MACIUŚ masuje i jest masowany na imprezie
Po debiucie masująco-erotycznym z Basią Maciuś ubzdurał sobie, że lepsza znajomość masażu będzie mu pomocna w podrywaniu dziewczyn. W tajemnicy przed rodzicami kupił więc książkę o podstawach masażu. To znaczy – kupił w tajemnicy, ale potem w roztargnieniu zostawił paragon na stole w kuchni razem z kwitkami za inne zakupy. Rodzice znaleźli paragon, a wzruszona mama stwierdziła „Patrz, jakiego mamy dobrego syna, będzie nas masował na starość!”.
Zaraz, o czym to ja miałem… Ano tak, impreza imieninowa u Artura, w październiku. Artur był najstarszy z klasy, miał urodziny 1 stycznia i to go bardzo wkurzało, bo w Nowy Rok nikt o nim nie pamiętał, czasem nawet bogaci ale ciągle nieobecni rodzice, więc na przekór wszystkim świętował nie urodziny a imieniny, w październiku. Artur był, według opinii Maciusia, z tych rozsądniejszych i mało pijących, więc zapowiadało się bez ekscesów alkoholowych i bijatyk; natomiast na ekscesy erotyczne Maciuś oczywiście miał nadzieję, dlatego przed wyjściem wsunął do kieszeni kilka prezerwatyw. Chłopak ogólnie unikał najbardziej rozwydrzonych kolegów klasowych, którzy notorycznie przechwalali się prawdziwymi lub zmyślonymi (według podejrzeń Maciusia) sukcesami erotycznymi i bez cienia dyskrecji opowiadali, co się działo na imprezach, ale Artur do nich nie należał.
Ponieważ Artur był przyszłym Matejką, a może i Beksińskim, Maciuś zakupił na prezent dla niego komplet węgli do szkicowania, co wzbudziło zachwyt obdarowanego i innych osób na imprezie; prezent wyróżniał się oryginalnością, a w ogóle to prezentów na stoliku było dziwnie mało. Impreza zaczynała się relatywnie późno, była kameralna, z dziesięć osób, dodajmy – zaplanowana do rana i całkiem legalna, bo za wiedzą i zgodą rodziców Artura (za wyjątkiem obecności alkoholu). Maciuś od razu zwrócił uwagę na dysproporcję w płciach pomiędzy gośćmi. Tylko trzech chłopaków na całą dziesiątkę? Spytał Artura czy może jacyś goście płci męskiej nie dotarli, ale Artur obśmiał się i powiedział „Nie, są wszyscy jak trzeba”.
Zaproszeni w większości znali się ze szkoły lub z podwórka. Z klasy byli oni dwaj plus nawiedzony sportowiec Tomek (nawet na imieninową imprezę kolegi przyszedł w dresie!) i cztery dziewczyny, w tym „klasowy duet”, czyli Beatka i Agatka – nierozłączne psiapsiółki wyglądające razem jak Flip i Flap: Beatka znacznie puszysta, Agatka – chudzinka. Do tego Magda z równoległej klasy (dziewczyna Tomka), inna nastolatka, którą jubilat przedstawił jako „kuzynkę Justynę” i dziewczyna z podwórka Artura, wyglądająca na trochę starszą od nich, która nawet nie raczyła się przedstawić. Grupki i duety łączyły się i rozdzielały w trzypokojowym mieszkaniu, krążyły po dwóch pokojach, balkonie, przedpokoju i dużej kuchni; trzeci pokój, sypialnię rodziców sam Artur ogłosił za wyłączony z imprezy.
Towarzystwo trochę popijało alkohol (zakupiony przez starsze rodzeństwo), trochę paliło, ale tylko papierosy i tylko na balkonie, tańczyło, śpiewało, gadało o wszystkim, i ogólnie było miło. Maciuś bawił się nawet nieźle, ale wlał w siebie tyle różnych soków, że już po kilku dwóch czy trzech godzinach musiał skorzystać z toalety. Po wyjściu z niej dobiegły go z kuchni głosy dwu dziewczyn:
- Gdzie jest Artur? Sok się skończył, niech powie, gdzie stoją następne – pytała Magda.
- To musisz teraz poczekać, Arturek odbiera prezent od koleżanki – odpowiedziała któraś inna i obie się zaśmiały.
„Faktycznie, od jakiegoś czasu go nie widziałem” – zastanowił się Maciuś; przeszedł się po mieszkaniu, zajrzał do łazienki, ale gospodarza nigdzie nie było. W końcu zaciekawiony chłopak delikatnie nacisnął klamkę drzwi ostatniego pomieszczenia – sypialni rodziców. W środku było prawie ciemno, bo świeciła się tylko mała lampka. Uchyliwszy drzwi szerzej Maciuś ujrzał Artura stojącego przy łóżku tyłem do drzwi z opuszczonymi spodniami i slipami i… Justynę klęczącą przed nim z otwartymi ustami. Artur trzymał ją jedną dłonią za włosy, a drugą masował swojego dużego naprężonego członka pomrukując „Tak, tak, już, zaraz, zaraz dojdę, uuuch, nie odsuwaj się, skarbie”. Dziewczyna klęczała sztywno trzymając się ud chłopaka, ale w pewnym momencie ruszyła głową i dojrzała Maciusia. „Wypad stąd, to nie ty masz dzisiaj imieniny” – syknęła. Artur jak wyrwany ze snu też popatrzył w stronę drzwi i na widok Maciusia kazał mu „zamknąć drzwi z tej albo tamtej strony, bo robi przeciąg”. Maciuś bezmyślnie wszedł do środka, zamiast się cofnąć, i trafił w sam raz na widok Artura z jękiem spuszczającego się do ust i na twarz kuzynki; przez dłuższą chwilę obryzgiwał nasieniem twarz klęczącej przed nim dziewczyny, a potem odetchnął głęboko i po prostu klapnął na łóżko za sobą. Prezentodawczyni wytarła twarz chusteczkami należącymi na nocnej szafce, wstała i nawet nie patrząc na Maciusia wyszła z pokoju.
- Kurde, stary, przepraszam – zaczął się sumitować Maciuś – dziewczyny cię szukały w sprawie soku, pomyślałem, że cię tu znajdę i wlazłem tu bezmyślnie. Naprawdę, nie chciałem wam przeszkadzać, strasznie mi głupio!
- Spoko, stary, po prostu nie rób tak więcej – zaśmiał się jubilat, podciągając i zapinając spodnie – powinienem był pomyśleć o odpowiedniej wywieszce na drzwi. No co, fajny prezent dostałem? Zaproś Justynkę na swoje urodziny, to może też taki dostaniesz.
- Dzięki, moje urodziny już były, poza tym to nie moja kuzynka, tylko twoja. A skoro już skończyłeś z prezentami, to daj dziewczynom w kuchni jakiś sok, bo im się skończył, i coś im tam kipi. A Justynie powiedz, że może być spokojna, nikomu nie chlapnę co tu wyrabialiście.
Artur popatrzył na Maciusia z uśmiechem.
- A kto powiedział, że już skończyłem? Poza tym wiem, że nie chlapniesz nikomu – dodał – jesteś znany ze swojej dyskrecji. Nikt w klasie nie wie, ile i które dziewczyny już przeleciałeś, szalony erotomanie, nawet ja. Do tego nie pijesz wcale albo prawie wcale, więc nie wygadujesz głupot po pijanemu. I dlatego zaprosiłem ciebie, a nie tych seksualnych bufonów, którzy po każdej imprezie, a nawet randce ogłaszają wszem i wobec, kogo przelecieli i w jakiej pozycji. Tymczasem dyskrecja, drogi kolego, działa cuda!
Maciuś poczuł się zbudowany tak dobrą opinią o jego dokonaniach i wolał jej nie prostować. Zapamiętał też radę Artura.
Gdy wszelkie potrzeby gastronomiczne został już zaspokojone, a Artur nastawił piecyk na planowane pizze, Maciuś dołączył do zabawy w salonie. Dołączył, to znaczy właściwie usiadł na kanapie obserwując tańczące dziewczyny i zachwycając się ich podskakującymi biustami i nogami wystającymi spod imprezowych kreacji. Siedział tak pewien czas przegryzając sałatki, gdy nagle kanapa się ugięła i na całej jej długości wylądowała „koleżanka Artura z podwórka”. Ułożyła się wygodniej, a że miejsca zabrakło, wyprostowała nogi na kolanach Maciusia.
- O kurde, jak mi dobrze – sapnęła – trzeba było wcześniej zdjąć te pieprzone szpilki. Co mi odwaliło, żeby iść w całkiem nowych butach na imprezę?
Maciuś popatrzył na spoczywające na jego kolanach bose stopy i palce pomalowane krwistoczerwonym lakierem.
- Mogę rozmasować ci stopy – zaproponował nagle – może to coś pomoże?
- A mógłbyś? O, kochany chłopak jesteś – przeciągnęła się koleżanka, przy czym ruszyła jedną nogą tak, że dół kusej sukienki zsunął się odsłaniając w całości wspaniałe uda.
- Jasne – Maciuś odstawił talerzyk z sałatką, przesunął się nieco, żeby mieć lepszywidok na to, co odsłoniła sukienka, po czym ujął jedną stopę dziewczyny i delikatnie ją rozmasował, a następnie to samo uczynił z drugą. Potem znowu lewą i tak na zmianę, masował palce, uciskał podbicie, a potem masował kostki obu nóg. Dziewczyna zajęczała z przyjemności tak, jakby popieścił zupełnie inną część ciała, co zwróciło uwagę tańczących. Dziewczyny zaczęły się śmiać.
- Maciuś, ty jesteś cudotwórcą – zawołała Beatka – masujesz jej kostki, a dziewczyna już dostaje orgazmu? To co będzie, jak się zabierzesz za jej cipkę?
Wszystkie dziewczyny wybuchnęły jeszcze głośniejszym śmiechem; koleżanka na kanapie nic sobie z tego nie robiła. „No masuj, masuj” popędziła Maciusia, po czym przeciągnęła się i przesunęła tak, że Maciuś bez problemu dojrzał skrawek białych majteczek. „Wyżej też możesz pomasować” – dodała. Maciuś chętnie wymasowałby ją całą, ale przy tylu świadkach nie mógł „sięgać tam, gdzie wzrok nie sięga”, więc zaczął tylko uciskać i masować łydki. Oczywiście nie mogło to mieć żadnego wpływu na ból stóp, ale... po prostu korzystał z okazji. Ta przyjemność trwała jeszcze kilka minut, po czym koleżanka westchnęła z ulgą, poderwała się z kanapy, szepnęła Maciusiowi na ucho „Przyjdź za chwilę do łazienki” i sobie poszła.
Maciuś dla przyzwoitości odczekał tę chwilę, po czym krokiem niedbałym podążył do łazienki. Ledwo zdążył uchylić drzwi, te otworzyły się szerzej, dziewczyna wciągnęła go do środka i szepnęła „Nie zapalaj światła!”. Maciuś niczego nie widział, usłyszał tylko dźwięk zamykania kluczyka pod klamką. Potem poczuł jak dłonie dziewczyny opuszczają mu spodnie i slipy do kostek.
- Fajne masz spodnie, nie trzeba się szarpać z paskiem – niepodziewanie pochwaliła go dziewczyna. – No i zawartość spodni też widzę niezła.
Chłopak poczuł dłoń miętoszącą jego członka, który podczas masowania nóg trochę się podniósł, ale tylko trochę. Objął dziewczynę jedną ręką i pocałował w szyję, a drugą sięgnął do pełnych piersi wypychających materiał. Nie wyczuł pod nim żadnego stanika, a jedynie sterczące sutki więc z przyjemnością zaczął je pieścić przez materiał. Penis od razu zaczął twardnieć szybciej, ale samo masowanie i pieszczoty nie umywały się do tego, co niedawno zaprezentowała chłopakowi Basia. Miał wrażenie, że gdyby go nagle przesunąć na bok i postawić na tym samym miejscu innego chłopaka z opuszczonymi spodniami i wzwodem, to koleżanka nie zauważyłaby różnicy. Westchnął z tęsknoty za pieszczotami Basi. Koleżanka chyba opacznie to zrozumiała, bo ruchy dłoni na członku zwolniły.
- Tylko mi się tu nie spuść do ręki, mały – mruknęła dziewczyna – No i nie myśl sobie, że ten twój masaż mnie podjarał. Ale wypada się odwdzięczyć, bo nogi już mnie nie bolą.
- Jaki „mały”, mam siedemnaście lat – sprostował odruchowo Maciuś.
