Serce waliło mi w piersi jak młotem, a w głowie miałam tylko jedno wielkie wycie. Siedziałam na tej zimnej podłodze, goła, z rozłożonymi nogami i czułam, jak po udzie spływa mi jego sperma. To było tak upokarzające, a jednocześnie tak cholernie podniecające, że aż mnie skręcało. Marek stał nade mną jak posąg, w ogóle nie drżał, mimo że lufa pistoletu była skierowana prosto w łeb tego gliniarza. Policjant stał w progu, dyszał ciężko, a światło z jego latarki latało po całym pokoju jak oszalałe.
- Marek, nie rób głupstw, masz rodzinę, masz szansę wyjść z tego z mniejszym wyrokiem - wykrztusił glina.
Marek tylko się zaśmiał. Ten dźwięk był tak zimny, że poczułam dreszcze na całym ciele.
- Zamknij ryj i wyjdź stąd, póki jeszcze masz głowę na karku - warknął Marek, nie odwracając wzroku od faceta.
Spojrzał na mnie, a jego oczy były czarne z wściekłości i jakiegoś dziwnego pożądania. Widać było, że ta sytuacja go nakręca. Podeszłam do niego na czworaka, słuchając jego polecenia. Czułam się jak suka, która musi wykonać zadanie, żeby jej pan był zadowolony. Marek złapał mnie za włosy i szarpnął do tyłu, żebym podniosła głowę.
- Słyszałaś pytanie, mała? Wybieraj. Albo go zajebię i zwiewamy w cholerę, albo pokażesz mu, co potrafisz, żeby go wyprowadzić z równowagi. Zdecyduj teraz, bo tracę cierpliwość.
Serce mi stanęło. Czułam na sobie wzrok tego policjanta. Był młody, wystraszony, nie wiedział, co zrobić. Spojrzałam na Marka, a potem na gliniarza. Zrozumiałam, że jeśli teraz nic nie zrobię, to Marek faktycznie pociągnie za spust. Wstałam, drżąc na całym ciele. Podeszłam do policjanta, który stał jak wryty. Wyglądał na skołowanego, bo nie spodziewał się, że w takim miejscu zastanie taką akcję.
- Słuchaj, on nie żartuje - powiedziałam cicho, z trudem łapiąc oddech.
Podszedł do mnie Marek i klepnął mnie w tyłek, aż mnie zapiekło.
- Nie proś go, tylko zrób to, po co tu jesteś. Pokaż mu, czyja jesteś.
Podeszłam jeszcze bliżej do gliniarza. Czułam jego strach, śmierdział potem i tanią kawą. Marek stał tuż za mną, jego dłoń była na moich plecach, czułam jak mnie popycha. Zaczęłam rozpinać rozporek policjanta. Ręce mi się trzęsły, ale Marek szepnął mi do ucha, żebym się nie wygłupiała i robiła swoje. Gliniarz stał jak słup soli. Nie wiedział, czy strzelać, czy korzystać.
- Jeśli się nie uspokoisz, to obaj zginiecie - powiedziałam, patrząc mu w oczy.
Marek chwycił mnie za szyję, ale nie dusił, tylko przyciągnął do siebie, żebym czuła jego twardego kutasa na swoich plecach. To było tak chore i tak podniecające, że zaczęłam się robić mokra. Policjant patrzył na nas, nie mogąc oderwać wzroku od moich piersi.
- Masz wybór - mruknął Marek do gliniarza. - Możesz patrzeć, jak ją biorę, albo możesz dołączyć. Ale jeśli choć drgniesz w stronę kabury, wybiję ci mózg na ścianę.
Gliniarz przełknął ślinę. Widziałam, jak mu się podnosi. Marek nie czekał. Wepchnął mnie na gliniarza, aż uderzyłam w niego piersiami. Zaczęłam ssać policjanta, bo wiedziałam, że to jedyny sposób, żeby Marek się nie wkurzył. Czułam jego szorstkie spodnie na swojej twarzy. Marek stał za mną, trzymając pistolet wycelowany w głowę gliniarza, a drugą ręką zaczął mnie gładzić po udach, wjeżdżając palcami prosto w moją mokrą cipkę.
- Dobra suczka - mruknął Marek. - Ssij go, niech myśli, że ma szansę.
To była najbardziej pojebana sytuacja w moim życiu. Czułam się jak zabawka w rękach dwóch facetów, z których jeden chciał mnie zabić, a drugi chciał mnie uratować, ale był za słaby. Marek zaczął mnie walić w tyłek, rytmicznie, aż jęczałam z bólu i przyjemności. Policjant w końcu odpuścił, rzucił broń na podłogę i zaczął mnie całować po szyi, cały czas trzymając ręce na moich biodrach.
Marek wybuchnął śmiechem.
- Widzisz, jaka jesteś skuteczna? Nawet glinę potrafisz złamać.
W tym momencie usłyszeliśmy kolejne walenie do drzwi, ale tym razem od frontu. Ktoś jeszcze był na zewnątrz. Marek przestał mnie dotykać i odskoczył od nas, celując bronią w stronę korytarza.
- Kto tam? - krzyknął Marek, a jego głos był pełen jadu.
Zza drzwi dobiegł głos, którego się nie spodziewałam. To był mój mąż, który jakimś cudem dotarł do tej chaty przez zaspy.
- Otwieraj, słyszę, że tam jesteście! Wiem, że ona tam jest!
Spojrzałam na Marka, a on uśmiechnął się tak, jakby wygrał los na loterii. Spojrzał na policjanta, potem na mnie, a potem na drzwi, za którymi stał mój facet.
- No proszę, impreza się rozkręca. Teraz mi powiedz, kogo chcesz w łóżku, kiedy to wszystko pierdolnie. Męża, który cię nie rozumie, gliniarza, który chce tylko cię zaliczyć, czy mnie, który sprawia, że w końcu czujesz, że żyjesz?
Marek podszedł do drzwi i kopnął w zamek.
- Wchodź, kochanie! Akurat mamy małe zgromadzenie!
Drzwi ustąpiły, a w progu stanął mój mąż, cały w śniegu, z twarzą wykrzywioną z wściekłości. Zobaczył mnie, nagą, z gliniarzem w rozpiętych spodniach i Markiem z pistoletem w ręku.
- Ty suko - wycedził mąż przez zęby.
Marek podszedł do niego, przyłożył mu lufę do skroni i zapytał spokojnie.
- A ty co tu robisz? Przyszedłeś po żonę, czy chcesz się pobawić razem z nami?
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz