Kroniki Tomka - Je t´aime... (cz. 5)

Kroniki Tomka - Je t´aime... (cz. 5)Wiem, długo nie pisałem już Kronik… Pozostaje mi jedynie przeprosić wszystkich fanów tej serii, że tyle musieli czekać. Wciąż odkładałem to na potem, bo szczerze powiedziawszy w naszym życiu było tak kolorowo, że nie byłbym chyba w stanie tego opisywać. Teraz jest już tylko szaro i wracam do pisania.. to jedyne wyjście bym nie zwariował.  

     ***

Nawet nie wiem, kiedy między nami wszystko zaczęło się psuć. Może gdybym wtedy to zauważył, podjął walkę, to wciąż bylibyśmy razem. Ale nie jesteśmy. Zaczynam się obwiniać, że to wszystko jest moją winą. Patrząc na to ze strony psychologicznej, bo właśnie na tym kierunku studiuję, to jest to całkiem normalne zachowanie – poczucie winy. Przeczę sam sobie i ciągle coś sobie wmawiam, ale to jedyny sposób, by w jakikolwiek zrozumieć tą całą sytuację.. by się z tym pogodzić. Zawsze ktoś musi być okrzyknięty winnym, a tym razem, to ja dobrowolnie siebie nim okrzykuję.  

Połączyło nas niepowtarzalne uczucie i niepowtarzalna historia. Dobrze go znałem, bo znaliśmy się od dziecka. Nasze uczucie wydawało się całkowicie zakazane, a jednak rozkwitło. Rozkwitło w coś wielkiego i poważnego. Mimo sprzecznościom losu, rodzinnym kłótniom i cyrkiem na temat homoseksualizmu, zamieszkaliśmy razem, na swój sposób wyszliśmy za siebie i budowaliśmy razem wspólne życie. Do czasu.. do czasu, aż zaczęło się między nami psuć. Coraz mniej czasu ze sobą spędzaliśmy, coraz mniej rozmawialiśmy i coraz więcej się kłóciliśmy.  

We wrześniu minął rok, odkąd ze sobą zamieszkaliśmy. Trzypokojowe mieszkanko wypełnialiśmy ciepłem i miłością. To był wspaniały rok. Myślałem, że to nie możliwe, ale jednak… Udało nam się poznać siebie jeszcze lepiej przez ten okres mieszkania razem. Każdy dzień był piękny i wypełniony chwilami z nim. Budziłem się u boku Filipa, którego tak bardzo kochałem. Zazwyczaj budziliśmy się o wiele później, niż powinniśmy. Przez to poranki bywały dość nerwowe, by zdążyć na nudne wykłady psychologii. Po wykładach wracaliśmy do domu, by zjeść jakiś szybki obiad i gdy było trzeba, szliśmy do kawiarenki, w której wspólnie pracowaliśmy. Czasami udawało nam się spędzić popołudnie na czymś innym, niż luźnej pracy w kawiarence, ale wtedy trzeba było brać nocki na dyskotece, która znajdowała się pod kawiarenką. Mimo tylu obowiązków, nam i tak udawało się znajdować czas na wyjście do przyjaciół czy też na inne przyjemności. Po prostu żyło nam się jak w raju.  

Mieliśmy siebie. Kochaliśmy się. Dbaliśmy o siebie. Mniej więcej właśnie przez to udawało nam się tworzyć tak dobre i zgrane.. małżeństwo. Przyjaciele dookoła byli zdziwieni uczuciem, jakim siebie darzyliśmy. Nie raz pytali o receptę na tak zgrane pożycie. Łączyła nas miłość, o której nie jeden samotnik śnił. Dopóki miałem go przy sobie, czułem się kimś więcej niż zwykłym człowiekiem. Czułem się szczęśliwy, kochany i doceniony. Postrzegałem świat jako piękny cud, a gdy tylko mnie opuścił, zdałem sobie sprawę jak bardzo jest pusty, szary i okropny. Zagubiłem się. Nie istnieję bez niego.  

     ***

Czerwiec - 2012. To właśnie wtedy mieliśmy udać się na tydzień do miasta wypełnionego pięknymi zabytkami, zakochanymi parami i ohydnym jedzeniem. Paryż. Paryż jest niczym jak miłość od pierwszego wejrzenia.. gdy tylko raz go ujrzysz, zostajesz wierny do samego końca. Była to moja trzecia wizyta w tym pięknym mieście, zaś pierwsza Filipa. Już wcześniej udało odwiedzić mi się moją siostrę, która tam studiuje, ale jeszcze nigdy wcześniej nie poczułem Paryża w ten sposób, w jaki poczułem go będąc tam z nim. Gdy przed powrotem do domu podzieliłem się tą opinią z moją siostrą, to wyśmiała mnie, że to pewnie przez bolące cztery litery. Gadaj z taką… Czerwiec był okrzyknięty najlepszym miesiącem w roku, a przynajmniej dla maturzystów. Koniec szkoły, początek wakacji. Upalne i długie dni, jeszcze dłuższe noce. Czerwiec był czymś na co zawsze się czekało. Przeważnie już we wrześniu marzyło się o czerwcu – przynajmniej ja. Matury napisane, koniec szkoły i czego tu chcieć więcej? Nawet gdy już nie chciałem nic więcej, to i tak to dostawałem. Tydzień z Filipem, sam na sam (pomijając moją głupią siostrę, jej chłopaka i jeszcze głupszą współlokatorkę), z dala od domu w najbardziej romantycznym europejskim mieście.  

- Na pewno wszystko macie? – zapytała moja mama po raz setny, stojąc nad walizkami.  
- Tak – odpowiedzieliśmy równocześnie z Filipem.  
- Aparat zapakowaliście? – mama się nie poddaje.  
- Mamo – spojrzałem na nią znacząco.  
- O! A ładowarkę? Pamiętasz chyba jak ostatnio zapomniałeś wziąć i nie mogłam się do ciebie dodzwonić?!  
- Jakoś nie mam okazji o tym zapomnieć, bo ciągle mi to wypominasz – otworzyłem walizkę, nad która stała i wyjąłem z bocznej kieszeni ładowarkę, którą tam zapakowałem.  
- Jakoś nie ma okazji o tym zapomnieć, bo ciągle mu to wypominasz – roześmiany ojciec stanął po mojej stronie.  
- A coś ciepłego? Jakieś swetry? – ożywiła się nagle.  
- Nie jadą przecież na Syberię – zauważa słusznie mój stworzyciel.  
- Nie będzie potrzebny, najwyżej cię ogrzeję – wymruczał Filip, obejmując mnie w pasie.  
- W to nie wątpię – komentuje mama. – A właśnie! Paszportów nie zapomnijcie – uśmiechnęła się i wyszła do kuchni, w kierunku mojego ojca.  
- Już myślałem, że spyta, czy nie wzięliśmy wazeliny – Filip wybuchnął śmiechem.  
- Słyszałam!  
- Cieszę się matko, że masz dobry słuch – odkrzyknąłem i schowałem się w jego objęciach.  

Lotnisko. Jakoś zawsze je lubiłem. Miejsce wypełnione tonami emocji. Szczęściem czy też smutkiem. Ja wypełniałem je ciekawością. Byłem bardzo ciekawy, co będziemy tam robić. Już na lotnisku zapowiadało się ciekawie. To w jaki sposób na mnie patrzył i jak mnie dotykał, sprawiało mi jeszcze większą frajdę niż wcześniej. Z daleka od domu i codzienności, wszystko było jeszcze piękniejsze między nami. Kompletnie nie musieliśmy się przejmować co pomyślą sobie o nas inni.. nie żebyśmy się przejmowali, ale jednak uczucie wolności bardzo cieszyło. Czasem czułem się wyrzutkiem, ale gdy tylko na niego zerkałem - przestawałem. Wracając jednak do lotnisk.. niby je lubiłem. Najbardziej lubiłem przechodzenie przez bramkę – tylko wtedy gdy był jakiś fajny celnik. Tym razem fakt tego obmacywania nieźle mnie wkurwił. Jak nic jeden z nich ślinił się do mojego faceta! Jak tylko zobaczył Filipa w kolejce, leciał na złamanie nóg, by dokładnie go przeszukać. Macał, dotykał, wyszukiwał… Miałem dość wysokie ciśnienie, przez tą dłużącą się w nieskończoność chwilę.  

- Coś taki naburmuszony? – spytał, gdy zapinałem swój pas w fotelu lotniczym.  
- Ja? Wydaje ci się.  
- Przecież widzę – skromnie się uśmiechnął.  
- Nie no, wszystko ok, mimo tego, że jakiś niezły facet się do ciebie przystawiał.  
- Uważasz, że był niezły? – rozbawiłem go swoją zazdrością.  
- Czy ja wiem.. ale ty zapewne uważasz, że był niezły, skoro tak wszędzie dałeś mu się wymacać.  
- Skąd wiesz, że wszędzie? – jego szeroki uśmiech nie zamierzał zniknąć z ust.  
- A w dziób chcesz? – moje podirytowanie zamieniało się w rozbawienie.  
- A chcę! Tylko, że buziaka.  
- Marzenia.. czasem się spełniają – prycham. – Niech tamten niezły celnik ci da, żegnam – odwróciłem głowę w stronę okna i obserwowałem załogę lotniska, która przygotowywała samolot do wylotu.  
- Jedynym niezłym facetem jakiego znam i jakiego chcę, to ty.. i nie miałbym nic przeciwko, gdybyś to ty mnie wymacał.. tylko ciut dokładniej – lekko zahaczył swoimi zębami o moje ucho, by po chwili złożyć pocałunek na moim policzku.  
- Nie ma mowy! Drodzy obywatele i obywatelki, wprowadzam stan celibatowy na terenie… - parsknąłem śmiechem.  

Lot minął nam dość spokojnie. Zajęci sobą i rozmową, nawet nie zauważyliśmy, że dawno temu wylądowaliśmy, a pasażerowie pomału zaczęli opuszczać pokład. Rozbawieni wzięliśmy z nich przykład i niedługo po tym już obściskaliśmy moją siostrę, która odbierała nas z lotniska. Nie obyło się bez żarcików i zaczepek w naszą stronę, ale taka właśnie jest moja siostra. Od początku dopingowała nasz związek, choć sama była w szoku. To ona pierwsza o wszystkim się dowiedziała. Gdyby nie ona, to zwlekalibyśmy o wiele dłużej z ujawnieniem się rodzinie.  

- Ktoś strasznie nie może się was doczekać – uśmiechnęła się przed drzwiami, a ja domyśliłem się o kogo jej chodzi.  

Aneta, najlepsza przyjaciółka mojej siostry. Od zawsze na mnie leciała. Nawet, gdy miałem zaledwie czternaście lat. Przez te wszystkie lata była naszą sąsiadką, a po zdanych maturach obie dostały się do francuskiej uczelni i wyjechały. Gdy tylko przekroczyliśmy próg mieszkania, Aneta niczym czujnik zaczęła piszczeć z radości. Pamiętam jej grymas niezadowolenia, gdy Agnieszka powiedziała jej, że jestem gejem. Mieszkały w dość skromnym, ale za to przytulnym mieszkanku. W salonie stał już nakryty stół z pizzą i piwem, czyli tym, co Aneta umiała przyrządzać najlepiej. Zawsze podobał mi się salon. Ściany obite w drewniane panele, które okrywały zdjęcia Paryża i ich mieszkańców, które zrobiła moja siostra i jej współlokatorka. Te wszystkie widoki nadawały temu miejscu poczucia, że jest się w samym centrum Paryża w trakcie romantycznego spotkania, a nie w małym mieszkanku, które znajdowało się zaledwie dziesięć minut drogi od tego upragnionego centrum. Parapet od wielkiego okna, pokrywały świecące się świeczki.  

- To takie niesprawiedliwe – zaczęła Aneta, gdy popijaliśmy piwo. – On miał być moim mężem – wskazała na mnie – a on kochankiem – wskazała na Filipa.  
- A tu dupa – rozrechotała się moja siostra.  
- Jakoś będzie to trzeba przełknąć – Aneta przybiła piątkę mojej siostrze.  
- Przykro nam – odparł Filip i mocno mnie objął.  
- Ten widok boli! – oburzyła się na żarty Aneta.  
- Nie tak ich wychowałyśmy, co nie?  
- Mam nadzieję, że mi nie połamią łóżka.  
- Śpimy z tobą? – skrzywiłem się na żarty w jej stronę.  
- Chciałbyś! Ewakuuję się do mojego Ryszarda na te parę dni.  
- Ryszarda… Jak można nazywać swojego chłopaka Ryszardem – zdziwiła się Agnieszka.  
- No bo mi takiego Rysia przypomina – wybuchła śmiechem – uważaj, żebym nie powiedziała jak ty swojego nazywasz!  
- Na pewno nie rozpruwacz, jak Tomuś Filipa – wybuchła śmiechem, zdradziła nasze intymne sekrety i sprawiła, że cały się zaczerwieniłem.  

Spędziliśmy resztę wieczoru na wspominaniu starych dziejów i żartowania ze mnie i Filipa. W między czasie dołączył do nas Kevin, chłopak mojej siostry. Miałem okazję dużo o nim usłyszeć, ale dopiero wtedy udało mi się go poznać. Kevin też nie był z Francji, pochodził z słonecznego Miami. Moja siostra konkurowała z nim wpierw o miejsce w studenckiej gazetce, a potem o staż w firmie fotograficznej. Znaleźliśmy wspólny język i z zadowoleniem stwierdziłem, że jest z niego dobry materiał na szwagra. Nie mogłem się doczekać, żeby poznać Ryszarda…

- Pamiętacie Klaudię? Tą z gimnazjum? – zaczęła moja siostra, gdy wszyscy troje leżeliśmy na jej łóżku. Oczywiście musiała się wepchnąć pomiędzy mnie i Filipa.  
- Pamiętam – odpowiedziałem z grymasem niezadowolenia, bo wiedziałem do czego zmierza. Filip już miał ubaw.  
- Jak ja wyśmienicie pamiętam, jak się o nią dwoje pobiliście! Nie dość, że nie chciała żadnego z was, nie dość, że nie gadaliście ze sobą przez dwa tygodnie, to na sam koniec i tak skończyliście ze sobą – Agnieszka zaczęła zanosić się śmiechem.  
- Ciekawe co by powiedziała, gdyby dowiedziała się, że jesteśmy razem – Filip uśmiechnął się od ucha do ucha.  
- Biłeś się jak baba – zaczepiam go specjalnie.  
- Ale za to ty płakałeś jak baba, po ostatnim ciosie – wydukała Aneta, która pozwoliła sobie na za dużo piw i niespodziewanie przysnęła na dywanie.  
- A pamiętacie jak przyłapałam was z Anetą na przeglądaniu świerszczyków?! Kiedy to było, podstawówka chyba jeszcze.  
- Pamiętamy – wydukaliśmy równocześnie.  
- Boże, jakie to małe było – parsknęła śmiechem Aneta.  
- I jakie niewinne.. – Agnieszka chwyciła nas za szyje i przytuliła do siebie, ponownie.  

Mimo, że późno się położyliśmy, moja siostra obudziła mnie po cichu o świcie i wyciągnęła na poranne bieganie. Z początku nie chciałem wstać, ale widząc słodką minę Filipa, i myśl, że narzekanie Agi bym wstał może go obudzić, podniosłem się i postanowiłem jej potowarzyszyć. Wypytała mnie o rodziców i Filipa. Chciała wszystko wiedzieć, jak to ona. Cóż mogłem jej powiedzieć… Wszystko było idealnie. Tak bardzo kochałem Filipa, a on mnie.  

Wróciliśmy do mieszkania, a Filip czekał już ze śniadaniem. Szybko je zjedliśmy, bo Agnieszka musiała uciekać do pracy, a my spokojnie dokończyliśmy, ubraliśmy się i wyruszyliśmy w miasto. Było mi miło, że będę mógł być jego przewodnikiem i ciut tym zabłysnąć. Najlepszym miejscem, od którego można zacząć zwiedzanie Paryża, to z pewnością Hotel de Ville, czyli dawny paryski ratusz. Budynek, który ma aż sto dziesięć metrów długości jest imponujący. To o właśnie tym budynku, tyle razy czytaliśmy na lekcjach historii. To właśnie tutaj kiedyś aresztowano Robespierre, czy ogłoszono Ludwika Filipa królem. Pogoda tamtego dnia była tak wspaniała… Słońce grało pierwsze skrzypce na błękitnym niebie, a chmury były prawie niezauważalne. Filip bardziej był zachwycony moją obecnością koło niego, niż paryskim ratuszem i po chwili ruszyliśmy przed siebie. Minęliśmy Centrum Pompidou, instytucję, która działa na rzecz popularyzacji sztuki nowoczesnej. W środku znajduje się ponad czterdzieści tysięcy dzieł współczesnych artystów. Kolejki, które były przed wejściem kompletnie nas zniechęciły i umówiliśmy się, że może w następne dni tam zajdziemy. Swoją wycieczkę po popularnej dzielnicy Marais, zakończyliśmy na zatłoczonym placu Bastylii.  

