Kroniki Tomka - Homecoming (cz. 1)

Powrót do domu po feriach w Zakopanym był fantastyczny. Nagle wszystkie prowadzone budowy, korki ciągnące się kilometrami czy ściany pokryte sprayami przez ulicznych artystów (czy bandytów jak twierdził mój tata) stawały się czymś pięknym. Budowy udowadniały że świat wciąż się powiększa i wzbogaca, korki że świat tętni życiem a ściany pokryte rysunkami, nagle oprócz tylko ładnego i kreatywnego obrazka ukazywały swoje prawdziwe przesłanie i znaczenie. Oznaczało to że albo stałem się wybitnym filozofem albo się zakochiwałem. Do filozofii było mi daleko więc obstawiałem to drugie. Po powrocie z Zakopanego wszystko tętniło życiem. Ba, chciało się żyć. W końcu miałem dla kogo. Chociaż dobra, przyznam się z ręką na sercu, że nie do końca byłem pewny co czeka mnie po powrocie. Bałem się że mimo wszystko co się wydarzyło między nami, że mimo wszystkich słów które padły z jego ust, po powrocie stracą swoją ważność. Bałem się że powie mi że było fajnie ale to jednak nie to. Bałem się że będzie mi kazał o sobie zapomnieć, że po prostu byłem kimś tylko na raz. Albo po prostu naoglądałem się zbyt dużo seriali i niepotrzebnie tworzyłem milion scenariuszy.  

Miałem pełno czasu na tworzenie tych scenariuszy, bo cały dzień i pół kolejnego po powrocie się do mnie nie odzywał. Naprawdę zacząłem panikować. Tak już było w moim życiu – wszystko co dobre nie miało prawa trwać zbyt długo. Nie chciałem naciskać i wyjść na żałosnego gdyby jednak zmienił zdanie. Miałem też dużo czasu na przemyślenie tej całej sytuacji. Doszedłem do wniosku że raz się żyje i nie ma sensu z czegoś rezygnować. Tylko wciąż nie wiedziałem czy on zrezygnował ze mnie. Oczekiwanie na jakiś sygnał od niego było wtedy jak oczekiwanie aż święty z obrazka się uśmiechnie. Miałem naprawdę zepsuty humor, mimo że wciąż mógłbym się uśmiechać wspominając wydarzenia ze stolicy mojej miłości. Nie dość że nieszczęśliwy to jeszcze miałem być samotny, starsi wybierali się na imieniny jakiejś tam. Ze stosu płyt wyciągnąłem jedną z moich własnych składanek i odpaliłem wierzę. Wróciłem na łóżko, przybrałem swoją pozę nic nie robienia przed laptopem i włączyłem FaceBook'a mimo że nie tak dawno na nim byłem. Irytował mnie ten portal, poważnie. Dookoła zdjęcia tych wszystkich idiotek które musiałem na co dzień tolerować. Naprawdę mało mnie interesowało to gdzie była dziś popołudniu, co tam kupiła, o której się opróżniła i kto jej towarzyszył. Jak dobrze że moda na zdjęcia w lustrze łazienkowym już się skończyła, teraz była nowa. . Z koleżaneczką, zrobione z rączki, z dziubkami i albo znakami peace'u albo wycelowanymi wprost we mnie środkowymi palcami. Czekam niemiłosiernie na chwilę gdy twórcy tego portalu wpadną też na guzik pod tytułem "Chuj mnie to obchodzi" lub chociaż "Nie lubię". Ciekawiło mnie z którą z nich mógł być teraz Filip. Zawsze miał powodzenie, a największe wśród tych pustych idiotek. Nie potrzebnie się dołowałem, wiem. Do mnie też się przylepiały ale rzadko kiedy byłem zainteresowany. "Czekam, przyleć i mnie weź, czekam przyleć i mnie weź, czekam przyleć i mnie weź, chcę pokochać anioła" cicho śpiewałem tekst jednej z piosenki gdy przerwała mi moja mama wchodząc do pokoju po wcześniejszym zapukaniu (w końcu się tego nauczyła, dacię wiarę?).  

