Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Odcięci od świata 9

Zamarłam. Serce waliło mi w piersi jak młotem, a oddech uwiązł gdzieś w gardle. Czułam na karku czyjś oddech, cuchnący tanim alkoholem i wilgocią. Dłoń na moich ustach była szorstka, zdarta od ciężkiej roboty, ale to nie była ręka mojego gospodarza. Ta była inna, węższa, bardziej nerwowa. Próbowałam się wyrwać, kopnąć, zrobić cokolwiek, ale facet za moimi plecami przycisnął mnie mocniej do ściany szopy. Wbijał mi kolano w krzyż, unieruchamiając mnie całkowicie.

- Cicho bądź, mała - syknął mi prosto do ucha. - Jeśli piskniesz, to on nie będzie miał litości. Ani dla ciebie, ani dla mnie. Chcesz wiedzieć, dlaczego on tu siedzi sam w tych górach? Myślisz, że to uciekinier przed światem? On tu nie uciekł. On się tu ukrył po tym, co odwalił w mieście.

W oddali, przy wejściu do chaty, usłyszałam kolejny huk. Mój gospodarz wciąż tam był, szarpiąc się z kimś albo czymś przy drzwiach. Nie widziałam go przez zasłonę śniegu, tylko słyszałam przekleństwa i odgłosy walki. Ten, który mnie trzymał, poluzował uścisk na moich ustach, ale tylko na tyle, żebym mogła szeptać.

- Kto ty jesteś? - zapytałam drżącym głosem.

- Ktoś, kto go szukał od miesięcy - odparł nieznajomy. - On nie jest tym, za kogo go uważasz. Jest drapieżnikiem. A ty dla niego jesteś tylko kolejną zabawką, którą zaraz złamie. Jeśli chcesz przeżyć, musisz zrobić to, co ci powiem.

Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo nagle światło latarki prześlizgnęło się po ścianie szopy. Mój gospodarz wrócił. Nie było widać śladów walki, tylko jego twarz, która wyglądała jak wykuta z kamienia. Zobaczył mnie w ciemnościach. Zobaczył też tego faceta, który stał za moimi plecami. Nie było żadnego ostrzeżenia. Mój gospodarz rzucił się w naszą stronę, a w jego ręku błysnęło ostrze. Nieznajomy puścił mnie tak gwałtownie, że uderzyłam głową o drewnianą ścianę szopy.  

- Uciekaj do środka! - wrzasnął gospodarz, a w jego głosie nie było cienia strachu, tylko czysta, pierwotna furia.

Wpadłam do chaty, zatrzaskując za sobą ciężkie dębowe drzwi. Rygiel wszedł na miejsce z głośnym trzaskiem. Padłam na kolana, trzęsąc się z zimna i strachu. W środku było ciemno, tylko ogień w kominku dogasał, rzucając długie, migoczące cienie na ściany. Nie wiedziałam, co robić. Słyszałam za drzwiami krzyki, przekleństwa i odgłosy ciał uderzających o drewno. To nie była zwykła bójka. To było wyrównywanie rachunków.

Po chwili wszystko ucichło. Tylko wiatr wył w kominie. Czekałam minutę, może dwie, aż klamka zaczęła powoli opadać. Wstrzymałam oddech. Drzwi otworzyły się z trudem, a do środka wszedł mój gospodarz. Był cały w śniegu, a jego kurtka miała rozdarcie na ramieniu. Spojrzał na mnie, a jego oczy płonęły nienawiścią. Nie zapytał, czy nic mi nie jest. Nie przytulił mnie. Po prostu podszedł do mnie, chwycił za włosy i pociągnął w górę, zmuszając do wstania.

- Myślałaś, że możesz słuchać jego kłamstw? - warknął, przyciskając mnie do ściany tuż przy kominku.

- Ja tylko... on mnie złapał... - wykrztusiłam, ale on uciszył mnie, przyciskając swoje usta do moich.

To nie był pocałunek. To był atak. Czułam smak krwi w ustach, jego szorstkie wąsy drażniły moją skórę. Jedną ręką trzymał mnie za włosy, drugą zaczął szarpać moje ubrania, które i tak były już w strzępach. Rozdarł resztki mojej bielizny jednym ruchem, aż usłyszałam dźwięk pękającego materiału. Byłam przerażona, ale w środku czułam też coś innego. Jakieś dziwne podniecenie, które pulsowało między moimi nogami. On to czuł. Wiedział, że jestem mokra, mimo że cała się trzęsłam.

- Chciałaś wiedzieć, co zrobiłem? - szepnął, a jego dłoń zjechała niżej, prosto między moje uda, brutalnie rozchylając moje nogi. - Teraz się dowiesz, co potrafię.

