Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Księżycowa księzniczka cz. 8

— Jak już tyle ci powiedziałem, to dokończę. Widziałaś małego chłopca. Oddaje cierpką wodę. Ma coś innego niż dziewczynka. Nie rozumiem, że jesteś dorosła i nie leci ci krew co miesiąc.
— Dextra ma pięć lat.
— Dobrze niech ci będzie. Ta rzecz u mężczyzny jest większa niż u chłopca. Kiedy mężczyzna kocha się z kobietą, wkłada tę część do niej i ona ma dziecko za dziewięć miesięcy.
— Tak, matka coś mówiła. Dextra nie rozumiała. Teraz rozumie, ale dalej nie rozumiem zgwałcić.
— Czemu ukryłaś się w sianie.
— Ludzie krzyczeli. Dextra się bała.
— Bałaś się, że krzyczeli?
— Dextra krzyczy, wilki się boją. Ludzie krzyczą, Dextra się boi.
— To ma sens. Gdzie ty się uchowałaś. Nic nie wiesz.
— Gruther mówi. Dextra rozumie. Będzie wiedzieć. Ty, ja. Dextra rozumie.
— Dobrze, posłuchaj.
— Dextra słucha. To bardzo trudne zgwałcić. Zabić, złe. Królik żyje. Dextra łapie. Zabić królik. Królik nie żyć
— Jak zabijasz królika?
— Gruther nie pyta. Dextra żal królika.
— Wybacz, pokaż.
Dextra zrobiła ruch ręką.
— Rozumiem. Jak ci to wytłumaczyć, mam kłopot.
— Wybacz.
— Wiesz co to się kochać?
— Kochać, wiem. Dextra kocha, Gruther. Nie powie. Wie.
— Kochać i kochać się, to inne.
— O! Nie rozumiem.
— Mówisz lepiej. Wcześniej mówiłaś ,,nie rozumieć”.
— Dextra mądra. Gruther mądry. Kilka dni, Dextra mądra jak Gruther.
— O tak? Zobaczymy. Może masz rację. Dużo rozumiesz.
— Gruther, wybacz. Czy jest coś trudne jak zgwałcić?
— Jest dużo trudnych spraw do wytłumaczenia. To nie jest trudno wytłumaczyć. Kłopot w tym, że ty żyłaś w lesie. Nie wiesz, co robią ludzie. Masz więcej niż pięć lat. Rozumujesz jak dorosła osoba, ale nie masz żadnego doświadczenia.
Dextra patrzyła na niego długo.
— Gruther. Nie mów. Ja wiem jedno. Gruther dobry. Zabić, zła rzecz. Dextra chce dla Gruther szczęście. Gruther pójdzie, Dextra pójdzie. Gruther zginie, Dextra zginie.
To, co powiedziała na końcu, mocno nim wstrząsnęło.
— Posłuchaj. Jest dużo złych ludzi. Życie jest ciężkie. Jest dużo dobrych ludzi, lepszych ode mnie. Nie możesz umrzeć, bo ja umrę. Muszę coś zrobić z tą sprawą. Jesteś dobrą istotą, tylko ktoś cię skrzywdził i nie pamiętasz ani kto, ani co ci uczynił. Nie możesz zginąć. Zostawię cię. Będziesz żyć.
Dextra patrzyła na niego błagalnie.
— Gruther dobry. Nie zostawi Dextra.
— Lepiej zostawię cię i będziesz żyła, niż jeśli ze mną pójdziesz i zginiesz.
Pierwszy raz Gruther zobaczył jej łzy. Podeszła do niego i przytulia go mocno.
— Gruther nie musisz iść i zabić. Gruther żyć, Dextra żyć. Dam szczęście dla ciebie.
— Nie płacz. Dobrze, zostaniemy. Może czas pomoże. Nie mówię, że nie pójdę. Na razie zostaniemy. Zbuduję tu dom. Muszę mieć topór. Pójdziemy do wsi. Wezmę topór. Zbuduję dom. Chcesz?
— Tak. Dextra silna, pomoże.
Następnego dnia ruszyli. Gruther nie był zupełnie pozbawiony zdrowego rozsądku. Miał trochę złota i srebra. Chciał kupić dużo ubrań dla siebie i Dextry. Musiał nabyć skóry na zimę. Postanowił później wejść w głębszy las i tam zacząć budowę. Wiedział, że musi zmylić ludzi, od których to kupi. Chęć posiadania złota zmieniła nie jedno serce na gorsze.
Dostrzegli zabudowania. Gruther wjechał do środka wsi. Po jakimś czasie wybadał, gdzie może dostać potrzebne rzeczy. Wiedział, że to, co zamierzał, nie jest łatwe. Tym razem jego serce mu coś kazało. Zrobił tyle zła w życiu. Teraz to rozumiał. Dlatego postanowił zrobić raz coś dobrego dla tej istoty.
— Jadę na zachód do wielkiego boru. Tam chcę wybudować dom dla mnie i żony. Potrzebuję dwa topory, skóry. Dużo materiału i ubrań.
— To wszystko mamy panie. Masz czym zapłacić?
— Mam trochę srebra.
