Alfabet #O

Alfabet #OOliwier przyglądał się, siedzącemu naprzeciwko chłopakowi. Jego ogoloną głowę szpeciła podłużna blizna. Druga przecinała policzek. Podobno obie miały zblednąć i z czasem zaniknąć. Przynajmniej według słów lekarzy. Oliwier opuścił ostatni miesiąc szkoły ze względu na zagraniczny staż, przez co był zaszokowany niedawnymi wydarzeniami. Wziął Cześka za rękę, słuchając, wręcz filmowej, opowieści. Delikatnie przesunął palcem po dłoni chłopaka. Czesiek zareagował lekkim zająknięciem.  
-Powinieneś dać szansę policji. Jeśli wiesz, że to on… - zaczął tłumaczyć Oliwier.  
-Wtedy Bartek przepadnie!  
-Nie możesz tego wiedzieć. Nalegam, żebyś spróbował.  
Czesiek westchnął teatralnie.  
- Może masz rację…
- Nie może, na pewno. Ten kretyn prawie cię zabił. Zresztą nie tylko ciebie. Nie pozwól, żeby jakiś żałosny typek terroryzował was wszystkich. - stwierdził Oliwier. Czesiek wzruszył ramionami.  
- Nie jestem całkiem pewny, że Filip stoi za tym wszystkim.  
- Jeżeli masz jakieś pomysły...
- Coś mi nie gra. Niby pasuje, ale… No właśnie… Cały czas jest jakieś ‘ale’. - wyjaśnił Czesio zrezygnowany.  
- Nie kombinuj. Powiedz policji, oni się tym zajmą. - nalegał Oliwier stanowczo.  
- Wolałbym najpierw upewnić się, że z Bartkiem wszystko dobrze. Gdybyśmy zorganizowali ekipę i poszukali… - zaczął Czesio nieśmiało.  
- Kogo? Bartka? Skąd wiesz, gdzie jest?  
- Mam pewne przypuszczenia.  
- Chcesz ryzykować życie swoje, Bartka i innych dla pieprzonych przypuszczeń?  
- To nie tak…  
- Nie, a jak? Jak, kurwa?! Jak sobie to wyobrażasz? Mamy zrobić pierdoloną drużynę Avengers? - zapytał Oliwier, czując rozsadzającą go irytację.  
- Oli, posłuchaj… Filip ma domek na działkach. Gdybyśmy tam poszli, zdobyliśmy jakiś dowód i policja mogłaby szybciej zainterweniować.
- Ach, teraz jesteś włamywaczem. - Oliwier tracił cierpliwość.  
- Oli! - wrzasnął Czesiek. Stażysta patrzył na niego zasmucony. Nie chciał kłócić się o bzdury z długo niewidzianym chłopakiem.  
- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz. - rzucił dyplomatycznie.
- Pomożesz mi?  
- Nie dam ci samemu chodzić po nocy. Kogo jeszcze zamierzasz zabrać?  
- Hanię, Kamila, może Maćka?  
- Maćka? Posrało cię? - Oliwier obrzucił Cześka pełnym niedowierzania spojrzeniem.  
- Ostatnio sporo się zmieniło. Maciek to już nie ten sam kretyn, co wcześniej. - wyjaśnił nastolatek, pisząc smsy. Odpowiedzi nadeszły niemal natychmiast. Oliwier niechętnie naciągnął bluzę. Czesiek hałaśliwie grzebał w podschodowym schowku. Po chwili wynurzył się stamtąd, trzymając kilka najpotrzebniejszych narzędzi. Stanęli przed domem, oczekując przyjazdu przyjaciółki.
-Cześć! - zawołała Hania, ostro hamując.  
-Hej, ślicznie wyglądasz, kochana.
-Dzięki. - odparła, cmokając policzki obu chłopaków.
- Podjedziemy jeszcze po Maćka. Kamil ma czekać przy działkach. - powiadomił dziewczynę Czesio.  
- Oki. - mruknęła wiceprzewodnicząca, poprawiając połysk ust błyszczykiem. Podjechała pod blok sportowca. Maciek wskoczył na przednie siedzenie, płynnym, tygrysim ruchem. Jechali dość szybko, prawie nie wyrobili przy nieoświetlonym zjeździe. Nowy członek ekipy skwitował to stekiem przekleństw.
- Głośniej, debile. - warknął Kamil, wyłaniając się z mroku bramy. Towarzyszący mu pies, obwąchiwał ich dokładnie.  
- Elo, dziecko emo. - pozdrowił go Maciek.  
- Jak droga? Nie rozjechaliście nikogo? -odburknął ponuro chłopak.  
-Spokojnie chłopcy, po co takie spiny. Zajmijmy się lepiej zadaniem. - wtrąciła Hania ugodowo. Szli, pogrążeni w milczeniu, aż do furtki oznaczonej numerem 21. Oliwiera przeszedł dreszcz. Niepotrzebnie się zgadzał na tę popieprzoną wyprawę. Przeskoczyli kolejno nad drewnianym ogrodzeniem. Wąska ścieżka ułożona za pomocą pokruszonych kafelków, prowadziła ku malutkiej szopce, bronionej masywną kłódką. Czesio rozpoczął żmudny proces otwierania zamka. Zniecierpliwiony Maciek zaczął wykłócać się półszeptem odnośnie sposobu uzyskania dostępu do ich ‘sezamu’. Efektem sprzeczki był brak jakichkolwiek postępów w poszukiwaniu. Oliwier odepchnął osiłków, majstrując przy zamku kilkoma spinaczami. Robił podobne rzeczy wcześniej, więc kłódka poddała się bez szczególnego oporu. Drzwi szopki uchyliły rąbka zawartości z cichym skowytem. Piątka nastolatków zamarła. Wyglądali jakby odwaga nagle ich opuściła. Ze środka budynku wyzierała nieprzenikniona czerń oraz zapach kurzu. Hania włączyła telefoniczną latarkę. Mocne światło pojedynczej lampy błyskowej rozerwało ciemność piekielnie jasnym fleszem.  
-Oookkeeyy… - zaciągnął Kamil nerwowo.  
-Panie przodem. - bąknął Maciek, puszczając Hanię pierwszą. Dziewczyna miała najwyraźniej większe jaja niż on, ponieważ odważnie przekroczyła próg szopy. Oliwier włączył latarkę, zagłębiając się w mało przyjazne wnętrze jako ostatni. Młodych detektywów czekało jednak rozczarowanie. Czeluście szopki skrywały jedynie starą kanapę, narzędzia ogrodnicze, doniczki, turystyczną lodówkę i jakąś skrzynkę. Nic znaleźli niczego podejrzanego, a tym bardziej śladu obecności Bartka. Zniechęceni, zrezygnowali po dziesięciu minutach bezefektywnego opukiwania podłogi.  
- Pusto. - stwierdził Kamil, opuszczając budynek. Maciek i Hania poszli za jego przykładem.
- Tu nic nie ma. Wracajmy lepiej. - powiedział Oliwier, próbując zmusić Czesia do wyjścia.  
- Tu musi coś być. Jestem pewien… - nie dawał za wygraną chłopak.  
- Może się pomyliłeś, co do Filipa. - zasugerował stażysta, delikatnie szarpiąc dłoń nastolatka.  
- To był on! Nikt oprócz niego nie jest wystarczająco popierdolony. Ponadto jego siostrę zamordowano. Rozumiesz? Jedyną ofiarę nie pasującą w całej układance, stanowi Estera! Agę, Bartka, Dorotę, mnie i Maćka łączy Zyta. Ktoś próbuje nas ukarać za jej śmierć. Kurewsko logiczne, nie? - perorował Czesiek z coraz większym zapałem. Nie czekając na potwierdzenie, kontynuował wykładanie swojej teorii. - Ale Estera? Jej nic nie łączy ze sprawą Zyty. Natomiast sporo łączy ją i Filipa.
- Nie rozumiem, dlaczego nie powiesz o tym policji.  
- Nie uwierzą mi!  
- Hej! Jedziecie, czy zamierzacie spędzić noc w tej obleśnej szopie? - krzyknęła Hania zza kierownicy.  
- Ja jadę! - odkrzyknął Oliwier. Czesiek podążył za nim lekko naburmuszony. Wracali w nieco skwaszonych nastrojach, nie odzywając się do siebie. Męczącą ciszę, wyrastającą niczym mur, przerwał dopiero Maciek.  
- Wejdźcie na face’a. - nakazał, ciężkim od emocji tonem.
- Po co?
- Agnieszka odzyskała przytomność.

6 komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    AuRoRa · 28 sie 2018

    Opuszczona szopa, a gdy się czyta to w napięciu, co zastaną. Oliwier dość bezpośredni, ale Czesio coś podejrzewa, ciekawe co dalej wymyślą.

  • Amina

    Amina · 4 lis 2017

    Świetne przeczytałam wszystko w jeden dzień i nie mogę doczekać się kolejnych części. Podziwiam to że nie pogubiłaś się w tych wątkach. Jak na to ,że po raz pierwszy w życiu pisałaś kryminał to wyszło Ci świetnie, masz talent.

  • Duygu

    Duygu · 30 paź 2017

    Jak zawsze wspaniale, kochana. Każdy bohater jest inny i tak samo ciekawie przedstawiony   Niesamowite  

  • Iks

    Iks · 30 paź 2017

    To takie po ludzku zagmatwane. Z jednej strony Czytelnik chciałby poznać ta historię do końca, a z drugiej - gdy doprowadzisz nas do końca, będzie żal, że to już finał opowieści. Coraz mniej literek nas od tego dzieli. Poziom utrzymany, więc pozostaje tylko pochwalić Autorkę.  
    Pozdrawiam.  
    X

  • agnes1709

    agnes1709 · 29 paź 2017

    Powtórzę się mała: za krótkie. Nie zdążysz dobrze się wgryźć Łapka (na mobilizację też).

  • Margerita

    Margerita · 29 paź 2017

    łapeczka w górę jak zawsze