Kolejny dzień zacząłem od wizyty w gabinecie. Spojrzałem na monitory. Emma leżała nieruchomo, dokładnie w tej samej pozycji, w której zostawiłem ją kilkanaście godzin temu. Skórzana uprząż trzymała ją w ryzach, a każde głębsze tchnienie wywoływało lekkie spięcie jej ciała. Była wykończona, ale idealnie przygotowana. Dokładnie tak, jak planowałem.
Odstawiłem pustą filiżankę po kawie i zszedłem do piwnicy. Szczęk otwieranego zamka rozniósł się echem po korytarzu. Gdy wszedłem do celi, jej zlane łzami, spuchnięte oczy natychmiast skierowały się na mnie. W jej spojrzeniu nie było już wczorajszego buntu. Było tam tylko nieme, zmęczone błaganie.
– Dzień dobry, Emmo – powiedziałem spokojnie, podchodząc do łóżka.
– Gabriel... proszę... – wychrypiała, a jej głos załamał się w żałosnym szlochu. – Zdejmij to... błagam cię, wyciągnij to ze mnie... To tak strasznie boli...
Stanąłem nad nią, delektując się tym widokiem, po czym pochyliłem się i sprawnie odpiąłem klamry uprzęży. Jednym, zdecydowanym ruchem ściągnąłem z niej skórzane pasy, wyciągając oba ciężkie elementy z jej wnętrza. Z jej gardła wyrwał się długi, drżący jęk ulgi, a zmęczone mięśnie natychmiast spróbowały się rozluźnić. Płakała rzewnymi łzami, cicho skomląc w poduszkę.Uprząż odłożyłem na stolik obok, po czym usiadłem na brzegu materaca.
Moja dłoń spoczęła na jej rozgrzanym, gładkim udzie. Przesunąłem palcami wyżej, brutalnie rozchylając jej nogi, i bez żadnego ostrzeżenia włożyłem dwa palce głęboko w jej ciasne, spuchnięte wnętrze. Emma drgnęła, a z jej ust wyrwał się cichy, bolesny szloch. Była niesamowicie wrażliwa po całej nocy, a jej ciało zmanipulowane godzinami nieustannych wibracji było całkowicie mokre. Śliskie, gorące wnętrze natychmiast zacisnęło się wokół mojej dłoni.
– Zobacz, jak pięknie na mnie czekasz – mruknąłem, przesuwając palcami wewnątrz niej, co wywołało u niej kolejną falę drżeń. – Jesteś idealnie mokra, mała.
– Nie, proszę... nie rób tego znowu... – zapłakała głośno, szarpiąc bezsilnie rękami, choć nie miała już siły na prawdziwą walkę. – Jestem taka obolała... błagam, daj mi odpocząć...
– Dla zdrowotności, mała, każdy rano musi sobie ulżyć – mruknąłem, nachylając się nad nią i patrząc prosto w jej zamglone, pełne łez oczy.–A ty od dzisiaj będziesz dbać o moje samopoczucie każdego dnia. To twój jedyny obowiązek.
– Gabriel, litości... – skomlała, gdy rozpiąłem spodnie, widząc, że nie zamierzam słuchać jej próśb.
Naparłem na nią całym swoim ciężarem, przygniatając jej drobne ciało do materaca, i jednym, mocnym pchnięciem wszedłem w nią do samego końca. Emma jęknęła głośno, chwytając palcami za prześcieradło, gdy mój rozmiar ponownie zmusił jej obolałe, spuchnięte tkanki do maksymalnego rozciągnięcia. Wilgoć, którą we mnie zostawiła, sprawiła, że wszedłem gładko, mimo jej wyraźnego oporu.
– Powiedz to, Emmo. Chcę usłyszeć, jak mnie witasz – rozkazałem, przyspieszając tempo i dobijając do samego końca przy każdym ruchu.
– Boli... tak bardzo boli... – płakała, kręcąc głową na poduszce, podczas gdy jej ciało bezwiednie zaciskało się wokół mnie. – Proszę, Gabriel... delikatniej...
– Masz być posłuszna od samego rana, pamiętasz? – szepnąłem nisko, chwytając ją mocno za włosy, by uniosła na mnie wzrok. – Powiedz: „Dzień dobry, panie”.
– Dzień dobry... panie... – wykrztusiła przez łzy, całkowicie kapitulując pod moim ciężarem.Zacząłem poruszać się w niej miarowo i mocno, narzucając swoją surową rutynę od samego rana. Każde pchnięcie przypominało jej, że jej ciało nie należy już do niej od teraz było jedynie moją własnością, narzędziem do zaspokajania moich potrzeb, gotowym na każde moje zawołanie, bez względu na jej płacz i błagania.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz