Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Marta i slumsy cz. 3

Uległość kobiety wzmocniła witalność dyrektora. Wycofał się i kolejne pchnięcie było bardziej energiczne.  
Łóżko nieustannie skrzypiało niemiłosiernie. Model przedwojenny, wykonany z żelaza, najwyraźniej mocowania poluzowały się, a sprężyny mocno wysłużone. Dlatego skrzypiało w nim wszystko. Nawet małe ruchy wywoływały hałas, a co dopiero zamaszyste dźgnięcia dyrektora. A przy takich, oparcie łóżka uderzało w ścianę.
Marta była przekonana, że sąsiedzi wszystko słyszą, wyobrażała ich sobie z kubkami przyłożonymi do ściany… Choć przy takiej donośności hałasu łóżka, kubeczki zdawały się zbędne.
Chyba te same myśli zakołatały się w głowie urzędnika.
- Jęcz paniusiu! Jęcz głośniej… lubię jak kobita stęka donośnie.
Martę, i tak podnieconą, polecenie Ptaka zawstydziło, ale też podekscytowało. Posłuchała się. Wkrótce jej jęki dorównywały skrzypieniu łóżka.
- Aaaaa… aaaa… aaaaa!
Urzędas był wniebowzięty.
- O taaak! Tak! Niech sąsiedzi słyszą! Niech wiedzą jak pan dyrektor daje do pieca!
Dziewczyna tymi słowami była z jednej strony upokorzona… wszak ci sąsiedzi widzieli ją doskonale… wiedzą komu „daje do pieca” dyrektor. Z drugiej strony, zupełnie nie wiedzieć czemu, niesłychanie ją to podniecało. Jeszcze bardziej wytężyła głos. Chciała wyrazić podziw dla Ptaka, jakby po to, żeby to też usłyszeli sąsiedzi.
- Och… panie dyrektorze… aaaa… aaa… ależ jest pan męski… ależ aaa…. aaa… energiczny…
I nie przesadzała. Trudno byłoby oczekiwać tyle witalności od mężczyzny w jego wieku, tymczasem ten miał niespożyte wręcz siły.
- Co, dziwi cię, że stary ale jary?! Oj dam ci wycisk maleńka! Oj dam! Długo poboli cię psita!
Marta wciąż czuła na sobie niemały ciężar otyłego urzędnika, do tego jego ruchy w niej. „Kurcze… mam wrażenie, że on przerżnie mnie na wylot…”
- Aaa…. panie dyrektorze… nie…. aaa… aaa… nie tak mocno…
Takie prośby wbijały Ptaka w większą dumę.
- Widzisz paniusiu… to dlatego że „ptak” jest całkiem spory… a dziupla przyciasna! Ha ha!
Metafory, słowa kobiety, jej jęki, wzmagały jurność dyrektora. Przyspieszył.
Marta pamiętała, że urzędnik nie założył prezerwatywy. Przerażała ją myśl, że może wytrysnąć w jej pochwie.
- Panie dyrektorze… proszę… tylko niech pan uważa… żeby nie skończyć we mnie…
Czuła się upokorzona tym, że musi o to zabiegać, ale z drugiej strony, odczuwała z tego powodu dziwny rodzaj podniecenia.
Jeszcze bardziej podniecało to Ptaka. „O tak! Spuścić się tej damulce do cipki! To byłoby to! Taka wytworna paniusia… a teraz leży pod nim, rozkłada nogi! I jeszcze do tego mogłaby przyjąć w psitę jego spermę! O tak!”
- Nie martw się mała! Nie wiedziałaś, że Ptak może tak całą noc bez wytrysku?!
W tym momencie, Marta przypomniała sobie słowa Cudzesa o tym, że dyrektor ogląda się za spódniczkami: „niejednej zmajstrował brzucha!” i aż ją zmroziło.
Wyobraziła sobie, ile to kobiet mogło przewinąć się przez łóżko dyrektora. Ile z nich potem odkupiło to… brzuchami… Już widziała siebie, jak z naprężonym „bębenkiem” przedziera się przez slumsy.

1 470 czyt.
100%51
Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyczne, użyła 580 słów i 3296 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Historyczka

    Historyczka · 16 września

    Mam takie pytania, co do rozbudowania tego opowiadania:
    1. INTRYGA - Czy powinno być wprowadzonych więcej zwrotów akcji, przeplatających się wątków itp.?
    2. KLIMAT POLITYCZNY - Dyrektor to wpływowy urzędnik - czy wykazać jego wpływowość? Machinacje?
    3. SCENOGRAFIA - Czy wprowadzić więcej opisów pomieszczeń, slumsów, detali itp.?
    4. CHARAKTERY - Czy bardziej rozpisać charaktery bohaterów? Jeśli tak, to których bardziej? Jakie cechy rozpisać? Jakie dodać?