- Och, kochany, ile lat temu ja miałam siedemnastkę – westchnęła tęsknie dziewczyna, ciągle ruszając skórką na penisie chłopaka. – Na szczęście tutaj nie jesteś mały.
Maciuś wciąż obejmując dziewczynę jedną ręką drugą dłonią sięgnął pod sukienkę, gdzie napotkał materiał majteczek.
- Tutaj też mogę cię pomasować, chcesz? – zapytał dotykając szparki przez cienki materiał.
- Nie, zostaw – sprzeciwiła się koleżanka – muszę mieć suche majtki, jak będę dawać prezent Arturkowi.
Maciuś zdumiał się i nagle pozazdrościł koledze. Ile takich prezentów on zamierza odebrać w jedną noc? Właśnie miał zamiar jakoś dyplomatycznie poruszyć ten temat, gdy za drzwiami łazienki rozległ się okrzyk „Pizze gotowe!”. Dziewczyna od razu puściła masowanego członka, poprawiła sukienkę, po czym otworzyła drzwi łazienki i wyszła zostawiając je otwarte na oścież, a w łazience na widoku – Maciusia ze sterczącym penisem i opuszczonymi spodniami. Chłopak w panice podciągnął je i zdążył przycisnąć się do umywalki, odkręcić kran i udać, że myje ręce, gdy któraś z dziewczyn przeszła koło łazienki. Potem dołączył do wszystkich w kuchni i następne dwa czy trzy kwadranse wszyscy posilali się razem, więc na żadne zaawansowane masaże nie było już szans.
Gdy wrócili do muzyki, tańców i gadania Maciuś dyskretnie rozglądał się po towarzystwie i próbował odgadnąć, która dziewczyna jeszcze ma zamiar „sprezentować się” jubilatowi? Kuzynka już tam była wcześniej, koleżanka z podwórka dopiero ma zamiar (Maciuś wciąż nie poznał jej imienia, bo nawet inni nie mówili do niej po imieniu tylko po prostu „ty”), dziewczyna Tomka chyba nie wchodzi w grę, bo Tomek mógłby z zazdrości uszkodzić każdego, kto by jej dotknął. Puszysta Beatka? Agatka? A może już żadna z nich, dwa takie prezenty chyba wystarczą? Od tych analiz i wyobrażeń znów dostał wzwodu, więc na razie siedział na kanapie i starał się nie wstawać. Towarzystwo pląsało po parkiecie, czyli po kilku metrach kwadratowych między kanapą, stołem i stolikiem z tv. Taneczne ruchy Tomka i jego dziewczyny wzbudzały podziw Maciusia, a w pląsach na bosaka najbardziej wyróżniała się „koleżanka z podwórka”; jak widać masaż stóp był skuteczny. W pewnym momencie jedna z dziewczyn, Dorotka potknęła się, zatoczyła i… wylądowała na kolanach Maciusia. Inne wybuchnęły śmiechem. „Daj mu się wymasować – zawołała Beatka – Pati ci potwierdzi, że dostała orgazmu od dotykania samych kostek!”. (W ten sposób ujawniono wreszcie imię koleżanki z podwórka – Patrycja). Dorotka jakoś nie kwapiła się ze wstawaniem z kolan Maciusia, a jemu samemu, odchylonemu na oparcie, też było przyjemnie. Zorientował się, że Dorotka delikatnie przesuwa tyłkiem po jego kolanach i przyciska się do krocza, gdzie jego członek twardniał pod tym miłym ciężarem. Delikatnie ujął ją za biodra i pomógł jej w tych ruchach, ale Dorotka zorientowała się, że inne dziewczyny patrzą na nich i się śmieją, więc w końcu stanęła na nogi i znów ruszyła w tany.
Maciuś poczuł się rozczarowany. Najpierw miły widok Justyny robiącej loda Arturowi, potem przerwane pieszczoty z Patrycją, a teraz równie miły tyłek Dorotki na jego penisie i znów klapa. Doszedł do wniosku, że jeśli już coś ciągle ma się zaczynać i nie kończyć, to lepiej niech się nie zaczyna. Postanowił zagadnąć Artura o jego punkt widzenia na te sprawy. Ruszył do długiego przedpokoju łączącego wszystkie pomieszczenia i na jego końcu zauważył Artura i Patrycję wychodzących z sypialni rodziców. „No tak, na razie z nim nie pogadam – pomyślał – przecież nie mogę go o to pytać w obecności Patrycji.” Wrócił zrezygnowany do dziewczyn, jednak tam duet klasowy pokłócił się o to, jakie kawałki teraz puszczać, a pozostałe dziewczyny tańczyły niemrawo; wyglądało więc na to, że tempo imprezy zaczyna zwalniać. Maciuś poczęstował się obfitą porcją pysznej sałatki ze stołu, popił colą i pomyślał, że w takim razie chyba czas się zbierać; było już sporo po północy, więc nikt nie powie, ze wpadł na godzinkę. Przeszedł do dużej kuchni, gdzie przy stole nakrytym długim obrusem, wyjątkowo niepraktycznym w tym pomieszczeniu, siedzieli Artur i Tomek, każdy z colą w dłoni, i leniwie dyskutowali na temat wyższości Realu nad Barceloną, a może na odwrót.
- Słuchaj, Artur, będę się zbierał – powiedział Maciuś klapnąwszy na ostatnie wolne krzesło przy stole. – Bardzo ci dziękuję za zaproszenie; impreza bardzo udana, a te sałatki to wprost marzenie. Jak narysujesz już coś prezentem ode mnie, to się pochwal.
- Naprawdę chcesz już iść? – zdziwił się Artur – impreza się dopiero rozkręca, zapas sałatek mam jeszcze w lodówce, alkohol prawie nietknięty, po co będziesz się włóczył po nocy?
- Do tego nie obgadaliśmy jeszcze kalendarza meczów z innymi klasami – dodał monotematyczny jak zwykle Tomek.
- Daj mi z tym spokój, ja pływam i jeżdżę na rowerze, gram słabo. Poza tym – dziewczyny przysypiają, niektóre już chyba wyszły bez pożegnania, bo ich nie widzę – stwierdził Maciuś – Co jest, ząb cię boli? – spytał nagle, bo Artur zrobił dziwną minę i ze świstem wciągnął powietrze.
- Nie, to tylko… Uhhh... O żesz ty… – Artur chwycił za krawędź stołu.
- Dobrze, że jesteś chodzącą dyskrecją, Maciuś – dodał nagle ni w pięć ni w dziewięć Tomek i też się skrzywił.
- Panowie, co z wami – zdumiał się Maciuś i nagle… coś dotknęło jego nogi pod stołem. A przecież Artur nie miał psa ani kota? I nagle oświeciło go. Pokazał palcem na blat stołu i zrobił pytającą minę. Artur i Tomek uśmiechnęli się szeroko jak na komendę i pokiwali głowami. A potem jakby zrezygnowali z maskowania. Artur zsunął się trochę i wyprężył się na krześle, wciągnął znów powietrze i zaczął cicho powtarzać „Oj tak, ssij, ssij, ssij…”, a Tomek pochylił się, wsadził jedną rękę głęboko pod obrus i zaczął nią ruszać. Maciuś domyślił się, że sportowiec trzyma za głowę siedzącą czy klęczącą pod stołem dziewczynę, żeby w ten sposób wzięła głębiej jego członka do ust. Zerknął w bok i dostrzegł na podłodze dwie kobiece stopy wystające spod obrusa. Ale bose, nie w trampkach ani klapkach, więc nijak nie mógł odgadnąć, która to koleżanka wręcza w tej chwili swój prezent jubilatowi; zapewne drugą dziewczyną pod stołem była Magda robiąca loda swojemu chłopakowi. „No cóż, raczej nie namówię żadnej pozostałej dziewczyny na igraszki, jubilat chyba wszystkie zarezerwował” – pomyślał z żalem Maciuś. Podniósł się ostrożnie zza stołu, pomachał kolegom na pożegnanie, zajrzał do drugiego pokoju, pomachał przysypiającym koleżankom. Światło w WC świeciło się, więc skoro któraś tam była, to i tak nie mógł drogą dedukcji odgadnąć, które teraz siedzą pod stołem.