- Masz gościa, powiedziała.  
- Dziś żadnych nie przyjmuję, odrzekłem pesymistycznie.  

I po chwili w drzwiach zobaczyłem mojego anioła. Strasznie się ucieszyłem na jego widok. Stał w tych drzwiach, i jak zwykle wyglądał nieziemsko. Na jego twarzy gościł lekki uśmieszek, który tak lubiłem. Włożył ręce do kieszeni swojej czarnej bluzy czekając na zaproszenie do środka, tak jak by nigdy tu nie wchodził jak do siebie. Gdy mama zostawiła nas samych, sam się ugościł i zamknął za sobą drzwi. Usłyszałem "Cześć" po czym poczułem jak wchodzi na łóżku. Otarł się swoim ciałem o moje, złapał mój policzek i obrócił moją głowę w swój kierunek i pocałował. Od razu odwzajemniłem pocałunek po czym przerwałem przypominając sobie że mama jest w pobliżu. Zszedł ze mnie i położył się na brzuchu obok mnie.  

- Cześć, odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy.  
- Co robisz?  
- Nic. Czekałem na jakiś znak życia od ciebie, odpowiedziałem z nutką złośliwości w głosie.  
- Przepraszam, po czym jeszcze raz mnie pocałował – przejdziemy się gdzieś?  

Znowu poczułem się niepewnie. Były dwie opcje – albo chciał mi powiedzieć że chce ze mną być albo że nie. Widocznie tamtego dnia byłem skazany na odrobinę stresu. Chociaż była iskra nadziei skoro mnie pocałował, aż dwa razy. Albo po prostu było to na pożegnanie. Nie no, nie był taki. Chyba nie całował by w ten sposób gdyby chciał to zakończyć? A może? Moje myśli nie dawały mi spokoju. Wstałem z łóżka i skierowałem się do szafy by znaleźć jakieś przyzwoite spodnie w których można wyjść. Filip w tym czasie przekręcił się na plecy, kładąc głowę na mojej poduszce. Zdjąłem spodnie i usłyszałem ciche gwizdnięcie Filipa.  

- Dopiero co przyszedłem a ty już się przede mną rozbierasz, zaśmiał się.  
- Spadaj, wymruknąłem walcząc z samym sobą by się nie uśmiechnąć.  

Ubrałem się, lekko ogarnąłem i wyszliśmy. Nie miałem pojęcia co mnie czeka. Pogoda była nawet nawet. Było może z zero stopni, czy nawet na plusie. Lekko wiało. Przez chwile szliśmy w ciszy. Szliśmy równo przy sobie, chociaż to Filip tak naprawdę prowadził. Czasami nasze ręce lekko się ocierały. Miałem ochotę złapać tą jego dłoń, pragnąłem tego. Cisza była lekko krępująca, przyzwyczaiłem się że z nim nigdy nie jest cicho. Oboje byliśmy strasznymi gadułami. Po jakiejś chwili w końcu przemówił.  

- Sporo myślałem o nas, zaczął. Podobało mi się że użył słowa nas. Zawsze mógł powiedzieć że myślał o sobie i o mnie, czy coś w tym stylu.  
- Też sporo myślałem, odrzekłem niepewnie.  
- Wejdziemy, będzie trochę spokojniej?, zapytał patrząc na McDonalda. Miał rację, Grunwaldzka o tej porze potrafiła być naprawdę głośna i niespokojna.  


Zamówił dwa Happy Meal'e po czym poszliśmy na górę. Kiedyś był tu specjalny pokój dla dzieci, z takim wielkim samochodem. Zawsze był on frajdą a pokój na ogół służył do wyprawiania urodzin. Teraz po tym pokoju nie było ani śladu, na rzecz paru dodatkowych stolików, kanap i telewizorów. Usiedliśmy przy samym oknie, w rogu gdzie było w miarę spokojnie. Mimo że się uśmiechałem to stres zżerał mnie od środka. Nie chciałem by to wszystko co nas połączyło się zakończyło. Zamiast kontynuować temat który zaczęliśmy przed wejściem tu, zastanawialiśmy się ile może mieć lat mięso z którego został zrobiony nasz hamburger. Był taki słodki. Od samego patrzenia na niego można było nabawić się nadmiaru cukru w organizmie. Dzięki niemu chciało mi się uśmiechać. W jego towarzystwie już od dawna czas szybko leciał a wszystkie problemy znikały. Ubóstwiałem go. Wciąż ubóstwiam. W pewnym momencie ręce z blatu włożył pod stół. Wykorzystałem tą sytuację i robiąc to samo przejechałem swoją dłonią po jego dłoni. Uśmiechnął się i złapał moje dłonie. Moje pragnienie sprzed kilku chwil zostało spełnione.  

- Nadal myślisz o nas na poważnie?, zapytał nadal spełniając moje pragnienia.  
- Pewnie że tak, a ty?, zapytałem niepewnie, lekko się uśmiechając przypominając sobie jak mama mówiła że nie powinno odpowiadać się pytaniem na pytanie.  
- Nigdy wcześniej nie myślałem tak poważnie o nikim jak o tobie, powiedział z tym swoim szermierskim uśmiechem na twarzy.  
- Lizus, skomentowałem krótko, śmiejąc się.  

Wyswobodziłem dłoń z jego uścisku i bez zastanowienia wytarłem palcem kącik jego ubrudzonych ust. "Ubrudziłem je specjalnie" powiedział po chwili. Jego śmiech był taki uroczy. Mogłem się wpatrywać w niego godzinami, jak w jakiś obrazek. Zaproponowałem żeby został dziś na noc, skoro nie miało być rodziców. Wystarczyło żeby się zgodził, rodzice nigdy nie mieli z tym problemu. Często nocował u mnie, czy ja u niego przedtem. Można było powiedzieć że pomieszkiwał u mnie a ja u niego. Zawsze pojedynkowaliśmy się nocami w różne gry, zazwyczaj w Fifę i Pro Evolution Soccer. Tym razem też graliśmy tylko że sposób gry się diametralnie zmienił. Po strzeleniu bramki przeciwnikowi zamiast przybicia piony była teraz piona z buziakiem. A zamiast siedzieć przy nim, siedziałem teraz w jego rozkroku, ciesząc się jego dłońmi owiniętymi dookoła mojego brzucha. Mi to tam pasowało.  

----------------------------------

Wybaczcie że dziś tak krótko, następnym razem zanudzę Was czymś dłuższym! ;D

Jabber

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 1678 słów i 9063 znaków.

9 komentarzy

 
  • Jabber

    Ah to polonistyczne sumienie! Zapamiętam :P

  • Czytelnik

    Jabber, to znowu ja, Twoje polonistyczne sumienie. "Wieża" (taka do słuchania ulubionej muzyki) pisze się przez Ż!  
    A poza tym - bardzo fajne opowiadania. Bardzo fajne jest to, że nie piszesz o stereotypowych gejach, takich jakich widzą nasi koledzy wszechpolscy, tylko o prawdziwych. Pokazujesz, że gej też człowiek, a to bardzo ważne :)

  • TiKuS

    Czytałem wszystko:-)  Poziomkowa przygoda z kuzynem 1-10 . Uwielbiam twoje opowieści, jakby życie było takie łatwe, ehh ja nikogo nie moge znalesc:(

  • wafelek

    Jesteś super i każde twoje opowiadanie jest świetne.Mam nadzieję, że będziesz ich pisał jak najwięcej i jak najczęściej.Czeka z niecierpliwością na następne.

  • Asia

    The Best Jabciu! juz nie moge sie doczekać na to dłuższe 'wynudzenie' :D

  • Iwona20

    Więcej takich !! :*

  • hyhy.

    w końcu coś oryginalnego. czekam na więcej. <33

  • Mojezdanie

    Ciekawie się zaczyna:). Czekam na nn...

  • love94

    Kochani jesteście<3 Masz rację, pisz więcej, bo mam niedosyt ;d