Mój chleb powszedni cz.1

     Zaczynam odczuwać to wszystkimi zmysłami. Boże tylko nie to... To znowu ta niekorzystna dla mnie wyprawa do sklepu odzieżowego. To jedna z tych nieprzyjemnych rzeczy dla kogoś kto pracuje w mafii. Tak ja traktuję to jako zawód jak każdy inny, więc niech to was nie zdziwi. Dlaczego niekorzystna? Będzie tak, że tam wejdę, popatrzę, pochodzę za moją ukochaną nosząc wszystkie jej ubrania, które ma zamiar kupić, nabijając przy tym 270 kilometrów aż wreszcie z nudów zejdę. Dobrze, że chociaż KFC jest w tym samym miejscu obok tego pieprzonego butiku. Moja dziewczyna chce kupić sukienkę. Dlaczego? Po co jej jakaś stonowana, kolorowa czy chuj wie jaka szmata. Ma już ich setki w garderobie. Mężczyźni nigdy nie zrozumieją tego szału zakupowego u kobiet. Najgorsze jest to, a także niezręczne dla mnie, że ona mnie nie słucha kiedy mówię jej: "Anastazja wyglądasz w tym prześlicznie i pamiętaj, że nie ważne co założysz będę cię i tak kochał".
Laski tego nie ogarniają tak jak my faceci nie ogarniamy ich filozofii i ogólnej konstrukcji umysłowej.
     Jest godzina 14:25 w niedzielne popołudnie. Anastazja właśnie wzięła ostatni łyk kompotu, a ta stara raszpla znaczy się moja przyszła teściowa przełknęła ostatni kawałek schabowego, którego sama przypaliła na patelni. Jedna rzecz jest zawsze pewna. Mój przyszły teść nigdy nie powie, że nie smakuje mu obiad czy coś mu się nie podoba. Ogólnie nie mówiłem wam tego, ale żona go bije regularnie co sobotę kiedy biedak wraca troszeczkę dziabnięty z ławeczki. Ja rozumiem, że kobiet się ponoć nie bije, ale tej babie należy się dokładny wpierdol. Wydaje mi się, że gdyby choć raz Januszek odważył się jej dać porządny łomot no to byłoby po problemie. Podchodzi do mnie moja ukochana i siada mi na kolanach.
— Czy ty udajesz, że nie widzisz czy co? — Pyta mnie, a mnie ogarnia przerażenie.
     O chuj jej może chodzić? Zaraz... To pewnie zagadka, która będzie znowu trudna do rozszyfrowania. Czy chodzi jej o nowy makijaż? Może ma na myśli nowy kolor włosów? Tak mi się zdaje, że dzisiaj jakby nieco jaśniejsze ma te włosy. Może to tylko przez słońce? No nie jestem pewien. Dobra ryzykuję.
— Kochanie czy ty przypadkiem nie rozjaśniłaś sobie włosów?
— Oj ty głuptasie mój... Czy ty nie widzisz w czym ja muszę dzisiaj chodzić ubrana?
     Czy jej chodzi o sukienkę, którą ma na sobie? Nie rozumiem co ona od niej chce. Stonowana, dopasowana. Normalnie nic dodać, nic ująć.
— Albert ja nie mogę chodzić dłużej w tej samej sukience! Czy ty wiesz ile ja już ją mam? Kupiliśmy ją w zeszłym miesiącu i gdy wychodzę na spotkania z Anetą i jej głupimi koleżankami to wypominają mi, że ta sukienka była modna, ale dwa miesiące temu...
— Skoro tak ci to wypominają, a ty w dodatku uważasz, że są głupie to dlaczego w ogóle razem wychodzicie? Nie lepiej by było gdybyś wyszła na miasto czasami z kimś innym?
     Jezu co ja powiedziałem najlepszego? Nie chcę aby wyszła na miasto z jakimś innym osobnikiem mojej płci. Jeszcze tego by brakowało żeby jakiś wylansowany, stary dziad albo może jakiś nastolatek przystawiał się do mojej Anastazji. No nic, mam nadzieję, że nie przyjdzie jej nic takiego do głowy, a z resztą to mądra dziewczyna. Już niech lepiej wychodzi sobie z tymi koleżankami.
— Słuchaj misiu, jak tylko moi rodzice odjadą to pojedziemy do tej galerii i kupimy coś nowego dla mnie co ty na to?
— Nie ma sprawy kotku, dla ciebie wszystko...
     Eh... W co ja się wpakowałem? Ta jej walnięta matka, zawsze biedny Januszek i ona sama już poczyna mnie wkurwiać. No ale kocham ją w sumie. Trzeba sobie to życie jakoś ułożyć. Każdy z moich chłopaków ma jakąś swoją wybrankę. Nie jestem gejem jak coś. Mam na myśli moich współpracowników.