Wolnym i spokojnym krokiem, kierowaliśmy się w stronę pól Elizejskich. Filip ani na sekundę nie puszczał mojej dłoni, a co jakiś czas pozwalaliśmy sobie na skromny pocałunek. Czuliśmy się tam tak wspaniale, tak wolno. Panowała tam tak dobra atmosfera, całkowicie inna od tej szarej i nijakiej, której w Polsce jest od cholery. Gdy dotarliśmy do ogromnego placu, wypełnionego zielonymi drzewkami dookoła, udaliśmy się do pobliskich sklepów. Była ich masa! Największe wrażenia jednak zrobiła na nas wieża Eiffla. Co prawda byłem na niej już wcześniej, ale dopiero teraz, tak naprawdę podobało mi się bycie na niej. Panorama Paryża, nad którym wznosił się zachód słońca, z nim przy boku… To było coś arcypięknego.  

Gdy zjechaliśmy na dół, zaskoczyła nas głośno grająca muzyka, której przedtem nie słyszeliśmy. Ludzie dookoła zachowywali się, jakby zostali tknięci jakąś magiczną różdżką i spokojnie bujali się do wypełniającego plac rytmu. Ktoś wykonywał, a może po prostu puszczał z jakichś ogromnych głośników utwór Ludwiga van Beethovena. Od zawsze uwielbiałem tą melodię. Nie wiem kim była Eliza, ale na pewno musiała być kimś ważnym dla twórcy. Całkowicie odruchowo przytuliłem się do Filipa i zaczęliśmy bujać się do tego, jakże majestatycznego utworu. Jego oczy dokładnie śledziły moje. Czułem przyśpieszone bicie jego serca. Nie mogłem nacieszyć się jego ciałem w swoich objęciach… Tuliłem go coraz mocniej i mocniej. Jeden z największych utworów Beethovena trwał w nieskończoność, która bardzo mi się podobała. Nie chciałem, by muzyka przestała grać. Nie chciałem, by opuścił moje ramiona.  

Dostałem smsa od Agnieszki, że nie będzie jej na noc, ale zostawiła nam kolację w lodówce. Ucieszyliśmy się, że będziemy mieli wolne mieszkanie, tylko dla siebie. Filip poszedł wziąć szybki prysznic, a ja nakryłem do stołu. Gdy już wszystko przygotowałem, otworzyłem duże okno w salonie. Lekki, paryski wiaterek przedostał się do salonu mojej siostry, a ja dokładnie przyglądałem się gwiazdom na niebie. Było już ciemno, ale wcale nie dziwił mnie fakt tych wszystkich pędzących przed siebie samochodów i spacerujących ludzi. Zamyśliłem się. Filip zaskoczył mnie swoim delikatnym uściskiem. Odwróciłem się i ponownie zagubiłem w jego oczach. Za każdym razem jego spojrzenie działało dokładnie tak samo. Pocałowałem go. Tak namiętnie i kusząco. Moje dłonie szybko powędrowały na jego biodra. Pragnąłem go całym sobą, a on pragnął mnie. Tak dawno nie robiliśmy tego, bez pilnowania się i nasłuchiwania, czy może moi rodzice nas nie usłyszą. Kąt parapetu zaczął wbijać mi się w plecy, a on pociągnął mnie w stronę pokoju Anety, bo właśnie tam mieliśmy rozścielone łóżko do spania. Szybko już tam byliśmy, ale nawet nie pofatygowaliśmy się, by zapalić światło. Nie mogliśmy się od siebie oderwać. Bałem się, że jak tylko oderwę się od jego rozpalonego ciała, od razu zrobi mi się zimno. Chciałem to zrobić właśnie tam, właśnie w tamtym pokoju, właśnie z nim. Pościel była koloru białego, a kolor biały znany mi jest ze zgody i czystości. To właśnie na tej pościeli chciałem, by narodziła się nieczystość. To właśnie na tej pościeli chciałem, by jego ciało okrywało moje. Ogrzewało je i rozpalało. Chciałem robić to całą noc. Raz wolno, raz szybko… Raz czule i namiętnie, raz dziko i szalenie. Chciałem go. Chciałem czuć jego dotyk, spojrzenie i ciało na sobie. Chciałem go pieścić i sprawić, że poziom rozkoszy zejdzie zenitu. Chciałem słyszeć jego ciche mruczenie, warczenie i jęczenie. Chciałem słyszeć bicie jego serca, bo właśnie ten dźwięk sprawiał, że i moje biło. Chciałem by mnie ściskał, uciskał, całował, pieścił, ssał i zjadał. Chciałem mu udowodnić, że jestem jego, a on mój. A po wszystkim chciałem się do niego mocno przytulić i zasnąć w tym ciepłym uścisku.  

Poranek po upojnej i namiętnej nocy był jeszcze piękniejszy. Już na dobre czuliśmy paryski klimat i wcześnie wyruszyliśmy z domu, by zobaczyć jeszcze kilka ciekawych miejsc, w których nawet ja jeszcze wcześniej nie byłem. Jedyne co zabraliśmy, to portfel, telefon i przewodnik. Chcieliśmy odkryć Paryż, poznać go jeszcze bardziej. Znów wróciliśmy na pole Elizejskie. Wielka wieża Eiffla nadawała temu miejscu tyle harmonii. Co jak co, ale właśnie ta wieża była wizytówką tego miasta. Skusiliśmy się na ciepłego croissanta z kubkiem czekolady. Ruszyliśmy przed siebie, kompletnie bez żadnego celu. Akurat mijaliśmy metro, gdy Filipowi do głowy wpadł głupi pomysł.  

