Alfabet #E

Alfabet #E

Estera nałożyła czwartą warstwę tuszu na długie, podkręcone zalotką rzęsy. Setny raz przeczesała blond grzywę godną Simby. Naciągnęła dekolt obcisłej bluzki tak, by uwidocznić koronki, wypchanego gąbką po brzegi, push up’a. Jeszcze błyszczyk, parę muśnięć pudrem, szpilki i…  
-Tato, wychodzę!  
-Ubrana w ten sposób? - zapytał mężczyzna, rzucając córce ostre spojrzenie sponad grubych oprawek okularów.
-Jaki sposób?- Estera zerknęła w swoje lustrzane odbicie. Chabrowa mini podkreślała jej długie, opalone nogi. Beżowe sandałki na wysokiej szpilce uatrakcyjniły wyćwiczone tańcem łydki.  
- Zostajesz.
- Tato!  
- Bez dyskusji.
- Jestem dorosła…
- Ale mieszkasz w moim domu!
- Wrócę rano. - oznajmiła, zupełnie nie przejmując się słowami ojca.
- Estera! - sięgnęła po klucze. Mężczyzna spoglądał bazyliszkowo, jednak nie opuścił poduszkowego legowiska kanapy. - Estera, wracaj!!!
- Pa, tato.  
Wyszła pośpiesznie, przyciskając kilkakrotnie czerwony guzik windy. Znalazłszy się przed klatką, przystanęła w oczekiwaniu. Wieczór był ciepły, jakby rozgrzany wspomnieniem całodniowego upału. Bijąca od miasta łuna świateł skutecznie przyprawiała gwiazdy o niewidoczność. Jedynie księżyc wisiał filmowo duży. Estera miała cichą nadzieję, że nie tylko on będzie dziś hollywoodzko idealny. Dziewczyna zadrżała, gdy czarny motor wjechał w uliczkę. Pojazd z głośnym rykiem silnika, wzburzył chmurę kurzu, zatrzymując się tuż przed nią.  
- Gotowa na przejażdżkę?- zapytał motocyklista, zdejmując kask.  
- Zawsze. - odparła. Chłopak pomógł jej wsiąść. Ostrożnie przywarła do jego umięśnionego ciała. Kolejne minuty mogła określić mianem boskich. Lekka bryza muskająca jej skórę, ciepło Maćka oraz zapach pizzy. - Gdzie jesteśmy? - wyjąkała, kiedy motor stanął na porosłym trawą wzgórzu. Poniżej miasto migotało setkami świateł. Wokół panowała cisza, a jedyną oznakę cywilizacji stanowiła dwupasmowa droga, sunąca niczym szara gąsienica poprzez wczesnoletnią noc.  
- Za miastem. - odpowiedział filar szkolnej drużyny. Rozkładał właśnie duży kraciasty koc, ukryty wcześniej w jakimś zakamarku pojazdu. - Rozgość się.  
Usiadła, pozwalając, by spódniczka zawędrowała jej nieco wyżej niż powinna. Cholernie liczyła na ‘coś więcej’. Oto nadeszła chwila, o której marzyła od kilku tygodni. Przygryzła wargę. Maciek otworzył butelkę czerwonego wina.
- Zaszalałeś… - stwierdziła, wyjmując mu z rąk wino.  
- Nie wziąłem kieliszków…  
- Jakoś sobie poradzimy, prawda? - upiła spory łyk, zatrzymując część słodkawego płynu w ustach. Rzuciła Maćkowi łobuzerski uśmiech, przywierając do jego warg. Alkohol opływał ich języki, dodatkowo wzmacniając pocałunek. - I jak?  
- Całkiem nieźle. - ocenił, po czym, nieco speszony, odsunął dziewczynę na odległość ramienia. Spróbowała znów go pocałować, lecz czekało ją rozczarowanie.  
- Co jest? - zapytała, nie pojmując nagłego dystansu, jaki między nimi powstał.  
- Nie mogę… Nie potrafię… - Maciek jąkał się totalnie zagubiony. Nie patrzył w stronę dziewczyny. Nie wiedziała, czy kieruje nim strach, czy też wstyd. Chciała mu pomóc, ale czuła wewnętrzną pustkę. Nic nie szło  po jej myśli.
- Ok. Nie to nie. Myślałam… Jesteś gejem?
- Coś ty, kurwa, powiedziała?! - warknął. Twarz chłopaka zaczęła się zmieniać. Estera uniosła ramię obronnym gestem. Wzdłuż jej kręgosłupa przeszedł dreszcz, pozostawiając szlak gęsiej skórki. Była sparaliżowana niby królik. Widziała tylko dłoń, pędzącą ku niej z szybkością sokoła. Krzyknęła, przyłożywszy butelkę do piekącego bólem policzka.  
- Ja żartowałam… Żartowałam… - powtarzała w kółko, jakby owa mantra mogła cofnąć czas.
- No bardzo, kurwa, śmieszne! - kolejny cios trafił ją w podbródek. Upadła na koc. - Zapamiętaj sobie, że nie jestem żadnym ciotowatym pedałem!
