(Piąta część opowieści, raczej długa i raczej bardziej miłosna niż erotyczna)
Tak, dobrze przeczytaliście: Maciek, nie Maciuś. Do tej rewolucyjnej zmiany doprowadziła erupcja uczuć i… jak zwykle zbiegi okoliczności. A zatem, po kolei:
WRZESIEŃ
Na początku roku szkolnego Maciuś był u koleżanki z klasy na imprezie. Do licznego grona gości zaliczała się między innymi Ola, starsza koleżanka Magdy z jej bloku, i jej młodsza, 15-letnia siostra Iza, która pękała z dumy, że zaproszono ją na domówkę do starszych licealistów. I właśnie od niej zaczyna się ta część historii.
Gości było w dużym mieszkaniu sporo, a najwięcej z klasy Maciusia („A”) i równoległej („B”). Maciuś znał niemal wszystkich, kiedy więc ujrzał nieznaną mu, szalenie atrakcyjną w jego oczach dziewczynę, natychmiast zapytał o nią gospodynię. Dziewczyna miała wspaniałe, długie brązowe loki („istna Wenus Boticellego!” – pomyślał Maciuś) i bardzo jasne błękitne oczy („można utonąć w jej oczach i dać sobie spokój z oddychaniem” – to dalej Maciuś). Magda przedstawiła mu ją jako nową koleżankę Hannę („Maciuś, to jest Hanka, doszła teraz do klasy „B”, Haniu, to jest Maciuś, nasz mistrz pływacki, który pokonał waszego Darka, więc masz prawo i klasowy obowiązek go nie lubić, hi hi”). Maciuś zdążył tylko uścisnąć wyciągniętą dłoń Hani, gdy nagle od strony toalety dobiegły krzyki i śmiechy „Izunia już się upiła! Taka porządnicka, a rzyga do kibla!”.
Maciuś znał i Olę i Izę, więc zareagował natychmiast: ruszył w tamtym kierunku, w zamieszaniu nie puszczając ręki Hanki, która chcąc nie chcąc popędziła za nim. W drzwiach toalety ujrzeli dwu roześmianych chłopaków z klasy „B”, a w samym wc – Izę rzeczywiście wymiotującą do sedesu.
„Won!” ryknął na ten widok Maciuś. Chłopaki pierzchnęli od razu, a Maciuś powiedział szybko „Hanka, pomóż, przytrzymaj jej włosy”. Hanka zebrała i odsunęła długie włosy Izy, a Maciuś przytrzymywał czoło nastolatki targanej wymiotami. W tym momencie wpadła Ola, która, jak się okazało, wyszła wcześniej po coś do swego mieszkania w innej części bloku.
- Co się dzieje – krzyknęła Ola – Iza, co z tobą?!
- Nie wiem – wyjęczała Iza w przerwie między torsjami – ja wypiłam tylko colę, słowo honoru, przecież wiesz, że ja nie piję, bo byś mnie zabiła!
- Maciuś, to ty? – upewniła się Ola – To dobrze, jak jesteś na miejscu, to będzie dobrze. Pilnujcie jej, a ja idę zabić tego gnoja, który dolał jej czegoś do coli!
Maciuś delikatnie podniósł Izę i posadził ją na zamkniętej klapie sedesu. Potem, ku zdziwieniu Hanki, wsunął jej dłoń pod bluzkę z tyłu i zaczął masować po plecach.
- Co ty z nią robisz??
- Uspokajam ją – odparł Maciuś. Pomasował plecy Izy jeszcze przez chwilę, po czym stwierdził „Musi się napić herbaty”.
W dalszej części mieszkania rozległ się ryk Oli, a potem drzwi wejściowe huknęły tak, że żyrandole się zakołysały. Maciuś i Hanka zaprowadzili obolałą i zdenerwowaną Izę do kuchni, chłopak poprosił Magdę o kubek zwykłej gorzkiej herbaty, po czym usiadł przy Izie i znów masował ją po plecach. W tym momencie wróciła Ola.
- Zabiłaś go? – zapytała rzeczowo Hania.
- Gnój uciekł – ponuro stwierdziła Ola – Ale ja go znam, mieszka kilka bloków dalej, jeszcze go dorwę. Bardzo wam dziękuję, że zajęliście się Izą! Dajcie mi coś do picia, tylko bez procentów!
Hania nalała jej szklankę soku, po czym wzięła swoją i delikatnie wyciągnęła nowo poznaną koleżankę do przedpokoju.
- Ola, o co ci chodziło z tym „jeśli Maciuś jest na miejscu, to będzie dobrze”? Tam, w kibelku? – zapytała.
Ola wychyliła duszkiem sok i odpowiedziała:
- Maciuś cieszy się opinią jakby „zaklinacza kłopotów”. Słyszałam od koleżanki, że gdy był świadkiem poważnego wypadku dziecka, to siedział przy nim cały czas aż do przyjazdu karetki i go uspokajał, chłopiec przestał panikować, co mu bardzo wyszło na zdrowie. Beata z klasy Maciusia zaklina się, że po jej poważnym upadku na wycieczce ból pleców minął jej raz dwa po masażu w jego wykonaniu. A tutaj, sama widzisz – Ola pokazała na kuchnię – niedawno Iza cierpiała z głową w kiblu, a teraz proszę, siedzi i chichocze.
Rzeczywiście, Iza popijając gorącą herbatę przedstawiała Maciusiowi coraz to bardziej krwawe pomysły na ukaranie bydlaka, który dolał jej wódki do coli.
- Tak ogólnie, to po prostu dobrze jest mieć Maciusia przy sobie – podsumowała Ola. – Nie wiem, czy również na sobie – tu mrugnęła do Hani znacząco i z uśmieszkiem – ale i wymasuje i w lekcjach pomoże, zwłaszcza w tych z działki biol.-chem.
- Ooo… ja jestem ciemna masa z chemii i biologii, myślisz, że mogłabym go poprosić o pomoc?
- Jasne, wal do niego jak w dym.
Maciuś i Hanka przegadali tylko we dwójkę całą imprezę. Umówili się też na wzajemne dokształcanie. Gdyby nie Ola, która regularnie wciskała im talerze z sałatkami i kanapki oraz picie, pewnie rozmawiając padliby z głodu na domówce pełnej żarcia. Maciuś tonął w błękitnych oczach dziewczyny i wcale nie chciał się ratować.
Początkowo znajomość Maciusia i Hanki miała charakter czysto edukacyjny, przynajmniej z jej strony. Umawiali się po lekcjach w parku obok szkoły, albo zostawali dłużej w szatni, jeśli padało. Hanka dzięki pomocy Maciusia rychło podciągnęła się w biologii i chemii, za to on dzięki niej przestał rzucać na lekcjach angielskiego tekstami w rodzaju „Thank you from the mountain”, czym ucieszył panią od anglika, za to zasmucił całą klasę.
Potem zostawali, żeby się uczyć i pogadać.
Potem zostawali jeszcze dłużej, bo zawsze było o czym pogadać.
Potem wymienili się planami lekcji na wypadek, gdyby trzeba było szybko pogadać na przerwie.
A po kilku tygodniach Maciuś stwierdził, że nawet gdy nie było powodu do pilnego spotkania, to on i tak w środy po czwartej lekcji stoi przy tak zwanym „łączniku” do sali gimnastycznej, bo tamtędy klasa B idzie na wf, a w piątek po drugiej lekcji stoi przy schodach, bo klasa B przechodziła tamtędy do pracowni chemicznej. Tak sobie stoi i czeka, aż Hania (bo już nigdy nie myślał o niej „Hanka”) przejdzie razem z koleżankami, nie ma do niej żadnej sprawy, tylko tak jakoś…
Co gorsza (dla Maciusia), w międzyczasie Hania zaczęła wkradać się do jego marzeń erotycznych. Zaczęło się od spotkania u niego w domu: mieli wkuwać wspólnie chemię i angielskie czasy, ale jemu nauka zupełnie nie szła, bo ona miała na sobie bluzeczkę zadziornie odsłaniającą ramiona i dużą część dekoltu. Ona widząc, że wzrok chłopaka ciągle obsuwa się z podręczników na nią wskazała w końcu na szafę i zapytała „Mogę?”. Po czym wyciągnęła z szafy jego ulubioną, obszerną koszulę flanelową, zawinęła się w nią szczelnie i stwierdziła niewinnie „Może teraz wreszcie zaczniemy się uczyć, co?”. Innym razem Hania stała przy blacie kuchennym, a Maciuś przeciskał się między nią a stołem i niechcący zawadził o nią wystającą częścią spodenek, dodajmy – bardzo wystającą… Hania nie odwracając się zapytała „Po co nosisz te klucze w kieszeni, nie możesz ich powiesić w przedpokoju?”. Ona nalewała sok w kuchni uśmiechając się pod nosem, a on ze wstydu bił głową w drzwi szafy w swoim pokoju. Nie przyznał się jej też do tego, że tę koszulę obronił potem skutecznie przed upraniem przez mamę, bo został na niej zapach jej delikatnych perfum i jej samej. (Nie domyślał się, że obrona była tak skuteczna, bo mama raz powąchała koszulę i już wiedziała, co się święci.). I nie mógł się jej przyznać, że codziennie myśli o niej przed snem, a jej obrazy skutecznie utrudniają mu spanie na brzuchu, więc niemal codziennie musi robić z tym porządek. Jako napalony osiemnastolatek w stosunku do każdej innej dziewczyny, na przykład na imprezie, pewnie szybko posunąłby się dalej: tu sięgnąłby pod bluzkę, tam pod spódnicę, może namawiałby którąś na pójście na całość, ale tutaj… Jak mógłby zrobić coś takiego JEJ?
LISTOPAD
Przez tygodnie Maciuś nie miał odwagi powiedzieć Hance o swoich uczuciach, więc nie wiedział, czy ona je odwzajemnia. Fala odwagi nadeszła (a może nadpłynęła) w zupełnie nieoczekiwanym momencie. Jakoś tak na samym początku listopada po lekcjach Maciuś jak zwykle odprowadzał Hanię na przystanek. Nastrój był kiepski, ponieważ dziewczyna dowiedziała się, że koleżanki, z którymi miała zrobić specjalny projekt na historię nie zrobiły do tej pory kompletnie nic i realizacja projektu stanęła pod znakiem zapytania. Hanka była wściekła.
- Wyobrażasz sobie – perorowała przez cały czas – to ja szukam materiałów, uzgadniam z nauczycielami terminy, rozrysowuję plakaty, a one obie dzisiaj mi mówią, że nic nie zrobiły i że w ogóle nie wiedzą, czy to ma sens! Ale jeżeli jednak coś nam się uda zrobić i projekt dostanie jakąś pozytywną ocenę, to oczywiście one będą pierwsze do chwalenia się! Maciek, to jest tak cholernie niesprawiedliwe, że zaraz wybuchnę! Szlag mnie trafi! Ej, gdzie ty jesteś, mówię do ciebie!
