Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Marta i slumsy cz. 4

Marta i slumsy cz. 4Rzeczywiście, urzędas był niezmordowany. Kobiecie wydawało się, że już nie ma siły jęczeć… że to trwa już całą wieczność… Patrzyła na mosiężny, bogaty żyrandol na suficie, który, jak się jej wydawało kiwał się miarowo, jakby w rytm sztosów Ptaka. Wydawało jej się, że patrzy na nią z wyrzutem starsza kobieta z wielkiego portretu. Marta wręcz słyszała jej szept: - Rozkładasz nogi jak wszeteczna dziewka! Lafirynda! Kokota!
Miała wrażenie, że podobne głosy słyszy zza ściany: - Patrzcie jaka dziwka! Ewidentnie przyszła mu tu dać dupy! Ciekaw za co mu daje? Za długi? Za obietnice mieszkania?!
Jakby to samo usłyszał dyrektor, bo jakby wszedł w ten sam tok myślenia.
- Widzisz mała… nie ty pierwsza… nie jedna mi dała, bo jej znalazłem mieszkanie…
Marta poczuła się poniżona, upodlona – daje za coś. Za jakąś korzyść. Jak dziwka… Zupełnie jak dziwka! Do tego to ryzyko „zrobienia brzucha”…
- Podobno nie jednej zostawił pan też nie tylko mieszkanie, ale i inną pamiątkę…
- Głupoty ludzie gadają! Puszczały się panny, to się wystarały o znajdków… Ja tam żadnej alimentów nie płaciłem…
To ostatnie zdanie nie uspokoiło Marty.
- Panie dyrektorze… a może wzięłabym do buzi?
- Ja takich tam… nie uznaję… nie po to baba ma dziurę miedzy nogami…
I jakby się rozochocił pod wpływem tego co mówi, jakby chcąc udowodnić, do czego służy ta dziura, że… przyspieszył. Począł dźgać Martę z takim impetem, że ta aż krzyczała. Lecz… nie powstrzymała go. Począł pompować swe nasienie, zalewając kobietę dokumentnie…

Marta, widząc kątem oka, jak Ptak zapina spodnie, chlipiąc, sięgała po majtki.
- Co majtki chcesz zakładać?! Poczekaj, a mój zastępca to co?!
Marta poczuła się, jakby ktoś ją świsnął batem. Urzędnik właśnie dzwonił po swego kolegę.
- Stasiek, już chodź na górę. Paniusia już czeka na ciebie z gołą pipką.
Marta otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale szybko zrozumiała „no i co ja teraz powiem? Panu dałam, a zastępcy nie…”
Zwierz miał zupełnie inne oczekiwania. Zażądał, żeby Marta kornie przed nim uklękła i zrobiła mu „najlepszego loda, jakiego potrafi”.
Kobieta, rozumiejąc, że to w ramach zapłaty za  mieszkanie, faktycznie dokładała starań. Pracowała językiem i ustami. Patrzyła Stanisławowo prosto w oczy, ale kątem oka dostrzegła, że Jan bacznie obserwuje to co ona robi i najwyraźniej się tym podnieca. Wkrótce dostrzegła, że on też rozpina rozporek…
- No dobra Stasiu, a teraz weźmiemy ją tak jak tamtą fryzjerkę, Wioletkę! Pamiętasz, jak skamlała, jak żeśmy ją obracali?!
Marta struchlała. Nie wiedziała, czego się spodziewać. Pierwszy raz w życiu brało się do niej dwóch mężczyzn.
- Panowie, co wy chcecie zrobić?!
Odpowiedziały jej jedynie dwa solidarne, sprośne uśmieszki na twarzach urzędników.
Nim się zorientowała, ponownie leżała na łóżku, wzięta niczym w kleszcze, przez dwa pokaźne cielska. Zaś dwa twarde węże próbowały wedrzeć się do jednej ciasnej norki…
- Nie… nie… jestem na to za ciasna!
Ale nawet jej nie słuchali. Jednak rzeczywiście okazała się zbyt ciasna. Najpierw poczuła Staszka, był wyraźnie mniejszy od swego zwierzchnika, ale bardziej ruchliwszy. Ptak próbował wepchnąć się „na drugiego”, ale nie dał rady. Wtedy zaczęli dźgać ją na przemian, jak kowale kujący żelazo – raz jeden, raz drugi. Kobieta poczuła się wzięta „w dwa ognie”. Jęczała, jak nigdy.
- Nie… nie… panowie… zajedziecie mnie…
Oczywiście jej błagania przyniosły odwrotny skutek. Dyrektor natychmiast zakomenderował.
- Dobra Stasiu! Próbujemy jeszcze raz! Co to ma być! Dziecko przez pizdę przejdzie, a nasze dwie kuśki miałyby się niż zmieścić?!
Jan wszedł i tym razem nie wychodził. Czekał na kolegę. Marta zaniepokojona próbowała się wyswobodzić, ale to były próżne wysiłki. Czuła się zaciśnięta, jak w matni. Mogła tylko cierpliwie czekać, aż Zwierz pchając z potężną siłą, dołączy do zwierzchnika. Wydawało jej się, że jest rozrywana! Wreszcie skapitulowała. Obaj byli w niej jednocześnie. Usłyszała, że puściły szwy jej spódnicy. Aż zastanawiała się, czy to na pewno tylko szwy kiecki puściły…
Natomiast panowie triumfowali. Zrobili to! Wepchnęli się do tej ciasnej jamki! Teraz zaczęli baaardzo powoli suwać się w niej, chcąc uchwycić wspólny rytm. Marta miała wrażenie, że to dwugłowy smok się w niej przesuwa.
Wreszcie złapali rytm. Od razu zaczęli przyspieszać. Jakby chcieli za wszelką cenę rozepchać Marcie pochwę… jakby koniecznie chcieli ubijać jej dno…
Kobieta odchodziła od zmysłów. Nigdy w swoim życiu nie zaznała większych emocji…

1 969 czyt.
100%91
Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyczne, użyła 856 słów i 4848 znaków, zaktualizowała 16 wrz o 12:15.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Historyczka

    Historyczka · 17 września

    Czy to idzie we właściwym kierunku? Coś zmienić? Dodać?