Panna X (1)

Panna X stała w przewiewnej sukience przed drzwiami. Było tak gorące lato, że po domu chodziła bez bielizny.
I tak było tym razem gdy weszli. Jeszcze teraz, na progu nowego życia, nie do końca miała świadomość tego co się stało. Gmach, do którego miała wejść przypominał klasztor, wiekowe mury z elewacją utrzymaną w nieco barokowym stylu. Całości dopełniały okna z witrażami.
Z zadumy wyrwał ją zgrzyt zamka.
- Dzień dobry - zapraszającym gestem przywitał ją lokaj z pokrytego półmrokiem korytarza.
Wiedziała, że jest to być może ostatnia, choćby trochę jej własna decyzja.  
- Dzień dobry - odpowiedziała robiąc krok do wnętrza.
- Jestem Fanciszek, sługa uniżony. Dzwoniono, że Pani przyjedzie. Proszę za mną.

Dopiero teraz, gdy szła za nim, zobaczyła jak dziwny strój ma na sobie lokaj. Z przodu elegancki, lecz z tyłu było mu trochę brak. A dokładniej to tył był przeźroczysty. Miała więc przed sobą dobrze zbudowanego mężczyznę. Jego muskulaturę musiała sobie wyobrazić, jednak tors był widoczny a tyłeczek przed nią bardzo zachęcał do bliższej znajomości.
"Rany o czym ja myślę” - zbeształa siebie w duchu. Nie wiedziała jeszcze jak ważny będzie ten mężczyzna w jej nowym życiu.
Gdy oderwała oczy od Franciszka zobaczyła niezwykłe wnętrze do którego właśnie weszli. Ściany w mitologicze malowidła pod sam sufit. Ten zaś przedstawiał pary w scenach miłosnych. Poukładanych wieloma okręgami dookoła kryształowych lamp.
Na ścianie naprzeciwko okien, na środku stało biurko.
- Pani X. Witam - przywitała ją młoda dziewczyna w wytwornym stroju. - musimy dokończyć formalności. Proszę przeczytać i podpisać. Kopia dla Pani.
X. podpisała, swoją kopię schowała do torebki.
- Nie przeczytasz? - dziewczyna nieoczekiwanie zmieniła ton na bardziej stanowczy.
- Cóż, my też wzieliśmy kota w worku - dodała - Franciszek, pokaż co tam mamy.  
Lokaj podszedł i dosłownie zdarł z niej ubranie. Stała teraz naga przed obcymi ludźmi.  
- Dalej, dalej - ponaglała. - A ty mów mi Pani Marto.
Będący za X mężczyzna chwycił ją od tyłu za uda i podniósł w ten sposób, że wisiała w powietrzu z rozchylonymi nogami. Cały jej skarb wyeksponowany. Marta podeszła i przejechała po cipce.
- Golisz?- Spytała.
X skinęła głową.
- Zmienimy to.- powiedziała wkładając w X jednocześnie dwa palce.
Dreszczyk przebiegł przez plecy X.
- Lubisz to! To dobrze. Strój który masz na sobie obowiązuje cię do odwołania. Franciszku zaprowadź ją do medyków. Sprawdzimy czy czegoś nam nie przyniosła.

DzikiKocur

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 492 słów i 2627 znaków.

3 komentarze

 
  • eleonoe

    Panna X, nie zgrywa damy w tali kart raczej jest cala talia bo ja tasowali wszyscy tam! Lubila tanczyc pelna radosci tak, tylko czasami jeszcze anal, albo ostro cpac! :) Super, pisz dalej

  • nienasycona

    Krótkie, ale jestem bardzo ciekawa, jak to dalej poprowadzisz:)

  • Mlodyzakazany

    Zaczyna się ciekawie. Lubię takie klimaty.