zarzucił jakimś żartem. On to potrafił owinąć sobie moich rodziców dookoła palca. Czemu ja tego nie potrafiłem? Zjedliśmy i wyszliśmy. Mój porywacz właśnie mnie porywał a ja nie miałem ku temu nic przeciwko.  

Albo jest tak bardzo słabym porywaczem albo tak bardzo oryginalnym. Zabrał mnie w strasznie publiczne miejsce. . do kręgielni. Ale to było coś czego było mi trzeba. W końcu coś w czym byłem lepszy od niego, haha. Za każdym razem spokojnie z nim wygrywałem. Bawiliśmy się świetnie, a nic innego tak nie zachęcało do działania jak możliwość rywalizacji. Wygrałem ale minimalnie. Potem dołączyliśmy do jakiejś pary z toru obok którzy chcieli zagrać w czwórkę a brakowało im chętnych. I z przykrością muszę przyznać że rozmietli nas. To pewnie byli jacyś zawodowcy czy coś. Albo kula była nie ta. Lekko speszeni wyszliśmy z kręgielni wciąż zszokowani naszą przegraną.  

- I co teraz, porywaczu?, zapytałem.  
- A teraz impreza.  

Zawsze musiał zaskakiwać. Poszliśmy do pobliskiego klubu, w którym wcześniej jeszcze nie byłem. Byłem zdziwiony że o tej porze było już tylu ludzi, a zabawa była w toku. Było w końcu jeszcze w miarę wcześnie. Na początek zasiedliśmy przy barze, chętni porozmawiać. Dałem się namówić na drinka a potem drugiego. Kompletnie bezmyślnie złapałem go za rękę i wyciągnąłem na parkiet. Nie wiadomo na kogo byśmy trafili, ale wtedy wcale się tym nie przejmowałem. Chciałem się trochę z nim "po gibać". Nasze ciała lekko się o siebie ocierały a nasze oczy wpatrywały w siebie. Kompletnie nie przejmowaliśmy się tym co działo się dookoła. Tylko my. Tylko nasze spojrzenia. Muzyka zwolniła. Przytulił mnie do siebie po czym objął. Gibaliśmy się do rytmu muzyki. Niektórzy patrzeli się na nas ale sami byli sobą zajęci. Była jedna dziewczyna która bezczelnie się wpatrywała z drugiego końca sali. Skrępowany jej wzrokiem wysunąłem swój język w jej stronę po czym się odczepiła. Filip wybuchnął śmiechem po czym mnie pocałował. Ach te jego usta. Nigdy nie miałem ich dosyć. Jeszcze chwilę tam posiedzieliśmy i wyszliśmy. Gdańsk wieczorem był przepiękny. Ba, zawsze jest piękny. Następnym naszym przystankiem był pobliski monopolowy. Filip zakupił plastikowe kubki i wino. Nalał sobie i mi po czym udaliśmy się na spacer po mieście.  

- Wiem wiem, szczyt romantyzmu. Wino w plastikowym kubku, zaśmiał się.  
- Oczywiście. Nigdy wcześniej nie poznałem kogoś bardziej oryginalnego od ciebie.  
- Wiem. Miałem się ciebie o coś spytać ale nie wiem od czego zacząć.  
- Może od początku?, zaproponowałem.  
- Nie chcę już ukrywać swojej miłości do ciebie. Jeśli rozumiesz o co mi chodzi?  
- Wiem, rozumiem. Na pewno tego chcesz?, zapytałem.  
- Na pewno.  
- Mimo tego że będzie więcej takich osób jak ta dzisiaj w klubie?  
- Mimo wszystko. Zawsze będą się gapić, a my się nie przejmujemy prawda?  
- Prawda, przytaknąłem.  
- Tylko wiesz, rodzice, powiedział zmartwiony.  
- Wiem, powiedziałem obejmując go w talii.  
- Powiemy im o nas? Na pewno będzie ciężko ale damy radę, czy nie damy?, zapytał.  
- Pewnie że damy.  