- Nie myślałeś nigdy, by udać się, ale to tak całkowicie, po prostu przed siebie?  
- Myślałem, ale jedynie z tobą – spojrzałem na niego zaciekawiony.  
- Kupmy pierwszy lepszy bilet na pociąg, dojedźmy do ostatniej stacji i zobaczmy, co nas spotka – proponuje.  
- Żartujesz?  
- Ani troszeczkę – złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę kas z biletami.  
- Nie no.. zwariowałeś.  

Kupiliśmy bilety na pociąg, który jechał w miejsce o tak trudnej nazwie, że nijak nie udało nam się tego wypowiedzieć. Zajęliśmy miejsca, rozszerzyliśmy okno i podziwialiśmy mijane widoki. Nasze śmiechy wypełniały cały wagon, a zachowaniem przypominaliśmy dwoje małych dzieci, które robiły coś wbrew temu, co powiedzieli rodzice. Kompletnie nie wiedziałem, gdzie dowiezie nas ta kupa złomu, ale całkowicie się nie przejmowałem. Ważne, że jechałem tam z nim. Nie mogłem uwierzyć, że w ogóle dałem się na coś takiego namówić. Dobrowolnie udaliśmy się w miejsce, o którym nie mieliśmy pojęcia, za granicą i bez znajomości języka francuskiego. Nie zdziwiłbym się, gdyby po powrocie, od razu wsadzono nas do szpitala psychiatrycznego. Szalałem… Szalałem z miłości do niego.  

Po półtorej godziny jazdy, pociąg zatrzymał się, a pasażerowie zaczęli go po chwili opuszczać. Poszliśmy w ich ślady, a po wyjściu z pociągu okazało się, że znaleźliśmy się na jakiejś wiosce. Dookoła było cicho i spokojnie, lasy i drzewa… Gdy opuściliśmy peron, wokół znajdowała się tylko polna droga. Roześmiałem się na cały głos.  

- I co teraz, wieśniaku? – drażniłem się z nim.  
- Idziemy wydoić krówkę - złapał mnie za rękę i pociągnął przed siebie.  

Spodobała nam się polana, którą mijaliśmy w drodze na przód. Woleliśmy nigdzie nie skręcać, by potem łatwo znaleźć drogę powrotną na peron. Pogoda, podobnie jak dzień wcześnie, była zacna. Promienie słońca nie opuszczały mojej twarzy, a jego dłoń mojej. Wbiegliśmy w jakieś półmetrowe trawy, których nikt nie ścinał od lat. Mimo, że znajdowaliśmy się tak niedaleko peronu, to miejsce to wydawało się całkowicie opustoszałe. Niczego, ani nikogo nie było dookoła nas. Czuliśmy się tak swobodnie. Biegaliśmy dookoła, nie puszczając swoich dłoni. Zachowywaliśmy się jak dzieci, które przez przypadek zostały zamknięte na noc w fabryce zabawek. Nasze śmiechy i chichy wypełniały tą małą wieś, czy Bóg wie, jak nazwać to miejsce. Po chwili położyliśmy się na długiej trawie i podziwialiśmy niebo. Czułem się jak w filmie, jak w mojej własnej komedii romantycznej.  

- Je t´aime – wypowiedziałem jedno z francuskich słów, które dobrze znałem.  
- Ja ciebie też je t´aime – odpowiedział rozbawiony.  

      ***

Tak bardzo chciałbym, by to wszystko wróciło. By wróciło nasze nieprawdopodobne uczucie. Dziś? Dziś nie robię nic innego, poza rozpamiętywaniem, płakaniem i zastanawianiem się, co zrobiłem źle. Podporządkowałem całe swoje życie temu człowiekowi. Oddałem mu siebie. Boli jak cholera, a z dnia na dzień coraz bardziej. Mieszkaliśmy razem, uczyliśmy się razem, pracowaliśmy razem, mieliśmy wspólnych znajomych, zainteresowania. Kochaliśmy się. Trudno tak, z dnia na dzień, po prostu żyć bez tego. Żyć bez niego.  

Nadal nie wiem, kiedy między nami wszystko zaczęło się psuć. Pewnego dnia przestaliśmy rozmawiać, a zaczęliśmy więcej się kłócić i spędzać czas osobno. On gdzieś znikał, albo grał na laptopie, a ja uciekałem z tym wszystkim do swoich opowiadań. Nasze dni wyglądały dość różnie, bo bywały okresy, że znów wszystko było po staremu, a potem.. potem wszystko psuło się jeszcze bardziej. Marcin doradził mi, bym się nie poddawał, bo to całkiem typowy kryzys, który wcześniej czy później występuje w każdym związku. Nie poddawałem się, walczyłem o niego, o nas. Pewnego dnia zapytałem, czy jeszcze mnie kocha. Zdziwiłem go swoim pytaniem. Rozkleił się, bo myślał, że przestałem wierzyć w jego miłość do mnie. Na jakiś czas znów wszystko wróciło do normy, aż do następnej kłótni…  

