Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Odcięci od świata 2

Stałam jak wryta, a jego palce na mojej brodzie zaciskały się coraz mocniej. Czułam ból, ale to był ten rodzaj bólu, który sprawiał, że moje nogi robiły się jak z waty. Marek nie żartował. Widziałam to w jego oczach. Były zimne, puste, jakby patrzył na przedmiot, a nie na człowieka. W tym domu nie było prądu, w kominku dogasały ostatnie szczapy drewna, więc jedyne światło dawało blade słońce wpadające przez brudne szyby. Cały mój świat skurczył się do tej jednej chwili. Nie miałam gdzie uciec. Drzwi były zamknięte, a on stał przede mną jak mur.

- No już, nie każ mi czekać - mruknął, a w jego głosie nie było cienia żartu.

Drżącymi dłońmi złapałam za dół swetra. Czułam się jak idiotka. Zawsze byłam pewną siebie babką, która rządzi w pracy i nie daje sobie w kaszę dmuchać, a teraz stałam tu i trzęsłam się przed jakimś gburem w środku głuszy. Zsunęłam sweter przez głowę. Rzuciłam go na podłogę. Zostałam w samym staniku. On nawet nie mrugnął. Dalej stał w tym samym miejscu, lustrując mnie wzrokiem.

- Spodnie - rzucił krótko.

Odepięłam guzik. Ręce mi się trzęsły, więc szło mi to opornie. Zsunęłam dżinsy na kostki, a potem kopnęłam je w stronę kanapy. Stałam przed nim w majtkach i staniku. Czułam chłód bijący od ściana, ale jednocześnie żar, który uderzał mi do głowy. Marek w końcu puścił moją brodę. Przeszedł wokół mnie, jakby oglądał towar w sklepie. Czułam jego wzrok na plecach, na udach, wszędzie. Zatrzymał się za moimi plecami. Jego dłoń położyła się na moim karku. Skóra była szorstka, gorąca.

- Bardzo ładnie - szepnął mi do ucha, a jego oddech sprawił, że przeszły mnie dreszcze. - Jesteś taka spięta. Musisz się rozluźnić.

Przesunął ręką w dół, po kręgosłupie, aż do zapięcia stanika. Jednym sprawnym ruchem wypiął haftkę. Materiał opadł, moje piersi wybiły się do przodu. Czułam się naga, kompletnie wystawiona na jego łaskę. Nie próbowałam się zakryć. Wiedziałam, że to go tylko rozjuszy. Złapał mnie za ramiona i obrócił przodem do siebie. Jego oczy przejechały po moich piersiach, potem po brzuchu.

- Jesteś taka wystraszona, a przecież tego chciałaś - powiedział, a ja poczułam, jak krew pulsuje mi w skroniach. - Chciałaś uciec od świata. Tutaj nie ma świata. Tutaj jestem tylko ja i ty.

Zaczął mnie dotykać. Nie było w tym żadnej czułości. Jego dłonie były brutalne, mocne, wędrowały po moim ciele, jakby chciał mnie sobie podporządkować. Chwycił moją pierś i zacisnął na niej palce, aż jęknęłam z bólu i przyjemności jednocześnie. Nie miałam jak się bronić. Wcisnął mnie w fotel, który stał za mną. Usiadłam, a on wparował między moje nogi.

- Rozłóż je szerzej - rozkazał.

Zrobiłam to bez słowa. Czułam się jak w jakimś transie. Moje majtki były już mokre, czułam to wyraźnie. Marek nie bawił się w podchody. Zsunął swoje spodnie, nie patrząc nawet na mnie. Kiedy zobaczyłam jego erekcję, poczułam, jak w dole brzucha coś we mnie pęka. Był wielki, twardy i widać było, że facet nie uznaje kompromisów.

- Teraz będziesz robić to, co ci każę - mruknął, chwytając mnie za włosy i odchylając moją głowę do tyłu. - Rozumiesz?

- Tak - wycharczałam.

Dopadł do moich ust, całując mnie tak mocno, że poczułam smak krwi. Jego język wdarł się do środka, szukając dominacji. Czułam, jak jego dłonie wędrują niżej, aż do moich majtek. Zerwał je jednym ruchem, nie dbając o to, że mogą pęknąć. Palce wbił mi w wilgotne miejsce, wcale nie próbując mnie przygotować. Był bezwzględny.

- Jesteś taka ciasna - mruknął, wpychając dwa palce do środka.

Jęknęłam głośno. Czułam, jak rozrywa mnie od środka, ale nie chciałam, żeby przestał. Moje ciało domagało się więcej. Chciałam, żeby mnie zdominował całkowicie, żeby wymazał wszystko, co było przed przyjazdem tutaj. Marek nie czekał. Odsunął się na sekundę, a potem po prostu wbił się we mnie. Poczułam, jak wypełnia mnie całkowicie, aż do bólu. Krzyknęłam, ale on stłumił mój krzyk kolejnym pocałunkiem.

Ruchy były szybkie, mocne, uderzał we mnie rytmicznie, nie dając mi chwili oddechu. Fotel skrzypiał pod ciężarem naszych ciał. Każde jego uderzenie było jak wyrok. Czułam się używana, sponiewierana, ale jednocześnie byłam w jakimś dziwnym stanie ekstazy. Nie liczyło się nic poza tym tarciem, tym potem, który spływał po naszych plecach, tym brudnym zapachem seksu wypełniającym małe pomieszczenie.

- Mów, czyja jesteś? - wysapał, uderzając coraz mocniej.

- Twoja - wyszeptałam, choć nienawidziłam tego, jak łatwo to przyszło.

- Głośniej! - krzyknął, chwytając mnie za biodra i przyciągając do siebie tak mocno, że nie mogłam odetchnąć.

- Jestem twoja, Marek! - wrzasnęłam, czując, że zbliżam się do krawędzi.

Wtedy usłyszeliśmy to. Wyraźny, głośny dźwięk. Ktoś walił do drzwi wejściowych. Ktoś, kto miał klucz, albo ktoś, kto właśnie wyważył zamek. Marek zamarł we mnie, jego oczy rozszerzyły się z wściekłości.

- Kto to, do cholery, jest? - syknął, odrywając się ode mnie.

NocnaKrolowa

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 1010 słów i 5258 znaków.

Dodaj komentarz