Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Diagnoza 1

Diagnoza 1Choć jestem znana z cierpliwości, ta sytuacja zaczynała mnie irytować. Leżałam tak już blisko dwadzieścia minut. On siedział na krześle obok i cały czas patrzył na mój biust. Sama tu przyszłam, sama się rozebrałam i sama położyłam. Pozwoliłam mu się zbadać i obejrzeć moje piersi, ale jako lekarzowi. Od kilku minut miałam wrażenie, że robi to jak facet, a nie jak lekarz.
Nie był pierwszym, który mógł przy okazji diagnozowania podziwiać moje cycki. Przed nim byłam u czterech innych i żaden nie potrafił mi pomóc. Ten to światowej sławy profesor i zapłaciłam tyle za wizytę, że nie mogłam teraz go niczym zdenerwować, a już na pewno nie moją histerią i przewrażliwieniem. Od kilku miesięcy przy okazji okresu na moich piersiach pojawiają się dziwne wykwity. Wyglądają fatalnie i bardzo bolą. Jak do tej pory nic i nikt nie byli mi w stanie pomóc. Ten facet to moja ostatnia nadzieja.
- Proszę się ubrać i przyjść do mnie — powiedział, po czym zostawił mnie samą za parawanem.  
Włożyłam stanik i sukienkę, po czym usiadłam przy jego biurku.
- Czy ma pan jakiś pomysł na to, co może być?
- Pomysł? - zapytał zdziwiony. - Od pomysłów to byli inni, ja mam zamiar postawić dobrą i rzetelną diagnozę.
- Oczywiście, przepraszam — zmitygowałam się szybko. To, co mówił i pewność siebie, jaka z niego emanowała, napawały mnie nadzieją na jakiś przełom.
- Cierpi pani na bardzo rzadki niedobór mikroelementów. Pani piersi mają za mało cynku i innych potrzebnych składników. Normalnie produkują je gruczoły skórne, ale w pani przypadku doszło do ich zasuszenia.
- Czy to da się wyleczyć?
- Owszem, ale to nie będzie szybkie ani łatwe. Pierwszą metodą jest oczywiście uzupełnianie mikroelementów przez podawanie ich doustnie. Ta metoda nie wyleczy pani do końca i może okazać się bezskuteczna. Tak naprawdę to nie będzie leczenie, tylko zaleczenie. W miejscu, gdzie występują u pani wykwity, najlepiej byłoby zastosować podawanie mikroelementów przez wchłanianie. Tylko że ja nigdy nie słyszałem o cynku ani o potasie w formie żelu czy maści, przynajmniej nie o takim, jaki można by było kupić w aptece.
- To, co pan doradza?
- To, co teraz powiem, może wydać się pani niestosowne albo nawet poniżające, ale jest pewna metoda, która sprawdza się w leczeniu tego schorzenia i daje blisko sto procent szans na rezultat.
Lekarz spojrzał na mnie, jakby był niepewny czy kontynuować. Uśmiechnęłam się porozumiewawczo, co zapewne odczytał jako zgodę. Po tylu badaniach i wizytach miałam już dosyć tej choroby i nie mogłam się doczekać rozwiązania, jakie zaproponuje.
- Tak jak wspomniałem, jest pewna substancja, która da się wetrzeć w skórę, i która zawiera ogromną ilość składników, o jakich mówiłem i jakie są pani, a właściwie pani piersiom potrzebne. Tą substancją jest sperma.
Nie wiedziałam co mam myśleć. To nie brzmiało jak propozycja, ale lekarz najwyraźniej bał się, że tak to zinterpretuje. Nic nie odpowiedziałam. Nie chciałam przerywać.
- Czy pani jest w związku? - zapytał.
- Nie. Jestem sama od rozwodu, będzie już kilka lat.
- W sumie to bez znaczenia. Widzi pani, powiem to brutalnie, ale myślę, że mi pani wybaczy. Nie wystarczy poprosić jakiegoś mężczyznę o to, by w toalecie zamknął się z pismem pornograficznym i prezerwatywą, a potem ją pani przekazał, żeby mogła sobie wetrzeć w biust. Sperma musi być wylana bezpośrednio z penisa. Komórki, jakie są także konieczne w tym procesie, żyją tylko kilka sekund. Nasienie musi być ciepłe i bardzo świeże.
Wyobraziłam sobie ogromnego penisa, który sterczy nad mim biustem a z niego kapie sperma, którą ja rozcieram. Moje wyposzczenie dało o sobie znać i od razu poczułam ogromne podniecenie.
- To niestety nie wszystko. Najgorsze jest to, że komórki, o jakich wcześniej wspomniałem, powinny zawierać pewne elementy pani kodu genetycznego, by się przyjęły w pani skórze.
- Ale....? - zapytałam. Czułam się już lekko pogubiona.
Lekarz westchnął. Widać było, że krępuje go ta rozmowa.
- Sperma powinna pochodzić od kogoś z rodziny. Nawet gdyby pani miała męża, to jego nasienie byłoby bezużyteczne. W grę wchodzi ojciec, brat lub syn.
Zatkało mnie. Lekarz spodziewał się pewnie takiej reakcji i nalał mi wody.
- Panie doktorze, ja chyba nie skorzystam z tej kuracji. Nie wyobrażam sobie tego — powiedziałam, a on pokiwał ze zrozumieniem.
- Nie mam zamiaru naciskać, tylko bez niej już nigdy nie będzie miała spokoju z tymi wykwitami i bólem piersi.
Kiedy o tym wspomniał, zaczęłam analizować wszystko jeszcze raz.
- Mój ojciec ma ponad sześćdziesiąt lat. Zrobiłby dla mnie wszystko, ale....
- Ojcu dajmy spokój. W jego wieku sperma i tak miałaby niewiele potasu i cynku. Nie wspomnę o innych ograniczeniach.
- Mam brata, ale mieszka w innym mieście. Mieszka z żoną i ma dwoje dzieci. Nie wiem, czy chciałby mi pomóc.
- Rozumiem — powiedział lekarz, patrząc na mnie bezradnie.
- Mam syna, który ma osiemnaście lat.
Mężczyzna podniósł z zaciekawieniem wzrok.
- Mieszka ze mną.
Lekarz dał mi do zrozumienia, że decyzja należy do mnie.

7 komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • slowikmarcin257

    Zaczyna się super,sperma syna jako lekarstwo,no no nieźle, proszę o kontynuację

  • ola43

    Zapowiada sie swietnie. Ciekawe podejscie

  • Vikun

    Opowiadanie podobne do Problem macochy

  • Rafaello

    @Vikun Nie wiem, nie czytalem

  • Cichy20

    Bardzo ciekawie się zapowiada. Czekam na ciąg dalszy.

  • Milf

    Fajne opowiadanie i metoda bardzo fajna,  :yahoo: bardzo fajna.

  • Gazda

    Hmm, ciekawa metoda leczenia.
    Zapowiada się bardzo ciekawie....

  • izabela

    Dziwnie się to wszystko układa, ale jestem na tak.