Okruchy i okruszki cz. 10

Skała, głaz, kamień, błoto, strumień, skała, głaz …, no k... w co ja się dałem wciągnąć? Człapię już nie wiem, którą godzinę pod górę. Na początku miałem dziką przyjemność gapić się na jej zgrabny tyłek w obcisłych leginsach, a teraz? Pot leje się strumieniami na oczy, plecy mokre, dupsko mokre, w płucach świszczy, a ona zapiernicza jak kozica górska. Dziadek na wycieczce. Co mnie pokarało? Nagadała mi, że to łatwa trasa. No ok, może dla niej, ale dla mnie, stworzenia biurowego to wyprawa w Himalaje, a przecież jeszcze trzeba wrócić. Muszę sobie znaleźć jakąś motywację, jakąś myśl przewodnią, odwrócić złe myśli, bo inaczej padnę tu na szlaku, i nikt, ani nic mnie nie ruszy. Tak, chyba muszę się skoncentrować ponownie na jej tyłku. Niezły jest, kręci mnie. Leginsy fajne, bo i nóżki podkreślają, choć te sportowe gatki to też bym z niej zdjął. Krok, za krokiem, krok, za krokiem. Dyszę jak parowóz. A jakby ten jej tyłeczek przyodziać w jakąś sportową, może tenisową spódniczkę? Tak, to dobry pomysł. I nóżki by były, i pewnie tyłeczek by błysnął. Już nie mam czym ocierać potu. Majtki? Bawełniane figi, może stringi? Eee, co się mam ograniczać, majtki będą zbędne. Widziałem z jaką zawziętością depilowała swoją małą, wczoraj podczas kąpieli. Myślała, że nie widzę. Ja wszystko widzę, uwielbiam cieszyć oczy każdym skrawkiem ciała, choćbym miał to robić przez dziurkę od klucza. Dobra majtki precz. Powiał wiatr, szarpnął spódniczką, błysnął goły tyłek. Ta cholerna ścieżka robi się jeszcze bardziej stroma. A ona prawie skacze po tych skałach. Tak, nareszcie, musiała się pochylić i wypiąć na mnie. Piękna goła cipka. Poezja na łonie przyrody. Tylko ten pot na moich oczach. A może to nie pot? Może to ona tak błyszczy, mami wilgocią? Nie, to niemożliwe! Wystaje z niej cienki sznureczek od kuleczek, niczym przewód od wewnętrznych baterii, dających jej tę moc. Ja zdycham, a ją podniecenie pcha naprzód, ja jestem mokry od potu, a jej mała jest mokra z podniecenia. Jakże chciałbym ją teraz dopaść na jakimś większym kamieniu, zanurzyć się w tej wilgoci. Do tego trzeba ją dogonić. Czuję jak mój przyjaciel budzi się leniwie, wyznaczając kierunek niczym igła kompasu. Pożądanie ma jednak moc. Kolejny zakręt, kolejna skała. Wiatr podwiewa ją coraz bardziej bezwstydnie. Hula pieszcząc jej skarb. Musi to czuć, musi ją to kręcić. Powoli zbliżamy się do szczytu. Jeszcze kilka kroków, by pokonać to podejście, i jest, dotarła, ja człapię niezdarnie gapiąc się lubieżnie. Ona zatrzymała się, widzę jak zaciska uda, co jest? Stało się jej coś? Zaczyna drżeć, jęczeć, ona dochodzi na moich oczach. Euforia ze zdobycia szczytu wraz z tymi małymi kulkami, powodują u niej orgazm totalny. Wyje z rozkoszy, jakby chciała zagłuszyć wiatr. Ja tego tak nie zostawię. Zdobywając się na nieludzki dla mnie wysiłek dopadam do niej. Bezceremonialnie wyciągam z niej kulki, wpychając kutasa, by po kilku pchnięciach zalać spermą i równie nagle opuścić. Nagle czuję jak ktoś leje mnie po pysku. Otwieram oczy. Stoi nade mną roześmiana – Udało ci się staruszku – mówi ocierając pot z mego czoła. Rozglądam się niepewnie. Góra się zgadza, zajebisty widok też, tylko spódniczka zniknęła a wróciły leginsy. Czuję się jakoś niepewnie. Przytula mnie, gdy próbuję unieść głowę. Mały już całkiem oklapły, niemrawo wystaje z opuszczonych spodni. Całuję ją. Teraz wyczuwam na jej ustach smak nasienia. Pomaga mi się podnieść. Zobacz, teraz pójdziemy tam – wskazała na wszechogarniający błękit morza i pas białego piasku. Jestem zupełnie zagubiony. Czyżbym wlazł na tę cholerną górę bez świadomości? Czy lodzik w jej wykonaniu wykasował mi pamięć? Wstaję niezgrabnie, próbując podciągnąć gacie. Polowałem na nie tygodniami, aż udało się. Krokodyle z otwartymi paszczami wyglądają równie beznadziejnie jak ja teraz. A ona nie zważając zupełnie na mój stan zaczyna mnie ciągnąć w dół zupełnie inną trasą. Myślałem, że w dół to łatwiej. Gówno