Braterstwo cz. 11

Zaspokojeni, zasnęliśmy na pokładzie. Pamiętam, że śniłem o jakiejś afrykańskiej wiosce, w której wojownicy przechodzą rytuał bratania, dzielą się upolowaną zwierzyną i swoimi kobietami. Wydawało mi się to tak dziwnym i nierealnym, że kiedy otworzyłem oczy, byłem święcie przekonany, iż nadal śnię. Chwilę mi zajęło, zanim zrozumiałem, że to był sen we śnie. Dotarło też do mnie, że to dłoń pieszcząca moje genitalia była powodem przebudzenia. Dotyk był bardzo miły i w innych okolicznościach na pewno zareagowałbym natychmiastową erekcją, ale niestety już oprzytomniałem i powróciło przygnębienie wywołane brakiem Ady. Odwróciłem się. Mbu uśmiechała się, wciąż nie wypuszczając moich klejnotów z dłoni.

- Obudziłam ptaszka? - zażartowała.
- Dużego tak, ale ten mały bardzo tęskni za Adą – odpowiedziałem ze smutkiem.
- Jeszcze nie raz wleci do jej gniazdka, a teraz może się ukryć w moim. Jest cieplutkie i wilgotne – nie odpuszczała.
- Nie da rady. Sama widzisz, ani nie drgnie – próbowałem ją odwieść od tego pomysłu.
- Pozwól, że spróbuję...
- Ale dlaczego się tak upierasz?
- Obiecałam ci, że się odwdzięczę. To sprawa honorowa!
Wiedziałem, że dla ludzi z tego plemienia nie ma nic ważniejszego niż honor, więc dalsza dyskusja właściwie była bezcelowa.
- Ale możesz odwdzięczyć się kiedy indziej, nie musisz teraz.
- Nie wiadomo, co dalej z nami będzie. Chcę teraz!
- No dobrze. Próbuj! Ale nie gwarantuję, że ci się uda. Naprawdę nie myślę teraz o tych sprawach i ciężko ci będzie utwardzić moją dzidę.
- Pozwól, że ja się tym zajmę!  
- Ok.  

     Zbliżyła usta do moich i zaczęliśmy się całować. Było miło, ale wciąż nie czułem podniecenia, wykonywałem ruchy wargami, językiem, lecz myślami byłem przy Adzie. A właściwie wyobraźnia podpowiadała mi sytuacje najgorsze z możliwych. Raz widziałem Adę gwałconą przez porywaczy, albo bitą i poranioną, innym razem otoczoną wianuszkiem małych dzieci spłodzonych przez wodza obcej wioski. I każdy z tych obrazów odbierał mi chęć na seks, pomimo intensywnych starań Mbu. Pieściła dłonią zwiędłego siurka i doskonale wiedziała, że dotychczasowe działania nie przynoszą oczekiwanego efektu. Oderwała się więc od moich ust i całując szyję, obojczyki i klatę, powoli schodziła niżej. Przez chwilę zareagowałem, gdy jej wspaniałe, czarne piersi otuliły swoim ciepłem i miękkością najwrażliwszą część mego ciała, ale to było tylko takie delikatne drgnięcie penisa. Tymczasem Mbu ssała na przemian moje sutki, chwytała je ząbkami albo wargami. To było dla mnie dosyć nowe uczucie, bo zazwyczaj nikt się nimi w ten sposób nie zajmował. Powiem nawet, że nie tylko nowe, ale bardzo miłe.  

     Po chwili poczułem na brzuchu gorące usta, a mięciutkie piersi zabujały się ocierając o moje kolana. Mbu zbliżała się do sflaczałego penisa, a ja wciąż nie mogłem na tyle skoncentrować się na seksie, aby napełnić go krwią, usztywnić i utwardzić. Do dołujących myśli o Adzie, dołączyła jeszcze obawa o Mbu. No bo jak to wpłynie na jej poczucie kobiecości, jeśli okaże się, że młody, sprawny facet nie reaguje erekcją na pieszczoty? Jak to wpłynie na jej samoocenę? Kuźwa! Było mi strasznie głupio! Ale co miałem zrobić, kiedy zniknięcie ukochanej osoby wywołało we mnie stan depresji i czarnowidztwa? Nawet objęcie przepięknymi, czarnymi ustami główki penisa nie wywołało oczekiwanej reakcji. Mbu ssała go, pieszcząc jedną dłonią, zaś drugą zajmując się jajkami. Wszystko to odbierałem jako niezwykle miłe i przyjemne, jednak wciąż bez efektu podniecenia. Tak jakby to nie było moje ciało.

- Daj spokój. Bardzo cię przepraszam, ale nic z tego nie będzie – powiedziałem ze smutkiem.
- Co ty wiesz?! Jeszcze się nie zdarzyło, żebym nie postawiła na swoim – odparła wstając.

     Stojąc nade mną okrakiem, przesunęła dłonią po swojej owłosionej myszce, by po chwili rozszerzyć lekko wargi. W gęstwinie czarnych włosów błysnął róż wilgotnej cipki. Wsunęła w nią dwa palce, obserwując przy tym moją reakcję. Już sam widok rozkraczonej nade mną czarnoskórej piękności o smukłej sylwetce modelki, długonogiej, z cudownymi piersiami był wspaniały, ale jej kobiecość odsłonięta wprost przed moimi oczami spowodowała jedynie kolejne drgnięcie pałki. Jednak to było zaledwie preludium.  Mbu przykucnęła, a ociekające soczkiem palce powoli  zaczęły się zbliżać do moich ust. Jednak ich nie dotknęły. Natomiast delikatnie rozsmarowały wydzielinę pochwy ponad nimi. Tuż pod nosem! Do moich nozdrzy dotarł intensywny zapach naturalnej kobiecości. Nie, to nie był zapach fiołków! To była mieszanina woni nadpsutej ryby, szczoszków i wielu innych - trudnych do określenia. Niezwykle silna, bo spotęgowana afrykańskim upałem. Zawierała jednak także to, co powoduje że samce każdego gatunku szaleją w okresie godowym – żeńskie feromony.  
  
     Patrzyłem na śliczną buźkę Mbu - ogromne ciemnobrązowe oczy były lekko zmrużone, gdy długie paluszki dotknęły moich ust. Nacisnęła nimi mocniej domagając się uchylenia, po czym gdy to zrobiłem - wsunęła dwa do środka. Zaczerpnęła nimi śliny i posmarowała nią zwieracz. Mój oczywiście – nie swój. Nie certoląc się zbyt długo, wsunęła jeden palec poszukując męskiego punktu G. Natychmiast sobie przypomniałem, co Mark opowiadał o ich zabawach analnych, a mój penis przypomniał sobie, do czego został stworzony. Pieszczota prostaty jest tak nieziemsko przyjemna, tak intensywnie podniecająca, w połączeniu z gorącem ust obejmujących penisa, zapachem cipki pod nosem, że w żaden sposób nie można zapobiec erekcji. Zrobiłem się twardy! Mbu popatrzyła mi w oczy i dostrzegłem jej szelmowski uśmiech. Uśmiech zwycięstwa! Była dumna i w pełni świadoma swoich poczynań i umiejętności. A ja coraz intensywniej odczuwałem przyjemność płynącą z gruczołu krokowego i pieszczonej ustami końcówki penisa. Mbu rozpędziła się w pieszczotach, obcałowując moje klejnoty, liżąc i wciągając głęboko do gardła. Wszystko na przemian w połączeniu z dwoma palcami smyrającymi mnie w środku. Naciskała nimi na przemian. Czułem nieuchronnie zbliżający się orgazm i ona także spodziewała się rychłego nadejścia wytrysku. Teraz już nie wypuszczała z ust końcówki, z radością szykując się na spicie śmietanki. Delikatnymi ruchami języka zintensyfikowała pieszczotę i to dopełniło dzieła. Tryskałem targany spazmami niesamowitego orgazmu, wylewając z siebie niebywałe ilości nasienia, a rozkosz rozchodziła się po całym ciele nie tylko z okolic penisa, ale głównie z okolic krocza.  

