Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Odcięci od świata 8

Serce waliło mi w piersi jak młot. Ten typ z siekierą stał w progu, a światło jego latarki omiatało nasze spocone ciała. Mój gospodarz wcale się nie skulił. Wyprostował się, nie wyciągając zadowolonego kutasa z mojej cipki, tylko mocniej zacisnął dłoń na moich włosach. Czułam, jak jego mięśnie na udach drżą z napięcia. Był wściekły, ale w tej wściekłości było coś jeszcze. Jakaś chora ekscytacja.

- Spierdalaj stąd, póki masz jeszcze obie nogi - warknął mój facet, a jego głos brzmiał jak zgrzyt kamieni.

Ten z siekierą tylko zaśmiał się pod nosem. Przesunął światłem latarki w górę, oświetlając moje piersi, a potem moją twarz. Widziałam, jak oblizuje spękane wargi.

- Właściciel się znalazł - powiedział kpiącym tonem. - Ale chyba nie jesteś taki samolubny, co? Ona wygląda na taką, co potrzebuje więcej niż jednego chłopa w taką zimną noc. Zobacz, jak się trzęsie.

Faktycznie się trzęsłam, ale nie z zimna. Cała moja skóra płonęła. Czułam się jak mięso wystawione na ladę. Wiedziałam, że powinnam krzyczeć, że powinnam się wyrwać, ale moje ciało należało teraz do tego surowego skurwysyna, który wciąż był we mnie po same kule. Czułam każde jego pchnięcie, mimo że stał nieruchomo. Każdy jego mięsień był napięty jak struna.

- Podejdź bliżej, jeśli masz jaja - rzucił mój gospodarz, puszczając moje włosy i sięgając do paska spodni, które leżały w kącie. Nie wyciągnął jednak broni. Wyciągnął ciężki pas z grubą klamrą.

Facet z siekierą wszedł do środka. Zamknął za sobą drzwi szopy. W środku zrobiło się duszno od zapachu potu, spermy i strachu. Czułam, że zaraz oszaleję.  

- Połóż się na ziemi - rozkazał mi mój facet, a jego głos nie znosił sprzeciwu.  

Padłam na kolana na zimną, brudną słomę. Byłam naga, z wypiętym tyłkiem i rozwartymi nogami, podczas gdy oni dwaj mierzyli się wzrokiem. Ten z siekierą rzucił narzędzie w kąt. Ono uderzyło w ścianę z głuchym stukotem.  

- Lubisz tak patrzeć? - zapytał intruz, rozpinając rozporek.

- Lubię patrzeć, jak dostajesz wpierdol za to, że w ogóle pomyślałeś o dotknięciu mojej własności - odpowiedział mój gospodarz.

Zaczęła się jatka. Nie było żadnych zasad. Mój facet rzucił się na niego jak wściekły pies. Zaczęli się bić w tej ciasnej szopie, przewracając narzędzia i worki z sianem. Uderzenia pięściami o ciała brzmiały obrzydliwie, jak bicie w surowe mięso. Ja tylko leżałam na ziemi, niezdolna do ruchu, z rozłożonymi nogami, patrząc na to wszystko z jakimś dziwnym obłędem w oczach. Chciałam, żeby mnie wzięli, obaj, teraz, natychmiast.

Po chwili ten z siekierą leżał na ziemi, krztusząc się krwią. Mój gospodarz usiadł na nim okrakiem, zaciskając dłonie na jego gardle.  

- Jeszcze raz tu wejdziesz, to cię wykastruję i zmuszę do zjedzenia własnego kutasa - wysyczał.

Puścił go, a ten wypadł z szopy, potykając się o własne nogi. Drzwi zostały otwarte. Mroźne powietrze wdarło się do środka, ale mnie to nie obchodziło. Mój facet wstał, podszedł do mnie i bez słowa chwycił za biodra. Nie było żadnej czułości. Wbił się we mnie od tyłu, tak mocno, że poczułam, jak uderza swoim członkiem w moją szyjkę macicy. Krzyknęłam, ale on stłumił mój krzyk, przyciskając twarz do moich pleców.

- Widziałaś to, suko? Widziałaś, jak wygrywam? - sapał mi do ucha.

- Tak, widziałam - wyłkałam, bo nie mogłam już inaczej mówić.

- Więc teraz masz mi udowodnić, że jesteś moja. Szybko.

Zaczął pompować we mnie z taką wściekłością, jakby chciał wybić ze mnie wszystko, co czułam do tej pory. Każdy jego ruch był brutalny, każda sekunda była walką o oddech. Czułam, jak jego palce wbijają się w moje boki, zostawiając ślady. Nie było tu miejsca na miłość, na rozmowy, na jakiekolwiek pierdolenie o uczuciach. Było tylko czyste, zwierzęce używanie.

Kiedy w końcu doszedł, czułam jak wrząca sperma wypełnia mnie całą. Opadł na mnie, ciężki i śmierdzący potem. Leżeliśmy tak w milczeniu, słuchając tylko wycia wiatru za oknem. Po kilku minutach podniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy. Jego wzrok był zimny, pozbawiony jakichkolwiek emocji.

- Wstawaj - powiedział.

- Nie mogę, bolą mnie nogi - szepnęłam.

- Wstawaj, albo wrócę do tego z siekierą i pozwolę mu zrobić z tobą wszystko, na co ma ochotę.

Podniosłam się, drżąc. Byłam cała w słomie i brudzie. Spojrzał na mnie i zaśmiał się pod nosem.  

- Wyglądasz jak śmieć. I dokładnie tak się zachowujesz.

Podszedł do drzwi i spojrzał w stronę lasu.

- Myślisz, że on poszedł tak po prostu? On tam dalej jest, w ciemnościach. Czeka, aż zrobisz jeden błąd.

Podeszłam do niego, owijając się resztkami moich ubrań.

- Co mamy zrobić? - zapytałam.

On odwrócił się gwałtownie, chwytając mnie za podbródek.

- Nie pytaj, co mamy zrobić. Pytaj, co masz robić, żeby przeżyć. A teraz wracamy do chaty. I lepiej, żebyś była posłuszna, bo w nocy nikt nie usłyszy twojego krzyku.

Wyszliśmy z szopy. Śnieg sypał tak gęsto, że prawie nic nie było widać. Kiedy zbliżaliśmy się do ganku, usłyszałam dźwięk, którego bałam się najbardziej. Ktoś znowu skrobał do drzwi chaty, ale tym razem to nie było skrobanie. To było rytmiczne walenie ciężkim przedmiotem w drewno.

Mój facet zatrzymał się, wyciągając zza paska nóż.

- Zostań tutaj - rozkazał.

- Nie zostawiaj mnie samej!

- Zostań, powiedziałem!  

Ruszył w stronę werandy, a ja zostałam w ciemnościach, z sercem w gardle. Nagle poczułam czyjąś dłoń na swoich ustach i szorstki oddech na karku.

- Cicho bądź - szepnął ktoś tuż przy moim uchu. - On nie jest tym, za kogo go uważasz. Chcesz wiedzieć, co naprawdę zrobił, żeby tu zostać?

NocnaKrolowa

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 1127 słów i 5891 znaków.

Dodaj komentarz