Zamknął cicho za sobą drzwi od mieszkania i ruszył do domu. Okołoseksualny sprint myśli nie opuszczał go. Tomka i Magdę rozumiem – są parą, mogą się zabawiać gdzie i jak chcą. Ale czy ten Artur to jakiś magik czy cudotwórca, skoro załatwia sobie tyle „prezentów” tego rodzaju od pięknych dziewczyn w jeden wieczór? Co prawda wieczór imieninowo-imprezowy. I on tak daje radę, godzina po godzinie? Ile razy można? Sam czuł się sfrustrowany i niezaspokojony, sytuacje zaobserwowane i rozpoczęte, a niedokończone wkurzyły go. Do tego stopnia, że gdy po minięciu kilku bloków dotarł do swojego i do swojej klatki schodowej, i tuż przed nią zderzył się z kimś, nie powiedział „Przepraszam”, jak to zwykle czynił, tylko warknął „Czego?”.
- Gówna psiego! – padła odpowiedź głosem doskonale znanym Maciusiowi.
- Basia? – zdumiał się – Gdzie ty się włóczysz w środku nocy?
- Maciuś? A co ty tu robisz o tej porze?
- Wracam z nieudanej imprezy – wyznał otwarcie Maciuś. – A ty?
- To samo – odparła zrezygnowanym głosem Basia. – Wracam sama z imprezy, na którą poszłam z moim osobistym chłopakiem. Wytrzymał tylko cztery godziny bez przelizania się i macania z moją psiapsiółą. Teraz już byłą. A ty?
- Ja… - Maciuś zawahał się, nie chcąc zdradzać zbyt wiele – powiedzmy, że dużo się napracowałem, ale pracy nie zakończyłem.
Weszli do klatki schodowej i zaczęli wspinać się po schodach. Basia zatrzymała się nagle na pierwszym piętrze.
- Co to znaczy, że bardzo się napracowałeś? – zapytała półgłosem – Masowałeś kogoś? Ale nie do oporu?
- Tak, ale… A zresztą, po co ta gadka, jesteśmy na klatce schodowej w środku nocy.
- Toteż właśnie – Basia wzięła Maciusia za rękę i ruszyła w górę. Minęli drugie piętro Maciusia, potem trzecie, na którym mieszkała Basia, ale ona wchodziła wyżej. Zostało tylko czwarte, zaciemnione; lampki świeciły się tylko na parterze, pierwszym i trzecim piętrze.
- Co ty kombinujesz – wyszeptał Maciuś gdy stanęli na podeście czwartego piętra, między dwoma mieszkaniami, przy poręczy, Basia zamiast odpowiedzi pocałowała go mocno w usta. Odwzajemnił pocałunek, objął ją i przytulił, czując jak jej piersi przyciskają się do niego tak, jak wtedy gdy dziękowała mu za Damiana. Ich języki dotykały się delikatnie, a ręce zaczęły błądzić po ciałach. Jako że pogoda była ciepła, choć już październikowa, nie mieli na sobie kurtek, które utrudniałyby ruchy, a tylko lekkie bluzy. Maciuś delikatnie zaczął rozpinać Basi bluzkę; nie miała pod nią stanika. W absolutnej ciszy on zaczął głaskać i pieścić jej piersi, całował i ssał jej sutki, a ona wsunęła mu dłoń w spodnie, dalej w slipy i wreszcie zaczęła badać jego członka, który natychmiast zareagował. Po tylu wzwodach niezakończonych wytryskiem na imprezie wystarczyły lekkie dotknięcia, aby instrument Maciusia wyprężył się na całą długość i grubość. Basia masowała go przez jakiś czas, a potem niespodziewanie zapytała cichutko:
- Masz gumki?
- No mam, ale co z tego? Zaraz ktoś nas przyłapie, będzie hałas.
- Nikt nie przyłapie – szeptała dalej Basia. – Ta starsza pani spod dwudziestki chodzi wcześnie spać i bierze proszki nasenne, sama mówiła mojej mamie. A ci spod dziewiętnastki wyjechali na cały weekend, sama widziałam i słyszałam, nie ma ich.
Basia przykucnęła, chwyciła spodnie Maciusia i opuściła je razem ze slipami aż do kostek. Penis sterczał mu jak maszt radiowy. Basia natychmiast possała jego główkę, a potem całego, aż do korzenia.
- Dawaj gumkę – zażądała po chwili – Należy mi się jakaś rekompensata od losu!