     To było takie nowe i tak fantastyczne, że na chwilę zupełnie zapomniałem, w jak dramatycznej sytuacji jestem. Czułem ogromną wdzięczność i koniecznie musiałem się zrewanżować. Przewróciłem Mbu na wznak i zapalczywie całowałem jej wydatne usta. Mięciutkie, delikatne, gorące. Potem oczy, powieki, brwi i znów usta. Wreszcie opuściłem cudną buźkę, bo wiem gdzie powinien trafić mój język, aby uszczęśliwić kobietę. Całowałem piersi o których marzyłem odkąd poznałem tę cudowną dziewczynę, napawałem się ich miękkością i pięknym kształtem. A one twardniały pod pieszczotą ust, języka i obłapiających je dłoni. Całowałem brzuszek, zbliżając się do porośniętego gęstym buszem wzgórka. Byłem coraz bliżej świątyni moich marzeń. Przesunąłem ustami po gęstwinie porastającej pachwiny i zaciągnąłem się zapachem kobiety. Poczułem, że znów twardnieję, pomimo niedawnego orgazmu. Spróbowałem językiem zlokalizować szczelinkę, ukrytą w gęstych krzaczorach i wniknąć w nią maksymalnie głęboko. Pierwsze liźnięcie było niezwykłe. Smak i zapach cipki Mbu podniecił mnie tak mocno, że rzuciłem się do lizania jakbym pierwszy raz w życiu widział kobietę z tej strony. Jęki dochodzące do moich uszu potwierdziły skuteczność i intensywność pieszczoty. Mbu wplotła palce w moje włosy i dociskała głowę do swojej cipki. Lizałem ją koncentrując się na wydatnej łechtaczce. Była zupełnie inna niż Ady. Duża, nabrzmiała, pozwalająca obejmować się ustami – taki mały penisek. Ssałem go i lizałem do momentu aż rozedrgane, czarne uda omal nie zmiażdżyły mi głowy w trakcie trwającego kilkanaście sekund orgazmu.

     Gdy się z nich wyswobodziłem, przesunąłem się wyżej w poszukiwaniu ust. Spojrzałem na uśmiechniętą, uszczęśliwioną buzię Mbu – była przepiękna. Pocałowałem ją delikatnie, a ona odpowiedziała na pocałunek. Poczułem jak delikatna, kobieca dłoń naprowadza moją twardą armatę na wejście do krainy rozkoszy i naparłem, wnikając do wilgotnego wnętrza. Zaskoczyła mnie ciasnota jej cipki, bardzo mocno otulającej penisa. Nie spodziewałem się u tak wysokiej i fantastycznie zbudowanej kobiety, tak  wąskiej szparki. Jednak natura nie wszędzie zachowuje proporcje. Mbu objęła moje biodra nogami, nadając rytm pchnięciom. Robiliśmy to powoli, nasyceni po poprzednich orgazmach, teraz cieszyliśmy się bliskością i ciepłem drugiego człowieka. Nasze usta były zajęte intensywnym całowaniem, do momentu w którym zwyczajnie zabrakło nam tchu. Kochaliśmy się patrząc sobie głęboko w oczy. Napięcie seksualne, jakie istniało pomiędzy nami odkąd się zobaczyliśmy po raz pierwszy, wreszcie znalazło ujście.  

     Po pewnym czasie zamieniliśmy się rolami. Teraz Mbu mnie ujeżdżała. Przez chwilę napawałem się widokiem jej rozbujanych piersi, ale ostatecznie nie mogłem się powstrzymać przed złapaniem ich w dłonie. Uwielbiam pieścić piersi, są tak niesamowicie podniecające, ciepłe, miękkie i delikatne. Jeszcze bardziej podniecający jest widok białego penisa znikającego w czarnej, owłosionej cipce. Jednak jęki Mbu zbliżającej się do finiszu są na pierwszym miejscu! Jej orgazm podnieca mnie najbardziej! Miałem okazję słyszeć jak dochodzi jeszcze zanim się poznaliśmy, a teraz – to nie do wiary – jestem sprawcą jej rozkoszy! Doszliśmy jednocześnie. Wypełniłem jej cipkę nasieniem dokładnie w chwili, kiedy obejmujące mnie czarne uda ponownie wpadły w rezonans, a tułów Mbu wygiął się, tężejąc w ekstazie. Odrzuciła głowę w tył, zesztywniałe piersi wypinając w górę. To był boski widok! Po chwili opadła wtulając się we mnie i ciężko dysząc na mojej piersi. Objąłem ją, mocno wtulając się w rozpalone ciało.

- Mark nie będzie zły? - zapytałem.
- Przecież jesteście braćmi! Masz się mną opiekować, kiedy go nie ma – odparła wesoło.
- Będę! Możesz być tego pewna!  
- Nie ukrywałam przed nim, że obiecałam ci się odwdzięczyć. Nie mamy przed sobą tajemnic.