Maciuś znieruchomiał na samym środku przejścia dla pieszych. Hanka pospiesznie cofnęła się do niego.
- Co się stało? – zapytała zdziwiona – Maciek, chodź! No chodź, wariacie, jest już czerwone, zejdź z przejścia, rozjadą cię, rusz się!!
Chwyciła go za ramię i prawie siłą sprowadziła na chodnik, potrącając pana w płaszczu, po czym na wszelki wypadek odciągnęła go jeszcze parę metrów dalej od jezdni, na mały skwerek.
- Co ty wyprawiasz? Chcesz, żeby cię przejechali? Co ci się stało?
- Jak ty do mnie powiedziałaś? – spytał Maciuś kompletnie ignorując wyrzuty koleżanki.
- Powiedziałam „Maciek, chodź”, przecież tak masz na imię, no nie?
- No tak, ale cały świat mówi do mnie „Maciuś” – powiedział bezradnie chłopak.
- No i niech sobie mówi, proszę bardzo, ja też tak mówiłam, a teraz mam ochotę mówić do ciebie „Maciek”, bo ja jestem ja, a nie cały świat!
Chłopak na dźwięk tych słów poczuł, jakby oblał go wielki wodospad odwagi. Delikatnie przyciągnął zaskoczoną dziewczynę do siebie, wziął ją za ręce i powiedział cicho:
- To ty jesteś moim światem, wiesz? Ja nie wiedziałem jak ci to powiedzieć, strasznie się bałem powiedzieć ci, że... no... że cię kocham. Naprawdę cię kocham, od dawna, i ty rzeczywiście jesteś dla mnie całym światem. Takim jednoosobowym, prywatnym i bardzo bliskim światem, tylko dla mnie… - odetchnął z ulgą po tym wybuchu odwagi i ciągnął dalej – gadanie o uczuciach mi nie wychodzi, więc… najpierw bałem się powiedzieć, a teraz boję się tego, co mi odpowiesz…
- O jeju... – szepnęła Hania – a ja tak się bałam, że ty… że ty mi nigdy tego nie powiesz… I zostanę sama z tym, co do ciebie czuję...
I pocałowała go w usta, tak po prostu. Maciek popatrzył na nią tak, jakby objawiła mu jakąś wielką prawdę, której od dawna poszukiwał, po czym oddał jej pocałunek. Objęli się i długo stali tak na chodniku, co jakiś czas powtarzając sobie na ucho zapewnienia o uczuciach. (Scena była kiczowata jak jeleń na rykowisku, ale… to tak naprawdę wyglądało!).
Hania pierwsza wróciła do rzeczywistości.
- Chyba trochę się zapomnieliśmy – stwierdziła z zakłopotaniem – ciekawe, jak długo obściskujemy się tu na chodniku.
Maciek nieprzytomnie spojrzał na Hanię i zapytał:
- I co teraz?
- Teraz to… Zależy o co pytasz. Jeżeli o takie „teraz teraz”, to muszę już jechać do domu, bo mam sporo lekcji do zrobienia. Ty chyba też. A jeżeli pytasz o takie dalsze „teraz”, to… - Hania uśmiechnęła się promiennie – będziemy legalnie trzymać się za ręce i przytulać publicznie, i całować namiętnie… no, to może mniej publicznie, i będę mówić do ciebie „Maciek”! – Pocałowała chłopaka w usta jeszcze raz i powiedziała czule – Ty też jesteś moim moim jednoosobowym, kochanym światem, i ten świat ma swoje imię, właśnie „Maciek”. I jesteś superodważny, że mi to wyznałeś! Pa, lecę na autobus!
Maciek/Maciuś usiadł na ławce i przez chwilę zbierał myśli, raczej nieskutecznie. „Ona mnie kocha, powiedziała mi to, wiem, że jesteśmy młodzi, i tyle rzeczy może się zmienić, ale Haneczka ma rację – teraz jest teraz, więc teraz mam dziewczynę, która mnie kocha, prześliczną i mądrą, a na dokładkę cholernie seksowną i na jej widok ciągle mi staje, co ja bredzę, przecież to dopiero początek naszej drogi, no dobra, ale kiedyś posuniemy się dalej i czy ja się nie skompromituję, co ja znowu bredzę, i jak ja w ogóle mam o sobie myśleć – Maciuś czy Maciek? Dobra, trzeba do domu, lekcje czekają, przecież potem naprawiamy kran z tatą.”
+ + + + +
Ku własnemu zdziwieniu Maciek i Hanka dowiedzieli, że w oczach klasowych znajomych już dawno uchodzili za parę, więc ich pocałunki i przytulania nie powodują sensacji. Natomiast droga do bardziej zaawansowanych pieszczot była, jak by to powiedzieć – wyboista. Odwiedzali się nawzajem pod pretekstem nauki, ale a to mama Maćka była chora i na długim zwolnieniu, a to tata Hanki miał urlop i jak na złość nie planował żadnego wyjazdu… Pozostały im tylko te „spotkania naukowe” pod okiem taty lub Karoliny, starszej o cztery lata siostry Hanki.
Którejś soboty Maciek przyjechał do wybranki z naręczem dodatkowych podręczników. Jej tata niespodziewanie wybył do pracy (przy pierwszym spotkaniu z Maćkiem określił się jako „nieważny pracownik jakiegoś ministerstwa, którego na gwałt ściągają z urlopu, gdy skończy im się papier ksero”), ale Karolina (dla rodziny, i tylko dla rodziny „Karolcia”), zaglądała do nich często pod pretekstem zaopatrywania ich w herbatę i ciasteczka.