Niedawno podsłuchałem jego rozmowę z Marcinem, gdy był u nas na piwie. Usłyszałem, że bardzo mnie kocha, ale zaczęła nudzić go rutyna, jaka się między nami pojawiła. Bardzo uraził mnie tymi słowami, bo robiłem wszystko, by tej rutyny nie było. Zacząłem się zastanawiać, czy może kogoś ma. Nigdy nie dopuszczałem do siebie takich myśli, bo czułem jak bardzo mnie kocha, ale gdy przestałem to czuć, to po prostu zacząłem się zastanawiać. Zbeształem się w myślach i miałem wyrzuty sumienia po tym, gdy przeszukałem jego telefon. Nic tam nie znalazłem, ale fakt, że to zrobiłem załamał mnie. Nie spałem po nocach, by móc przyglądać się jego spokojnej twarzy. Jakoś w grudniu kompletnie przestaliśmy rozmawiać, a zaczęliśmy się tylko i wyłącznie kłócić. Zacząłem sypiać na sofie w salonie i wychodzić do pracy przed nim, a nie z nim jak zawsze. Mimo, że we wszystkich miejscach, w których się znajdowaliśmy byliśmy razem, to zaczęliśmy żyć osobno. Widziałem, że taki układ mu pasuje…  

Nigdy nie zapomnę nocy, w którą nie wrócił do domu. Nie tylko dlatego, że jej nie przespałem, ale dlatego, że bałem się gdzie jest i co się może z nim dziać. Miał wyłączony telefon, a do tego nie uprzedzał, że nie będzie go na noc. Gdy wrócił nad ranem zmęczony i nieogarnięty, przeraziłem się, bo myśl, że ma kogoś stawała się coraz sensowniejsza. Wytłumaczył się, że pił z Marcinem… Z początku nie uwierzyłem, ale gdy tylko popędziłem do kuzyna i zobaczyłem go w podobnym stanie, to uwierzyłem i znów zbeształem się w myślach za swoje podejrzenia.  

Zbliżały się święta i miałem nadzieję, że w końcu wróci do mnie stary Filip. Ten, którego tak bardzo ubóstwiałem. Podarował mi jeden normalny dzień, taki jak za starych czasów. Byłem wniebowzięty i pewny, że szary okres zniknie z naszego życia. Gdy byłem w trakcie czytania artykułu, który musiałem przeanalizować na następny wykład psychologii, padła mi bateria w laptopie. Nie chciało mi się szukać ładowarki, a korzystając z tego, że Filip poszedł do sklepu, odpaliłem jego laptop by nie tracić czasu i jak najszybciej skończyć z analizą.  

Laptop nie był wyłączony, a do tego wszystkiego otwarty na stronie z tym samym artykułem. Filip miał mi czytać, a ja notować najważniejsze punkty, ale jako, że pojechał po zakupy, znalazłem w sobie motywację i postanowiłem zrobić to szybko sam, tylko po to, żebyśmy mogli spędzić popołudnie razem. Gdy byłem w trakcie przewijania tekstu do momentu, w którym skończyłem, zauważyłem migające okienko w prawym rogu ekranu. Okienko informowało, że niejaki Piotr wysłał wiadomość. Nigdy nie słyszałem o żadnym Piotrze i z ciekawości otworzyłem okienko komunikatora GG. Pytał się Filipa, czy w końcu udało mu się ze mną pogodzić. Zdziwiłem się jeszcze bardziej i niechętnie zerknąłem w archiwum rozmów z tym użytkownikiem. Ilość rozmów Filipa z tym kontaktem była ogromna. Korespondowali dniami i nocami. Złapałem się za głowę i zacząłem po kolei przeglądać ich wiadomości. Niejaki Piotr również pochodził z Gdańska i miał dwadzieścia pięć lat. Filip żalił mu się, jak bardzo jest nieszczęśliwy…  

Na samym początku, niejaki Piotr pisał tylko o sobie. Przewinąłem z kilka godzin narzekania na swój status singla, problemy rodzinne i sercowe. Co mnie to interesowało, bardziej interesowało mnie to, o czym mówi mu Filip. I w końcu dotarłem do tych rozmów, w których Filip opowiadał o naszych problemach. Ciągle powtarzał Piotrowi, że bardzo mnie kocha, że chce być przy mnie, dbać o mnie i nie widzi poza mną świata, ale czuje, że potrzebuje jakiejś zmiany w życiu.. że potrzebuje czegoś nowego. Dwudziestopięciolatek zaczął flirtować z Filipem. W następnych wiadomościach widziałem, że Filip znacząco go odpycha, tłumacząc się, że jest ze mną, a Piotr wypominał mu jego własne słowa o tym, że w końcu sam chciał spróbować czegoś nowego. W dalszych rozmowach Piotr poddał się i znów był jedynie przyjacielem dla Filipa, który kompletnie zagubił się w uczuciach do mnie. Pisał mu jak bardzo bezradny jest do tego, co się teraz między mną a nim dzieje. Ba, nawet zaczął snuć teorie, że to może ja zdradzam jego! Przyznał się swojemu koledze, że głupio mu było, gdy przeglądał moje wiadomości i historię wyszukiwania. Przedostatnia ich rozmowa była o tym, że Filip nie chce mnie ranić i chce się ze mną rozstać… To było coś więcej od ciosu prosto w serce. Nawet nie wiem, kiedy z moich oczu zaczęły wypływać bezradne, bezsilne i spanikowane łzy.  