Maciuś drżącą ręką wyciągnął z kieszeni kwadracik i podał Basi, a ona przy słabym świetle dochodzącym z dołu założyła mu prezerwatywę i mocno naśliniła. Potem bez zwłoki podciągnęła plisowaną spódnicę i zdjęła majtki. Maciuś najpierw przykucnął i przyssał się do mokrej szparki koleżanki; bardzo chciałby jej dogodzić tak, jak wtedy u niej w mieszkaniu, ale Basia w ostatniej chwili zakryła sobie usta ręką i zdusiła głośny jęk.
- Nie liż, bo zwariuję – wyszeptała - ty chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego, co twój język potrafi!
Wobec tego chłopak chwycił ją za biodra, obrócił do poręczy i kazał się wypiąć; potem nie tracił czasu i delikatnie, ale stanowczo wszedł w mokrą szparkę koleżanki. Przywarł do Basi na chwilę całym ciałem, a potem odchylił się do tyłu i zaczął ruszać biodrami i zagłębiać w niej członka tak mocno i głęboko, jak tylko mógł. Basia, ugiąwszy lekko kolana pochylała się do poręczy umożliwiając mu głębokie pchnięcia. Trzymał ją za biodra i uderzał odchylając się nadal, aby nie powodować za dużo hałasu, czasem jedną dłonią sięgał do przodu, aby popieścić cipkę, chwilami wyciągał członka prawie całkowicie i napierał główką na wejście i łechtaczkę. Pragnął nie tylko swojego wytrysku, chciał dawać koleżance jak najwięcej rozkoszy, jak najwięcej przyjemności, i jak najdłużej. Basia jedną ręką trzymała się poręczy, a drugą zatykała sobie usta. Każde pchnięcie członka powodowało u niej falę gorąca i chęć wydania z siebie jęku, a przecież byli sami w kompletnej ciszy i każdy dźwięk mógł się odbić echem i obudzić czy zainteresować kogoś z lokatorów. Też chciała czuć w sobie Maciusia jak najdłużej, ale po kilku minutach okazało się, że imprezowe przeżycia chłopaka nie pozostały bez wpływu na długość zabawy. Maciuś poczuł, że nadchodzi fala, której nie powstrzyma; wykonał jeszcze kilka ruchów, wcisnął twarz w plecy Basi i, zatykając sobie usta dłonią, jednym skurczem za drugim wypompował całe nasienie do prezerwatywy.
Przez chwilę stali nieruchomo, potem chłopak przytulił się do pleców dziewczyny, objął jej piersi od tyłu i szeptał „Przepraszam, Basiu, przepraszam, nie mogłem już dłużej, naprawdę… Chciałem żebyś ty też doszła, ale nie dałem rady, przepraszam…”.
Basia sięgnęła w dół, delikatnie wyciągnęła mięknącego penisa z gumką, odwróciła się do Maciusia i, tak jak poprzednio, objęła go i pocałowała w usta.
- Przestań przepraszać, głuptasie – szepnęła mu na ucho – tak się często zdarza, kiedy chłopak jest bardziej podniecony od dziewczyny. Nic się nie stało, mnie też było dobrze, mnie z tobą zawsze jest dobrze – dodała, choć był to dopiero ich drugi seks. – Kurde, żeby choć połowa chłopów w tym kraju tak dbała o kobiety w łóżku jak ty, to byśmy były najszczęśliwsze w kosmosie. Spokojnie, dokończę sobie w domu, rodzice śpią jak zabici.
Oboje oddychali ciężko starając się robić jak najmniej hałasu. Maciuś zdjął wypełnioną prezerwatywę, zawiązał i schował razem z folią do kieszeni. Potem oboje uporządkowali ubrania i jeszcze raz się pocałowali. Zeszli piętro niżej, Basia po cichu otworzyła drzwi mieszkania, potem cofnęła się i pocałowała Maciusia w policzek. „Nadal nie jesteśmy parą, prawda?” – szepnęła. „Prawda” – odszepnął chłopak. Poczekał aż zamknęła drzwi, potem zszedł piętro niżej, pod swoimi drzwiami zawahał się, zbiegł szybko na dół na podwórko i wyrzucił pełną gumkę i opakowanie do kosza. Wrócił do domu; rodzice już spali. Maciuś po cichu umył się i położył do łóżka, lecz długo nie mógł zasnąć, a przecież teraz nie mógł iść popływać czy pobiegać. Dobrze, że jutro niedziela i można pospać dłużej – pomyślał...
+ + + + +
Pani Aniela, „starsza pani spod dwudziestki” w rzeczywistości dopiero co skończyła sześćdziesiąt lat, ale nastolatkom wydawała się „starsza”, bo... tak jest zawsze z nastolatkami. I rzeczywiście zazwyczaj chodziła wcześnie spać, często wspomagając się tabletkami, ale akurat tej nocy wyjątkowo nie mogła tak zrobić; czekała bowiem na telefon od siostrzenicy, która miała zadzwonić z wieściami o rezultacie operacji siostry pani Anieli. A że operacja mogła skończyć się późno, pani Aniela poprosiła siostrzenicę, aby ta zadzwoniła z informacjami niezależnie od pory dnia czy nocy. Właśnie odłożyła telefon, uradowana dobrymi wieściami o szczęśliwym zakończeniu operacji, pomyślała sobie „To będzie dobra noc i potem dobry dzień” i ułożyła się do snu, gdy nagle zza drzwi mieszkania dobiegły ją jakieś odgłosy.
„O matko, chyba włamywacze!” – przestraszyła się pani Aniela. Wstała z łóżka, poszła do kuchni, gdzie znalazła tłuczek do mięsa, po czym tak uzbrojona podkradła się do drzwi wejściowych. „Chyba włamują się do Kubiaków naprzeciwko – pomyślała – trzeba sprawdzić i dzwonić po policję!”. Ostrożnie podeszła do wizjera i wyjrzała na klatkę schodową. Światła było tam mało, bo ostatnia lampka była piętro niżej, ale w słabym świetle zdołała dojrzeć dwie sylwetki, które jednak decydowanie nie włamywały się do sąsiadów. Pochylona dziewczyna opierała się o poręcz i chyba zatykała sobie usta dłonią, a chłopak za nią, jakby to powiedzieć… nacierał na nią od tyłu trzymając ją za odsłonięte biodra i kształtną pupę. Nagle zadrżał i znieruchomiał, przytulony do dziewczyny. „Zaraz, zaraz, ja ich chyba poznaję – zorientowała się pani Aniela – to chyba ta Basia, nastolatka z trzeciego piętra, a chłopak mieszka niżej, jego tata kiedyś po sąsiedzku naprawił mi kran. Co tu robić, co tu robić? Zaraz – zreflektowała się – a dlaczego właściwie mam coś robić, przecież oni są już dość dorośli, licealiści, robią to legalnie i jak widać dobrowolnie.”. I nagle poczuła wilgoć pod powiekami… Przed oczami przeleciały jej sceny sprzed prawie czterdziestu lat, kiedy była niewiele starsza od tych dzieciaków na klatce… wyjazd z nowo poślubionym mężem na wczasy, noclegi w wieloosobowych domkach, wędrówki po lasach dokoła kiepskiego ośrodka FWP z kocem i termosem w plecaku, w poszukiwaniu jakiegoś ustronnego miejsca bez wścibskich oczu i uszu współwczasowiczów... i te długie i rozkoszne zabawy z mężem od przodu, od tyłu, pionowo, poziomo i na jeźdźca, kiedy takie miejsce wreszcie się znalazło… Pani Aniela otarła kilka łez wierzchem dłoni.
Kiedy spojrzała znów w wizjer, młodzi ludzie, już ubrani pocałowali się po raz ostatni, zeszli schodami w dół i znikli z jej pola widzenia. Pani Aniela wytarła ostatnią łzę i z zaskoczeniem poczuła wilgoć w innym miejscu, które od czasu śmierci męża pozostawało całkiem suche. Sięgnęła tam dłonią, aby sprawdzić czy się nie myli, ale nie… wilgoć tam była, mocna i pachnąca. Pani Aniela odłożyła tłuczek na miejsce. Potem poszła do sypialni, uklękła przy łóżku i wyciągnęła spod niego zakurzone i dawno nieotwierane pudełko, a z pudełka – mały elegancki wibrator, prezent od męża. Wręczył jej go, gdy wiek i zły stan zdrowia nie pozwalał mu już jej zaspokajać, bo kochał ją tak bardzo, że nie chciał, by i ona cierpiała od braku seksu tak jak on cierpiał.
„To będzie podwójnie dobra noc” – pomyślała, uśmiechnęła się i zgasiła lampkę.
C.d.n.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz