Szkarłatny Łowca-Rozdział 8

     Biegli już któreś z kolei kółko, spoceni i zdyszani pokonywali następne metry, w końcu kapitan Yssen zarządził przerwę, lecz grzejące słońce Aresa uniemożliwiało spokojny relaks. Ich dowódca podszedł do nich i kiwając głowo z rozczarowania, stwierdził.
– Bardziej do cyrku nadajecie się niż do prawdziwego wojska. Trudno się dziwić, skoro jesteście odpadkami różnych systemów, ale my zrobimy z was żołnierzy. Po rozgrzewce czas na dalszą zabawę, stawać mi na nogi, czy jakie wy tam kończyny macie. Dobierzcie się w pary, czas zobaczyć wasze umiejętności walki wręcz. – Ramzes stanął naprzeciwko Zera, cofając nogę, unosząc pięści do góry. Rozbrzmiał gwizdek startowy, ruszyli ku sobie. Pierwszy cios zadał Setianin, próbując trafić przeciwnika w twarz, jednak były najemnik uchylił się przed nim i podciął jego nogę, próbując przewrócić Ramzesa na ziemię. Ku zaskoczeniu Zera, jego nowy kolega utrzymał się na rękach, niemal stojąc na głowie. Odepchnął się, trafiając go nogami w brzuch.
– Coś tam umiesz człowieku.
– To samo mogę powiedzieć o tobie. – Ponownie rzucili się w swoją stronę, zaczęli wymieniać ciosy, nie zwracają uwagę na otoczenie. Stawali się coraz szybszy, używając w walce nie tylko rąk, ale i nóg. Dopiero gwizdek kapitana przywrócił ich do rzeczywistości.
– Do czerwonego słońca Aresa, dlaczego nie słuchacie mnie, jak do was wołam. – Oficer czerwony na twarzy spoglądał złowrogo na tych dwóch gagatków.
– Panie kapitanie musimy prosić o przebaczenie, za bardzo wciągnęliśmy się w walkę. My Setianie kochamy ją i dla niej żyjemy.
– Przynajmniej coś tam potraficie, jednak za nieposłuszeństwa kara musi być. Dwadzieścia okrążeń na bieżni powinno załatwić sprawę. Ruchy panowie!!
Nie chcąc, by Yssen zmienił zdanie, popędzili, by wykonać wyznaczone zadanie. Półgodziny później ledwo dysząc, stawili się przed obliczem zwierzchnika.
– Skoro nasi niepokorni stawili się, to możemy przejść dalej...
     Dzień zleciał im na przyzwyczajeniu się do starych miotaczy i na nauce dodatkowego uzbrojenia. Dodatkowo po każdych zajęciach każdy z nich musiał uczęszczać na szkolenie polityczne, prowadzone przez niskiego, grubego wyższego oficera o niejasnym stopniu. Być może tacy, jak on nie potrzebowali żadnych dystynkcji, prócz czarnego munduru, zarezerwowanego dla kadry dowodzącej, nawet kapitan Yssen wykonywał wszelkie rozkazy tłuściocha.
W czasie kolejnego „fascynującego” wykładu o potędze Cesarza i wszechpotędze jego pana Ramzes i Zero mieli dość.
– Towarzyszu komisarzu! Kolega niezbyt dobrze się czuję, nie chcieliśmy towarzyszowi przeszkadzać w cudnej mowie o cesarzu Mikołaju II, jednak by umożliwić innym słuchanie o potędze Cesarstwa, muszę prosić o przerwę dla mnie i kolegi. – Razem z Zerem spojrzeli na prowadzącego, który z kwaśną miną przyjął prośbę żołnierza.
– Zajęcia są zbyt ważne, by je odpuszczać. Trzeba was stale oświecać, byście nie zgubili światła.
Musieli szybko coś wymyślić, inaczej nici z ich planu.
– Towarzyszu komisarzu, a może w zamian za jednorazowe opuszczenie oświetlania naszych ciemnych dusz, napiszemy referat o życiu najcenniejszej osoby w państwie?
Zero podwoił swoje wysiłki w udawaniu i z pomocą ukrytej mocy spowodował uwypuklenie „choroby” w postaci mocnego zbladnięcia na twarzy. Komisarz Red Soviet spojrzał na symulantów i podrapał się po łysiejącej głowie. Nie mógł pozwolić sobie na przerwę we wbijaniu potrzebnej wiedzy, jednak napisanie eseju o Mikołaju II znacząco zwiększy ich poziom wiedzy o nim.
– Dobra towarzysze. Ten jeden raz wam daruje, puściłbym chorego samego, ale z uwagi na jego stan, pójdziesz z nim, towarzyszu Ramzes. Idźcie już i pamiętajcie o referacie.
Chory wraz z przyjacielem nadal udając, opuścili salkę w budynku nazywanym przez żołnierzy teoretycznym.
– I co teraz Ramzesie? Szukamy jakiegoś lekarza?
Zamiast odpowiedzi usłyszał wybuch śmiechu.
– Chcesz szukać tego gada Al Raeedego? Pewnie szuka teraz jakieś naiwnej dziewczyny, by dorwać się do jej majtek.
Zero spojrzał na niego jak na wariata. Jak przedstawiciel jaszczurów mógł pożądać samicy innego gatunku. Nadzorca eksperymentu zniszczonego przez braci, ciągle wpajał im, że ta rasa jest bardzo konserwatywna i spółkuje tylko z przedstawicielami własnego gatunku.
– Nie dziwie się twojej reakcji, nasz doktorek to ewenement, ponoć jakiś jego gen zmutował, gdy siedział w jajku na Morriganie. Ponoć jest bezpłodny, ale bardzo napalony na wszelkie możliwe przedstawicielki płci przeciwnej, wabi je za pomocą różnych sztuczek, wydziela specjalne feromony, od których kobiety głupieją i zabiera się do celu, nieważne czy jego ofiara chce, czy nie. Większość czasu na tym spędza, a drugie tyle przysypia. Z racji tego, że Ares jest dużą planetą, to doktorek ma w czym wybierać. Każdy, kto przebywa tu dłużej, wie o tym, dlatego powstała nieoficjalna zasada. Jeśli jakimś cudem przekonasz przełożonego, by pozwolić ci na opuszczenie zajęć, rób, co chcesz, byle nie powstał z tego smród. Nikt nie zwróci uwagi na gówno, póki ono nie śmierdzi, albo ktoś w nie, nie wdepnie.
– Czyli co robimy?
– Może sprawdzi...
Przerwał im, wychodzący z pobliskiego budynku kapitan Yssen.
– A co wy tu wyrabiacie? Tau Pieć ma teraz zajęcia polityczne.
– Towarzysz kapitan wybaczy, ale dostaliśmy pozwolenie od samego komisarza, mój kolega Zero źle się poczuł i...
– Skończcie z tym błaznowaniem, nie jesteście u politycznego. Nie ściemniajcie mi tu szeregowy, taki z niego chory, jak ze mnie tancerka erotyczna.
– Nie wiedziałem, że kapitan ma takie zainteresowania.
– Szeregowy Ramzes, wy chyba prosicie się o dodatkowe kółka na bieżni, a myślałem, że macie dosyć na dzisiaj. – Z zapalonym wcześniej papierosem w ustach, spojrzał na swoich dwóch podwładnych.
– Już milczę kapitanie.
– Wymigaliście się o paplaniny Sovieta, nie cierpię symulowania, jednak macie plus za kreatywność. Nie wielu się tu udało.
– Czyżby kapitan Yssen nie lubił komisarzy? – Zero nie mógł się nie wtrącić, słysząc ton wcześniejszej wypowiedzi przełożonego.
– Ojczyzna jest najważniejsza szeregowy, z tym się zgadzam, jednak reszta jest zbędna. Żołnierz ma wykonywać bez wahania każdy rozkaz, myśląc przy tym. Mięso armatnie z wypranym mózgiem, nie utrzyma przyczółka i nie odeprze wroga, a właśnie to, robią komisarze. Bezmyślność oraz nadęty idealizm prowadzą do wielkich tragedii i przegranych bitew, ale dosyć gadaniny. To nie mównica, tylko wojsko. Przynajmniej wiem, że macie coś w tych pustych łbach, w porównaniu do pozostałych, słuchających niczym durne barany durnego jazgotu istoty, która nigdy nie widziała wojny z bliska. Możecie odmaszerować panowie, tylko pamiętajcie, by niczego nie zmajstrować.
Gdy Zero miał się już oddalić, kapitan zwrócił się do niego.
– Jeszcze jedno szeregowy. Znam waszą przeszłość, mówię o twojej pracy. To był bardzo dobry ruch, by zasilić szeregi tych, którzy dybali na twoją głowę. Pamiętaj jednak, że jesteś w siedlisku wroga, gdzie nawet zmarli mogą ściągnąć ci kłopoty. Bądź ostrożny, rzadko zdarza się, by w moim oddziale byli utalentowani i inteligentni żołnierze, szkoda zmarnować taki potencjał. – Jego przewieszony przez ramiona płaszcz, zafalował na powiewającym wietrze. Zero nie wiedział, czy temu oficerowi można było zaufać i nie martwić się o swoje plecy. Mając niezbyt ciekawe perspektywy na przyszłość, udał się za przyjacielem.

399 czyt.
100%51
krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i science fiction, użył 1279 słów i 7791 znaków

Komentarze (1)

 
  • Almach99

    Almach99 9 stycznia

    Hmmm, kapitan rozpoznal naszego bohatera. Nie jest tak glupi Na jakiego wyglada.