     Świat nie wydawał mi się w tej chwili już tak czarny i zły, jak jeszcze kilka kwadransów wcześniej. Nabrałem nowej wiary, że wszystko się dobrze ułoży.  

- Kończyć mi te amory! - usłyszeliśmy głos zbliżającego się Marka – robota jest do zrobienia!
- Jaka? - zapytałem.
- Trzeba jakoś dyskretnie zdobyć paszporty. Ukele podzielił nasze rzeczy pomiędzy mieszkańców wioski i właściwie nie wiadomo, co oni z nimi zrobili. Bez ubrań i innych pierdół jakoś sobie poradzimy, ale paszporty dobrze byłoby odzyskać. Prawdę mówiąc już mam trochę dość afrykańskich przygód. Jak udałoby się uwolnić Adę, chętnie wrócę do domu.
- Ja ich poszukam. Znam tu wszystkich i moja wizyta w ich chatach nie wzbudzi niczyich podejrzeń – zaoferowała Mbu.
- Tak właśnie myślałem. A my w tym czasie omówimy plan działania.
- Nie spodziewałem się, że taki z ciebie organizator – odezwałem się w końcu.
- To doświadczenia z pracy. Przy budowie jachtów trzeba wszystko dobrze rozplanować i tak samo jest w życiu.
  
     Patrzyliśmy za oddalającą się Mbu, której wcale nie przeszkadzała wyciekająca po udach sperma. Nie czuła z tego powodu żadnego skrępowania, bo tutaj to była zupełnie naturalna sprawa.

- Rozmawiałem z Zindu. Pomoże nam, ale wiesz - wtedy nie będzie dla niego powrotu do wioski.  
- Jak nam pomoże? - zapytałem.
- Poszedł dowiedzieć się, która wioska na nas napadła i w jakim kierunku się udali. I wie, gdzie w nocy są rozstawieni strażnicy. Pomoże nam ich ominąć, a to nie będzie łatwe.  
- Jak go przekonałeś?
- Nie musiałem. Jest w tobie zakochany i zrobi wszystko, żeby być razem. Musiałeś mu dobrze zawrócić w głowie – zaśmiewał się ze mnie.
- Chyba w główce! Odkąd ją possałem, facet oszalał.
- Tak, główka nami rządzi – zarechotał ze swojego żartu.

     Po około godzinie nadszedł Zindu, lecz nie miał najlepszych wiadomości. Okazało się, że jeszcze jacyś obcy mężczyźni kręcą się w okolicy i Ukele podwoił liczbę wojowników strzegących wioski. Wydostanie się z niej niezauważenie było raczej niemożliwe.  Znów zwątpiłem w szanse odzyskania Ady.

- A co to za ludzie? – dopytywał Mark.
- Z sąsiedniego plemienia. Widocznie informacja o białej kobiecie w naszej wiosce rozeszła się szeroko – odpowiedział Zindu.
- Myślisz, że oni też chcieliby porwać Adę?
- Nigdy nie zdarzyło się, żebyśmy zostali napadnięci dwukrotnie w tak krótkim odstępie czasu. Zazwyczaj dajemy czas dziewczętom na osiągnięcie odpowiedniego wieku, więc napadamy się mniej więcej co dwa lata. To na pewno chodzi o nią.
- To nie pozostaje nam nic innego, jak tylko czekać. Zorientują się, że jej tu nie ma i odejdą.
- A co z Adą? Jak będziemy bezczynnie czekać, doprowadzą ją do wioski i wtedy nasze szanse na jej uwolnienie zmaleją do zera – włączyłem się do rozmowy.
- Takie same będą, jeśli damy się złapać na próbie ucieczki, albo przez tych co się kręcą w okolicy. Martwi jej nie pomożemy – trzeba czekać i liczyć na szczęśliwy los – odpowiedział Mark.

     Zindu był tego samego zdania. Niestety musiałem się z nimi zgodzić. Tylko żywi i sprawni możemy powalczyć o jej wolność. A to, że do podwojenia straży Ukele nie wyznaczył żadnego z nas, świadczyło jednoznacznie, że nie do końca nam ufa i z pewnością ma nas na oku. Może nie bezpośrednio, ale z pewnością jego bracia nas dyskretnie obserwują.

     Zaczynało zmierzchać, kiedy wróciła Mbu. Znalazła wszystkie paszporty – każdy w innej chacie, ale nie odzyskała żadnego. Próbowała handlu, ale dla tubylców taka dziwna rzecz, stanowiła nie lada zdobycz, otaczaną niemal kultem. To było coś! Nie do końca wiedzieli co, ale na pewno coś wartościowego. Coś co można przekazać młodszemu pokoleniu, albo chwalić się rodzinie. Takich rzeczy się nie pozbywa. To są skarby rodzinne. Tak więc kolejna zła wiadomość. Odkąd wróciliśmy ze świątyni bratania, wszystko się posypało i pech nie przestawał nas opuszczać. Tak to wówczas widziałem. I wtedy stał się cud!

Z drugiego końca wioski dobiegły odgłosy walki. Wszyscy zerwaliśmy się na równe nogi.

- Trzeba bronić wioski – rzucił Zindu.
- Stój! - stanowczo zatrzymał go Mark – to nasza jedyna szansa. Wojownicy pobiegli walczyć, nikt nas teraz nie pilnuje, nie ma wartowników, obcy są zajęci. Mamy wolną drogę do ucieczki. Mów, w którą stronę mamy biec.
- Na północ – ja poprowadzę.

     Korzystając z zamieszania i panujących ciemności opuściliśmy wioskę mając ze sobą jedynie nasze noże i trzy dzidy. Biegliśmy za Zindu, nie oglądając się za siebie.  Oczywiście nie czułem się dobrze, łamiąc wszelkie zasady braterstwa z Bale i Ukele, zdradzając zaufanie jakim nas obdarzyli przyjmując do swojej społeczności, dzieląc się z nami wszystkim , co mieli – jedzeniem, naczyniami, dachem nad głową. Ale z drugiej strony poczułem, że od czegoś się uwalniam - coś tracę, ale też dużo mogę odzyskać. Właściwie wszystko na czym mi tak naprawdę zależy – Adę. Teraz koncentrowałem się tylko na niej – wioskę i jej sprawy pozostawiając własnemu losowi.  

     Zindu narzucił duże tempo, które pozwalało nam szybko oddalić się z miejsca zagrożenia, jednocześnie równie prędko zbliżając nas do porywaczy. Wiedzieliśmy, że ci się nie śpieszą – nie mieli ku temu powodu.  Mogli iść spokojnie, robić przerwy na odpoczynek, opatrzenie ran, na nocleg. Tak jak robili to od setek lat. My zaś, po kilku godzinach szaleńczego biegu byliśmy wyczerpani, ale zapach dymu z ogniska powiedział nam, że jesteśmy już bardzo blisko porywaczy. I Ady. Postanowiliśmy odpocząć, bo już ledwo staliśmy na nogach. Byłem pełen podziwu dla Mbu, że dotrzymuje nam kroku. Pewnie długie nogi ułatwiały jej pokonanie tego dystansu, ale i tak wymagało to niezwykłej wytrzymałości. Zindu zatrzymał się w korycie wyschniętej rzeki i zaczął kopać dołek  rozpulchniając żwir dzidą i wydobywając go dłońmi. Dołączyłem, pomagając szybciej dostać się do wody. Łaknęliśmy jej jak kania dżdżu. Nasze spierzchnięte wargi domagały się jak najszybciej jakiejkolwiek odrobiny wilgoci. I w końcu się udało. Po wielogodzinnym i wyczerpującym biegu, nawet dżin z tonikiem nie smakuje tak dobrze, jak ta breja wydobywana z głębi ziemi.  Ugasiwszy pragnienie, padliśmy na plecy, dysząc ciężko jak po dobrym seksie.

- Odpoczywajcie, a ja pójdę się rozejrzeć – wyszeptał Zindu, obawiając się bliskości porywaczy.

     Nie było go już na tyle długo, że zacząłem się obawiać, czy nas odnajdzie. Ale to był jego kraj, jego ziemia, jego lasy i doliny. Był u siebie i bez trudu do nas wrócił.

- Zindu? - odezwałem się szeptem , słysząc zbliżające się odgłosy przedzierania przez krzaki.
- Jestem – odpowiedział .
- I?
- Są. Mają obóz rozbity w wąwozie.
- A Ada?
- Jest, ale …
- Co?
- Nie będziesz zadowolony … - wyraźnie nie chciał mi o czymś powiedzieć.
- No mów!
- Lepiej zobacz to sam.

     Ruszyłem za nim, a za nami pozostali, wiedzeni ciekawością. Do miejsca na niezbyt wysokim grzbiecie, za którym w dole widoczny był niewielki wąwóz, było całkiem  blisko. Po cichu doczołgaliśmy się do skraju i wtedy zobaczyłem Adę, w otoczeniu ciemnoskórych wojowników. Pozostałe dziewczęta porwane przez nich spały spokojnie. Ale nie Ada. Jej usta wypełniał wielki kutas, którego pieściła z wyraźną satysfakcją, w tym samym czasie podskakując na kolejnej grubej pale. W obu jej dłoniach prężyły się następne dwa penisy, przygotowywane do penetracji lub ssania, a może zwyczajnie chciała ich posiadaczy zaspokoić w ten sposób. Byłem zszokowany! Wprawdzie liczyłem się z możliwością wykorzystania seksualnego mojej dziewczyny przez porywaczy, ale nie spodziewałem się, że tak łatwo im się odda. I że będę musiał na to patrzyć. Dłuższą chwilę trwało, zanim przypomniałem sobie, po co tu jestem. Policzyłem napastników – było ich czternastu. Mając gdzieś z tyłu głowy fakt, że jest już bardzo późna noc, zacząłem  nawet współczuć Adzie, bo to oznaczało, że ta orgia trwa już kilka dobrych godzin i końca nie widać. Przy tylu ruchaczach, zanim zaspokoi ostatniego, to pierwszy już jest znowu gotowy! Wprawdzie pięciu już leżało pod skałą pochrapując, ale przecież mogą się obudzić i w każdej chwili wrócić do gry.  

     Zindu szturchnął mnie, wskazując na wejścia do wąwozu. Aha, czyli jeszcze dwóch strażników. Nie mieliśmy żadnych szans. Jedyne na co mogłem liczyć, to że po tak intensywnej nocy, spędzonej na bzykaniu białej kobiety, wreszcie padną i zasną głębokim snem. Na razie się nie zapowiadało, bo kolejka do Ady była wciąż dość liczna. Wycofaliśmy się, aby nie patrzyć jak cipkę mojej dziewczyny demolują wielkie afrykańskie fiuty, a przy okazji też potrzebowaliśmy odpoczynku. Po powrocie do naszego źródełka ustaliliśmy dyżury – jeden z nas obserwuje porywaczy, pozostali śpią. Mbu stwierdziła, że najlepiej będzie, jeśli to ona obejmie pierwszą wachtę. Chętnie się zgodziłem, bo sam nie chciałem tego widzieć i nie cieszyło mnie też, że Mark był świadkiem jej i mojego upokorzenia. Zindu i Mbu raczej nie powinni mieć z tym problemu. Więc oni mieli czuwać jako pierwsi. Kiedy Mbu bezgłośnie oddaliła się od nas, już po kilku chwilach usłyszałem odgłosy świadczące o głębokim śnie moich towarzyszy. Ja niestety wciąż miałem przed oczami uradowaną buzię Ady i czarnego kutasa, który był powodem tej radości. Gdy tylko zamykałem oczy, ten diabeł wchodził przez jej usta, by za chwilę wycofać się, cały pokryty śliną. Drugi penetrował jej cipkę, z całą pewnością zalaną już niejednokrotnie przez dziesiątki innych kutasów. Byłem wściekły! Ale też niezwykle zmęczony. Pomimo koszmarnych obrazów, jednak usnąłem.

Łapki i komentarze mile widziane :)
Pozdrawiam
0bi1

0bi1

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 3815 słów i 21091 znaków.

6 komentarzy

 
  • Xe

    Oby szybko kolejna część

    10 lipca

  • 0bi1

    @Xe W głowie jest już całość. Najtrudniej jednak zasiąść do pisania.

    11 lipca

  • Niecierpliwy

    @0bi1 jak dla mogła by się ta opowieść za szybko nie skończyć :D

    4 dni temu

  • Dawid12344

    Dlugo cie nie bylo,am nadzieje ze nie znikniesz ;)

    10 lipca

  • agnes1709

    Fajnie, że nie zginęłaś. Ostatnio brak fajnych autorów.😘

    10 lipca

  • Helen57

    Przykre że została porwana ale też dobrze że ma możliwość zasmakować więcej

    9 lipca

  • Goscd

    Świetne opowiadanie czekam na kolejne części

    9 lipca

  • eksperymentujacy

    Lato, wakacje…. Korzystaj i pisz dalej :)

    9 lipca