- Ja już nie mogę tej herbaty – szeptał Maciuś – dlaczego ona tak nas nadzoruje?
- Ciesz się, że nie zdjęła drzwi z zawiasów, jak w „Nie ma mocnych”...
- O rrrany...
Wkuwanie chemii zmieniło się w dyskusję o schemizowanej żywności i tyciu pod jej wpływem, a ten temat rozdrażnił Hankę:
- No proszę, stań tutaj za mną i popatrz – stanęła przed dużym lustrem w przedpokoju i podniosła luźną koszulę odsłaniając brzuch – ewidentnie mam boczki i fałdki! Koniec z przetworzoną żywnością, koniec z ciastkami ze sklepu, cukiernia naprzeciwko szkoły też nie zbankrutuje, jeżeli przestanę się tam pojawiać.
Zanim Maciek zdążył jakkolwiek to skomentować, Karolina pojawiła się w przedpokoju.
- Niestety muszę wyskoczyć na chwilę – oznajmiła – zaraz wracam; a co wy tak się krygujecie przed tym lustrem? Do książek, chemia sama się nie wkuje!
Wskoczyła w buty, chwyciła kurtkę z wieszaka i już jej nie było.
- Ufff... – z ulgą odetchnął Maciek i objął Hanię w pasie od tyłu – ja ci dam odchudzanie! Uwielbiam twoje boki i brzuszek taki, jaki jest! I inne części ciała też!
- To znaczy które? – zapytała niewinnie.
- A jeśli ci powiem które, to pozwolisz mi je pocałować?
- Nie, cwaniaku, bo wymienisz wszystkie po kolei i będziesz chciał wszystkie całować – zaśmiała się Hanka
- A czy to by było takie złe? – zapytał z uśmiechem chłopak i spojrzał w oczy jej odbiciu w lustrze. Przesuwał przy tym dłońmi po brzuchu i bokach dziewczyny, jeszcze raz, i jeszcze... i czule zaczął okrywać pocałunkami jej szyję i kark. Hanka westchnęła, przechyliła głowę, aby mu to ułatwić i pomyślała, że całowanie „wszystkiego po kolei” to nie taki zły pomysł.... Maciek pieścił ją tak przez dłuższy czas, przesuwając dłonie po jej odsłoniętym ciele, aż wreszcie natrafił na zapięcie stanika.
- Co ty…
- Ta część ciała jest szczególnie śliczna – szepnął chłopak – ale jak ją całować, kiedy jest schowana?
- Maciek, to chyba trochę za szybko jak dla mnie – wyszeptała z wahaniem Hania. Ale… odwróciła się przodem do niego i mocno pocałowała, a potem znów stanęła tyłem do niego i szepnęła „Rozepnij”. On drżącymi rękami rozpiął stanik; ona powoli rozpięła koszulę, zdjęła ją i pozwoliła jej upaść na podłogę. Teraz on zsunął ramiączka stanika z jej ramion, zdjął go i odrzucił. Miał przed sobą odbicie w lustrze swojej półnagiej dziewczyny, a bliżej ją samą, taką ciepłą, przytuloną do niego i uśmiechniętą, choć trochę drżącą – nie z chłodu, ale z przejęcia i podniecenia; objął dłońmi jej duże, kształtne piersi, zaczął masować je zrazu delikatnie, a dopiero po jej szepcie „Możesz trochę mocniej” odważył się na mocniejszy dotyk i drażnienie sutków. To były przecież ich pierwsze tak zaawansowane pieszczoty, nie chciał popsuć ich głupią nachalnością. W odpowiedzi dziewczyna sięgnęła dłonią do tyłu i przejechała nią po kroczu chłopaka potwierdzając swoje podejrzenia: jego twardego jak kamień członka wyczuła nawet przez gruby materiał dżinsów. W napadzie szaleńczej odwagi, nie napotykając sprzeciwu Hani, Maciek zaczął zsuwać jej spodnie (luźne dresowe spodnie, w których często chodziła po domu). Spodnie łatwo zjechały na uda i wtedy… zapiszczał domofon.
- Kurde, Karolcia wraca – jęknęła Hanka – szybko, ubieramy się, cholera, schowaj stanik pod poduszkę!
Sama szybko podciągnęła spodnie, założyła koszulę i popędziła za Maćkiem do pokoju. Gdy Karolina weszła do mieszkania, oboje pilnie studiowali zbiór zadań z chemii. Karolina podejrzliwie zlustrowała pokój i „podopiecznych”, po czym zaproponowała kolejną herbatkę. Maciek wymówił się brakiem czasu i zaczął się pakować i żegnać.
Po czułym pożegnaniu z Hanią (Karolina przynajmniej wtedy nie sterczała im nad głowami) Maciek uradowany ostatnimi przeżyciami zaczął schodzić po schodach, ale na którymś półpiętrze nagle zatrzymał się; jedna kwestia nie dawała mu spokoju. Wrócił na górę i zastukał do drzwi; otworzyła mu Karolina.
- Zostawiłeś coś? – zapytała zdziwiona.
- Nie, ale miałem jeszcze zapytać Hanię o coś ważnego i zapomniałem, możesz ją poprosić?
- Co się stało? – Hania po chwili podeszła do drzwi – o co chciałeś zapytać?
- To może… wyjdź na klatkę na chwilę – zawahał się Maciek – to bardzo prywatna kwestia.
Zaintrygowana Hanka wyszła na korytarz. Maciek dokładnie zamknął drzwi, potem objął ją i wyszeptał do ucha:
- Musisz mi odpowiedzieć na jedno zajebiście ważne pytanie: co by było dalej, gdyby Karolina nie wróciła tak szybko?
Hanka odchyliła się i obdarzyła go swoim cudownym śmiechem zakochanej dziewczyny, po czym znów objęła go, pocałowała i szepnęła do ucha:
- Skąd mam wiedzieć, kochanie, przecież nie jestem wróżką, możesz sobie tylko wyobrażać, co by było dalej, kiedy ja byłam już półnago, a tobie fiut rozrywał spodnie. Możesz na przykład wyobrażać to sobie dzisiaj w nocy. Pa! Karolinka pakuje się na dłużej do wanny, więc mam czas na szybką palcówkę...
Wieczorem Maciek poszedł za radą swej dziewczyny z tym wyobrażaniem sobie; skończyło się na dwóch orgazmach...
GRUDZIEŃ
Wyszli ze szkoły o jedną lekcję wcześniej (ostatnia matma Hanki została odwołana) i zapytali się jednocześnie „To co robimy”?
- Pogoda do kitu – stwierdził Maciek – to listopadowa chlapa, a nie puchowy śniegu tren, nie pochodzimy po parku. Dasz się zaprosić na lody, gdzieś, gdzie jest ciepło?
- Lody muszę ograniczyć, bo utyję – Hania z żalem odrzuciła propozycję – może po prostu pojedziemy do mnie i posiedzimy w cieple? Tata wyjechał, a Karolina dziś dłużej pracuje.
Maciek z tych informacji wyłowił kontekst: „wolna chata”, serce zabiło mu szybciej, a w spodniach zrobiło się trochę ciaśniej. Z radością zaaprobował propozycję ukochanej.
Po dotarciu do domu Hanka obeszła całe mieszkanie wyjaśniając Maćkowi, że „jej siostra lubi czasem robić głupie kawały”, a potem poszli do jej pokoju. Plecaki i swetry wylądowały na podłodze, a Hania z westchnieniem ulgi na łóżku, na brzuchu. Maciek przysiadł obok niej i wsunął jej dłonie pod bluzkę. Począł przesuwać opuszkami palców po plecach, naciskając raz kręgosłup, raz boki, raz inne miejsca, mocniej i słabiej na przemian.
- Och tak, jak super, jak mi dobrze – mamrotała Hania – I pomyśleć, że ja nie wierzyłam w twój uspokajający masaż pleców… Hej, dlaczego przestałeś?
- Bo nie chcę cię rozleniwić, to nie jest w moim interesie, przeciwnie, marzę o rozgrzaniu ci krwi w żyłach. Więc jeśli pozwolisz...
Podciągnął bluzkę i zaczął całować plecy dziewczyny. Przesuwał ustami po dole pleców i po bokach, a jego dłonie przesuwały się akompaniując wargom i językowi. Kiedy dotarł do zapięcia stanika, nabrał głęboko powietrza, po czym rozpiął go i przesuwał dłonie coraz wyżej. Wreszcie delikatnie przewrócił dziewczynę na plecy i położył się przy niej. Hania oddychała szybko; przyciągnęła jego głowę do swojej i zaczęli się całować, na przemian delikatnie przygryzając swoje wargi i krążąc po nich językami. Kiedy Maciek sięgnął do jej piersi, Hania zaczęła powoli rozpinać guziki bluzki. Chłopak poczuł, że tak jak poprzednio erekcja już rozpycha mu spodnie „To przecież dopiero początek, co będzie dalej – pomyślał – trzeba było ulżyć sobie rano, ale kto mógł wiedzieć... Wytrzymam czy skompromituję się wytryskiem niemal od razu? Może trzeba było wtedy skorzystać z tamtej okazji? Przecież Hania o niczym by się nie dowiedziała.”
Ale wtedy Hania...
PAŹDZIERNIK
- Cześć, Maciuś! – sąsiadka i koleżanka Basia entuzjastycznie powitała go w drzwiach klatki schodowej pewnego październikowego dnia – Danek pyta o ciebie i bardzo chce się z tobą spotkać. Nastaw się na długą i trudną rozmowę! On chce, żebyś mu wytłumaczył, jak się podrywa dziewczyny, najlepiej szybko i skutecznie.
- Przecież on ma dopiero trzynaście lat – zbulwersował się Maciuś. – Dobra, umów nas na tę rozmowę na koniec października, ale za cztery, może trzy lata, dobrze? A co u ciebie? Dawno cię nie widziałem, wyglądasz kwitnąco.
- A dziękuję. Szkoda tylko, że dieta i wysiłek się zmarnowały. Trochę się odchudziłam się dla chłopa, bo narzekał na moją talię, idylla trwała dwa miesiące, a potem przyłapałam go na ksiutach z naszą wspólną znajomą, pięć kilo cięższą ode mnie. Faceci to świnie! I mam doła! I w związku z tym chodźmy do piwnicy – zaproponowała niespodziewanie Basia – mam do ciebie sprawę na osobności, a u mnie w domu pełno ludzi i u ciebie chyba też.
Zeszli po kręconych schodach do piwnicy i przeszli do korytarza prowadzącego pod całym blokiem.
- Jak mogę ci pomóc w zakopaniu tego doła? – zapytał Maciuś życzliwie.
- Masażem – odparła otwarcie Basia – takim, jak kiedyś. Jutro nikogo u nas nie będzie, możemy się umówić. Chyba że wolisz teraz i tutaj?
Maciuś umilkł zaskoczony. Basia wzięła milczenie za zgodę, objęła go i mocno pocałowała w usta. Chłopak odruchowo objął dziewczynę w pasie, ale po chwili przestał ją pieścić i odsunął się trochę.
- Co ci jest? – zdziwiła się Basia. Położyła dłoń na kroczu chłopaka i wyczuła jego mocny wzwód. – Coś nie tak?
- Nie, tutaj ze mną wszystko w porządku – Maciuś opuścił głowę i mężnie kontynuował – tylko widzisz… wtedy to było wtedy, a teraz jest taki ktoś… Ktoś, kto jest ciągle w moich myślach, teraz też, i…
Basia westchnęła.
- Domyślam się, że to jakaś „ktosia”?
- Domyślna jesteś.
- Znaczy – wreszcie masz dziewczynę!
- Właściwie to nie wiem, czy mam…
- Jeszcze lepiej... Czyli zakochałeś się w niej, ale ona o tym nie wie?
- Dokładnie tak. Właściwie to pierwszy raz w życiu tak na poważnie. Wiesz, parę razy bujałem się w jakiejś koleżance, ale teraz to coś innego, coś ważniejszego! – I z niezwykłą dla siebie otwartością dodał – fiut ciągle mi stoi, gdy o niej myślę, a myślę cały czas. Teraz też. Więc rozumiesz... nie będę kochać się z tobą tak jak kiedyś, to by nie było w porządku. I nieważne, że ona by o tym nie wiedziała. Nie masz do mnie pretensji, prawda? Ty jesteś naprawdę atrakcyjna, ale…
- Ty głupku, jak mogłabym mieć do ciebie pretensję o to, że nie chcesz zdradzić swojej dziewczyny?! Nie pamiętasz? Nie jesteśmy parą. Gdy cię zobaczę na podwórku w towarzystwie jakiejś dziewczyny, po prostu powiemy sobie „cześć”, prawda? Szoruj na górę, idź do niej czy dzwoń do niej, czy coś, powiedz jej to! Ja pierniczę – piekliła się Basia, mimo że Maciusia już dawno nie było w piwnicy – czy ten świat już naprawdę tak schamiał, że chłopak tłumaczy się z wierności swojej dziewczynie?!
GRUDZIEŃ
...ale wtedy Hania podniosła się i usiadła na krawędzi łóżka. Bluzka poleciała w kąt, a zaraz za nią stanik. „Nie, urwał nać, dosyć – wrzasnął chłopak w duchu – to jest moja Haneczka, mój świat, ty palancie, jak w ogóle coś takiego mogło ci przyjść do głowy, debilu, jakieś okazje?!”. Podniósł wzrok usiłując jednocześnie patrzeć w cudowne oczy i na cudowny obfity biust swojej dziewczyny. Nie dał rady obu celom, więc skupił się na piersiach: przywarł do nich ustami, z zamkniętymi oczami całował je i masował coraz mocniej, bo wiedział już, że Hania tak lubi; lizał i ostrożnie chwytał w palce pobudzone sutki, delikatnie kąsał ramiona. Przypomniał sobie ich pierwsze intymne chwile przed lustrem, jego dłonie tak jak wtedy błądziły po nagich plecach Hani, czuł i słyszał szybkie bicie jej serca. A ona po prostu siedziała bez ruchu, z rękami po bokach, oddychając szybko i poddając się jego pieszczotom. Ale kiedy chłopak podniósł się, stanął przed nią i przejechał paznokciami po jej plecach, od samego dołu do samego karku, jęknęła głośno i przejęła inicjatywę: też wstała, rozpięła i ściągnęła z niego koszulę i podkoszulkę, przywarła do niego tak mocno, że cofnął się dwa kroki i oparł o szafę. Bez jednego słowa działali zgodnie na zmianę: on rozpiął jej dżinsy i opuścił je aż do kostek, musiał w tym celu znów uklęknąć, więc przywarł na chwilę do jej ud zauważając z radością plamę podniecenia na jej majtkach. Klęcząc obcałował jej uda i biodra, aż wreszcie odchylił z jednej strony majteczki i wsunął pod nie język. Dziewczyna jęknęła głośniej. Pomógł jej wyjść ze spodni i zdjąć skarpetki i chciał zsunąć jej ostatnią bieliznę, ale jeszcze nie pozwoliła mu na to. Teraz to ona rozpięła i opuściła jego spodnie, zdjął je razem ze skarpetkami, a ona odsunęła je na bok. Przez chwilę stał przed nią w samych bokserkach ledwo mieszczących naprężonego członka, potem ujął ją za ręce, posadził znów na łóżku i poświęcił parę minut jej szyi i karkowi; pamiętał, że to jej czuły, erogenny punkt; Hania zamruczała i… sięgnęła do jego bokserek. Najpierw pomasowała go trochę przez tkaninę, potem opuściła je i przez chwilę kontemplowała potężną erekcję u swego chłopaka, wreszcie ujęła członka i zaczęła go masować.
- Kochanie, zrób przerwę, bo wystrzelę – jęknął Maciek – ja już od kilku dni nie… - tu przerwał pod wrażeniem swojej głupoty. Jak mógł przyznawać się przed nią do samozabaw?! Ale Hania chyba nie zwróciła na to uwagi. Puściła penisa, oparła dłonie na biodrach chłopaka i odwracając głowę w bok cicho powiedziała:
- Maciek, kochany, ja muszę ci o czymś powiedzieć. Teraz, zaraz.