Piotr poradził mu, że to chyba najsłuszniejsza decyzja w takiej sytuacji. Poradził mu, by zaproponował mi krótką przerwę, byśmy mogli od siebie odpocząć. Mimo, że nie znałem Piotra, od razu go znielubiłem za takie rady. Bezradny spojrzałem w historię jego przeglądarki, a jej zawartość ponownie mnie dobiła. Czytał opowiadania, które napisałem o naszym związku. Często je czytał, nawet kilka razy dziennie. Czyżby szukał w nich tych uczuć, którymi kiedyś mnie darzył? To już wie tylko on… Gdy tylko usłyszałem trzaśnięcie drzwiami, to wiedziałem, że nie czeka nas miła rozmowa. Od razu wpadł do salonu z siatkami, które od razu odłożył, gdy zobaczył mnie łkającego z jego laptopem na kolanach. Kompletnie nie wiedział, co zrobić. Podszedł do mnie i mocno przytulił, ale odepchnąłem go. Spojrzał na monitor i wściekł się, że szperam w jego rozmowach. Zacząłem cytować mu wszystkie jego rozmowy. Płakał razem ze mną. Odważyłem się spytać, czy mnie z nim zdradza. Czekałem na odpowiedź jak na zbawienie, ale w końcu mi jej udzielił – nie, byli tylko znajomymi. Spytałem się czy w ogóle mnie zdradza, czy ma kogoś – odpowiedział, że nie mógłby mnie zdradzić. Wykrzyczałem mu cały żal, jaki poczułem po jego rozmowach. Powiedziałem mu, że jeśli tak bardzo chce się ze mną rozstać, to droga wolna. Moje serce było na drodze, by wyskoczyć z klatki piersiowej i pęknąć na milion kawałeczków. Odpowiedział, że to chyba jedyne wyjście. Z sofy osunąłem się na podłogę niczym bezsilne dziecko i skuliłem się w mały kłębek. Położył się koło mnie i zaczął przepraszać, ale nie zważałem już na słowa. Byłem zdziwiony, że w ogóle potrafię użyć takich słów w jego kierunku. Poddał się i wyszedł z mieszkania, głośno trzaskając drzwiami. Leżałem tak przez chwilę, nie mając siły wstać. To był koniec. Koniec nas.  

Borys, mój czworonożny przyjaciel, którego dostałem od Filipa na urodziny leżał przy mnie. Kompletnie nie wiedział co się przed chwilą stało. Wtedy ja też nie chciałem wiedzieć. Nie wiem po jak długim czasie podniosłem się z kudłatego dywanu, który pokrywał panele w naszym mieszkaniu. Wpadłem w furię, miałem ochotę zniszczyć wszystko, co znajdowało się dookoła mnie. Popędziłem do sypialni i z szafy wyjąłem upchane torby i walizki. Otworzyłem wszystkie trzy, które były moje i po kolei wrzucałem do nich zawartość mojej szafy. Wszystko co moje, brałem w rękę i wrzucałem do torby. Kręciło mi się w głowie, ale mimo tego dość szybko spakowałem większość rzeczy. Nie mogłem tu już zostać, w końcu to było jego mieszkanie. Spakowałem swoje ubrania, książki, akcesoria, kosmetyki, albumy i ulubioną kawę w słoiku. Na nic więcej nie miałem siły i miejsca. Kucnąłem przy Borysie i zwróciłem się do niego, że już czas na nas. Ubrałem buty, bluzę i wyniosłem torby na przedpokój. Gdy chciałem zapiąć mu smycz i raz na zawsze opuścić miejsce, w którym tak bardzo byłem szczęśliwy, mój pies odmówił posłuszeństwa. Zaczął piszczeć i pokazywać, że chce zostać w swoim kojcu. Wyglądało na to, że i on chcę się ze mną rozstać. Wybuchnąłem kolejnym płaczem, ale podreptałem do kuchni by nałożyć mu po raz ostatni jeść do miski. Wyściskałem go i sprzątnąłem lekko w salonie. Postawiłem jego laptopa na szklanym stoliku, zamknąłem go, a na nim pozostawiłem coś, z czym nigdy się nie rozstawałem i pilnowałem jak oka w głowie. Zostawiłem na nim swoją obrączkę. Zakluczyłem drzwi, a klucze zostawiłem u naszych znajomych, którzy mieszkali w mieszkaniu obok. Zdziwili się na mój widok z torbami, ale na szczęście nie zadawali żadnych pytań.  

Niezdarnie zapakowałem swoje rzeczy do samochodu i czym prędzej odjechałem z spod wymarzonego mieszkania. Kompletnie nie wiedziałem gdzie się udać i co zrobić. Pojechałem do rodziców, kompletnie rozbity. W domu było tylko mama, ale ona w zupełności mi wystarczyła. Zdziwiła ją moja wizyta, ale od razu zauważyła, że coś nie gra. Rozkleiłem się i opowiedziałem jej o wszystkim. Nie mówiłem jej wcześniej o naszych problemach. Nie mogła uwierzyć w to, co jej mówiłem. Gdy spytałem, czy mogę się tu zatrzymać na parę dni, spotkała mnie kolejna niemiła niespodzianka. Nie było dla mnie miejsca, bo mój stary pokój był w remoncie, a pokój Agi i salon był już zajęty przez wujków, którzy przyjechali na święta. Oczywiście mama zaproponowała, że coś im wykombinuje, że mogę zostać, ale podziękowałem jej… Powiedziałem, że pójdę do Marcina, a gdy tylko wyjadą, to się wprowadzę. Do domu wpadł mój tata razem z daleką rodziną i zmyłem się tak szybko, jak było to możliwe.  

Zadzwoniłem rozbity do Marcina, co sprawiło, że poczułem się jak kompletny śmieć. Nawet on nie miał dla mnie miejsca, bo wszystkie pokoje u niego były już zajęte. Zaproponował, że mogę pocisnąć się z nim w jednym pokoju, ale fakt, że ma dziewczynę z która spędza większość czasu mnie zniechęcił. Nie chciałbym być dla kogoś ciężarem i wiecznie przeszkadzać. Kompletnie nie wiedziałem, gdzie się wtedy udać. Wróciłem do samochodu i znów się rozpłakałem. Zostałem kompletnie sam. Przypomniałem sobie, że Ania, koleżanka z roku ostatnio pytała się mnie i Filipa, czy nie znamy kogoś, kto szuka jakiegoś pokoju, bo zwolniły im się dwa i nie dadzą rady z kosztami. Doprowadziłem się do porządku i zadzwoniłem do niej. Miała jeszcze jeden wolny, a do tego bardzo się zdziwiła, gdy powiedziałem, że to dla mnie.  

Pokój nie był zły. Dość duży, przestrzenny i zawierał podstawowe umeblowanie. Moimi współlokatorami miała być właśnie ona, a do tego Ola, którą dobrze znałem z roku, Bartek, którego kojarzyłem z widzenia i jakiś Dawid, który miał się wprowadzić dopiero po świętach. Mieszkanie w samie sobie było wielkie, a do tego ta duża kuchnia… Cudo! Ania opowiadała, że to mieszkanie zostało zrobione z dwóch, a do tego wszystkiego są dwie łazienki. Co prawda ta pierwsza jest tylko samą ubikacją, ale to w zupełności wystarczy, gdy komuś będzie się chciało, a ta większa akurat będzie zajęta. Koszty też były dość małe, więc od razu wziąłem ten pokój. Na szczęście nie zadawali mi zbyt wiele pytań, bo widzieli, że jestem w kompletnej rozsypce. Tego samego dnia co się wyprowadziłem, tego samego się na dobre wprowadziłem.  

W Wigilię Marcin przywiózł mi resztę moich rzeczy, które zostały u Filipa. Nie pytał o zbyt wiele, zapewne Filip mu wszystko opowiedział. Przywiózł mi moją obrączkę, bo Filip chciał, bym ją miał. Oddałem ją i kazałem mu z tym wrócić do niego. Mocno mnie objął i próbował pocieszyć. Święta spędziłem sam. Zdaję sobie sprawę, że sprawiłem przykrość swoim rodzicom i siostrze, ale po prostu nie byłem w stanie. Podobno Filip też spędził je sam… a może i z Piotrem. Kto wie. Drugi dzień świąt spędziłem z siostrą, która próbowała mnie rozweselić. Kompletnie się zagubiłem w tym wszystkim. Płaczę, piję, wspominam i próbuję zapomnieć. Nie przestałem go kochać, ani trochę. Dochodzą mnie słuchy, że też jest rozbity po naszym rozstaniu. A do tego, że kręci się koło niego jakiś chłopak. Zgaduję, że to jego internetowy przyjaciel.  

Mojego samopoczucia nie poprawia fakt, że tym całym Dawidem okazał się ten sam, z którym chodziłem do liceum. Wcale nie zdziwiłem się, gdy go zobaczyłem w drzwiach. Po opowiadaniach Oli o niejakim Dawidzie, bałem się, że to właśnie o nim mowa. Mój były denerwuje mnie zza ściany, ale rozumie przez co teraz przechodzę i jakoś się zachowuje. Pogodziliśmy się i unikam zbędnych konfliktów. Teraz mam już z głowy mieszkanie, ale muszę znaleźć sobie inną pracę i przenieść się z studiów dziennych na zaoczne. Wszystko, byle nie widzieć jego. Od naszego rozstania widziałem go tylko raz. Próbował mnie przeprosić, ale po raz ostatni pozwoliłem mu mnie okłamać, że mnie kocha.

Jabber

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 6676 słów i 36407 znaków.

6 komentarzy

 
  • Damian.

    Rozplakalem sie jak glupi czytajac ten rozdzial, spotkalo mnie doslownie to samo co tobie, jestem juz 4 miesiace po rozstaniu i nadal nie moge o nim zapomniec, mam nadzieje ze Tobie sie chociaz ulozy.

  • petrova18

    Mam nadzieję, że jednak między Wami jeszcze wszystko się ułoży.. Nie da się przestać kochać tak z dnia na dzień..

  • love94

    Skomentowałabym wcześniej, ale musiałam iść xd Nie dziwie się, że się wzruszasz Tomuniu czytając to, zwłaszcza że to przeżyłeś. Moje zdanie znasz i nie ma sensu go tu powtarzać. Co do opowiadania: było śmiesznie, romantycznie, i smutno w jednym, czyli tak jak mi się najbardziej podoba :D

  • Kubolo

    Bądź co bądź przelałeś to na komputer i ująłeś w słowa, więc wypadałoby to ocenić. Piszesz coraz lepiej. Interpunkcja nadal kuleje w niektórych miejscach, ale to kwestia wyćwiczenia. Niewymuszone zdania i lekkość sprawiają, że tekst czyta się naprawdę przyjemnie. Postępy widać i to bardzo duże, więc oby tak dalej :faja: A od strony przyciągnięcia czytelnika to wiadomo, każda część jest bardzo ciekawa i wciągająca :faja:

  • Kubolo

    Przeczytałem niemal od razu, gdy tylko dodałeś część. Ale powstrzymałem się od komentarza, bo nie miałem pojęcia, co powiedzieć. Zawsze opowiadania opisujące realne wydarzenia wzbudzają we mnie nieopisane emocje, przeważnie melancholię, dlatego Kroniki czy Nienawiść początkiem miłości mnie takimi emocjami uraczyły. Byłem ciekaw, co się stało, śledząc czasem wypowiedzi na asku, ale nie zamierzam być wścibski. Ja i tak nadal trzymam kciuki, że wszystko wróci do normy. Trzymaj się… :rolleyes:

  • Aphrodite

    Ta część jest świetna, zaryzykuję stwierdzenie, że najlepsza. Może to być spowodowane tym, że pełno w nim skrajnych emocji. Widać, że się rozwjasz. Tak trzymaj. Pozdrawiam :*