Drążyliśmy jeszcze ten temat przez godzinę. Strasznie zmarzłem. Obeszliśmy całą starówkę i wypiliśmy całą butelkę wina. Udaliśmy się na przystanek tramwajowy oczekując na nasz tramwaj. Poważnie chcieliśmy to zrobić, chcieliśmy powiedzieć naszym rodzicom i znajomym o nas. Nie wiedziałem kompletnie jak się do tego zabrać ale strasznie tego chciałem. Chciałem być z nimi szczery. Nie chciałem ich oszukiwać. Nie chciałem ukrywać swojej miłości do niego. Musiałem coś wymyślić. Nasz tramwaj nadjechał. Jak na tą porę było spokojnie. Zazwyczaj można było o tej porze zgubić zęby albo portfel ale tym razem było może z dziesięć całkiem normalnych osób w tramwaju. Zajęliśmy miejsca z samego przodu co było błędem. Rozmawialiśmy aczkolwiek ciszej niż wcześniej. Nie chciałem angażować reszty tramwaju w detale mojego coming outu. Dwa przystanki przed naszym celem spotkała nas przykra niespodzianka – kanary. Cholera no. Czy oni mają jakieś życie w ogóle? W sobotnie wieczory zamiast czymś się zająć to sprawdzają bilety. No i oczywiście zaczęli od nas. Nie zaprzątaliśmy sobie głowy taką sprawą jak bilet. Zaczęliśmy się jąkać i w końcu "zaprosili" nas do wysiadki na następnym przystanku. Panowie zaczęli wypytywać o jakąś legitymację czy możliwość zapłaty od zaraz. Spojrzeliśmy po sobie. Zaraz miało świecić zielone światło na przejściu obok. Faceci byli coś po trzydziestce, jeden z nich lekko przy sobie. Uśmiechnąłem się do Filipa dyskretnie. Wyciągnął swoją rękę do mnie. Złapałem ją i pobiegliśmy słysząc dźwięk towarzyszący zielonemu światłu. Ależ wystartowaliśmy. Próbowaliśmy w nikogo nie wpaść. Na początku dwóch facetów siedziało nam na ogonach, a po chwili już tylko jeden próbował nas jeszcze dogonić. Prawie zahaczyliśmy o jedną lampę, w ostatniej chwili puszczając swoje dłonie by potem znów złączyć je w uścisku. Biegliśmy śmiejąc się i dysząc i nie wiadomo kiedy zgubiliśmy i tego drugiego.  

- No no, najlepsze porwanie jakie kiedykolwiek mnie spotkało, skomentowałem wciąż zadyszany koło domu.  
- Starałem się jak mogłem.  

Jego blok był przed moim. Chciałem go odprowadzić ale uparł się że to on odprowadzi mnie, tylko po to by się upewnić że nikt inny mnie nie porwie. Tylko on miał do tego prawo.  

- Dzięki za dzisiaj, powiedziałem.  
- To ja dziękuję że dałeś się porwać, odpowiedział po gentlemeńsku.  

Upewniając się że nikt się dookoła nie kręci pocałowaliśmy się. Nie mogliśmy przestać. Oparł mnie o drzwi i nadal całował. Pozwoliłem swoim dłoniom jeździć po jego plecach i głaskać jego głowę. Bałem się że ktoś może nas przyłapać ale chęć bliskości była silniejsza.  

- No dobra, bo nas ktoś jeszcze zobaczy, powiedziałem po chwili.  
- Racja, powiedział przeczesując swoje włosy.  
- Mocno zmęczony jesteś?, zapytałem.  
- Nie a co?  
- To może Gadu-Gadu za dziesięć minut?  
- Umowa stoi, zaśmiał się.  

Pocałował mnie na pożegnanie. Znów nie mogliśmy się od siebie odlepić. Nie chciałem go wypuścić ze swoich objęć.  

- No idź już, powiedział w przerwach między pocałunkami.  
- No to idź, odpowiedziałem ściskając go jeszcze mocniej.  

To jeszcze chwile potrwało zanim byłem już w domu. Rodzice oglądali jakiś film a ja udałem się do swojego pokoju, by porozmawiać z Filipem. Mieliśmy ważny temat do przedyskutowania, a mianowicie jak powiedzieć o nas naszym rodzicom.  

                    ***

Kręciłem się po domu i nie wiedziałem od czego zacząć. Kompletne szaleństwo. Powinniśmy przynajmniej odczekać parę dni po podjęciu takiej decyzji, lepiej to zaplanować. Chociaż z drugiej strony bez sensu było czekać, oszukiwać i ukrywać. Nie wiem czego obawiałem się bardziej, powiedzenia że jednak lubię chłopaków czy powiedzenie z którym chłopakiem jestem. Tego drugiego chyba bardziej. Starsi chyba czuli że ze mną coś jest nie tak, albo po prostu mi się wydawało. Pewnie, przyprowadzałem jakieś dziewczyny do domu ale to nie było to. Spiąłem dupę i postanowiłem powiedzieć im co mi na sercu leży. To samo robił wtedy Filip.  

- Jestem ee. . tym no gejem, zająknąłem się po dłuższej chwili rozmyślania jak tu zacząć. Mama stanęła jak wryta a ojciec zrobił wielkie oczy. Śmiesznie to wyglądało.  
- Jak to gejem?, zapytała mama po chwili.  
- No normalnie, odpowiedziałem zdenerwowany.  
- W końcu się przyznał, odrzekł ojciec przyciszając telewizor.  
- Oj dobrze wiesz że to wymaga czasu, powiedziała mama.  
- To co, że niby wiedzieliście?, zapytałem jeszcze bardziej zdenerwowany.  
- Ależ oczywiście. Od razu wiedziałam gdy przyprowadziłeś tu tego Dawida.  
- To nie mogłaś powiedzieć?, zapytałem z wyrzutem próbując nie drążyć tematu o moim byłym.  
- Ależ po co miałabym ci to ułatwiać, nie mogliśmy się doczekać z ojcem aż w końcu nam to powiesz.  
- I co w pełni akceptujecie?, zapytałem już nie zdenerwowany a podirytowany.  
- Tak. To twój wybór i twoje życie synu, odpowiedział ojciec uśmiechając się do mamy.  

Nie no, oni sobie najzwyczajniej w świecie ze mnie jaja robili. No haha naprawdę śmieszne. Ale wiedziałem że zaraz nie będzie im do śmiechu. Emocje trochę opadły, ale zaraz miałem zadać cios. Cios który mógł zaboleć obie strony. Miałem wielką ochotę już uciec z stamtąd. Ale musiałem to dokończyć.  

- Jest jeszcze coś, zacząłem niepewnie.  
- Tak?, zapytali prawie równocześnie.  
- No bo ja ten. . no tak jakby jestem z tym no. . Filipem, wyjęknąłem z trudem.  
- Z jakim znowu Filipem?, zapytał tata.  
- A jakiego znacie?, zapytałem czekając na cios.  

Tego to się na pewno nie spodziewali. Spojrzeli po sobie uświadamiając sobie o kim mówię. "Wyluzuj, jakoś to zniosą" zasugerowała Agnieszka w smsie. Czekałem na jakiś odzew. Cisza dłużyła się w nieskończoność. Moja nogi wcześniej się trzęsły a teraz już same tańczyły. Serce mi pękało a adrenalina dawała o sobie znać. Matko kochana, najdłuższa cisza w moim calutkim życiu.  

- Żartujesz?, zapytała mama przerywając ciszę która trwała przez wieki.  
- Nie żartuje, odrzekłem ze łzami w oczach.  
- Przecież dziecko. . Przecież wy, matko.  

Dokładnie zapamiętałem to jej zdanie. Teoretycznie w jednym zdaniu nazwała dziecko i matkę. Teraz mogło wydawać się to zabawne ale wcale takie wtedy nie było. Jej ton sprawiał że coraz bardziej pękało mi serce. Czułem się jak by lada moment miało wybuchnąć, kompletnie eksplodować. Łzy pociekły same, bez żadnego zezwolenia. Wstałem i ze spuszczaną głową w kompletnej ciszy udałem się do swojego pokoju, zamykając drzwi na zamek. Czułem wiele rzeczy leżąc głową wepchniętą między poduszki. Smutek, żal. Ale czułem też ulgę, pewnego rodzaju szczęście że się odważyłem. Uczucie żalu przeważało. Spodziewałem się że coś powiedzą a zamiast tego dostałem ciszę. Zupełną ciszę. Nie wiedziałem w końcu czy zrobiłem coś złego czy. . moje myśli tak samo jak serce też miały ochotę eksplodować. Przecież nie związałem się z kotem, emerytom czy gangsterem tylko z kimś kogo tak doskonale znali. Z kimś kogo kochali jak swoje własne. Mnie by to nie bolało, byłbym z tego powodu szczęśliwy, ale co ja tam wiem, nie byłem rodzicem. Przez godzinę leżałem i myślałem. Cisza mnie denerwowała. Cisza mnie irytowała. Zazwyczaj głośno grającego telewizora teraz nie było wcale słychać. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. To wszystko tak strasznie się dłużyło. Miałem wtedy wielką nadzieję że Filipowi poszło lepiej niż mnie. Następną godzinę spędziłem na bezczynnym leżeniu, tym razem z włączoną muzyką. Po tych dwóch najdłuższych godzinach mojego życia usłyszałem pukanie do swoich drzwi. Posłusznie wstałem, otworzyłem i z powrotem opadłem na łóżko bojąc się wzroku mojej mamy. Przyciszyła muzykę i położyła się koło mnie.  