     Stoimy przed szklanymi drzwiami wielkiego architektonicznego kolosa. To miejsce gdzie ona traci głowę, a ja tracę nerwy. Niestety, ale tylko jeden krok dzieli mnie od wkroczenia na teren tej galerii handlowej, na teren wroga... Nie powiedziałem wam wszystkiego. To nie jest tak, że nie lubię tutaj przychodzić bo nie cierpię zakupów. Właścicielem galerii jest niejaki Przemek. To "Przemek skurwysyn". Ani ja ani moi ludzie nie lubimy go. Ściągał haracz  z biednych rodzin z dziećmi, a także zabił swoją żonę i córkę. Nie trawimy takiego zachowania w tym zawodzie. Wiem, że pewnie wielu z was nie będzie traktować tego jako zawód, ale z tego ja i moi ludzie żyjemy. To nasz chleb powszedni. Może głupio to zabrzmi ale kochamy to co robimy trzymając się pewnych zasad. Czy zwykły zjadacz chleba z krzywym ryjem takim jak ja, mógłby dostąpić królestwa obok takiej niewiasty jak Anastazja? Otóż bez grubego portfela i białego Mercedesa to nie. Taka jest smutna prawda. Anastazja oprócz tego, że chce abym jej kupował często jakieś ubrania czy inne rzeczy to czuję w niej coś więcej. Sądzę, że to wyjątkowa kobieta. Wyjątkowe ciało i wyjątkowy rozum. No mogłaby być ideałem gdyby tylko nie chodziła tyle do tych butików i nie trzymała sztamy z ojcem Przemka. Tak tu jest pies pogrzebany... 8 lat temu ojciec tego skurwysyna załatwił jej pracę w biurze korporacji handlowej. No dziewczyna dobrze zarabia, a nawet szykuje jej się awans, ale co z tego jak cały czas ma kontakt z tym cwelem.  
— Co sądzisz o tej misiu?
— W tej mogłabyś chodzić na spotkania ze swoimi koleżankami.
— A w tej gdzie mogłabym chodzić według ciebie?
— Nigdzie, w tej byłabyś tylko dla mnie na wyłączność
— Jejku jaki ty jesteś romantyczny Albercik
     Staram się być romantyczny ale mi to nie wychodzi. Co mam jej powiedzieć jak stawia mnie w podbramkowej sytuacji? Dobra już nieważne czy się spalę czy nie. Ważne aby ją chronić, aby mieć oczy dookoła głowy. Uwierzcie mi, że gdy człowiek skupia się na tym aby jej ukochanej nie stało się nic złego to nie ma czasu na wymyślanie jakichś słodkich gadek. W tej galerii ona jest najbardziej narażona na niebezpieczeństwo.  
     Podchodzimy do kasy. Wybrała długą, różową suknię. Bardziej podobała się jej tamta stonowana ale ja postawiłem na swoim.
— 490 zł proszę pana — mówi do mnie ekspedientka
     To ma być szantaż czy co? Oczywiście jej tego nie powiedziałem. Całe szczęście. Ach jestem przewrażliwiony. Niedługo popadnę w depresję. Wyciągam z kieszeni portfel i kładę na ladę 5 stówek.
— Polecam państwu nasze wkładki do butów, mamy je teraz w promocji
— Nie, dziękuję!
     Kurwa jak ja tego nienawidzę... Właśnie dla tego unikam takich miejsc. Już wszystko wydawało się być okey kiedy nagle zza pleców Anastazji wychyla się jakiś facet z nożem. W mojej głowie pojawia się najgorszy scenariusz, że przystawi jej ten nóż do gardła. Właśnie tak zrobił...
— Zostaw ją i rzuć ten nóż na podłogę! — daję mu doraźnie do zrozumienia jednocześnie wyciągając z pod marynarki mojego Colt'a 1851 Navy.  
     Dla osób, które mogą nie kojarzyć to pistolet jakiego używał Kevin Costner w filmie "Dances with Wolves". Wiem, że nie jest to może nówka sztuka, ale lubię tę broń. Lepiej nosić ze sobą schowany, mały pistolet niż latać niczym jebnięty Przemek z shot gun'em przed posterunkiem policji. On potrafi schować broń tak jak wszystko. Schować i nie znaleźć. Tylko ostatni głupek potrafiłby schować forsę z haraczu i zapomnieć gdzie jest.  
— Twój szef nie będzie zadowolony Albert — Mówi do mnie gościu z nożem trzymając moją dziewczynę
— O co ci chodzi?  
— O ten tramwaj co nie chodzi kurwa!
     Oho... Teksty na poziomie typka z pierwszej klasy liceum albo laski, która uważa się za inteligentną i chce zabłysnąć. Z kim mi to przyszło mieć do czynienia...
— Nie wiem o chuj ci chodzi ale puszczasz teraz dziewczynę, a jeśli nie to strzelę ci teraz w kolano po czym się przewrócisz, Anastazja będzie wolna, a ty będziesz prosił o karetkę
     Nie czekałem chwili dłużej tylko oddałem strzał w jego kolano. Anastazja była w szoku. Straciła przytomność. Gdyby nie ona to nie wzywałbym tej karetki tylko kazałbym się temu gościowi wykrwawić no ale kiedy pogotowie przyjedzie to opatrzą i jego. Pewnie zastanawiacie się jak sobie poradzę i jak to wszystko wytłumaczę, przecież zaraz zaroi się tutaj od policji. Spokojnie... Już mnie tam nie ma. Siedzę w kiblu i zmywam z siebie krew. Wyciągam papierosy. Wkładam fajkę do ust i się zaciągam. Czuję jakbym odlatywał a przecież to tylko zwykła nikotyna.

2 komentarze

 
  • YankoWojownik

    YankoWojownik · 28 maja

    Niezły klimat. Wykorzystane  słownictwo mi się podoba. Może  opowiadanie trochę (jak dla mnie) młodzieżowe, ale ciekawi i wciąga. W miarę czytania coraz to bardziej.

  • panscenarzysta

    panscenarzysta · 22 kwietnia

    Już niedługo pojawi się kolejna część