prawda – nogi się uginają, kolana drżą, jedynie oddech równiejszy. Na dodatek straciłem swoją przepiękną wizję. To ona prowadzi, lecz zamiast jej tyłka, mam przed oczami plecy. Ciągle muszę uważać by nie zaliczyć efektownej gleby, na którymś z wystających kamieni. Udało się. Po kolejnych kilku godzinach, sprowadziła mnie na plażę w jednym kawałku. Wreszcie coś w miarę równego, a na dodatek zupełnie pustego. Już nawet nie patrzę jak wygląda. Padam na piach i dyszę. Oby znała jakąś wygodną i łagodną trasę powrotu, bo jak nie to … nawet nie mam siły jej grozić. Łypię na nią z wyrzutem, łapczywie opróżniając butelkę z wodą. A ona się ciągle uśmiecha. Ta jej górska euforia mnie zabije. Zrzuciła właśnie ciuchy i naga tanecznym krokiem poszła do wody. Trzeba jej oddać, że troszkę przyjemności mi sprawiła już dzisiaj, a popatrzeć na nią miło. Fale rozbijają się na jej opalonym ciele, piszczy i śmieje się jak dziecko. Zastanawiam się gdzie się tak opaliła cała, jak ciągle tylko góry i góry? Z trudem rozbieram się też i człapię do niej. Nogi mają na ten temat inną teorię, i zupełnie nie chcą słuchać poleceń. Pierwsza fala, która uderza we mnie jest jak ożywczy prysznic. Kolejne tylko potęgują te wrażenie, dając mym obolałym członkom to czego pragną – ulgę. A właśnie odnośnie członków, mały też się ożywił. Chyba bliskość jej jędrnego, młodego ciałka tak na niego podziałała. Łapię ją gdy podskakuje na jednej z fal, i z miną oraz zapałem jaskiniowca ciągnę na brzeg. Próbuje się wyrywać i czmychnąć mi do wody, ale przewaga masy robi swoje. Ląduje pode mną na piasku. Nie zamierzam się bawić w czułości. Po prostu wdzieram się w nią, czując jak fale smagają mnie po jądrach. Jej mała jest cholernie wilgotna, na ten swój magiczny sposób. Uderzenia fal nadają rytm moim ruchom. Nie broni się już, tylko oplata mnie nogami i dociska jeszcze mocniej. Nie ma w tym romantyzmu, chce być mocno pieprzona, głęboko i mocno. A ja jej to daję widać, bo szybko czuję błogosławiony skurcz i słyszę ulubiony jęk. W jednej chwili dołączam do niej. Teraz już zupełnie opadłem z sił. Fale penetrują wnętrze jej ud, które właśnie opuściłem, a ten bezczelny uśmiech rozlał się jeszcze szerzej po jej twarzy. Pomaga mi wstać. Dziś czuję się jak emeryt pełną gębą. Z czeluści plecaka wygrzebała zwiewną sukienkę i komplet pomarańczowej koronkowej bielizny.  
- Pozwolisz mi to włożyć?
- Tylko  sukienkę
Wciągnęła ją posłusznie na mokre ciało.
- Chowasz jeszcze jakieś skarby w tym plecaku? - nie czekając na odpowiedź zanurzyłem w nim łapska, które wyjąłem dzierżąc kuleczki.
- Chodź tu – ton nie dał jej wyboru, więc podeszła karnie, stając na koniec w lekkim rozkroku. Przyjęła je w siebie z godnością, choć czułem jak wrażliwie reagowała na każdy dotyk. Pozwalała mi dziś robić ze sobą wszystko, czułem, że to jeszcze nie koniec na dziś i podświadomość dawała znak, że to wszystko jej plan.
- Choć staruszku. Wrócimy do hotelu autobusem – rzuciła jakby nigdy nic, gasząc tym samym niepokój mego zmęczonego ciała.

Szarik

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1376 słów i 7490 znaków.

4 komentarze

 
  • nefer

    Mnie bardzo się podobało, może dlatego, ze sam lubię łazić po górach. A z takimi perspektywami... A tak serio to dobrze i dowcipnie napisane, przyjemne w lekturze, zabawne. Gratulacje.

  • Szarik

    @nefer dziękuję i cieszę się, że Ci się podobało.

  • chaaandelier

    Aż sama nabrałam ochoty na taką wycieczkę. ;)

  • nienasycona

    Bardzo ładne opowiadanie, podoba mi się:)

  • Szarik

    @nienasycona dziękuję :)

  • anulka

    A, kto powiedział, żę zdobywanie szczytów jest lekkie? :P  
    Za to jaka przyjemność, nieprawdaż?, i jakie widoki jak wchodzimy na ten szczyt :D , i jaka ulga, i uczucie zwycięstwa jak schodzimy z niego....
    Bardzo przyjemnie się czytało!

  • Szarik

    @anulka ciągle pod górkę ;) a miało być letnio i lekko, cieszę się, że się udało :)

  • anulka

    @Szarik, a udało się :P