— Dobrze, popytam we wsi. Czekajcie u mnie w domostwie.
Chłop wyszedł. Jednak Gruther odczuł od razu, że źle trafił.
— Dextra, musimy szybko jechać. To źli ludzie. Wrócimy do pierwszej wsi. Tam wszystko zakupię. Znowu zrobiłem błąd. Wskoczyli na konie i galopem pojechali na zachód. Wjechali w las. Gruther zaczął kierować się na wschód.
— Gruther dlaczego?
— Widzisz, jesteś naiwna jak dziecko. Oni chcieli nas zabić. Bo mam srebro. Jestem sam. Wrócimy do wsi, z której wyjechaliśmy. Gdybym miał taki zamiar wówczas, wszystko byłoby lepiej.
— Gruther, ty dobry. Dlaczego ludzie chcieć cię zabić?
— Srebro. Mam i złoto. Jeszcze gorzej.
— Co to srebro i złoto?
— To metal. Drogi. Można kupić wszystko.
Gruther wyjął srebrną i złotą monetę.
— Nie rozumiem. Gruther mądry. Dextra dać szczęście Gruther.
— Jak dasz mi szczęście? Kalija nie żyje. Ona była dla mnie szczęściem.
— Dextra spróbuje. Dextra dobra. Gruther dobry.
— Tak, masz rację.
Pomyślał oczywiście inaczej. Nie chciał jej ranić. Miał chwilę, że nie pamiętał tak bardzo swojej miłości. To znowu miał czas, że czuł się tak źle, jak zaraz po jej śmierci. Teraz miał taki czas.
— Dextra smutna. Dextra chce dać wszystko dla ciebie. Ty nie chcesz wziąć nic.
— Mówiłem ci, że moje serce zajęte. Nie ma tam miejsca dla ciebie.
— Daj mi swój ból, Gruther. Pozwól się kochać.
Nawet nie odebrał, że pierwszy raz powiedziała wszystko poprawnie.
— Jak mam dać ci mój ból?
— Dojedźmy tam, gdzie będziemy spać. Tam ci powiem.
— Dextra, zaczęłaś mówić poprawnie.
— Tak. Będę się mylić. Gruther mi wybaczy.
— Powinnaś powiedzieć, Wybaczysz mi, ale musisz wiedzieć, że za to nie mam ci, co wybaczać. Mówisz dobrze. Już umiesz. Wybaczać można, kiedy się coś złego zrobi. A to, że się pomylisz w słowie, nie jest niczym złym.
— Wiem, ale to nie to. Zobacz.
Gruther zobaczył krew.
— To nic. Kobieta ma to, co miesiąc. Ty powinnaś mieć już dawno. Boli cię brzuch?
— Boli. Dextra zła? Boli, krew. Dextra umrze?
— Nie. To normalne. Za kilka dni ci przejdzie. Musisz się umyć. Dziewczynki mają wcześniej. Mają dziesięć lat, czasem to mają, kiedy skończą osiem.- Pokazał palcami.
— Dextra ma pięć lat. To za szybko.
— Masz więcej niż pięć lat, tylko nie pamiętasz ile. Może kiedyś to zrozumiesz.
— Tak. Dextra jest brudna. Krew leci tam, gdzie gorzka woda.
Dojechali do małego jeziorka. Gruther poznał, że są w tym samym miejscu. Po chwili i dziewczyna poznała.
— Tu był dobry czas. Jadłeś królika. I ja jadłam.
Poszła się umyć do wody. Gruther wiedział trochę o tych sprawach. Musiał trochę jej pomóc, bo ona nie za bardzo wiedziała o tych sprawach. Grutcher nie rozumiał, dlaczego dziewczyna nigdy nie miała tego przychodu co miesiąc.
Wróciła mokra.
— Oddałam gorzką wodę. To inne miejsce. Dalej krew.
— Posłuchaj, Dextra. Muszę coś zrobić.
Wziął jej druga sukience i oderwał rękaw. Podział na małe szmatki. Odciął dół sukienki. Porobił coś, co mogło utrzymać szmatki.
— Gruther, co zrobiłeś. Pociąłeś mi suknię. Dlaczego?
Powiedziała to bez gniewu. Była mocno zdziwiona.
— Załóż to, a szmatki włóż do środka. Krew będzie płynąć kilka dni. Zostaniemy tu, aż przestanie. Musisz zmieniać szmatki. Prać tę przepaskę na biodra i szmatki. Suszyć na słońcu albo przy ogniu.
— Dextra słaba, umrze?
— Nie bój się. Nie umrzesz.
— Dziękuję. Matka nie mówiła. Dextra nie wiedziała.
— Poczekamy tutaj. Ja złapię królika. Możesz chodzić, ale nie oddalaj się. Jak by się coś złego stało, masz róg. Ja przyjdę szybko.
Gruther zrobił szałas z gałęzi. Przygotował też posłanie i zapalił ognisko. Musiał się pospieszyć, bo słońce już przeszło trzy czwarte nieba. Powiodło mu się. Upolował sarnę. Było mu żal. Pierwszy raz. Przyniósł sarnę na ramieniu.
— Było mi przykro, naprawdę.
Widział, że Dextra ma smutne oczy. Chciał powiedzieć coś o Kaliji, ale nic nie powiedział. Czuł, że kiedy o niej mówi, nie jest mu lepiej, a i Dextra czuje wówczas jego smutek i jest jej przykro.
Podzielił ciało sarny i zaczął piec wszystkie kawałki. Wiedział, że jeśli uwędzi dobrze mięso, będą mieli jedzenia na kilka dni. Kiedy pełnił służbę, często tak robili. Miał z sobą metalowy garnek na wodę zrobiony z miedzi.
Po trzech dniach krew prawie przestała lecieć u Dextry. Wiedział to na bieżąco, bo Dextra mówiła o tym otwarcie. Czwartego dnia ruszyli. Spała z nim w nocy podobnie jak pierwszej nocy. W końcu dotarli do wsi. Wszyscy się ucieszyli, a najbardziej Godfried. Dextra rozmawiała z matką. Wszyscy myśleli, że Gruther zostanie, ale wyjawił im, co zamierza uczynić.
— Jak ci będzie ciężko w zimie, wróć do nas.
— Jeszcze nie wiem. Wróciłem, ale Dextra nie chce zostać. Ona jest bardzo dziwna. Nadal nie wiem, co się stało. Pobędę z wami dwa lub trzy dni. Co jakiś czas was odwiedzę.
Pożegnał się i ruszyli z powrotem. Mieszkańcy dali im nasiona. Gruther zobaczył, że na polance nie ma dużo korzeni, mógł więc coś posadzić.
— Nigdy nie myślałem, że będę sadził nasiona.
Zatrzymali się na noc jak w czasie podróży pierwszy raz. W końcu dotarli na tę samą polankę.
— Dziękuje — powiedziała Dextra.
Gruther nie wiedział, dlaczego Dextra mu dziękuje.
Mieli więcej solonego jedzenia. Było późne lato, ale wciąż mógł posadzić nasiona.
Gruther wziął się do wyrębu drzew. Pracował od rana do wieczora. Jeszcze nigdy nie był aż tak zmęczony. Sciął drzewa, lecz na razie nie mógł wyrwać korzeni, do tego trzeba czwórki lub szóstki koni. Tym razem ludzie z osady dali mu dużo rzeczy: młoty i gwoździe i mnóstwo różnych potrzebnych narzędzi. Jego byli ludzie pytali tylko dlaczego nie chce zamieszkać we wsi. Odrzekł im, że tak będzie lepiej. Tak naprawdę przypominali mu wszystko, co zdarzyło się w niedawno. Oczywiście, wszyscy wiedzieli, o co chodzi, a właściwie o kogo. Dextra pomagała mu we wszystkim. Ponieważ on pracował i ona również, nie rozmawiali wiele. Tylko w czasie posiłków i przed spaniem. Mówiła teraz prawie dobrze, czasami robiła jeszcze błędy w wymowie, które Gruther poprawiał. Już nie tytułowała go Gruther, mówiła mu na ty. O sobie również nie mówiła, Dextra. Gruther któregoś wieczoru zapytał, o jej przeszłość, bo sądził, że coś nowego dorzuci.
— Wcześniej mówiłaś, że żyła w lesie, tak?
— Tak.
— Nie pamiętasz nic wcześniej?
— Pamiętam siebie, kiedy miałam pięć lat. Potem nie wiem.
— Nie pamiętasz, jak rosłaś?
— Nie, ja od razu byłam taka. To znaczy, pamiętam wilki, że uciekły, kiedy krzyczałam.
— To dziwne.
— Gruther, rozmawiałam we wsi z matką. O tych sprawach co zacząłeś. Wiem już co to zgwałcić. Zła rzecz, bardzo zła. Czy Otton zabił Kaliję?
— Nie, porwał ją i pewnie chciał jej zrobić tę złą rzecz, bo ona nigdy by tego z nim bez przymusu nie zrobiła.
— Matka mówiła, ja rozumiem. Jestem dużą dziewczyną. Wiem, dlaczego nie mogłeś wtedy powiedzieć. Wybacz.
Popatrzyła na niego inaczej.
— Jestem bardzo zmęczony, ale za tydzień będzie dom. Na razie przykryję gałęziami dach. Jak zacznie padać deszcz, będzie mokro.
— Mało jest deszczu. Woda dobra. Słońce dobre i wysuszy dom. Ogień też pomoże. Tylko musimy uważać, by nie spalić. Lubię jeść jagody.
— Ale lubisz mięso, również.
— Mięso dobre, tylko trzeba zabijać.
— Może po zimie wyrosną jarzyny. Może kupię krówkę we wsi, będzie mleko.
— Lubię mleko. Krowa dobra. Matka pokazywała jak wziąć mleko z krowy.
— Mówi się doić krowę.
— Dobrze, matka pokazywała mi jak doić krowę. Umiem to zrobić.
— O naprawdę! Ja raz próbowałem, ale krowa nie była zadowolona.
— Trzeba delikatnie. Mam miękkie palce, krowa lubi delikatność. Byłeś niedelikatny i dlatego nie lubiła. Ktoś ci dobrze nie pokazał jak to zrobić poprawnie.
