Alfabet #Z

Alfabet #Z

Agnieszka wypaliła szybkiego papierosa. Według telefonu powinna już wrócić do pracy, jednak nie miała na to siły. Zresztą tak samo jak każdego dnia. Zegar wskazywał 12.15, lecz czuła jakby dochodziła 22.  
- Aga, cholera, długo jeszcze mam czekać? - zawołała szefowa. Agnieszka zgasiła papierosa, wgniatając go w ziemię. Stanowił jedyną rzecz, którą mogła zmieszać z błotem.  
- Idę. - wróciła za ladę, zmieniając sterczącą tam samicę wieloryba o mózgu wypranym przez telewizję do poziomu szympansa. Owo zagubione ogniwo ewolucji pełniło zaszczytną rolę właścicielki burdelu, w którym obecnie przebywały, a który eufemistycznie nazywano sklepem brafiterskim.  
- Nareszcie. Aha, zapomniałabym. Ktoś zostawił list w drzwiach. Sądząc po napisie, chodzi o ciebie.  
Szympans wielorybi podał kobiecie zaklejoną kopertę. Nie było na niej nic oprócz pełnego nazwiska Agnieszki. Otworzyła zaintrygowana. Wewnątrz znalazła zaproszenie.  

***

Bartek ziewnął, opierając głowę o skórzane oparcie fotela. Zamknął oczy zmęczone ciągłą obecnością monitora. Nadeszła chwila odpoczynku, nim przyjdzie kolejny klient z absurdalnymi żądaniami, których on, jako dyrektor generalny spółki, nie będzie mógł spełnić. Rozmasował skronie okrężnymi ruchami. Potrzebował czegoś, co pomoże mu przetrwać ten dzień. Wybrał pierwszy numer z listy najczęściej wybieranych kontaktów. Obojętne sygnały, wydawane przez telefon, wpędzały go w panikę.  
- No odbierz wreszcie… Proszę…  
- Tak, kochanie? - głos Uli momentalnie poprawił mu nastrój. Byli małżeństwem już sześć lat, ale wciąż kochał ją typowo szczeniackim uczuciem. Swoją cudowną, różowowłosą dziewczynę.  
- Chciałem cię usłyszeć.  
- Ciężki dzień? - spytała domyślnie.  
- Nawet nie wiesz jak ciężki. Ale, powiedz lepiej, co u ciebie?  
- Wszystko w porządku. Generalnie, bez fajerwerków. Byłam u Zameckich. Prawdopodobnie uda mi się przejąć nieruchomość polubownie. - powiadomiła nieustraszona prawniczka. Bartek uśmiechnął się, wyobrażając sobie żonę w obcisłym czarnym kostiumie, który zakładała jako dywersję. Biedni Zameccy. Prawdopodobnie puściła ich z torbami, a oni przystali na to radośnie. - Jestem już w domu i znalazłam coś ciekawego w skrzynce. Miałam ci powiedzieć wieczorem…  
- Co znalazłaś? - zapytał, czując nagłą suchość w gardle.  
- Zaproszenie.  
- Zaproszenie? - powtórzył, czując schodzące napięcie.  
- Na zjazd absolwentów. - dokończyła Ula.  

***

- Nie, nie i jeszcze raz nie. - rzucił Czesiek, siląc się na spokój. Nienawidził niekompetencji oraz niedbałego podejścia, a właśnie z nimi miał do czynienia. - Zobacz sobie ten montaż. Co to jest? No? Zadałem ci pytanie!  
- Przepraszam. Poprawię…
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie! - wrzasnął rozsierdzony. Przerażony montażysta nie potrafił wydusić ani jednego słowa. Oliwier posłał Cześkowi uspokajające spojrzenie. - Lepsze cięcia robiłem piętnaście lat temu, kiedy nagrywałem daily vlogi, rozumiesz?
- Tak, szefie.
- Popraw ten zasrany materiał. Za dwie godziny chcę mieć go u siebie na biurku, jasne? - rozkazał Czesiek. Pracownik wyrwał pendrive’a, biegnąc do pracowni.  
- Nie denerwuj się tak. - powiedział cicho Oliwier.  
- Prowadzimy poważną agencję reklamową, a nie firmę produkującą obornik. Tu nie ma miejsca na gówno. - kontynuował narzekanie. Oliwier rozluźnił spięte ramiona partnera przyjemnym masażem.  
- Oj, no już… Młody jest, uczy się…
- Pracuje od roku. Okres ochronny dobiegł końca. - warknął Czesiek. Był mniej zły, nadal jednak odczuwał silne poirytowanie.
- Myślałeś o zaproszeniu?
- Zjazd absolwentów w Tatrach Zachodnich? Miejscowość, której nazwę widzę pierwszy raz w życiu? Weekend na totalnym odludziu? Absolutnie nie. Tam nawet nie ma zasięgu.
- Nie jęcz. Przyda się nam taka odskocznia. Może przestaniesz rozmawiać z Iphonem, a zaczniesz ze mną, hm? - przekonywał Oliwier.  
- Jeśli bardzo chcesz to pojedziemy. - oświadczył Czesiek, kapitulując pod ostrzałem argumentów z gatunku emocjonalnego szantażu.  
- Bardzo chcę.  

***

Filip kończył porządkować stanowisko pracy. Probówki, palnik, zlewka… Wszystko idealnie poukładane. Precyzja godna maszyny. Wyłączył światła i opuścił laboratorium. Naturalnie był ostatnim, prócz ochrony, pracownikiem opuszczającym budynek. Odpalił swoje snobistyczne audi, jadąc do równie snobistycznego apartamentu. Nowoczesne, w pełni zautomatyzowane dziewięćdziesiąt metrów kwadratowych powitało go zapachem świeżo podgrzanej pizzy. Inteligentny piekarnik świetnie zastępował kucharkę. Zjadł kawałek, oddając sporą część, baraszkującym szczurom. Przyglądał się, jak biegają po ogromnej klatce. Lubił oglądać ich ruchliwe ciałka, wykonujące karkołomne  akrobacje. Odnajdował w tym widoku spokój. Teraz jednak miał inne zajęcie. Białe zaproszenie wołało o jego uwagę. Próbował je rozgryźć od momentu otrzymania. Lakoniczna treść, brak informacji, dotyczących organizatorów, kosztów, itepe itede. Jedynie adres pensjonatu położonego w czarnej dziurze, gdzie diabeł mówi dobranoc. Po wygooglowaniu mieściny, natrafił na skargi mieszkańców. Podobno, pomimo XXI wieku, oni żyli w XIX. Kiepsko z prądem, kiepsko z kanalizacją, o zasięgu nie wspominając. Interesujące miejsce. Wystarczająco interesujące, aby wziął pierwszy od pięciu lat urlop.  

***

Grzegorz wytarł pobrudzone smarem ręce w losowo chwyconą szmatkę. Zamierzał opuścić warsztat nieco wcześniej, ponieważ postanowił wyjechać. Zjazd absolwentów stanowił dobrą okazję do skonfrontowania wspomnień z rzeczywistością. Grześka szalenie ciekawiło, jak się innym powiodło. Jemu nie najgorzej. Był mechanikiem w warsztacie ojca. Zarabiał dość, by żyć na całkiem niezłej stopie. Nie były to kokosy, ale starczało spokojnie.  
Wrócił do wynajmowanej kawalerki urządzonej w oszczędnym, męskim stylu. Od czasów szkoły był sam. Znaczy, miewał jakieś kobiety, ale raczej jako przelotne, często jednonocne znajomości. Po odejściu Izy wszystkie jego związki szły w drzazgi, jakby ciążyła na nim klątwa. Iza... Nie powinna go obchodzić, z pewnością była czyjąś żoną i matką. Pomimo tego  pragnął ją spotkać. Zobaczyć. Zapytać o pracę, pogodę, czy inne gówna. Spakował szczoteczkę do zębów, parę ubrań, standardowo narzędzia, golarkę… Przekręcił kluczyk w stacyjce gnany marzeniami.  

***

Hania wolnym krokiem obeszła górski domek. A konkretniej DOM. Było tu dziewięć sypialni o najróżniejszych kombinacjach łóżkowo-łazienkowych, spora jadalnia, kuchnia oraz siłownia. Po dalszych poszukiwaniach odkryła jeszcze salonik z kominkiem i mnóstwem książek. Nigdzie nie znalazła telewizora. Lampy częściej widywała naftowe niż normalne, jedyną zaś zdobycz techniki stanowiło radio na baterie. Rzeczywiście, niezwykle klimatycznie. W czasach, w których każdy podąża ślepo za swoim telefonem, taki domek był znakomitą odmianą. Absolwenci zostaną wręcz zmuszeni do tradycyjnych rozmów face-to-face. Dobrze. Pomysł świetny. Wybrała sobie pokój na samej górze - morski, z akcentami fioletu. Naprzeciwko ‘jej’ łóżka wisiało przedziwne malowidło, przedstawiające fiołki zamknięte w klatce. Wyobraźnia artystów zawsze ją zadziwiała. Położyła się wygodnie, zastanawiając się, kiedy dotrą kolejni zaproszeni, bo chwilowo tkwiła tu sama.  

***

Iza sączyła kawę niezwykle powoli, spoglądając w tablicę odjazdów. Pozostało jej dwadzieścia minut czekania. Zastanawiała się, dlaczego postanowiła pojechać. Przecież to nienormalne. Nie tęskniła za nikim szczególnie. Cóż, może rozwód i cały ten procesowy syf namieszał jej w głowie. Faktem jest, że potrzebowała przerwy. Męczyło ją dzielenie majątku, wyrywanie sobie każdego strzępka własności z zachłannych rąk. Skończy jak w teledysku Maroon 5. Tam kobieta zabrała nawet złotą rybkę. Dlaczego zawsze musiała trafiać na samych debili? Iza odebrała smsa. Prawnik przypominał o jej rozprawie rozwodowej. Tydzień. Tyle dzieliło Izę od upragnionej wolności. Póki co, planowała spędzić weekend z dawnymi znajomymi. Będą wspominać stare dobre czasy, dzięki czemu sama poczuje się nieco młodziej. Niczym w klasie maturalnej, gdy jedynym zmartwieniem było uzyskanie trzydziestu procent z matematyki. Dopiła kawę, po czym pociągnęła walizkę wzdłuż dworca. Odnalazła właściwe stanowisko, rozpoczynając nerwowy rytuał oczekiwania. W końcu przyjechał rozklekotany minibus, wybitnie nie zachęcający do wejścia. Kupiła bilet, zajmując miejsce przy oknie. Ryk silnika uniósł kobietę ku krańcom cywilizacji.  

***

Asia zamknęła puderniczkę z głośnym trzaskiem. Przeciągnęła usta błyszczykiem, kątem oka dostrzegając zmianę światła na zielone. Ruszyła gwałtownie, zanim jadący równolegle kretyn, zwolnił hamulec. Uśmiechnęła się pod nosem. Mężczyzna był wyraźnie niezadowolony, że kobieta zostawiła go w tyle. Przyśpieszyła ostro, rozkoszując się dźwiękami muzyki. Zastanawiało ją, jak żyją jej dawni koledzy. Wiedziała, że Bartek pracował na wysokim stanowisku w firmie Piotra i jej taty. Jego żona, Ula została prawniczką. Sylwia zajęła się modelingiem. Z pozostałymi, Asia nie umiała złapać kontaktu. Sama poradziła sobie nieźle. Po ledwo zdanej maturze i rzuconych studiach nikt nie wróżył jej świetlanej przyszłości. Zrobiła kursy doszkalające, a także założyła blog. Wtedy nastąpił przełom. Kariera dziewczyny potoczyła się istną lawiną. Oferty współpracy od dużych marek, zaproszenia do programów telewizyjnych, coraz większa rozpoznawalność i tytuły trendsettera Polski oraz jednej z najlepiej ubranych Europejek. Miała udane życie. Nawet bardzo. Zjazd Absolwentów był świetną okazją, by to innym powiedzieć. Tylko dlaczego musieli wybrać taką ruderę?  

***

Kamil kończył wertować akta dłużnika. Elektroniczne archiwa powinny zostać wprowadzone pięć lat temu, ale naturalnie nie tutaj. Tu nadal obowiązywały, pełne kurzu i roztoczy, papierowe teczki z adresami wypisanymi markerem. Do dupy to wszystko. U sprawdzanego petenta też było do dupy. Nie uniknie wizyty komornika. No chance. Kamil przekazał zainteresowanemu pesymistyczny, wręcz apokaliptyczny scenariusz dotyczący gospodarstwa domowego. Bluzgi, krzyki, bluzgi… Musiał odsunąć słuchawkę na bezpieczną odległość, żeby ratować swój słuch. Szczęśliwie, dziś był ostatni dzień pracy… Przed wyjazdem. Jeszcze tylko parę godzin. Zadziwiająco cieszyła go perspektywa zobaczenia swojej klasy po tylu latach. Zresztą jego terapeuta również optował za ‘zmianą otoczenia’. Tatry brzmiały idealnie. Kamil odniósł akta do zakurzonego archiwum, zerkając niecierpliwie na okrągłą tarczę zegara. Jeszcze trzy godziny. Potem szybki obiad, zmiana stroju, pakowanie walizki i długo wyczekiwany odjazd.  

***

Leon kontemplował gości, kontemplujących nową wystawę jego galerii. Uwielbiał oglądać koneserów sztuki w akcji.  
- Das ist fabelhaft! - oznajmił zachwycony Niemiec, który studiował jeden z obrazów od ponad godziny.  
- Danke schön. - odparł płynnie artysta. Często gościł zagranicznych mecenasów, dlatego opanował w stopniu komunikatywnym niemiecki, francuski oraz hiszpański. W razie kłopotów pozostawał mu angielski. Lubił myśleć o sobie jako o światowcu, człowieku renesansu. Zdobywanie umiejętności stanowiło jego uzależnienie. Pogawędził chwilę z Niemcem, po czym gładko przeszedł do dwójki Brytyjczyków. Kupili abstrakcję, przedstawiającą chaos pierwotny za miłą kontu cenę piętnastu tysięcy euro. Bycie uznanym artystą zdecydowanie umożliwiało wygodne życie, nawet w tak skomputeryzowanej erze. Zadowolony z transakcji poprosił asystentkę o kawę, obrzucając dziewczynę uważnym spojrzeniem. Założyła kobaltową sukienkę uzupełnioną wysokimi szpilkami w tymże kolorze. Jasne włosy beztrosko rozpuściła, a zamiast zwyczajowych okularów wybrała szkła kontaktowe.  
- Czyżby randka po pracy? - zagadnął ją ciekawie. Popatrzyła na niego speszona, zanim wydusiła krótkie:
- Nie… Czemu?  
- Ponieważ wyglądasz… Inaczej. - odpowiedział. Uśmiechnęła się delikatnie, niosąc mu kawę.  
- Ładnie? - zapytała przebiegle.  
- Wyjeżdżam dzisiaj. Musisz ogarnąć sprawy w galerii do mojego powrotu. - mruknął, burząc intymny nastrój flirtu. Dziewczyna spuściła wzrok zawiedziona.  
- Oczywiście.
- Wspaniale. Za kawę dziękuję. - powiedział do oddalającego się echa niebieskich obcasów.  

***

Maciek wypił trzeciego pod rząd shota. Nie radził sobie z niczym.  
- Jeszcze jeden. - zażądał twardo. Barman nalał mu bez słowa. Maciek połknął alkohol błyskawicznie, czując jak rozpala jego gardło kłującym ciepłem. Stanął niepewnie na lekko chwiejnych nogach. Zawsze miał słabą głowę. Chłód nocnego powietrza nieco go orzeźwił, a przynajmniej pomógł mu wrócić do domu. Jego piękna WAG (właściwie tylko W) czekała wściekła niczym harpia przy kuchennym stole.  
- Podobno wyleciałeś z klubu! - powitała go dawką pretensji.  
- Nie dzisiaj, proszę… - jęknął wpółprzytomnie.  
- A kiedy?! Czy ty piłeś?!  
- Kochanie…  
- Wiesz co?! Jesteś żałosny! Śpij sobie sam!  
Maciek padł niemal martwy na skórzaną kanapę. Przed zaśnięciem dostrzegł białe zaproszenie, nad którym miał pomyśleć. Bezbronna biel kartki zaciążyła na jego opadających powiekach. Absolwenci. Zjazd. Tatry. Wszystko odpłynęło w ciemność.  

***

Natalia przystanęła niepewnie przed modernistycznym gmachem galerii. Odkąd wróciła do Katowic, omijała budynek szerokim łukiem. Dopiero dzisiaj zdecydowała się tu przyjść. Spacerowała  wśród obrazów, odrobinę onieśmielona.  
- Mogę jakoś pomóc? - zapytała ją młoda dziewczyna w efektownej, niebieskiej sukience.  
- Ja… Właściwie tak. Chciałabym porozmawiać z właścicielem.  
- Jest pani umówiona?  
- Nie, ale jestem znajomą Lea. - wyjaśniła. Błękitna cizia obrzuciła Natalię podejrzliwym spojrzeniem.  
- Przykro mi, ale pan Skarecki wyjechał na weekend. - poinformowała ją oschle.  
- Cóż...Zatem… Dziękuję. - mruknęła Natalia zawiedziona. Czyżby Leon postanowił uczestniczyć w zjeździe absolwentów? Nie spodziewała się tego po nim. Popędziła do domu, wywalając zawartość szafy. Odrzuciła z miejsca staropanieńskie, nieco babciowe łachy. Praktyczne rzeczy odpadały. Zamiast nich wybrała swoje ulubione ciuchy, które zawsze pomagały jej oszukać rzeczywistość i sprawdziła dostępne połączenia.  

***

Paulina przejrzała zdjęcia. Tatry były piękne o tej porze roku. Zaśnieżone szczyty, czarne pasy iglastych drzew oraz rozsiane zupełnie przypadkowo światełka domów. Subtelny krajobraz upstrzony śladami człowieka niczym łąka kwiatami. Tak to opisze w najnowszym reportażu. Słyszała, że czeka ją ostra agroturystyka, dlatego zapobiegawczo uzbroiła się w notes. Spojrzała na stary, zasilamy potężną baterią GPS, według którego pensjonat powinien być tuż tuż. Wreszcie dostrzegła duży, drewniany budynek, przywodzący na myśl dawne dworki - typ Soplicowo. Zrobiła jeszcze kilka zdjęć, po czym nacisnęła dzwonek. Brak jakiejkolwiek reakcji zmusił kobietę do użycia staromodnej kołatki. Drzwi otwarły się z cichym, charakterystycznym dla horrorów skrzypieniem.  
- Hania? - rzuciła Paulina zaskoczona.  
- Witaj, kochana. - Hania przytuliła dziennikarkę radośnie. Reporterka była lekko oszołomiona. Nie spodziewała się obecności TEJ osoby. Kto, do kurwy nędzy, wpadł na tak szalony pomysł? A co jeśli to właśnie Hania zorganizowała zjazd? Odludzie, brak prądu, zaproszenia bez podstawowych informacji…
Umysł Pauliny wskoczył na wyższe obroty.  
- Ktoś jeszcze przyjechał? - spytała, pozorując zwyczajność.  
- Tak, jest już Iza, Grześ, Asia i Kamil. Wchodź.  
Paulina, nieco uspokojona, przekroczyła drewniany próg niby prywatny Rubikon.

***

Rafał oddał telefon do pudełka po butach. Oprócz jego skromnego modelu, leżała tam pokaźna kolekcja godna każdego renomowanego serwisu. Przekazał pudełko dalej. Oliwier oddał dwa nadgryzione jabłka, chrząkając wymownie.  
- Czy to naprawdę konieczne? - mruknął niechętnie Czesiek, wyciągając jeszcze jeden sprytnie ukryty produkt Apple’a.  
- Absolutnie konieczne. Weekend bez elektroniki. - zarządziła Ula, będąca pomysłodawczynią zamknięcia telefonów pod kluczem. - Będziemy całkowicie zajęci sobą i wspomnieniami.  
- Jakby było co wspominać. - burknął Leon.
- Ależ jest. - wtrąciła natychmiast Natalia. Rafał uśmiechnął się samym kącikiem ust. Obserwowanie klasowej menażerii nigdy go nie znudzi.  
- OK, zamykam telefony w tej oto szafce, a kluczyk doczepiam do łańcuszka. Jesteśmy wolni! - zakomenderowała Ula wśród burzy oklasków.  
- To… Co teraz? Pijemy, czy PIJEMY? - zaproponował Grzesiek.  
- Zdecydowanie PIJEMY. - odparł Bartek. Kilkoro głosów go poparło. Asia sięgnęła po butelkę, która krążyła od ust do ust niczym fajka pokoju.  
- No dobra, przyznać się, kto to wszystko zorganizował? - zapytał Rafał dociekliwie.
Odpowiedziała mu cisza.  

***

- Nie my. - oświadczyła Sylwia w imieniu swoim i Tadka. Oparła głowę o ramię partnera. Odczuwała niespodziewaną przyjemność. Dawno nie miała okazji odetchnąć od świateł wielkich miast. Los Angeles, Mediolan, Paryż, Berlin, a ostatnio Nowy Jork. Wszystkie te wyprawy wywoływały swoiste zmęczenie materiału. Tadek niejednokrotnie robił jej wyrzuty z powodu ciągłych wyjazdów.
- Na mnie nie patrzcie. - rzucił Kamil profilaktycznie.  
- Hania była tu pierwsza. - zauważył przytomnie Filip.  
- Ale to nie ja! - zaprzeczyła kobieta błyskawicznie, potrząsając spiętymi w koński ogon włosami.  
- Bartka pewne też nie ty zamknęłaś! - krzyknęła Agnieszka, wyraźnie wyprowadzona z równowagi.  
- Nie wracajmy do tego, proszę. Nie spotkaliśmy się, żeby rozdrapywać stare rany. - spróbował załagodzić sytuację Bartek.  
- A może właśnie po to zostaliśmy zaproszeni. - wtrącił dramatycznie Rafał. Sylwia westchnęła w duchu. Zachowywali się jak łowcy duchów, czy inne świry.  
- Chodźmy stąd. - poprosiła cicho Tadka. Skinął twierdząco, więc wyszli niepostrzeżenie - para nienasyconych sobą nastolatków w obawie przed przyłapaniem.  

***

Wojtek popatrywał po twarzach dawnych klasowych kolegów i koleżanek. Wydorośleli. Porobili kariery, zdobyli pieniądze oraz wytłoczyli własne ślady węglowe. Słowem: żyli.  
Jakże inni! Jakże tacy sami! Dyskutowali zawzięcie o rzeczach bez znaczenia, zapominając o kwestiach najważniejszych.  
Niczego innego nie mógł oczekiwać… Byli kolejnymi literami alfabetu - bezużytecznym gównem do zapełniania rządowych statystyk. Lecz, mimo wszystko, głęboko wierzyli, że potrafią zmienić świat. Grupa abstrakcyjnie przypadkowych jednostek obdarzonych zdolnością składania zdań złożonych. Homo sapiens.  
Przypomniał sobie ostatnią rozmowę, z Filipem. Tę, którą odbyli podczas studniówki.  Filip porównał ludzi do szczurów. Ciekawe, czy siebie również policzył jako jednego z gryzoni? Chociaż nie, on jeden był mądrzejszy niż reszta… Być może nawet dorównywał Wojtkowi. Inaczej nie poruszałby tematu nieuchwytności mordercy Estery, właśnie przy nim. Pierdolony kujonek i jego wkurwiająco słodka siostrzyczka.  
Czy Wojtek kiedykolwiek żałował tego, co zrobił? Chyba nie. Wykorzystał zamieszanie. Nie znał Estery. Albo raczej znał ją tak słabo, iż nikomu nie przyszło na myśl łączenie go z jej śmiercią. Zakpił z nich, odgrywając rolę nieudolnego podrywacza, spoko ziomka, przeciętnika… Oszukał wszystkich za wyjątkiem Filipa. On niemal go przejrzał… Niemal, bo nie doszło do żadnego grande finale. Nikt nie rzucił rękawicy i nikt jej nie podniósł. Zwiódł go perfekcyjnie zbudowaną fasadą ‘chłopaka z sąsiedztwa’. Zmylił trafnie udanym współczuciem…
Wygrał. Rzucił wyzwanie życiu i wygrał. Pośród zgromadzonych liter lśnił jak złota głoska. Zaprosił ich tutaj, chcąc jeszcze raz wyzwać los.  
Poczuł czyjś wzrok równie intensywny, co ukłucie osy. Odwrócił głowę, by skrzyżować spojrzenia z rycerzem drugiej strony, ze swoją nemezis, z komiksowym arcywrogiem. Uśmiechnął się. Filip oddał uśmiech. Czas potasować karty.
Litery ustąpiły miejsca królom, damom, asom, waletom i jokerom. To będzie fascynujący weekend.

***

Dziękuję wszystkim czytającym, szczególnie tym, którzy na samym czytaniu nie poprzestali i ‘szkrobnęli’ parę słów otuchy. Mam nadzieję, że taka forma zakończenia Wam odpowiada. Bardzo chciałam uwzględnić każdego bohatera krótkim wejrzeniem w jego/jej/ich dorosłe życie. Raz jeszcze dziękuję i kłaniam się nisko!

1 445 czyt.
100%207
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne i dramaty, użyła 3463 słów i 21179 znaków, zaktualizowała 14 sty o 19:07

Komentarze (7)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • AuRoRa

    AuRoRa 6 wrz 2018

    Doskonały dobór bohaterów, rozwiązana zagadka, ich dalsze losy nakreślone po trochu. Wszystko razem tworzy niepowtarzalny alfabet emocji i historii. Gratulacje pomysłu, wyszedł by z tego dobry serial, albo film   Przyjemnie się czytało i z ciekawością do samego końca.

  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 13 lut 2018

    Obiecałam i jestem jak Ty to wszystko pięknie uknułaś aż żal mi zadek ściska, że się nie dowiem co było dalej Piękne opowiadanko, brawo dla Ciebie      

  • Fanka

    Fanka 5 lut 2018

    Świetne zakończenie    
    Mega wymyśliłaś zakończenie! Od A aż do Z było mega wciągające i czekało się niecierpliwie na kolejną część !

  • AlexAthame

    AlexAthame 3 lut 2018

    Byłem z Tobą od początku aż do końca. Dzieki za piękny kawałek dobrego pisania   

  • CzarnaKama

    CzarnaKama 3 lut 2018

  • Duygu

    Duygu 3 lut 2018

    Ha! Mówiłam, że będzie wielkie, piękne BUM!    Bardzo mi się spodobało, że o każdym napisałaś coś istotnego i dojrzałego w Zakończeniu. Większość bohaterów osiągnęła sukces. Ty, również, kochana    Wspaniałe opowiadanie, wyśmienicie się czytało  

  • agnes1709

    agnes1709 3 lut 2018

    Pięknie, choć mały niedosyt jest. I co teraz? Proponuję jakiś dramat (wybacz, ale jak to ja - dramaty i dramaty, ple, ple, ple...).  Przemyśl propozycję i dzięki za super czytadło