Płakała, zwinięta niczym embrion. Gorące, grochopodobne łzy powoli zmywały obficie nałożony tusz. Maciek wyszarpnął spod niej pled. Wylądowała na gołej ziemi. Łkała, nieruchoma niby szmaciana lalka. Silnik zaryczał. Chłopak odjechał w sinej smudze spalin. Leżała jeszcze dłuższą chwilę, oczekując nienadchodzącego przebudzenia. Wstała z zamiarem doczołgania się… gdziekolwiek  właściwie. Byle dalej stąd. Sandałki piły nieznośnie. Zdjęła je, biorąc do ręki. Droga zdawała ciągnąć się w nieskończoność. Estera czuła przejmującą potrzebę kontaktu. Zamienienia dwóch słów, uśmiechu, dotyku palców. Postanowiła zadzwonić. Wybrała ‘TATA’, ale połączenie zostało zignorowane. No tak, dziś przecież wielki mecz - el clasico, czy coś takiego. Noga za nogą, łykając wodospady łez, znalazła się na przedmieściach. Mijając rządek schludnych domków, wciąż zadawała sobie pytanie, co zrobiła źle. Dlaczego jej wymarzony wieczór zmienił się w koszmar? Zadzwoniła pod numer swojej psiapsi. Dorota nie odbierała. Ani Paulina. Ani Aśka. Pozostające bez odpowiedzi telefony, wywołały u Estery nowy atak płaczu. Potrzebowała z kimś porozmawiać, jednak nie było nikogo gotowego ją wysłuchać. Zrezygnowana usiadła na ławce. Naprzeciwko stał uroczy piętrowy domek w stylu the Sims. Starannie wypielony ogródeczek, równiutki chodniczek i jasno oświetlony ganek. Drzwi otworzyły się niespodziewanie. Wyszedł z nich chłopak, niosący worek śmieci. Jego sylwetka wydała się dziewczynie cokolwiek znajoma.  
- Dzień dobry?! - zawołała niepewnie.  
- Estera? - odparł znajomy głos Cześka. Odetchnęła. Jego obecność była niczym przysłowiowa szklanka wody na pustyni.
- Mogę mieć nietypową prośbę? - spytała, podchodząc do furtki. Światło ukazało jej rozmazaną twarz, rozwaloną wargę, zmiętoszone ubranie…
- Jezu… Co ci się stało? - wykrztusił Czesiek wyraźnie wstrząśnięty.
- Randka mi nie wyszła. Za mało wspólnych zainteresowań. - prychnęła.  
- Kurde… Zawiadomić policję, czy…
- Nie, nie trzeba. Chciałabym jedynie przekimać u ciebie. Wiem, że to dość niezwykłe…
- Jasne, wchodź. - chłopak otworzył furtkę, która skrzypnęła zapraszająco. - Powinienem naoliwić zawiasy.  
- Jest ok. Ogród wygląda ślicznie. - rzuciła Estera grzecznościowo.
- Babcia spędza tu pół życia. Uwielbia ten kawałek ziemi.  
- Twoja babcia…  
- Jest zdrowa. Spokojnie. Słyszałem, co mówią. - powiedział ze smutkiem. Estera zaklęła w myślach. Zachowała się suczo. Czesiek pozwala jej u siebie przenocować, a ona traktuje go jak potencjalnego psychola.
- Przepraszam.  
- Nie musisz. Rozumiem. Przez Zytę i to wszystko… Zmieniliśmy się.  
- Tak. Nic nie jest takie jak przedtem.  
Weszli do środka. Powitał ich ładnie wykafelkowany korytarz.  
- Po lewej jest łazienka. - pokierował ją nastolatek, bezbłędnie odgadując potrzeby dziewczyny.
- Dzięki.  
Skwapliwie skorzystała z zaproszenia. Obmyła twarz zimną wodą. Usunąwszy brudne ślady łez i przy okazji cały makijaż, poczuła się zupełnie bezbronnie. Związała włosy w kucyk, opierając głowę o lustro. Chłód szkła skutecznie pomagał wymazać ostatnie wydarzenia. Zamknęła oczy, zasłuchana we własne, zadziwiająco spokojne, tętno. Wokół ust utworzyło się kółeczko pary.
- Żyjesz? - rzucił Czesiek przez drzwi.  
- Tak. Już… Już wychodzę. - odparła. Przekręciła kluczyk, przywołując na twarz sztuczny uśmiech. Chłopak trzymał pękatą filiżankę.
- Napijesz się? - zaproponował troskliwie. Gorąca czekolada z dodatkiem wódki. Była Cześkowi cholernie wdzięczna. Pchana impulsem przytuliła chłopaka. Poklepał ją przyjacielsko po plecach.
- Dziękuję. - szepnęła.  
- Nie ma sprawy. Pościeliłem ci w salonie. Na łóżku masz jakąś koszulkę.
Estera ponownie podziękowała. Czesiek krótko przeszkolił dziewczynę odnośnie rozkładu domu i zniknął u siebie. Ubrała pachnący czystością T-shirt. Zgasiła światło, błyskawicznie zapadając w głęboki sen.