- Musimy porozmawiać, powiedziała masując moje ramie.  
- Nie musimy, odpowiedziałem tonem małego dziecka.  
- Musimy.  
- Żebyś była zła na mnie?
- Nie jestem na ciebie zła kochanie, po prostu zszokowana.  
Odwróciłem się. Racja, nie wyglądała na złą, raczej przejętą. Jej zatroskane oczy wpatrywały się we mnie. Uspokoiło mnie to jak nic innego.  
- To nie jesteś zła?, zapytałem dla upewnienia.  
- Nie jestem zła, tylko trochę przestraszona i ciekawa.  
- Czemu i czego?  
- Boję się o ciebie. Wiesz jak to jest teraz. Nie wszyscy jeszcze są tak tolerancyjni. Boję się żebyś nie miał przez to jakichś przykrości. A ciekawa jestem dlaczego Filip. O co tu chodzi? Jak długo to trwa?  
- Już jakichś czas mi nie wiem, imponował. Ale wszystko zaczęło się u dziadków, gdy się do siebie bardzo zbliżyliśmy. Zakochaliśmy się w sobie. Na zabój. Nigdy wcześniej nie czułem tego co czuję do niego. Nie myśl że to jakieś szczeniackie zauroczenie. Jest dla mnie kimś wyjątkowym, kimś najważniejszym. Jest wspaniałą osobą, tak bardzo mądrą i wyrozumiałą. Dostrzegłem i pokochałem to piękno które ma w sobie. Nie umiem tego wyrazić słowami no, mamo, odpowiedziałem z łamiącym się głosem.  
- Chyba nawet to zauważyłam, ten sposób w jaki na ciebie patrzy, powiedziała ze łzami w oczach.  
- Niby jaki?, zapytałem zaciekawiony.  
- Taki jak ja patrzę na ciebie. Dziecko czy ty jesteś pewny tego wszystkiego? Wybacz ale w końcu wychowaliście się razem, powiedziała.  
- Ale ty też wychowałaś się z tatą, na podwórku w piaskownicy a potem w szkole. Rozumiem o co ci chodzi ale nie jesteśmy spokrewnieni.  
- No tak ale my byliśmy w innej sytuacji.  
- No tak, ale przynajmniej wiesz o co mi chodzi.  
- Kocham cię i kocham też Filipa ale jeśli naprawdę chcecie być razem to musisz zdawać sobie sprawę z tego że będzie trudno. Że niektórzy mogą was skrzywdzić, to jedyne czego się obawiam.  
- Wiem mamo.  
- A Filip już powiedział Ani i Bartkowi?  
- Pewno właśnie im mówi.  

Po chwili do pokoju przyszedł tata. Mama zdała raport tacie a potem wypytywali o więcej szczegółów. Dzięki bogu że nie pytali o sprawy intymne, wtedy to bym chyba umarł. Gdy już dali mi trochę spokoju wysłałem smsa do Filipa z relacjami i pytaniem jak u niego. Nie odpowiadał. Zniecierpliwiony poszedłem obejrzeć jakiś mecz z tatą. Po jakieś chwili usłyszałem dźwięk na który tak niecierpliwie czekałem – dzwonek do drzwi. Miałem nadzieję że zobaczę w nich uśmiechniętego Filipa a zobaczyłem Filipa któremu wcale nie było do śmiechu.

Jabber

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 3430 słów i 18640 znaków.

7 komentarzy

 
  • Iwona20

    więcej takich !!!!!!

  • Jabber

    Hmm, nie wiem :smile: Może być tak że będzie jakoś w tygodniu ale najprawdopodobniej dopiero za tydzień w sobotę ;)

  • kornel173

    Kiedy będzie cz. 3 ? Jeśli mógłbym wiedzieć

  • Jabber

    Dzięki ;)

  • kornel173

    Gościu masz talent przczytałem wszystko co napisałeś jesteś super te opowiadania o Tomku i Filipie są najfajniejsze ;)

  • Asia

    no i co DALEJ?!!!!!!! :D

  • love94

    I jest tu coś, co w moim opowiadaniu nazwałeś "zmianą kolorów". Jest super :).  Nie chce poganiać, ale znów mam ten niedosyt ;p