Wsunął dwa palce prosto we mnie, bez żadnego przygotowania, bez żadnej delikatności. Krzyknęłam z bólu i zaskoczenia, ale on tylko się zaśmiał. Jego palce poruszały się w środku wściekle, szorstko, drażniąc każdą ściankę, jakby chciał mnie sprawdzić, jakby chciał wydrzeć ze mnie każdą tajemnicę. Czułam, jak krew napływa mi do twarzy, jak każda komórka mojego ciała reaguje na ten prymitywny dotyk.  

- Jesteś taka ciasna - mruknął, a jego głos był teraz niskim, gardłowym pomrukiem. - Ale teraz będziesz moja. Już nikt nie przeszkodzi.

Przewrócił mnie na stół, zrzucając z niego resztki naczyń. Talerze roztrzaskały się na podłodze, ale on nawet nie mrugnął. Rozpiął spodnie, wyciągając swojego twardego jak skała kutasa. Nie było gry wstępnej, nie było słodkich słówek. Było tylko czyste, zwierzęce pożądanie, które narastało między nami od pierwszego dnia. Wszedł we mnie jednym, mocnym pchnięciem, aż poczułam, jak rozrywa mnie w środku. Krzyknęłam, wbijając paznokcie w jego ramiona, ale on tylko przycisnął mnie mocniej do blatu, nie pozwalając na żaden ruch.

- Ruszaj się - rozkazał, a jego biodra zaczęły uderzać o moje z taką siłą, że stół trzeszczał pod naszym ciężarem.

Każde jego pchnięcie było jak cios. Było w tym tyle gniewu, tyle frustracji i tyle brudnej potrzeby dominacji, że zapomniałam o całym świecie. Zapomniałam o tym, co powiedział ten facet przed chatą. Zapomniałam o lawinie, o odcięciu od świata. Istniał tylko jego ciężki oddech, jego twardy członek w mojej cipce i ból, który powoli zamieniał się w coś, czego nie potrafiłam kontrolować.  

- Błagam... - wyjęczałam, choć nie wiedziałam, o co błagam.

- Błagaj mnie - warknął, łapiąc mnie za biodra i podnosząc do góry, żeby wejść jeszcze głębiej. - Powiedz, że chcesz, żebym cię zniszczył.

- Chcę... zniszcz mnie... - moje słowa były tylko szeptem, wtopionym w dźwięk uderzających o siebie ciał.

On nie czekał. Zaczął walić we mnie bez opamiętania. Każdy jego ruch był jak wyrok. Czułam, jak moje wnętrze pulsuje, jak zaciskam się na nim, chcąc więcej i więcej, choć wiedziałam, że to chore. Wiedziałam, że to, co robimy, jest popieprzone. Ale nie potrafiłam przestać. Moje ciało zdradziło mój rozum. Byłam mokra, rozpalona, totalnie podporządkowana jego woli. On był dla mnie wszystkim, katem i kochankiem w jednym.  

W pewnym momencie chwycił moje włosy i odchylił moją głowę do tyłu, zmuszając mnie do patrzenia mu w oczy. Jego spojrzenie było zimne, pozbawione jakichkolwiek emocji, czysta satysfakcja z posiadania.

- Pamiętaj o tym - powiedział, przyspieszając tempo do granic wytrzymałości. - Nikt cię nie uratuje. Jesteś moja, dopóki ja tak będę chciał.

Wtedy usłyszałam to znowu. Głośne, wyraźne walenie w drzwi. Ktoś nie odpuścił. Ktoś znowu stał na zewnątrz i tym razem nie używał pięści, tylko czegoś twardego, metalowego. Szyba w drzwiach pękła, a chłód wdarł się do środka chaty. Mój gospodarz znieruchomiał, ale nie wycofał się ze mnie. Został w środku, a jego oczy utkwione były w drzwiach, które trzeszczały pod naporem z zewnątrz.

- Zostań tutaj - syknął, wycofując się jednym szybkim ruchem i zostawiając mnie na stole, z rozłożonymi nogami i rozpalonym ciałem, które domagało się kontynuacji.

Zanim zdążyłam się zasłonić, drzwi wyleciały z zawiasów, a do środka wpadła ciemna sylwetka z bronią w ręku. Mój gospodarz nawet nie drgnął, tylko z uśmiechem godnym psychopaty wyciągnął nóż i rzucił się w stronę napastnika, a ja leżałam na stole, nie wiedząc, czy zaraz zginę, czy on wróci, żeby skończyć to, co zaczął.

- Masz wybór - powiedział napastnik, celując prosto w głowę mojego gospodarza. - Albo ją zostawiasz i wychodzisz teraz, albo oboje zginiecie w tej dziurze. Co wybierasz?

NocnaKrolowa

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 1475 słów i 7916 znaków.

Dodaj komentarz