Obudziła się dość gwałtownie, pod wpływem niezidentyfikowanego dźwięku. Automatycznie sięgnęła po telefon. Ostry blask ekranu niemal ją oślepił. Przymrużyła oczy, próbując odczytać godzinę. 3:47. Opadła z powrotem na poduszkę. Już miała zasnąć, gdy znowu usłyszała hałas. Dobiegał spod schodów. Chrobot przetykany głuchymi uderzeniami.  



1 465 czyt.
100%239
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne i dramaty, użyła 1474 słów i 8521 znaków, zaktualizowała 14 sty o 18:36

Komentarze (9)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • AuRoRa

    AuRoRa 23 lip 2018

    Czyta się jednym tchem, za każdym, razem niespodzianka, nowe domysły.

  • Iks

    Iks 18 paź 2017

    Trzymasz poziom więc chyba szybko dobiję dziś do M.

  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 3 wrz 2017

    Ale z Estery fleja xD Ja bym go pizła tym winczachem i sama spieprzyła motorem Ale by się zdziwił  

  • frydek987

    frydek987 17 sie 2017

    Bardzo dobrze napisane  
    Pisz dalej

  • Margerita

    Margerita 17 sie 2017

    łapka w górę  

  • Majla

    Majla 17 sie 2017

    Ale się wczułam! Świetny rozdział

  • AlexAthame

    AlexAthame 17 sie 2017

    Super. Jak zawsze zresztą. Może był. Prawda boli. Aga, ja bym sobie stał z boczku i patrzył, bo może by i tobie przysunął, niedobry taki. A wówczas... Tak w ogóle to nowa Agatha Christie nam się objawia.

  • CzarnaKama

    CzarnaKama 16 sie 2017

    Daję 5+, bo wzbudzasz zbyt skrajne emocje

  • agnes1709

    agnes1709 16 sie 2017

    Powinna dać mu tą butlą w łeb, rozdziawa Widać, że dziewczynka nie wychowana towarzysko, dawaj ją do mnie na praktyki A tak na poważnie - super!!!