Podeszła i pogładziła go po policzku.
— O tak, widzisz.
— Widzę. Idziemy spać, późno.
— Mogę cię o coś zapytać?
— Co byś chciała wiedzieć.
Dextra zarumieniła się.
— Matka mówiła dużo. Pytała mało...
Ponieważ Dextra zrobiła dziwną minę, domyślił się, jaka jest natura pytania, ale nie wiedział, o co dziewczyna go chce zapytać.
— Pytaj, odpowiem, jeśli będę mógł.
— Staram się dać ci szczęście. Czy dobrze tobie ze mną? Czy dalej masz duży żal?
— Dobrze się starasz, ale to nie to.
— Czy lubisz mnie trochę?
— Lubie cię bardzo.
— Czy jestem trochę w twoim sercu?
Gruther popatrzył na nią. Wiedział, co do niej czuje. Naprawdę miał ją w sercu. Kalija miała swoje miejsce, ale i Dextra też już zagościła w jego sercu.
— Jesteś trochę w moim sercu.
— W moim jesteś ty i Kalija — rzekła.
— Jak to, przecież jej nie znałaś.
— Ty ją znałeś i kochasz. Ja kocham ciebie, więc ja znam.
Poczuł się dziwnie. Wyznała mu miłość. Czuł już to wcześniej, ale mówił sobie, że to tylko staranie z jej strony.
— Kochasz mnie?
— Bardzo. Mówiłam matce i ona pytała...
Popatrzył na nią.
— I co powiedziałaś.
Dextra szukała oczami miejsca na klepisku, w końcu na niego spojrzała.
— Zawsze chcesz bym spała za tobą. Mogę cię ogrzewać z przodu.
Poczuł się dziwnie.
— Ja nie mogę, Dextra. Wiem, czego chcesz.
— Może jak Dextra będzie trochę więcej w twoim sercu... Ja wiem, że masz tam Kaliję i zawsze będziesz miał. I ja mam ją, zawsze.
— Dextra ja nie mogę.
— Kiedy śpisz, ja cię dotykam. Włosy tylko. Więcej nie mogę, chociaż bym chciała. Ty mnie nigdy nie dotykasz.
— Ale masz pięć lat, jesteś mała — uśmiechnął się.
— Teraz rozumiem, co mi mówiłeś. Jestem duża.
Gruther poczuł się dziwnie. Ona siedziała na skórach, na których spali. Gruther położył pod skóry dużo gałęzi i wilgoć od ziemi tak nie ciągnęła. On leżał na plecach. Podniósł się. Nie za bardzo chciał ją dotknąć, ale też wiedział, że może.
— Kalija nie będzie się gniewać.
— Myślisz, że ona widzi?
— Jest w niebie i patrzy. Ona wie, że Dextra jest dobra.
Dotknął jej policzka. Ona przymknęła oczy.
— Jest miło, kiedy mnie dotykasz. Krowa nie była mądra.
Gruther się roześmiał.
— Jesteś zabawna, Dextra.
— Staram się, żebyś się dobrze czuł.
— Tak, widze to od początku. Wiesz, dlaczego zawsze śpisz z tyłu?
— Wiem, matka mówiła.
— Dobrze, dzisiaj możesz spać z przodu.
Pomyślał w tej chwili, że źle ją traktuje. Ona przez ten cały czas nigdy nie powiedziała jednego słowa. Czuł się trochę dziwnie, bo nie wiedział, co ona zrobi, ale ku jego zaskoczeniu, Dextra wtuliła się w jego tors i...zasnęła. Była naprawdę ciepła. Spała w koszuli, którą dostała od ludzi ze wsi. Gruther zauważył, że nie chodzi już się kąpać nago jak na początku. Dopiero rozbierała się przy samej wodzie.
Gruther zaczął dotykać jej włosy. Potem delikatnie dotknął jej policzka.
— Och ty moje biedactwo. Chcesz mnie i nic nie robisz w tym kierunku — szepnął.
Po chwili zasnął.
Kiedy się obudził, dziewczyny już nie było. Wstał za potrzebą. Chciał się zaraz zabrać do pracy. Wczoraj wieczorem piekli ziemniaki w popiele. Zobaczył, na drewnianym talerzu ziemniaki i wędzone mięso. Obok stała woda i owoce lasu.
— Jaka ona jest dobra — szepnął.
Coś postanowił w swoim sercu. Zjadł. Wiedział, że Dextra jest opodal, bo słyszał jej głos. Nigdy wcześniej nie słyszał jej głosu. Nie śpiewała żadnej piosenki, ponieważ pewnie nie znała. Słyszał tylko, la, la, la. Potem usłyszał coś więcej. ,,Ptaszki śpiewają, la, la, la. Słoneczko świeci la, la, la. Dextra szczęśliwa, la, la, la. Bo kocha Gruthera la, la, la”.
Gruther wyszedł z chaty. Budowla miała już cztery ściany i proste drzwi. Zbił je z czterech bali. Od kowala dostał zawiasy. To był bardzo toporny dom, ale dużo lepszy niż szałas. Wiedział, że wilki nie wejdą. Chociaż, Dextra mówiła, że są daleko. Dziewczyna prała szaty. Podszedł do brzegu.
— Dziękuje za jadło. Jadłaś?
— Trochę owoców. Kiedyś jadłam mięso na surowo. Teraz chyba bym nie mogła.
— Może masz coś z wilka.
— Może, ale nie wyję i nie gryzę.
— Pierwszego dnia wyłaś, pamiętasz?
— Tak, pamiętam. Bałam się krzyku. Teraz jest inaczej. Jestem bardzo szczęśliwa.
— Słyszałem, jak śpiewałaś. Bardzo ładnie śpiewasz. O ptakach i o słońcu.
— I jeszcze o czymś, to ważne.
— Wiem. Ja ciebie też kocham. Tylko mam cały czas w sercu ból po stracie Kaliji, ale nie jest mi tak bardzo źle, jak poprzednio.
Dopiero teraz zobaczył, że Dextra rzuciła pranie i podbiegła do niego. Zaczęła go ściskać i całować po zarośniętej twarzy.
— Jestem teraz jeszcze bardziej szczęśliwa.
Zobaczył w jej oczach łzy. Odeszła do wody i zaczęła dalej prać.
,, Ptaki śpiewają la, la, la. Słonko świeci la, la, la. Dextra szczęśliwa, bo Gruther kocha ją”.
Gruther pracował cały dzień. Dextra poszła upolować króliki. Nauczył ją strzelać z kuszy. Dobrze jej szło. Przyniosła dwa. Rozpaliła ognisko i znowu wiedział, że będzie pyszna wieczerza.
Gruther postanowił skończyć trochę wcześniej. W sumie dzisiaj się nie napracował. Kładł tylko gałęzie na dach. Poprzednio przygotował zbite pale i brunetka mu pomagała wciągnąć je na górę.
Martwiła się, żeby nie spadł, ale on jej powiedział, że jak będzie spadał, to go złapie. Bardzo się tym przejęła i praktycznie kilka godzin nie spuszczała go z oka. Była dorosła, ale w niektórych momentach zachowywała się jak dziecko.
Gruther umył się w jeziorze. Słońce miło grzało, ale mimo to Dextra cały czas paliła ognisko.
Wyszedł z wody, a ona czekała z wielkim kawałkiem materiału, żeby go wytrzeć. Wcześniej się opierał, ale czuł, że sprawia jej radość, kiedy go wyciera. Czuł, że jest gotowy, by ją pokochać. Już wczoraj był, ale zasnęła tak szybko. Teraz patrzył na nią. W końcu to zauważyła.
— Czemu patrzysz?
— Jesteś ładna. Bardzo. Pierwszy raz jak cię zobaczyłem, już to wiedziałem.
Gruther zaczął ją rozbierać.
— Jestem czysta, myłam się.
— Nie dlatego cię rozbieram.
— A dlaczego?
— Bo chcę na ciebie patrzeć.
— Ty już dawno patrzyłeś.
— Ale tak jak dzisiaj, będę patrzył pierwszy raz.
Gruther zdjął z niej wszystko. Czuł, że coś dzieje się z jego ciałem, ale zamiast zacząć ją kochać, czekał. I czuł, że jest mu jeszcze milej. Gruther nie miał wielkiego doświadczenia, ale wiedział, jak to się zwykle odbywało. Słyszał, a czasem widział. On czuł, że chce, żeby Dextra go dotykała. Pamiętał, że była ciekawa go zobaczyć, ale kiedy nie chciał, nigdy już o tym nie wspominała. Teraz czuł, że widok jej nagiego ciała go pociąga i sprawia, że czuje bardzo miłe odczucia. Oczywiście był podniecony. Ona stał przed nim. Zaczął dotykać policzki. Potem szyję i plecy.
— Chcesz, żebym cię dotykał?
— Bardzo.
Gruther nie pamiętał, żeby miał w życiu takie odczucie. Czuł się cudownie. A jednocześnie oddalał to, aby zacząć. Położył dłonie na jej jędrnych piersiach. Delikatnie je dotykał i gładził. Ona patrzyła mu w oczy. Dotykał jej brzucha, a potem bioder. Ona drgała, ale nie powiedziała słowa. Cały czas patrzyła.
— Dobrze tak?
— Bardzo — szepnęła.
Gruther nigdy nie widział kobiecego organu i nie pamiętał, czy dotykał. Położył tam dłoń. Dextra była wilgotna. Kiedy ja tam dotknął, przymknęła oczy i westchnęła. Była wilgotna i ciepła. Gruther wsunął palce głębiej. Była jeszcze bardziej ciepła i bardziej wilgotna. Pocałował jej usta. Ona była zaskoczona. Zaczął ją całować po całym ciele. Całował jej piersi i tam, gdzie była najbardziej wilgotna.
— Gruther, nie mogę ustać. Nogi mam miękkie.
Wziął ją na ręce i położył na skóry. Dalej ją całował. Wszędzie. Ona dyszała z rozkoszy. Nie tylko, kiedy całował jej wilgotne ciało w kroku. Zaczął zdejmować ubranie. Był bardzo podniecony, ale nadal to opóźniał.
— To trochę zaboli, a potem będzie miło.
— Dobrze.
Chciał być delikatny, ale zaczął tracić panowanie. Wszedł w nią ostro. Ona krzyknęła. Opanował się i wyszedł z niej. Nadal ja całował. Przybliżył twarz do jej twarzy.
— Zaraz będzie miło — szepnął.
— Jest bardzo — szepnęła. Co to ?
Poczuł się dziwnie, zamiast ja kochać, chciał rozmawiać. Bardzo pociągały go jej reakcje.
— Zobacz.
Dextra zobaczyła jego męskość.
— Jest twardy i duży — powiedziała.- Dlaczego?
— Tak już jest. Ty jesteś mokra, a ja twardy i duży. Chcesz jeszcze raz?
— Nie będzie boleć?
— Nie powinno. Może trochę na początku, ale potem będzie milej niż wcześniej.
— Będzie milej. Nie może być!
— Zobaczysz.
Delikatnie zaczął ją pieścić samą męskością, pocierał jej kobiecość.
— Masz racje, jest milej.
Zaczęli się kochać. Dextra zachowywała się naturalnie. Musiała mieć wielką rozkosz. Powtarzali to kilkakrotnie. Potem leżeli na plecach.
— Matka mówiła, że potem jest dziecko.
— Czasami jest.
Dextra popatrzyła na jego biodra.
— Jest miękki i nieduży jak poprzednio. Dlaczego?
— Bo się zmęczył.
— Dextra też się zmęczyła, ale jest dalej mokra. Co zrobić, żeby dalej był taki jak wcześniej?
— Nie wiem. Trzeba poczekać.
— Duży Gruther lubi jak go gładzę, może mały Gruther też lubi.
— Zobacz.
Dextra zaczęła go gładzić delikatnie.
— Całowałeś mnie tam, ja też chcę cię tu całować - wskazła intymność.
— Dobrze.
Zaczęła go pieścić ustami. Czuł rozkosz i znowu urósł.
— Mały Gruther lubi jak Dextra całuję.
— Tak.
Zaczęli znowu. Trwało to dłużej, ale było równie miłe. Dziewczyna chciała znowu, ale Gruther już nie mógł.
— Nie rozumie. Teraz już nie lubi?
Gruther musiał jej wytłumaczyć. Dextra zrozumiała.
— Chcę się umyć.
— Pójdę z tobą
Pobiegli do wody. Wrócili po jakimś czasie. Zrobiło się ciemno.
— Idziemy spać — powiedział Gruther.
Położyli się i zasnęli prawie od razu.
Obudził się. Dziewczyna była obok. Siedziała nago na skórach i patrzyła na niego.
— Dawno nie śpisz?
— Nie wiem, było ciemno, kiedy wstałam.
— Jesteś zadowolona?
— Bardzo.
— Matka mówiła?
— Nie. Mówiła, że jest dobrze, ale nie myślałam, że tak. Dlaczego bolało?
— Matka ci nie mówiła?
— Nie.
— Tam w środku jest coś. Po pierwszym razie się rozrywa.
—Teraz już nie boli, ale trochę bolało. Potem było bardzo miło. Czy będzie dziecko?
— Może. Nie wiem. Czasem jest od razu, a czasem nie.
— Zrobiłem już dom. Nie mam co robić.
— Możesz zacząć drugi.
— Drugi? Dlaczego? Dla Księcia i Gwiazdki. Wilki przyjdą w zimę. Nie chcę już krzyczeć.
Zrobiła dziwna, trochę wystraszona minę.
— Co się stało?
— Chyba nie mogę już krzyczeć. I boję się wilków.
— Dobrze, zbuduję zagrodę dla koni. Jutro.
— Ja muszę podlać nasionka.
Wstała. Patrzył na jej zgrabne ciało. Jej włosy trochę urosły, ale sięgały tylko do ramion. W tym momencie Gruther zwrócił na coś uwagą, o czym wcześniej nie myślał. Wszystkie kobiety miały długie włosy. Dlaczego Dextra miała krótkie?
— Miałaś kiedyś długie włosy?
— Nie pamiętam. Dlaczego pytasz?
— Wszystkie kobiety mają długie. Twoje wyglądają, jakby je ktoś uciął, ale nie równo.
— Kto?
— Ja nie wiem, myślałem, że ty wiesz.
— Nie wiem. Nic nie pamiętam.
Następne dwa dni były chyba najmilsze w życiu Gruthera. Oczywiście, w myślach pamiętał cały czas tak samo Kaliję, ale teraz był z Dextra. Kochał ją, wiedział to. Dextra kochała go wiele, wiele mocniej, ale nie umiała mu tego powiedzieć. Teraz doszły rozkosze ciała. Przez te dwa dni kochali się cały czas. Oczywiście z przerwami. Każdy następny raz wiązał ich bardziej. Poznawali swoje ciała i doszli do perfekcji w dawaniu sobie rozkoszy. Mężczyzna uświadomił sobie, że kochają się już miesiąc. Wydawało mu się, że dużo dłużej. Trzeciego dnia Dextra poczuła się niespokojna. Nie wiedziała powodu. Gruther nic najpierw nie zauważył, ale w końcu i on odczuł jej niepokój.
— Co się stało, miła?
— Nie wiem, boję się.
— Nic się nie bój. Mieszkamy tu sami, nikt nie wie gdzie. Nawet moim towarzyszom nie powiedziałem.
— To co innego. Coś mnie wzywa.
— Co ty pleciesz, co cię wzywa.
— Nie wiem.
Do wieczora, jeszcze kilka razy mu powiedziała, że się boi. Położyli się spać. Była nadal niespokojna. On gładził jej głowę i tak ją uśpił. Od kilku nocy spali nago. Znali swoje ciała i było im tak dobrze. Dextra była bardzo ciepła. Grzała jak piec.
Gruther obudził się w środku nocy. Była pełnia, ale wilki nie wyły. Było bardzo cicho. Zdziwił się, bo nie słyszał sowy ani żadnych leśnych odgłosów. Obok posłanie było puste.
,,Może poszła za potrzebą" - pomyślał. Dextra nie wracała. Zobaczył w świetle księżyca, jej suknie obok posłania. Wyszła nago?
Dach był zasłonięty przez gałęzie, ale gdzieniegdzie księżycowe światło oświetlało izbę, dlatego zobaczył jej ubranie. Ubrał się szybko.
Zaczął ją wołać, ale bezskutecznie. Nie słyszał wilków, ale dla pewności wziął pochodnie. Mieli kilka, tylko ich nie używali. Kopalny olej kopcił, ale pochodnia paliła się mocno. Szedł w koło i zataczał coraz większe kręgi. Wiedział, że się nie zgubi, bo było jasno od księżyca. Wiedział, gdzie jest woda. I kiedy już miał zawrócić, coraz bardziej zaniepokojony zobaczył Dextrę. Tak myślał, że to ona, ale to nie była Dextra. Nie tylko Dextra. Stała odwrócona tyłem i wpatrywała się w księżyc. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jedna rzecz. Włosy. Zobaczył, że jej włosy są długie do ziemi. Ona stała w lekkim rozkroku i miała rozsunięte ramiona. W ręku coś trzymała. Kiedy podszedł bliżej, zobaczył sztylet. To był jej sztylet. O prostej klindze z rękojeścią z drewna, zdobionej srebrem. Kilka razy mu pokazywała ta broń.
— Dextra?
Nie reagowała. Złapała swoje długie włosy i zaczęła je ścinać sztyletem zaraz za karkiem.
— Dextra!
Podszedł do niej i stanął przed nią. Był nieusmażonym wojownikiem, ale poczuł strach od czubka głowy do samych palców u nóg. Dextra wpatrywała się w Księżyc i szarpanymi ruchami ucinała włosy. Nie to przeraziło Gruthera. Jej oczy miały kolor srebra.
— Derija — powiedział cicho.
Dextra nie oderwała oczu od księżyca.
— Derija zginęła, jest tylko Dextra. Dextra musieć ściąć włosy, Derija odejdzie.
— Ty potworze, przepadnij. Kłamałaś cały czas. Bądź przeklęta.
Dextra czy raczej Derija nie reagowała. W końcu ucięła ostatni pukiel włosów. Przerażony Gruther zobaczył, że ścięte włosy zamieniają się w srebrny pył. Oczy Dextry przyjęły normalny wygląd.
— Co się stało, miły.
— Ty potworny demonie, zamilcz. Oszukałaś mnie, a ja zacząłem cię kochać. Nienawidzę cię, precz ode mnie.
— Co ty mówisz, Gruther. Ja jestem Dextra. Kocham cię. Co mówisz!
Gruther odczuł teraz odwagę i gorycz, jego serce rwał ból.
— Przepadnij demonie, idź precz.
Wrócił do domu. Dextra po chwili stanęła na progu
— Nie waż się wejść. Jeśli wejdziesz, zabije cię.
— Gruther, co ty? Ja jestem Dextra, co mówisz! Nie rozumiem, co zrobiłam złego?
Z jej oczu toczyły się łzy. Gruther zaryglował drzwi. Nie zastanawiał się, że Derija mogłaby go zabić w jednej chwili, gdyby chciała.
— Gruther, wpuść mnie. Jestem Dextra, kocham cię.
Zatkał uszy, aby nie słyszeć jej głosu. Siedział na skórach.
Musiał zasnąć, a kiedy doszedł do pełnej świadomości, zobaczył, że już dniało. W pierwszej chwili pomyślał, że miał zły sen, ale zobaczył puste posłanie. Dostrzegł zaryglowane drzwi. Zaczął wkładać wszystko do swojego worka. Odryglował drzwi. Dextra siedziała nago na progu.
— Gruther co zrobiłam, dlaczego? - patrzyła na niego ze smutkiem w oczach.

Policzki wciąż miała mokre od łez.
— Nie jesteś Dextra. Jesteś Derija, demon. Idź precz.
Podszedł do ogniska i rozdmuchał ogień. Wziął kawał zapalonego drzewca i wrzucił na dach. Po chwili cała chat zaczęła się palić. Gruther zarzucił wszystko na grzbiet Gwiazdki. Odwiązał Księcia.
— Biegnij, jesteś wolny. Nie chce, abyś mi przypominał demona. Uderzył konia w zad.
— Uciekaj — krzyknął.
Koń nie chciał iść, ale Gruther uderzył go kilka razy i koń w końcu skoczył i pogalopował przez las.
Gruther wskoczył na swoją wierna klacz. Zaczął jechać przez las. Nawet nie spojrzał na dziewczynę. On siedziała blisko drzwi. Rozpalone pale zaczęły spadać obok. Dziewczyna siedziała nieruchoma.
*
Gruther nie czuł nic. Nie myślał o głodzie ani o odpoczynku. Zatrzymał się kilkakrotnie, aby zaspokoić pragnienie. Jechał, nie zważając na nic. Nie było tak gorąco, jak miesiące temu, ale wciąż było ciepło. Zdjął ze swojej klaczy cały ciężar. Rzucił się na trawę i zasnął. Gwiazdka spokojnie skubała trawę.
Gruther obudził się następnego dnia. Zaczął łączyć słowa. Pięć lat. Księżniczka. Wilki. Nie rozumiał, dlaczego tak go oszukała. Poprzednia boleść po stracie Kaliji była niczym w porównaniu z tym, co teraz czuł. Wiedział, po co jedzie i gdzie. Chciał odnaleźć Ottona i go zabić. Nie myślał, że może zginać. Nie myślał, że może mu się nie udać.

Dextra siedziała przy zgliszczach. Nie czuła nic. Bo gorycz, jaka objęła jej całe jestestwo, przekroczyła granicę bólu. Nie miała już łez. Nie rozumiała, że człowiek, którego uważała za dobrego, tak postąpił.
— Dlaczego, Gruther! Dlaczego?
Siedziała długo. W końcu skrawki pamięci coś jej przypomniały.
— Dlaczego, Boże — szepnęła.  
I tym razem nikt nie odpowiedział.
Mijał czas. Nastał wieczór. Dextra wstała i podniosła dłonie do góry.
— Dlaczegooooo!!!.
Jej krzyk rozdarł ciszę. Nagle bez powodu uderzył piorun, potem drugi. Wir ze srebrnego pyłu osłonił jej ciało.
— Masz wybór, Derija. Zabij Gruthera tym sztyletem. Będziesz żyć wiecznie. Jesteś Księżycową Księżniczką.
Natychmiast jej włosy stały się długie i otulona została w ciemnogranatową suknię, mieniąca się diamentami. Przed nią leżał sztylet, którym ścinała włosy.
— Nie, królu demonów. Nigdy nie zabiję Gruthera. Ja go kocham.
W jednej chwili nastąpiła cisza. Wiatr ustał, srebrny pył upadł na ziemie i zniknął. Pioruny umilkły.
Jej włosy stały się znowu krótkie. Stała nago przy zgliszczach.
— Posłuchaj kochanie. Masz inny wybór. Uratuj Gruthera, bo pochłonęła go złość i zemsta. Jeszcze raz odzyskasz władzę, jaką miała Derija. Jeśli jednak to zrobisz, umrzesz. Demon nie może poświecić się dla człowieka.
— Ja nie jestem demonem.
— Jesteś. Przestałaś mieć moc, bo ścięłaś włosy, ale prawdziwy powód był inny. Masz wciąż dobro w sobie i to dobro nakazało ci bezwiednie ścinać włosy. Jeśli pomożesz Grutherowi, nie będziesz już demonem.
— Jest mi obojętne, kim będę. Czy Gryther będzie żył?
— Uratujesz go, będzie żył. Jednak człowiek jest śmiertelny i w końcu umrze.
— Czy będę z nim, kocham go.
— Ja też go kocham, jednak umarłam, bo miał być tobie pisany.
Derija zrozumiała kto do niej mówił.
— Kalijo, siostro. Wybacz, kocham cię. Wybacz.
Głos umilkł.
Derija zaczęła iść przez las. Kaleczyła stopu ostrymi patykami. Doszła do mokradła. Umazała swoje ciało, bo chciała osłonić nagość. Nie czuła głodu ani pragnienia. W dłoni trzymała sztylet ze srebrną rękojeścią. W piątym dniu wędrówki znalazła stare szmaty. Owinęła swoje zmęczone ciało. Nie wiedziała, że podąża do wielkiego miasta.

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 5662 słów i 32279 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Hart

    No to teraz zbudowałeś akcję. A co będzie dalej? Pewnie Ty już wiesz, a ja jeszcze poczekam. To jest mocne 👍🏻

    Przedwczoraj

  • Użytkownik Sapphire77

    @Hart Dziękuję. Jak zauważyłeś Gruther nie jest złym czľowiekiem, ale los mu daje same łzy. Ciekawi mnie jak oceniasz jego czyn. Czy powinien tak postąpić? Został jeszcze jeden odcinek pierwszej części. Rzadko zabijam moich bohaterów. Zrobiłem to w tym opowiadaniu i W Sztormie serca, ktorego jeszcze nie opublikowałem.

    Wczoraj 1:29