Maciek przyklęknął przed nią i wziął za ręce.
- Możesz mi powiedzieć wszystko, i to prosto w oczy – odparł – Jeżeli się rozmyśliłaś, to nie będziemy tego dzisiaj robić, dopiero gdy będziesz gotowa. I to tak, żeby nic cię nie bolało, za nic nie chciałbym sprawić ci bólu.
- Nie o to chodzi– szepnęła Hania zdławionym głosem – ja już nie jestem dziewicą, więc nie będzie mnie boleć, możesz wchodzić, tylko…
- Tylko co, kochanie?
- Widzisz, ja… nie popieszczę cię po francusku, nie zrobię ci loda, nie obciągnę... Ani teraz, ani innym razem. Ja… strasznie tego nie lubię.
- Dlaczego? – zapytał zdziwiony chłopak. – To znaczy, no dobra, to głupie pytanie, rozumiem, że można tego nie lubić, ale żeby aż tak bardzo nie lubić, że nie zrobić tego do końca życia, nawet bardzo rzadko? Powiesz mi, dlaczego?
- Nie. Po prostu… Słuchaj – szeptała zdenerwowana Hania – jeżeli dla ciebie obciąganie to jest nieodłączny element seksu, i bez tego ani rusz, to… dajmy sobie spokój. Z seksem i z nami, bo bez seksu się nie da, ja to wiem. To nie jest ani twoja ani moja wina, po prostu… to tak jest i już.
Maciek milczał przez dłuższą chwilę.
- Nie mów ciągle „po prostu”, bo to wcale nie jest proste, ani dla ciebie ani dla mnie – zauważył wreszcie – A seks ustami w drugą stronę akceptujesz? Spytam wprost: lubisz być lizana?
Hania bez słowa pokiwała głową. Maciuś przytulił ją mocno i wyszeptał na ucho:
- W takim razie uroczyście ci oświadczam, że jeżeli za chwilę nie ściągniesz majtek i nie dopuścisz mnie do lizania twojego skarbu, który pod nimi ukrywasz, to będziesz zdrapywać moje resztki ze ścian! Bo ja po prostu eksploduję! I nie wybuchnę z braku twojego ssania, nie, wybuchnę z braku ciebie całej, twojego cudownego ciała, z twoich nagich wizji, które mam przed oczami rano i wieczorem, chociaż jeszcze ani razu nie widziałem ciebie całkiem nagiej! Przeżyję brak twoich ust i języka na moim fiucie, ale nie przeżyję braku ciebie, rozumiesz mnie, mój ty jednoosobowy, prywatny i najdroższy mi świecie?
Hania znów pokiwała głową, potem spojrzała mu w oczy.
- Naprawdę nie będziesz mnie do tego zmuszał, i w ogóle tego oczekiwał? - zapytała.
- Nie będę – potwierdził spokojnie Maciek.
Hania odetchnęła głęboko i wstała z łóżka. Cofnęła się o krok, zahaczyła palce o gumkę majtek i opuściła je trochę. A potem... powoli obróciła się do Maćka tyłem i kontynuowała zdejmowanie majtek kręcąc biodrami i pupą. Jej śliczny tyłek powoli odsłaniał się przed oczami zachwyconego chłopaka. Pochylenie się i ściągnięcie majtek aż do kostek nie sprawiło jej problemu, a gdy była w głębokim skłonie, ujrzał nie tylko prześliczne pośladki, zazwyczaj opinane przez obcisłe dżinsy, ale i szparkę ukrytą między udami. Chwycił dziewczynę za biodra, obrócił przodem do siebie, ucałował wąski pasek włosów łonowych, potem delikatnym naciskiem skłonił ją do oparcia jednej nogi na łóżku, wreszcie dopadł językiem do wilgotnego, ciepłego miejsca, którego wypieszczenie przed chwilą obiecał. Jedną ręką chwycił ją za pośladek i przytrzymywał, by nie straciła równowagi, drażnił językiem wilgotne i pachnące wejście do cipki i łechtaczkę, palcami delikatnie masował nabrzmiałe wargi sromowe. Uwielbiał ten rodzaj pieszczot i teraz z radością ofiarował je Hani po raz pierwszy.
- Kochanie – westchnęła Hania po chwili – to jest super, ale teraz już dość tego klęczenia tam na dole.
Obróciła się i położyła w poprzek łóżka; oparła stopy na jego krawędzi i rozsunęła kolana. Maciek gorączkowo wyszukał w kieszeni porzuconych spodni prezerwatywę, stanął z nią przed dziewczyną, rozerwał opakowanie, ale Hania w tym momencie uśmiechnęła się łobuzersko, uniosła nogę i... zaczęła przesuwać bosą stopą po jego klejnotach i członku. Ten ruch trwał tylko parę chwil, ale zaskoczonego Maćka i tak sparaliżowało z rozkoszy. Hania zsunęła się z łóżka, wyciągnęła mu z dłoni gotową gumkę i szybko umieściła ją na właściwym miejscu.
- Jeżeli zaraz mi nie wsadzisz – szepnęła – to z kolei ja wybuchnę.
Teraz poszło już szybko: ona położyła się na łóżku, on na niej; ona rozsunęła szeroko kolana, on przesunął dłonią po jej piersi ze sterczącymi sutkami i potem przez brzuch, pasek włosków, wreszcie chwycił członka i kilkakrotnie potarł jego główką wejście do szparki; ona chwyciła nogi pod kolanami i podciągnęła je do góry, on nie czekał już dłużej i wszedł w wilgotną cipkę jednym mocnym ruchem; pamiętał, co ona mu powiedziała wcześniej, ale był gotowy wycofać się na pierwszy jęk bólu. Po kilku chwilach kochania w tej pozycji zmienili ją jednak, żeby się lepiej dopasować: ona objęła go, zacisnęła dłonie na jego plecach i objęła go także nogami, on wchodził w nią mocno, na przemian patrząc w przecudowne błękitne oczy i całując ukochane usta. Była ciasna, ale Maciek nie był na jej szczęście szczególnie obdarzony przez naturę – wypełniał ją tymi pchnięciami, dochodził aż do końca, ale nie sprawiał bólu, a wyłącznie przyjemność. Kiedy po kilku minutach jęknęła „Mocniej!”, zaczął uderzać jeszcze mocniej, skoro jej przyjemność od tego zależała. Hania chwyciła go za pośladki. Bez słów, samymi spojrzeniami ustalili, że dzisiaj nie zależy im na wymyślnych pozycjach i przerabianiu kolejnych rozdziałów Kamasutry przez nie wiadomo ile czasu. Tu i teraz – pierwszy raz zakochanych osiemnastolatków, tylko tyle i aż tyle.
Zatem – właściwie nie trwało to długo i nie było to dla nich zaskoczeniem. Cudownym zrządzeniem losu udało im się dojść niemal jednocześnie. Orgazm Hani nie był głośny: wbiła paznokcie w jego plecy, głośno jęknęła tylko raz i zamarła z zaciśniętymi powiekami, łapiąc powietrze otwartymi ustami. Maciek poczuł, jak gorąca cipka pulsuje i zaciska się na jego członku; stęknął i po kilku jeszcze pchnięciach przyszły skurcze orgazmu. „Taaak – jęknął głośno – taaak, kochanie” i opadł na nią. Przytulili się tak mocno, że każde czuło łomot serca drugiego jak małe trzęsienie ziemi.
Dopiero po kilku minutach pulsy i oddechy trochę się uspokoiły; teraz był czas na szepty, miłosne zaklęcia, spojrzenia w oczy i dziękowanie sobie za wzajemną rozkosz, za dotyk i widok...
+ + + + +
Maciek wracał od Hani piechotą zamiast autobusem, żeby, jak zwykle po seksie, trochę pomyśleć; ale teraz myślał spokojniej i pewniej: „Mam za sobą mój pierwszy raz z dziewczyną, której wyznałem miłość, i ona mnie też – medytował – czyli już nie „zrobiłem to”, ale „zrobiliśmy to”. Zadowoliłem ją, sama mi to powiedziała, była całkiem mokra już kiedy jej wsadzałem, a potem było jeszcze lepiej; mnie też było super. Teraz już wiem, że ma cudowne cycki, obłędny tyłek, podniecające plecki, rozczulający brzuszek, cipę, którą mógłbym całować i pieścić godzinami, i kiedyś pewnie tak zrobię. I te oczy, w których tonę za każdym jej spojrzeniem... A teraz będę już spokojniej czekać na następne razy, może u mnie, może u niej, może na jakimś wyjeździe... A że bez lodzików? Jej szczęście jest dla mnie ważniejsze.”
+ + + + +
Gdy Karolina wróciła, jej młodsza siostra, już ubrana, siedziała na łóżku z jakimś zeszytem w ręku i przygryzając końcówkę ołówka patrzyła w metaforyczną dal. Karolina klapnęła na łóżko i dość obcesowo zażądała relacji z ostatnich wydarzeń:
- Młodsza siostro, opowiadaj jak było! Ziemia się zatrzęsła? Niebo się otworzyło? Orgazm był taki, że nawet sąsiedzi wyszli na balkon zapalić?
- A dlaczego moja wścibska i lekko zboczona starsza siostra nie zapyta, czy w ogóle „coś” było? – spytała kwaśno Hanka – To, że zasugerowałam ci, żebyś wróciła trochę później to jeszcze nie znaczy, że...
- No dobra, niech ci będzie: było coś?
- No było, było… - Hanka odłożyła kajet i ołówek i usiadła obok siostry. – Ziemia się nie zatrzęsła, niebo nie otworzyło, obrazki, jak widzisz, nadal wiszą na ścianach. – Niespodziewanie dla Karoliny oparła głowę na ramieniu siostry. – Było… rozkosznie ale i troskliwie, bez nadmiernych akrobacji, było… delikatnie, a potem mniej delikatnie, ale dopiero wtedy, gdy sama tego chciałam. Było… właściwie tak, jak chciałam, żeby było. A skoro tak, to... było cudownie!
- Co to za łamańce językowe – jęknęła Karolina obejmując Hankę ramieniem – Ale najważniejsze jest to, że jednak „cudownie”. Czekaj, a co z…
- Nic – odparła Hania odpowiadając na jeszcze niezadane pytanie. – Tego nie było. Maciek obiecał, że nie będzie, i nie było, a ja mu uwierzyłam i nadal wierzę. Pominęliśmy ten niby oczywisty etap i przeszliśmy do następnego. A pikantnych szczegółów ci zaoszczędzę.
- Czyli masz chłopaka czułego, troskliwego, delikatnego lub niedelikatnego wedle życzenia, do tego obywającego się bez francuza i dobrego w łóżku – podsumowała Karolina. – Życie jest piękne! A teraz rusz się, idziemy robić obiad!
c.d.n.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz